piątek, 22 marca 2019

Berek 2, czyli upiór w moherze.


Ponieważ twórcy zadbali o to w tytule, nawet nie musimy w notce dodawać naszego zwyczajowego: czyli...

MaGa: Kontynuacja niemal już kultowej komedii „Berek czyli upiór w moherze” granej przez dobrych kilka lat w Teatrze KWADRAT. Z obecną kontynuacją tej komedii czyli „Berek 2” łączy je odtwórczyni roli głównej czyli Ewa Kasprzyk, tym razem również w roli reżysera. Jeżeli ktoś był na „pierwszym” Berku i śmiał się do woli, tym razem też będzie usatysfakcjonowany, bo to ten sam rodzaj humoru.


R.: Rozgrywanie różnicy pokoleniowej i zderzenia światopoglądów może wydawać się pełne uproszczeń i przerysowań, ale trzeba przyznać, że może też bawić. Religijność, masa przyzwyczajeń, dziwactw i wścibstwo, kontra izolowanie się w swoim świecie, konsumpcjonizm, zabawa i otwarcie na wszystko co nowe - z tego musi rodzić się masa konfliktów. Zwłaszcza gdy ktoś nie chce tak łatwo pogodzić się z tym, że teraz ludzie mają żyć obok siebie, nie wtrącając się ani nawet nie interesując życiem sąsiadów. Dla pewnego pokroju ludzi z dawnych pokoleń to trudne do zaakceptowania, bo przecież życie w samotności nie ma barw, ani smaku. A gdy masz możliwość objęcia swoim zainteresowaniem kogoś innego, nawet różniącego się od ciebie, z nadzieją że twoja pomoc i życzliwość będą docenione, to tak jakby już tu na ziemi złapało się Pana Boga za nogi.  


MaGa: Humor „Berka 2” polega na bawienia widza spiętrzeniem tylu nieoczekiwanych, niezwykłych przypadków, które w reakcji wymuszają na bohaterach śmieszne zachowania. Czyli komedia z humorem sytuacyjnym. Ot, chociażby wizyta nocną porą po wypożyczenie książki u sąsiada geja…

R.: Powiemy jakiej książki? Eeee może nie. Niech to będzie niespodzianka albo zagadka, co też wierząca emerytka może czytać przed snem 😊. Całość spektaklu tak naprawdę ciągnie Ewa Kasprzyk. Jej bohaterka, ze swoją wylewną życzliwością, przemieszaną w cudowny sposób ze zgryźliwością, jej rozmowy telefoniczne i knucie spisku jakby tu pomóc w znalezieniu dla sąsiada pary, żeby nie był samotny, to perełki aktorskie i najmocniejsze punkty scenariusza.

 MaGa: To jednocześnie kontynuacja historii współistnienia na jednej klatce schodowej dwójki bohaterów tak różnych od siebie powoduje komiczne sytuacje na zasadzie kontrastu. Ona, zatwardziały typowy „moher”, której całe życie świadczy o czymś zgoła innym, ale usta pełne frazesów oraz on – młody, dobrze prosperujący gej, samotny poniekąd przez nią, a właściwie przez jej „nadobecność” w jego życiu…

R.: Ale przyznajmy, że się w dziwny sposób polubili, to już nie tylko tolerancja, ale i życzliwość, bo to przecież z niej wynika chęć obojga, by "pomóc" w tym, by to drugie nie było samotne. W jego przypadku to pewnie też pragnienie, by się odczepiła i zainteresowała się swoim życiem 😊. Ale tak to już bywa z tymi różnicami pokoleniowymi: gdy się jest młodym  pragnie się wolności i tego, żeby starzy się odczepili, ale gdy człowiek sam już jest na emeryturze bardzo chętnie będzie doradzał i "pomagał" jak nie swoim dzieciom to innym młodym, którzy jego zdaniem tego potrzebują.
Mamy dwa mieszkania, a w nich maraton zabawnych sytuacji, pomyłek i niespodzianek. Nie zawsze nasze oczekiwania są realizowane, ale bywa że i z naddatkiem.


MaGa: Bałam się trochę zmiany odtwórcy geja, ponieważ Paweł Małaszyński z pierwszego „Berka…” zdobył serca widzów i osobiście bardzo go lubię, ale obecny odtwórca tej roli, Antoni Pawlicki radzi sobie doskonale. Taki ciepły wewnętrznie facet, którego od razu się lubi.

R.: On wraz z grająca jego sąsiadkę Ewą Kasprzyk mają najwięcej czasu i przestrzeni, by zaskarbić naszą sympatię, grają na luzie i patrzy się na nich z przyjemnością. Najsłabiej moim zdaniem niestety wypada Daniel Olbrychski, który gra jakby był sam na scenie, nie uwzględnia energii innych aktorów. Przez długi czas leży na kanapie więc też i nie ma za bardzo okazji poszaleć, ale mam wrażenie, że nie wykorzystał potencjału jaka tkwiła w jego postaci - podstarzałego Casanovy, któremu wciąż się marzą podboje miłosne.

MaGa: Zaskoczeniem dla mnie był fryzjer – Kamil Kula. Schematycznie usytuowałam go w grupie gejów, a tu… tadam… niespodzianka. Samą mnie to rozbawiło. 

R.: Zawsze musi być przecież jakieś zaskoczenie, prawda? Generalnie w tego typu komediach nawet nie przeszkadzają pewne przerysowania, to właśnie luz z jakim aktor wchodzi w rolę sprawia, że wypada naturalniej, nie jest spięty. Dlatego Łukasz Płoszajski i Maria Niklińska również nie wypadają najgorzej i miło jest patrzeć na ten zespół, który wspólnie bawi się scenariuszem tej sztuki.

MaGa: Trudno pisać o komedii nie zdradzając treści, a zdradzić treść – to ubić komedię. Wobec powyższego radzę pójść do Teatru IMKA i przekonać się samemu…

R. A ponieważ to spektakl grany tam gościnnie i krąży po Polsce, warto po prostu sprawdzać repertuar Teatru Gudejko. Tu więcej informacji. 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza