No tak, zanim napiszę o wrażeniach z filmu, który miał być największym hitem Nocnego Maratonu Filmowego w Multikinie, parę zdań o innym horrorze, który był puszczany tej nocy. Wytrwałem na dwóch, ale nawet nie żałuję, bo boję się, że zestawy robione są coraz bardziej na siłę, coraz mniej tam rzeczy oryginalnych.
Delirium choć pogrywa z widzem klasycznymi motywami, w dodatku jest przeraźliwie nielogiczny, akurat sprawdził mi się nieźle. Wszystko bowiem zależy od tego, czego się szuka w takich klimatach. Oryginalności? Potworności? Dla mnie wystarczy trochę dobrych scen typu jumpscare i wychodzę zadowolony. Mam bowiem wrażenie, że im bardziej twórcy silą się na "coś więcej", tym bardziej idiotycznie wychodzi. Potwory śmieszą, psychopaci nie przerażają, a duchy bywają tak kretyńskie, że aż głowa boli. Nie wiem czy to takie trudne, mając niezły budżet, nakręcić film, który nie udaje, że jest czymś więcej niż jest, straszy, wciąga, a jednocześnie nie jest głupawy?
Tu najbardziej mogą zgrzytać założenia: facet opuszcza zakład dla psychicznie chorych, ale ma być miesiąc pod obserwacją policji, nie opuszczać wielkiego domu, w którym jest zupełnie sam i nikogo do niego nie wpuszczać. Kontroli mają służyć oprócz bransoletki na nodze również wizyty opiekunki i telefony, które trzeba szybko odbierać o dowolnych porach. Gdy już ten idiotyzm zaakceptujemy można już spokojnie się rozsiąść w fotelu i bawić kolejnymi scenami. Schemat: co jest realne, a co jest projekcją, sprawdza się naprawdę dobrze, samo łażenie po tym domu wywołuje niepokój, a każda dziwna sytuacja jedynie go potęguje. Szkoda, że potem jest już dużo bardziej racjonalnie i przewidywalnie. Umiejętnie budowana tajemniczość, sugerowane popadanie w szaleństwo głównego bohatera, nie dała się widać do końca obronić, bo zabrakło dobrego pomysłu na jej pociągnięcie dalej. Na plus jednak można powiedzieć: przynajmniej nie nudzą, a w finale starają się być konsekwentni.
Niestety nie znalazł się żaden dystrybutor, który byłby gotowy na wejście z tym do kin, może dlatego, że nie ma na ekranie wielkich nazwisk? Jeżeli gdzieś traficie, spróbujcie - mimo, że nie jest to produkcja super porywająca, ma kilka niezłych scen i ogląda się ją z przyjemnością.
Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Nie widziałam, ale recenzja mnie zaciekawiła. Być może kiedyś się skuszę, jak puszczą w telewizji albo natrafię na DVD w korzystnej cenie (o ile ten film zostanie tak wydany). Lubię czasami obejrzeć coś z horrorów, acz przyznam, że nie przepadam za tymi najbardziej makabrycznymi.
OdpowiedzUsuńja nie przepadam za horrorami, nie lubię się bać, ale od czasu do czasu... :)
Usuń