niedziela, 17 marca 2019

Ruby, czyli i wymarzył sobie kobietę


Strasznie żałuję, że tak późno piszę na blogu o tym spektaklu, bo niestety zdaje się przegapiłem ostatnie terminy w tym roku gdy mogliście go jeszcze zobaczyć. Chętni będą chyba musieli czekać aż do kolejnego sezonu. Niby Teatr WARSawy ma masę innych rzeczy wartych zobaczenia, ale w większości to repertuar dużo poważniejszy, natomiast Ruby może się podobać bardzo różnej widowni. Zarówno tym, którzy lubią inteligentne komedie, jak i tym, którzy chodzą do teatru głównie "na nazwiska". Skoro w obsadzie m.in. Sonia Bohosiewicz, Sławomira Łozińska, Edyta Olszówka i Mateusz Banasiuk, to chyba nie ma co narzekać na brak znanych twarzy, prawda?
Spektakl w reżyserii Adama Sajnuka to jedno z tych przedstawień, które wydają się z pozoru lekkie, bawią, ale potem wychodzisz z teatru i masz masę refleksji. Mam wrażenie, że nie tylko humor jest bliski Allenowi, ale i sam pomysł wyjątkowo wpisuje się w różne scenariusze reżysera.

Oto młody pisarz, po wyjątkowo dobrze przyjętym debiucie, ma ewidentny kryzys twórczy i cierpi męki, gdy wszyscy pytają go albo to co nowego pisze albo też o życie uczuciowe. To drugie interesuje przede wszystkim mamę (Łozińska) i siostrę (Bohosiewicz), którym wydaje się, że różne jego problemy i dołki psychiczne zniknęły by szybko, gdyby tylko z kimś się związał. Mamy wrażenie, że zarówno dobre rady mamusi, jak i zmuszanie do aktywności fizycznej przez siostrę, jeszcze bardziej dołują naszego bohatera. Nawet spotkania u terapeutki (Olszówka) nie przynoszą mu wielkiej ulgi, choć nawiązali dobrą relację i rzeczywiście traktuje ją jako wsparcie w różnych trudnościach. Calvin jest nieśmiały, raczej niepewny siebie, pragnie akceptacji, ale wciąż boi się tego iż każdy przejaw zainteresowania nim to litość lub interesowność. A on chciałby inaczej.
Wszystko zmienia się gdy przyśni mu się kobieta i spróbuje ten sen opisać. Każdy dialog, jej gest, wyraz twarzy, detal... Gdy ma się do czynienia z ideałem, to myśli się o niej non stop. A co by było gdyby ten ideał stał się rzeczywisty? Przekonajcie się sami.
Napisałem, że jest zabawnie - i jest. Bo też sam koncept, by kobieta spełniała każdą myśl, życzenie mężczyzny, nawet je uprzedzając, to taki raczej rodem z dowcipów. Neurotyczny Calvin nagle staje się przeszczęśliwy, problemy znikają, a on sam staje się królem życia. Ile to może trwać? Kiedy to się znudzi? I to właśnie ta ciekawa rzecz ku refleksji. Bo czy może istnieć romans, w którym jednej ze stron jedynie wydaje się, że robią coś z własnej woli, że pragną tego co robią i je to uszczęśliwia? Ten brak równowagi z góry skazuje ten eksperyment na porażkę, tylko kto pierwszy sobie to uświadomi... Można przyjrzeć się temu co tak naprawdę rozwala wiele związków, jak wiele oczekiwań i różnych traum do nich wnosimy, nie będąc otwarci na drugą połowę. Stajemy się światem, w którym niby ludzie nie są już ograniczeni prawie żadnymi barierami, a jednocześnie są coraz bardziej samotni i nieszczęśliwi.
Mieliśmy już nie tak dawno futurystyczny obraz "Ona" i tu mamy do czynienia z czymś podobnym. Skupienie na sobie, uzależnienie od pozytywnych wzmocnień i parcie do przodu nie zważają na nic, logicznie rzecz biorąc to najlepszy sposób na katastrofę. Generalnie całe to doświadczenie nadaje się jednak na świetną powieść (lub film). To odczucie wcale nie jest przypadkowe, bo rzeczywiście tekst jest adaptacją scenariusza autorstwa Zoe Kazan.

Prosta scenografia, szybkie przechodzenie z jednej sceny do drugiej, odrobina humoru, dobra gra aktorów i oto mamy spektakl, który naprawdę może się podobać. Nie napisałem jeszcze o jednej postaci, która przecież dla naszego bohatera jest najważniejsza. I powiem szczerze, że to ona skupiła moją największą uwagę tego wieczoru. Ewelina Pankowska jako tytułowa Ruby wykorzystała swoją bardzo ciekawą urodę, by stworzyć w tym przedstawieniu postać, w której było coś z dziecka, nimfetki, lolity i mimo całej sztuczności sytuacji, nie była robotem, miała duszę. I to ona moim zdaniem była z tej piątki najciekawsza. A "Ruby" jak najbardziej polecam! I chyba wyszukam też film dla porównania :)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza