Pokazywanie postów oznaczonych etykietą world music. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą world music. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 czerwca 2019

Dead Can Dance, czyli dzieci Słońca

Marzenie się spełniło. Blisko 40 lat słuchania muzyki Dead Can Dance, parę ich wizyt w Polsce, gdzie cena była dla mnie poza zasięgiem i wreszcie zacisnąłem żeby, wyłożyłem prawie 700 zł i mogłem zobaczyć ich na żywo!
O dziwo Torwar, który dotąd raczej niezbyt dobrze utrwalił się w moich wspomnieniach od strony akustyki, zachwycił bardzo pozytywnie. I pal licho, że krzesełka mało wygodne... Tego wieczoru liczyła się muzyka!
A że pewnie to jedna z ich ostatnich tras koncertowych, tym bardziej cieszę się, że mogłem w tym uczestniczyć. To był taki the best-of, bo zagrali chyba tylko jeden fragment z najnowszej płyty, a większości sięgnęli po to co najbardziej znane i kochane. Materiał wydawany jeszcze w latach 80 i 90, to nie tylko wtedy była magia - nadal nią jest! Mimo, że może i głos Lisy Gerard już jakby nie ten sam, nie tak mocny. Wciąż jednak wywołuje ciarki na plecach.  

niedziela, 27 sierpnia 2017

Festiwal Singera oficjalnie rozpoczęty, czyli ogromna różnorodność

Dwa świetne koncerty i to takie moje małe pocieszenie, bo wczorajsze wydarzania ze względów zdrowotnych odpuściłem. Tyle się dzieje w ramach Festiwalu, że nawet ciężko czasem zdążyć w różne miejsca. Choćby dziś: musiałem wyjść z koncertu Kroke, żeby zdążyć na wejście do synagogi na koncert otwarcia. Ale i tak jestem szczęśliwy. Ale padnięty okrutnie. Jutro napiszę więcej.
Co prawda Włodek doradza mi żebym odpuścił - co za różnica, czy wrzucę 30 czy 20 notek. Ale dla mnie to jakoś ważne, żeby nie odpuszczać i żeby wrzucać choćby szkice i pamiętać o tym, by je potem uzupełnić. To mnie mobilizuje.
Kroke. Płyta co prawda wyszła w na wiosnę, ale dotąd chyba nie koncertowali w Warszawie, więc potraktowali koncert w ramach festiwalu jako premierę płyty "Traveller". I muszę Wam powiedzieć, że te numery, które zagrali właśnie z tego krążka bardzo mnie zauroczyły. To nawet nie tyle folk, a raczej world music na poziomie światowym, ich własne kompozycje (poza Kantym Pawluśkiewiczem), przenoszące nas w różne strony świata. Spodziewałem się, że dużo będzie muzyki klezmerskiej, ale dostaliśmy raczej klimaty arabskie, bardziej dzikie, nieujarzmione. Trio wzbogacone perkusją, to zestaw, w którym nic nie brakuje. Jest w tej muzyce (jeszcze nie znam całej płyty, na razie mogę odnosić się jedynie do fragmentów z koncertu) dużo wolności, przestrzeni, poszukiwań. I zabawy. Ileż luzu jest w tym jak grają, a jednocześnie harmonii. Świetny był zwłaszcza Tomasz Kukurba niczym frontman wyczyniający dzikie harce, a jego głos obok altówki stawał się kolejnym instrumentem.

sobota, 17 grudnia 2016

W drodze (Martyna Wojciechowska), czyli muzyczna podróż przez świat

Różnego rodzaju składanek na naszym rynku jest sporo, tych autorskich, firmowanych znanych nazwiskiem jest trochę mniej, ale jak tu przekonać słuchaczy, że ta akurat jest wyjątkowa, że warto zaufać temu kto ten zestaw przygotował. Gusta przecież są różne, a to, że kogoś lubię, nie musi oznaczać, że będzie mi pasować wszystko to, co fajne dla niego. Hmm. Postanowiłem jednak zaryzykować, trochę z ciekawości, a trochę z sympatii dla Martyny Wojciechowskiej. Któż nie zna jej pasji podróżniczej, jej determinacji w realizacji kolejnych projektów. I wiecie co? Jakoś nie mam poczucia (jak to czasem bywa), że ta płyta jest jakiś na siłę przygotowanym produktem, który ma służyć jedynie kasie. Słucham tego i czuję się przekonany, że było w tym pragnienie podzielenia się tymi emocjami, które czuje się w trakcie podróży, jedząc to co tubylcy, śpiąc wcale nie w super wygodnych hotelach, chodząc na imprezy do miejsc, gdzie słucha się muzyki i tańcząc przy tych samych dźwiękach.

To rzeczywiście świetny muzyczny zestaw. Wcale nie przeszkadza fakt, iż nie ma tu znanych przebojów, ba, nie ma nawet znanych nam wykonawców (no może ze dwoje). Wojciechowska poszła bowiem zupełnie innym kluczem niż większość tych, którzy przygotowują składanki World Music. Nie szukała na siłę folku, rzeczy, które by oddawały ducha muzyki brzmiącej w jakimś regionie, czy kraju. Zebrała ogromnie różnorodny zestaw utworów, bazując głównie na tym, że tam się tego właśnie słucha. Jest więc egzotycznie, chwilami etnicznie, ale często to kawałki, które mogłyby zabrzmieć również w naszym radiu, popowe, wpadające w ucho, tyle, że nasycone odrobinę inną kulturą. I może właśnie dlatego tak dobrze się tego słucha!

poniedziałek, 17 marca 2014

Dhafer Youssef - Birds requiem, czyli czy lubisz latać?

Dziś DKK i dyskusja o powieści Bator, wieczorem więc będzie mało czasu na pisanie kolejnych notek. Sięgam więc po płytę - niech muzyka dobrze wybrzmi i zastąpi moje gadulstwo.
Muzyka odkryta niedawno i zupełnie przypadkowo, bo niezbyt często przeszukuję zasoby muzodajni w zakładce jazz. Ale skoro nie znalazłem nic ciekawego w nowościach z innych gatunków, kroki zawiodły mnie i tam. Dzięki temu po raz pierwszy odkryłem Dhafer'a Youssef'a - tunezyjskiego muzyka, wokalisty i wirtuoza gry na oudzie i jego ostatni album. Płytę magiczną, klimatyczną, egzotyczną. No słów mi brakuje...

wtorek, 18 grudnia 2012

Spleen and Ideal - Dead Can Dance, czyli w sam raz na Adwent

Znajdź odwagę w sercu
Odrzuć swoje lęki
Zamknięty gdzieś głęboko w środku
Przez te wszystkie lata

Pozostań w świetle

Odrzuć swoje lęki
Przez które byłeś
zahipnotyzowany
Przełam to zaklęcie ciszy 
(Mesmerism)

Już nieraz pisząc o muzyce wspominałem ile w tych moich różnorodnych fascynacjach jest ulotnych emocji, jakichś nastrojów, które sprawiają, że właśnie ta, a nie inna płyta trafia (na dłuższy lub krótszy czas do odtwarzacza). Wiele z krążków stoi miesiącami na półkach czekając na tę chwilę, ale i tak cieszę, że tam są - polowałem na nie długo, wciąż uzupełniam kolekcję, by gdy najdzie mnie ochota nie musieć poprzestawać na namiastkach, czyli na internecie, mp3 itd. Dead Can Dance to moja muzyczna miłość od lat (aż dziwne, że jak dotąd w ciągu ostatnich dwóch lat pisałem tylko o Aion), strasznie się cieszyłem z ich reaktywacji, żałuję tylko, że koncert w Warszawie był poza zasięgiem moich możliwości finansowych. O nowej płycie pewnie innym razem, a dziś powrót do płyty, która ma już lat 27. A w okresie Adwentu jest idealna i często do niej wtedy sięgam.

czwartek, 6 października 2011

Aion - Dead Can dance, czyli głos anioła


Płytka może i ma swoje lata (21 dokładnie), ale ta muzyka się nie starzeje, a ostatnio do niej coraz częściej wracam. Jesień w końcu idzie, a jaka pora roku kojarzy się nam bardziej z aniołami niż jesień? Zaczynałem od słuchania audycji T. Beksińskiego i "bakcyl" tej niesamowitej muzyki pozostał na lata, potem juz sam szukałem kolejnych płyt. W okolicach 1 listopada przesłuchajcie np. Within The Realm Of A Dying Sun, a zakosztujecie jak ta muzyka może niesamowicie wpływać na oderwanie się od naszej przyziemnej rzeczywistości. Jak dla mnie to przede wszystkim zasługa niesamowitego wokalu Lisy Gerard, ale coby nie mówić - jej solowe projekty już nie robią aż tak wielkiego wrażenia jako domknięta całość. Widać więc wpływ na kompozycje drugiej połowy trzony zespołu czyli Brendana Perry jest niebagatelny... A dziś kilka słów o płycie Aion - trochę zmieniajacej obraz zespołu.