MaGa: Nie pierwszy raz można zobaczyć tekst Słobodzianka na scenie (poprzednio w Teatrze Dramatycznym) i po raz kolejny po jego obejrzeniu mam w duszy grozę, że ludzie ludziom potrafią zgotować taki los. A jednocześnie tchnie z niego nadzieja, że może kiedyś znikną wzajemne uprzedzenia, upadną stereotypy.
Robert: Naprawdę czujesz taką nadzieję? Dla mnie niestety to przede wszystkim opowieść pełna goryczy, opowiadana właśnie po to, że tak mało osób rozumie, pamięta. Dlatego tak ważna. Ale czy wychodzi się z nadzieją? Może raczej właśnie z bólem w sercu i znakami zapytania. Nie tylko o to jak to możliwe, że tyle cierpienia zgotowali ludzie innym ludziom. To również pytania o nasze wybory, dokonywane przecież z dobrymi intencjami, ale przecież nie zawsze muszą one nieść dobro innym ludziom.
Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żydowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żydowski. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 22 stycznia 2024
Historia Jakuba, czyli jak to wszystko posklejać?
środa, 26 lutego 2020
Śpiewak jazzbandu, czyli Broadway kontra synagoga
Film sprzed ponad 90 lat stał się kanwą ubiegłorocznej premiery Teatru Żydowskiego, musicalu, który jak na ich repertuar muzyczny, jest dość nowoczesny. Czy dobre tempo, energia, to pomysł na przyciągnięcie młodszej publiczności? Gdy w styczniu miałem okazję spektakl oglądać, rzeczywiście młodzieży było sporo.W umiejętny sposób wykorzystano materiał, w którym są odwołania do tradycji i kultury żydowskiej, ale i elementy, z którymi identyfikują się młodzi ludzie. Kryzys tożsamości, jakiś bunt, próba szukania własnego miejsca i pogoń za marzeniami (karierą?), często wywołuje konflikt pokoleń, jakieś rodzinne dramaty. Czy tak jednak być musi? Jest w tej historii miejsce na to, by przedstawić racje obu stron, by pokazać drogę do pojednania - oby nie za późno...
Krótko o tym co mi się podobało. Na pewno fajnie się sprawdza nawiązanie do początków kina - w rozwiązaniach scenicznych jak wyświetlane zdjęcia, taper, który jednocześnie staje się narratorem całości. Jestem pełen podziwu, że na niewielkiej scenie udało się pomieścić nie tylko spory zespół, ale i sprawić, by nie było chaosu, byśmy mieli wrażenie spójności tego co widzimy. Czasem coś zgrzytnie (bo np. do modlitwy jednak warto by było przebrać tancerki), ale generalnie jest dobrze. Pozytywnie też warto wspomnieć również o indywidualnej grze.piątek, 28 grudnia 2018
Kto napisze naszą historię, czyli nie zapomnijcie
Nie wiem w ilu kinach będzie ten dokument wyświetlany, ale zainteresowani tematem niech się rozglądają. Nancy Spielberg (nazwisko nie jest przypadkowe - to siostra) i Roberta Grossman tworzą filmowy pomnik dla ludzi, którzy tworzyli projekt Oneg Szabat. Nic Wam to nie mówi? A tematem warto się zainteresować. Emanuel Ringelblum gdy Niemcy zaczęli tworzyć getto w Warszawie i na siłę gromadzić tam Żydów nie tylko z miasta, ale z całej okolicy, postanowił w jakiś sposób dokumentować to w jaki sposób są łamane prawa człowieka, jak odbiera się godność jego narodowi. Poprosił o pomoc, najpierw kilka osób, a potem w projekcie uczestniczyło ich ponad 60. Zbierali nie tylko świadectwa, to co usłyszeli od innych, czego sami byli świadkami, ale z czasem również wszystkie ślady dotyczące życia w getcie: plakaty, obwieszczenia, rysunki. To wszystko było ich sposobem na walkę w podziemiu - by Niemcom nie udało się wszystkich wymordować, zacierając wszelkie ślady, by ich kłamstwa, jak choćby te, że mur miał chronić miasto przed epidemią tyfusu, wyszły na jaw. Sami chcieli pisać swoją historię, a nie umierać bezradnie, skazani na zapomnienie.czwartek, 20 grudnia 2018
Miłość szuka mieszkania, czyli komedia z getta
Gdy słyszysz: komedia z getta, może myślisz sobie: jak można się śmiać? Ale przecież to nie jest rzecz napisana teraz, nikt sobie nie żartuje z tego co się tam działo - Jerzy Jurandot napisał ją właśnie w getcie i tam ją właśnie wystawiał. Potem sztuka wraz z innymi zapiskami była zakopana i choć wydobyto ją na światło dzienne, przez wiele lat była zapomniana.
Właśnie dziś oglądałem dokument "Kto napisze naszą historię" (Kino Atlantic - polecam, bo chyba mało kto będzie to puszczał) i pomyślałem, że to być może właśnie wśród tych okruchów pamięci, świadectw i dokumentów opisujących różne aspekty życia w getcie, zbieranych przez grupę w ramach projektu "Oneg Szabat" był również tekst tej komedii. Ten jeden egzemplarz, dzięki któremu możemy teraz powrócić do tamtych dni, śmiać się z podobnych rzeczy, z jakich śmiano się i wtedy, pomyśleć nad tym czemu to było dla tak ważne, by w tak trudnych czasach nie porzucać również prób dostarczenia ludziom odrobiny wytchnienia, zapomnienia. Odebrano im tak wiele, ale wciąż zapaleńcy, prawie do końca podejmowali się misji prowadzenia nie tylko stołówek, ale i teatrów czy szkół. Nie dać sobie odebrać godności, człowieczeństwa, prawa do pamiętania o tym jak było, zapomnieć choć na chwilę o głodzie i o tym, że kolejnego dnia może już nie przeżyją.
To połączenie brzmi dziwnie, ale to prawdziwa komedia z warszawskiego getta.
Właśnie dziś oglądałem dokument "Kto napisze naszą historię" (Kino Atlantic - polecam, bo chyba mało kto będzie to puszczał) i pomyślałem, że to być może właśnie wśród tych okruchów pamięci, świadectw i dokumentów opisujących różne aspekty życia w getcie, zbieranych przez grupę w ramach projektu "Oneg Szabat" był również tekst tej komedii. Ten jeden egzemplarz, dzięki któremu możemy teraz powrócić do tamtych dni, śmiać się z podobnych rzeczy, z jakich śmiano się i wtedy, pomyśleć nad tym czemu to było dla tak ważne, by w tak trudnych czasach nie porzucać również prób dostarczenia ludziom odrobiny wytchnienia, zapomnienia. Odebrano im tak wiele, ale wciąż zapaleńcy, prawie do końca podejmowali się misji prowadzenia nie tylko stołówek, ale i teatrów czy szkół. Nie dać sobie odebrać godności, człowieczeństwa, prawa do pamiętania o tym jak było, zapomnieć choć na chwilę o głodzie i o tym, że kolejnego dnia może już nie przeżyją.
To połączenie brzmi dziwnie, ale to prawdziwa komedia z warszawskiego getta.
niedziela, 27 sierpnia 2017
Festiwal Singera oficjalnie rozpoczęty, czyli ogromna różnorodność
Dwa świetne koncerty i to takie moje małe pocieszenie, bo wczorajsze wydarzania ze względów zdrowotnych odpuściłem. Tyle się dzieje w ramach Festiwalu, że nawet ciężko czasem zdążyć w różne miejsca. Choćby dziś: musiałem wyjść z koncertu Kroke, żeby zdążyć na wejście do synagogi na koncert otwarcia. Ale i tak jestem szczęśliwy. Ale padnięty okrutnie. Jutro napiszę więcej.Co prawda Włodek doradza mi żebym odpuścił - co za różnica, czy wrzucę 30 czy 20 notek. Ale dla mnie to jakoś ważne, żeby nie odpuszczać i żeby wrzucać choćby szkice i pamiętać o tym, by je potem uzupełnić. To mnie mobilizuje.
Kroke. Płyta co prawda wyszła w na wiosnę, ale dotąd chyba nie koncertowali w Warszawie, więc potraktowali koncert w ramach festiwalu jako premierę płyty "Traveller". I muszę Wam powiedzieć, że te numery, które zagrali właśnie z tego krążka bardzo mnie zauroczyły. To nawet nie tyle folk, a raczej world music na poziomie światowym, ich własne kompozycje (poza Kantym Pawluśkiewiczem), przenoszące nas w różne strony świata. Spodziewałem się, że dużo będzie muzyki klezmerskiej, ale dostaliśmy raczej klimaty arabskie, bardziej dzikie, nieujarzmione. Trio wzbogacone perkusją, to zestaw, w którym nic nie brakuje. Jest w tej muzyce (jeszcze nie znam całej płyty, na razie mogę odnosić się jedynie do fragmentów z koncertu) dużo wolności, przestrzeni, poszukiwań. I zabawy. Ileż luzu jest w tym jak grają, a jednocześnie harmonii. Świetny był zwłaszcza Tomasz Kukurba niczym frontman wyczyniający dzikie harce, a jego głos obok altówki stawał się kolejnym instrumentem.
wtorek, 26 lipca 2016
Holocaust Survivors Band, czyli nigdy więcej

Niesamowity koncert.
Wśród publiczności Sprawiedliwi wśród Narodów Świata, a na scenie ci, którzy przeżyli Holokaust. I nieważne, że panowie to amatorzy i grają nie zawsze super profesjonalnie. Liczy się serce i przesłanie.
Do tego organizatorzy, czyli Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce zaprosiło do współpracy Muńka Staszczyka i Warszawską Orkiestrę Sentymentalną.
Przynajmniej trzy pokolenia na scenie, a dzięki nim wieczór stał się potańcówką, wspomnieniem muzyki dawnej Warszawy. Polki, walczyki, piosenki jakie znamy z czarno białych filmów sprzed wojny. Odrobina muzyki żydowskiej, nie stanowiła ona większości materiału, ale tu właśnie Warszawa była w centrum. Taka sentymentalna podróż do przeszłości. Obaj panowie podobno marzyli o tym, by zagrać właśnie w Polsce oraz w Izraelu. I przynajmniej w połowie już się to spełniło. I tylko można trzymać kciuki, by mogli koncertować dalej. Bo to nie tylko muzyka, ale i zawsze masa wzruszeń. Dwóch ocalałych z Holokaustu polskich Żydów po raz pierwszy przyjeżdża do kraju dzieciństwa. Jeden ma lat 88, drugi 91. Grają i śpiewają z przesłaniem: nigdy więcej wojny. Panie Dreier, Panie Sosnowicz, głębokie ukłony za dziś. I dla wszystkich, którzy z Wami dziś byli na scenie, którzy pomogli to zorganizować.
Takiego wykonania "Warszawy" Staszczyka jeszcze nie słyszałem :) Może i niedoskonałe, bo przecież spotkali się dopiero kilka godzin wcześniej, ale jakże klimatyczne.
A z wczorajszą notką też jest coś wspólnego: "Ta ostatnia niedziela"
Poniżej znajdziecie filmiki.
czwartek, 28 stycznia 2016
Noc całego życia, czyli spektakl, który zmienił moje myślenie o teatrze ...
W
ostatnich dniach widziałem kilka różnych przedstawień w różnych teatrach,
bywało, że wychodziłem wściekły z powodu straty czasu, czasem zawiedziony, że
dobry pomysł nie został odpowiednio wykorzystany, aż w środę wybrałem się do
Teatru Żydowskiego. Stało się, muszę zrewidować wszystkie sądy, które
wygłaszałem na temat tego teatru… Kto
myśli, że oto stwierdzę, że nagle coś się zepsuło, że wynudziłem się, będzie
zawiedziony. Rewizja poglądów dotyczyć będzie raczej tego, że wszystkie
spektakle w wykonaniu artystów Teatru
Żydowskiego, które do tej pory chwaliłem, bledną przy tym, co pokazano w „Nocy
całego życia”. To, co wydarzyło się tego wieczoru, tworzy historię polskiego
teatru.środa, 20 stycznia 2016
Kamienica na Nalewkach, czyli kto marudzi na Cepelię, ten trąba!
Na
przekór tym, którzy nonszalancko określali swego czasu repertuar Teatru
Żydowskiego jako nieco cepeliowy, „Kamienica na Nalewkach” ma się znakomicie i
grana jest już szesnasty sezon! Kto by uwierzył, że premierę miała 16 grudnia
2000 r.! Najlepszą tradycją światowych scen jest utrzymywanie w repertuarze przez
lata sztuk, na które publiczność wykupuje bilety z dużym wyprzedzeniem. Tak
jest i w tym przypadku, zatem: świętuje
Idea
spektaklu spodoba się zapewne wszystkim tym, którzy idąc do Teatru Żydowskiego chcieliby
obejrzeć pogodny obraz, pełen pozytywnego przesłania, nie zaś trudne widowisko
poświęcone trudnym czasom wojny. Jest to wszak najwyższych lotów widowisko
pełne najwspanialszych żydowskich dźwięków, misternie tkanych nostalgicznych tekstów
piosenek, zabawnych historyjek, gagów. Ponad dwie godziny rozrywki, bez chwili
nudy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
