
Jarmush tworzy filmy według swojego pomysłu i nie przejmuje się masowymi upodobaniami. Chyba niewielu reżyserów wybaczono, by takie kpiny z zombie, z taką obsadą aktorską. Przecież żywe trupy to u nas raczej kino kategorii B, no chyba że raz na jakiś czas trafi się niezły horror (np. z Azji). Jak poważnie podejść do takiego tematu? A tu proszę - niby cały czas jest kpina z gatunku, a jednocześnie wcale nie zrobiono tego według schematu - żadnego przyspieszania akcji, epatowania przemocą, grozy, gonitw. Zombie snują się po mieście, zabijają, a ludzie przyjmują to z dziwnym spokojem i fatalizmem. Skoro sami naruszyliśmy prawa natury, chyba można się spodziewać konsekwencji. A te są zadziwiające i znane jedynie tym, którzy uwielbiają popkulturowe smaczki rodem z kiepskiego kina i komiksów. Kilku nerdów jednak nie pokona armii żywych trupów, trzeba być bowiem bez serca by walczyć z tłumem, w którym widzisz np. przyjaciół lub członków rodziny.




Druga produkcja przynajmniej ma jasny przekaz i daje dokładnie to co obiecuje tytuł. Zresztą jako sequel ma jedynie do powtórzenia pewną drogę - dostarczyć jak największej rozpierduchy. O jedynce pisałem i bawiłem się na niej nawet nieźle. Teraz może już nie było tego zaskoczenia, ale też była zabawa. Wymyślanie najbardziej spektakularnych sposobów na zabicie zombie oraz ostatnie sceny i z Billem Murayem były fajnym dodatkiem do kolejnych potyczek jakie zmuszeni byli prowadzić bohaterowie. Wracamy do nich po latach, są trochę dojrzalsi, ale w duszy niewiele się zmienili.
Są mniej i bardziej grube żarty, jest słodka idiotka, która stanowi fajny dodatek do ekipy, a reszta pozostaje bez zmian - zabić jak najwięcej zombiaków.

Tallahassee pozuje na twardziela, Columbus pozostaje wrażliwcem mniej skłonnym do przemocy, a bardziej do wymyślania zasad potrzebnych do przeżycia, a Wichita i Little Rock postanawiają na chwilę spróbować życia na własną rękę. Co z tego wyjdzie możecie się domyślać.
Subtelności tu nie szukajcie. Komu się jednak podobała część pierwsza, do nowej odsłony sięgnie z przyjemnością. I się nie zawiedzie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz