środa, 13 marca 2019

Kocham Bałtyk, czyli uśmiech z goryczką

MaGa: Moje pierwsze spotkanie z Klubem Komediowym i jestem na TAK. Siedzimy sobie w klubie, popijamy co kto lubi, a spektakl odbywa się tak jakby „przy okazji”…

R.: Miejsce jest znane Warszawiakom z różnych projektów łączących stand up, improwizację, muzykę i humor. Ale jest w nim również miejsce dla spektakli, które spokojnie można by wystawiać na innych scenach. W tej specyficznej, kameralnej atmosferze mogą wybrzmieć w nich trochę inne tony - aktor jest bardzo blisko widza, praktycznie może przechadzać się między stolikami, reagować na coś co wyczuwa, improwizować.
Być może to właśnie ta atmosfera skłoniła Agnieszkę Przepiórską, by właśnie tam ogłosiła powstanie swojego autorskiego projektu: Teatru Furiosa - bez stałego miejsca, takiego jednoosobowego teatru w ruchu, który stałby się szyldem dla jej różnych monodramów dotąd realizowanych.


Fot: Łukasz Konopa, https://komediowy.pl/event/kocham-baltyk-2/
MaGa: Wychodzi na to, że będę mu wierna i będę mu kibicować z ciekawością, bo Agnieszkę Przepiórską zaczynam bardzo lubić. To moje drugie spotkanie z tą aktorką „sam na sam” czyli w monodramie i drugie, które mi się podoba. A każde było inne. „Tato nie wraca” w jej wykonaniu zdruzgotało mi emocje, miałam ochotę wejść na scenę i ją przytulić, natomiast w „Kocham Bałtyk” miałam ochotę podać jej butelkę piwa 😊.

R.: Gdy patrzy się na nas i woła do swoich dzieci, człowiek aż się ogląda gdzie one są. Tu scena jest przestrzenią umowną, a widz choć niby ma swoje miejsce siedzi prawne na niej. A to przechadzanie się i częstowanie się piwem jeszcze mocniej skracało dystans, likwidowało bariery... Chyba nikt się nie oburzał, tak było to rozbrajające.

MaGa: Wygląda na to, że Agnieszka Przepiórska wchodzi na scenę i natychmiast nawiązuje nić porozumienia z widzem. Ona ma w sobie coś takiego, że – jak do tej pory – jest jedynym wykonawcą, z którym, ja jako widz, bez problemu wchodzę w interakcję (czego nie lubię i podejrzewam, że więcej jest takich widzów).

R.: Gdy w głowie wciąż miałem "Tato nie wraca" z jego bardzo ostrą wymową i dramatycznymi tonami, ciekaw byłem jak też wypadnie ona w komediowych klimatach. I po pierwsze muszę powiedzieć, że w pierwszym momencie nawet jej nie rozpoznałem (fryzura), a później zaskoczyła mnie tym jak umiejętnie łączy satyryczne scenki, z dużo poważniejszym rysem psychologicznym swojej postaci.

MaGa: Popatrz, ja również jej nie rozpoznałam. „Kocham Bałtyk” to opowieść humorystyczna o pobycie matki z dziećmi na urlopie nad polskim morzem. I jej przemyślenia. Bo przecież dla matki z dziećmi mąż nie będzie się wysilał, żeby wysłać ją nad jakieś morze kolorowe (Czerwone lub Czarne)… nie, polskie będzie w sam raz 😊. I tu już zaczęłam się śmiać.

R.: Kto tego naszego Bałtyku i wyjazdów nad morze nie pamięta. Dziś niby rzadziej jeździ się pociągiem, ale klamotów chyba jeszcze więcej niż za mojego dzieciństwa. I nie ma tam, że jakieś all inclusive, a nasze, siermiężne klimaty: gorący piasek, zimne morze, tłum, brud, hałas, badziewie i naciąganie. I człowiek wkurwiony, który sobie powtarza: odpocznę, muszę odpocząć... Znamy to dobrze i śmiejemy się trochę sami z siebie, ze znajomych obrazków. W tej sytuacji rzeczywiście facet, który woli zostać w domu, wykręcając się pracą jest zadowolony podwójnie: sam ma święty spokój, a jednocześnie ma czyste sumienie, bo rodzinę wysłał nad morze i powinni mu być wdzięczni...

MaGa: Tekst Zośki Papużanki pod płaszczykiem uśmiechu i śmiechu kryje gorzką prawdę o kondycji naszego społeczeństwa. Dobrze, nie całego, ale jednak. Papużanka naszą bohaterkę umieszcza na plaży z dwójką dzieci, a to może być przeżycie niekiedy traumatyczne. Bo oto już odzyskała ona jaką-taką równowagę po kilkuletnim opiekowaniu się niemowlakami, oderwała od zupek w słoiczkach, które były ciągłym tematem rozmów przy piaskownicach, odmóżdżenie zaczęło ustępować, a tu nagle …

 
fot: Tomasz Ostrowski, http://photo-oto.com/portfolio/kocham-baltyk-rez-agnieszka-przepiorksa-teatr-furiosa-proba-medialna/
R.: ...została wrzucona w piasek, między parawany i budy z pamiątkami, lodami i innymi pokusami, które w domu byś omijał szerokim łukiem. Znowu sprowadzona do roli tej, której jedynym zadaniem jest zajmowanie się dziećmi i dla której rozmowy sprowadzają się do porównywania swojego życia z innymi, podobnymi do niej kobietami.

MaGa: Świetnie się bawimy, kiedy Agnieszka Przepiórska prowadzi nas między plażowiczami, opowiada kolejne scenki, opisuje swoje przemyślenia. Chciałoby się opowiedzieć więcej, ale wtedy kolejnym widzom zepsułoby się zabawę. A bawimy się świetnie, choć ten posmak goryczki towarzyszy nam aż do końca przedstawienia.

R.: I nie chodzi dodajmy jedynie o ten wkurw na to co dziś, ale i masę wspomnień, które się budzą, nie zawsze najweselszych i tak dobrze nam znajomych. Niby dzieciństwo wspomina się dość miło, ale każdy ma chyba z tyłu głowy jakieś traumy, wstyd i rozżalenie. One towarzyszą nam również w życiu dorosłym i choć sami staramy się być rodzicami lepszymi niż nasi, nie zawsze nam to tak dobrze wychodzi. Bohaterka jest tego świadoma i może dlatego tak otwarcie mówi o różnych rzeczach, tęskni za zmianą i myśli o niej całkiem poważnie. Nie chce być jak stereotypowy Polak, który narzeka, ale nic nie zmienia, tak jakby pasował mu ten stan...
Jest więc śmiesznie, ale i refleksyjnie.
MaGa: Trzymam kciuki za rozwój nowego teatru. Myślę, że mu się uda, bo Agnieszka Przepiórska to kobieta-kameleon. Potrafi wzruszać, potrafi rozśmieszać, potrafi być kobietą skrzywdzoną i kobietą pyskatą, wygadaną (tak jak w tym spektaklu). Polecam gorąco ten monodram.

R: A do Klubu Komediowego pewnie wkrótce się znowu wybierzemy. I zdamy relację.
Twórcy spektaklu:
Tekst: Zośka Papużanka
Reżyseria: Agnieszka Przepiórska
Współpraca reżyserska: Anna Gryszkówna
Scenografia i kostiumy: Grupa Mixer
Choreografia: Arkadiusz Buszko

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza