
Niczym komandos odcina prąd lub wysadza transformatory i mimo poszukiwań "kobiety z gór" służby nie potrafią jej schwytać. Nawet jeżeli nie pochwalamy jej metod, trudno nie poczuć do niej sympatii. Jest samotna, nie do końca potrafiąca przekonać opinię publiczną do swoich racji, głęboko przekonana co do słuszności swojej walki, ale chyba najbardziej lubimy ją za to, że jest normalna, że popełnia błędy. No i ma ogromną słabość: marzy o dziecku, a tu akurat pojawia się szansa na adopcję dziewczynki z Ukrainy. Tak jak stara się chronić przyrodę swojego kraju, ryzykując dla niej swoje życie, wierzymy że jako matka byłaby taka sama, może wtedy trochę zmieniłaby się jej hierarchia, znalazłaby nowy cel w życiu.
Jest coś cholernie ciekawego jak to połączenie scen niczym z kina akcji i bardzo nostalgicznych fragmentów pokazujących Hallę w życiu codziennym, domowym, ładnie spina się nam w całość w tym filmie. Pewnego rodzaju łącznikiem jest kapela, która towarzyszy bohaterce w różnych dziwnych miejscach, niczym świadek jej rozterek, czasem dopingując ją do działania, a czasem dzieląc z nią smutek. W pewnym momencie dołącza do niego jeszcze ukraiński chórek z pieśniami bardziej melancholijnymi...
Prosty, trochę absurdalny pomysł, ale wizualnie i muzycznie kapitalny.
Może nawet żal, że wątek społeczny, walki o ekologię, nie został pociągnięty dalej, tak jakby ta walka nie mogła zostać wygrana. Bohaterka może zwyciężyć, ale jedynie w swoim prywatnym życiu.
Nie jest to komedia, ale mimo wszystko pozostaje w nas jakieś ciepełko w serduchu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz