sobota, 31 marca 2012

Zygmunt Miłoszewski - Uwikłanie czyli nie tylko Mankell i Krajewski potrafią

Powrót do tej książki - po prostu mam chęć na kolejne przygody prokuratora Szackiego, więc postanowiłem sobie odświeżyć pierwszy tom z jego przygodami. Pamiętam, już z pierwszego czytania, że zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie - zarówno sam bohater, poprowadzenie akcji, ale spodobało mi się też wykorzystanie wątku z terapią Berta Hellingera. Akurat w moim środowisku jest sporo osób, które eksperymentują z różnego rodzaju nowinkami, szkoleniami, nowymi metodami pracy psychoterapeutycznej, więc chcąc nie chcąc trochę człowiek się ociera zarówno o tych, którzy nastawieni są do nowinek podejrzliwie, jak i o tych, którzy wchodzą w ciemno w prawie każdą nowość z gorliwością adeptów dopuszczonych do wielkiej wiedzy dostępnej nielicznym. O ustawieniach rodzinnych słyszałem już od wielu lat. Tu co prawda autor nie podkreślił tak mocno różnych kontrowersji jakie są wokół tej metody, można odnieść wrażenie, że jej wytłumaczenie tu jest dość płytkie, ale co tam - liczy się sam pomysł wykorzystania grupowej pracy terapeutycznej w kryminale. Do tego jeszcze smaczki warszawskie, tak miłe chyba każdemu kto czyta o mieście, które zna.
Filmu jeszcze nie widziałem, ale się przymierzam, smuci mnie tylko to, że akcję przeniesiono do Krakowa, Szackiego przerobiono na kobietę i podobno mocno spłycono. Może jeszcze więc do tego tytułu wrócę za czas jakiś w kolejnej notce. A na razie o książce.

piątek, 30 marca 2012

Hana-Bi, czyli przemoc i poezja

Muszę przeprosić, że na razie nie pojawia się obiecywany konkurs czwartkowy, może w niedzielę wrzucę coś i wtedy troszkę większy pakiet do wygrania i wiecej czasu na zgłoszenia. Będzie kryminalnie. A teraz ad rem. Do kina nie ma kiedy chodzić, więc na razie wciąż nadrabiam różne zaległości i funduję sobie przyjemności na małym ekranie. Nie znaczy to, że zawsze jestem do tyłu - np. ku mojemu zdumieniu film, który widziałem już wiele miesiecy temu, czyli Skowyt ma dopiero dziś premierę kinową. Czasem polityka dystrybucji jest u nas dziwna...
A na dziś - powrót do filmu, który kiedyś już widziałem. Po dwóch filmach Takeshi Kitano, które obejrzałem ostatnio postanowiłem powrócić jeszcze raz do chyba jego najsłynniejszego filmu. I powiem Wam, że coraz bardziej zachwycają mnie tworzone przez niego klimaty. Facet jest cholernie oryginalny w tym połączeniu okrutnego męskiego świata i wrażliwości, poetyki, piekna, duszy. Połączenie wydawało by się absurdalne, ale u niego to nie przeszkadza, wszak nie wmawia nam, że tacy są wszyscy "źli". On jedynie pokazuje, że nawet wśród tych "złych" zdarzają się ludzie wrażliwi, z zasadami, z dylematami. Jednym słowem bogaty świat wewnętrzny, w człowieku, który tylko przypadkiem stał się taki jaki jest. Życie go do tego zmusiło, a on do pewnego momentu tkwił w tym, nawet nie zdając sobie sprawy, że może coś zmienić. Zwykle w życiu jego bohaterów przychodzi taki moment, który tę wrażliwość pokazuje na światło dzienne.

czwartek, 29 marca 2012

Bohater z cienia. Kazik Ratajzer - Witold Bereś i Krzysztof Burnetko czyli warto słuchać świadków

Notka troszkę nietypowa, bo mając różne rzeczy do czytania na wielkich stosach zacząłem się tymi książkami dzielić. Korzyść obopólna: ktoś ma frajdę, że może przeczytać dobrą pozycję (a u mnie i tak czekają na swoją kolej), a dla mnie to wsparcie i jakaś odmiana we wrzucanych notkach, jakaś rożnorodność. Oczywiście, że sam również przeczytałem, więc notka rozbudowana też o jakieś moje refleksje - mamy więc dwuglos :) Książka ciekawa, choć być może warto z nią podyskutować, poszperać w innych źródłach. Dobrze, że takie pozycje powstają, bo świadków żyjących już coraz mniej - tym bardziej warto ich słuchać - jak to pamiętają ci, którzy to przeżyli.
Zapraszam do przeczytania notki autorstwa Doroty (bardzo Ci dziekuję!). I podziękowania oczywiście dla Świata Książki za przesłany egzemplarz. 

Powieść biograficzna „Bohater z cienia. Losy Kazika Ratajzer” autorstwa Witolda Beresia i Krzysztofa Burnetki, przedstawia nieznaną mi do tej pory postać działacza Żydowskiej Organizacji Bojowej, uczestnika powstania w gettcie warszawskimi, bohaterskiego wykonawcy planu wyprowadzenia z getta ostatnich jego bojowników – Kazika Ratajzera (Simchy Rotema). Książka opisuje jego losy od czasów przedwojennych do lat współczesnych. Jest to bardzo ciekawa pozycja odkrywająca wiele nieznanych szczegółów historycznych takich jak np. jak akcja „Zemsta”, mająca na celu zorganizowanie przez „Mścicieli”  odwetu na Niemcach (niektórzy byli za tym, że na całym narodzie inni za tym, że tylko na nazistach) za lata cierpienia, poniżenia za  zagładę narodu żydowskiego. A także opisująca znane już mi wydarzenia dziejowe z nowej perspektywy, kolejnej osoby, która w nich uczestniczyła.

środa, 28 marca 2012

Pół na pół, czyli oswoić chorobę

Cholercia - odważny pomysł. Nakręcić film o chorowaniu na raka w tonie komediowym? Komedia romantyczna, kumplowska (czy kampusowa jak to zwą Amerykanie) okraszona tonami bluzgów, obscenicznych tematów i dramat o bólu, samotności, depresji - przecież tych nastrojów wydawało by się nie da się połączyć. A tu okazuje się, że można. Nie jest to na pewno film, którym można by sie zachwycać i do niego wracać - ot obyczajówka z przecietnymi rolami, którą pewnie za jakiś czas zapomnimy. Ale ze względu na wątek choroby młodego człowieka, który całe życie ma jeszcze przed sobą i nie ma ochoty go tracić film ma w sobie to coś co sprawia, że wzbudza zainteresowanie. Nieźle pokazane zarówno różne reakcje otoczenia jak i zmiany w psychice samego bohatera. Jest pewna grupa, która dramatu o chorobach nigdy nie będzie chciała oglądać - może istnienie takiego lżejszego filmu pozwoli im temat troszkę "oswoić". 

wtorek, 27 marca 2012

Tom Waits - Bad as me czyli buntownik, który jeszcze nie zramolał


Ostatnio jakoś częściej słucham płyt już wcześniej mi znanych, albo nowych nagrań wykonawców sprzed lat. Nie znajduję nic specjalnie dla siebie porywającego wśród młodych, nowych kapel. Czy ja sie starzeję jeżeli słucham staroci, czy też po prostu młodzież nie dorasta różnym dziadkom do pięt? Dziś o płycie jednego z takich klasyków, którzy bez specjalnej napinki potrafią nagrać płytę pełną życia, energii i świetnej muzy... Prosze Państwa - na scenę baru wchodzi Tom Waits!
Bo ta płyta przenosi nas na scenę jakiego małego klubu czy baru - to przede wszystkim blues, rockabilly i specyficzne ballady śpiewane przepitym głosem. Obojętne czy w tle mamy tylko gitarkę, pianino czy bardziej rozbudowaną sekcję (nawe dęciaki) to wciąż ten sam świetny
i cholernie naturalny Waits.

poniedziałek, 26 marca 2012

Ostatnia miłość na ziemi czyli byłbym jak cymbał brzmiący

"Ostatnia miłość na Ziemi" (oryginalny tytuł „Perfect Sense”) zadebiutowała na festiwalu w Sundance w 2011 roku, gdzie narobiła sporo szumu. A że ten festiwal jest zwykle niezłą rekomendacją gdy tylko pojawiła się możliwość zobaczenia tego u nas, nie mogłem stracić okazji. Choć połączenie fantastyki (a tak jest szufladkowany ten film) z melodramatem brzmi dość dziwnie nie warto się tym przejmować i nawet jak ktoś nie lubi S-F spokojnie można się wybrać do kina. Bo cała historia to raczej romans w dekoracjach katastroficznych. Ale jednocześnie też opowieść o człowieczeństwie, o tym co stanowi jego istotę, jak niewiele trzeba by nasz świat się załamał. 

Korczak - próba biografii - Joanna-Olczak Ronikier czyli by świat był lepszy

Córka widząc tytuł pytała: czemu próba? Przecież skoro już napisała to znaczy, że się udało... I nie potrafiłem jej tego wyjaśnić. Bo przecież to dobra książka i co ważne w biografii daje możliwość troszkę innego spojrzenia na tę postać. Czy udało się zachować obiektywizm i nie ubarwić postaci i czasów w jakich Korczak żył - tu bym się spierał. Ale i tak to ciekawa książka i wnosząca trochę nowego światła. W końcu ile osób wcześniej tak głęboko analizowało pamiętniki wielkiego pedagoga? Od razu przyznaję się, że ja nie. Dlatego pomysł, by całość biografii oprzeć i mocno podbudować słowami samego Korczaka był świetny. Słowa autobiografii pisane wszak już w getcie mają niesamowicie smutny i gorzki wydźwięk, przez to cała praca p. Olczak-Ronikier ma taki smak. Oto lekarz, pedagog, pisarz (o czym rzeczywiście jakoś chyba zapomnieliśmy), postać przekraczająca nie tylko swoje środowisko, ale i czasy w jakich żył. Człowiek, który życie poświęcił temu aby uczynić życie dzieci szczęśliwszym, sam swoje szczęście odpuścił, jakby ono nie było ważne.

niedziela, 25 marca 2012

Wygnanie czyli piękna forma

Drugi film reżysera wielokrotnie nagradzanego „Powrotu”. Tym razem mam jednak wrażenie, że mimo piękna niektórych scen i pełnego zadumy klimatu całość jednak nuży i to nie tylko dlatego, że to 2,5 godziny oglądania. Przeładowany symbolami, częściowo nieczytelnymi, mało związanymi z fabułą. Postacie choć ciekawe, również sprawiały wrażenie zagadkowości, ich działania były momentami mało zrozumiałe. Czegoś zabrakło, ale i tak film ogląda się chwilami cudownie, czerpiąc ogromną przyjemność z różnych niuansów, zdjęć, plenerów.  Wydawało by się normalna, kochająca się rodzina: mąż, żona i dwójka dzieci. Ale mimo pozorów ładu rodzinnego w pewnym momencie dowiadujemy się, że coś jest między nimi czego wczęsniej nie dostrzegaliśmy. Czy jest to związane z jakąś tajemniczą przeszłością mężczyzny? Jego bratem, który zachowuje się jak mafioso? Czemu Vera boi się Aleksa? Czy jest jeszcze między nimi prawdziwe uczucie?Gdy przenoszą się z miasta przemysłowego na wieś, do rodzinnego domu Aleksa trwa sielanka. Piękne i dość odludne okolice, surowy, wielki dom, proste życie w zgodzie z naturą, pokazywanie dzieciom miejsc swego dzieciństwa, spotkania z przyjaciółmi.

sobota, 24 marca 2012

Dobre kobiety z Chin - Xue Xinran, czyli głosy z ukrycia - najlepszy podtytuł dała sama autorka

Pamiętacie taki program zaraz z początku lat 90-tych - to się nazywało chyba "Rozmowy nocą" i polegało głównie na odczytywaniu listów od ludzi, ich smutnych, bolesnych, czasem weselszych historii. Ta książka to spisane przez dziennikarkę radiową tego typu historie o kobietach życjących w Chinach.
Pierwsza myśl jaka pojawiła mi się po przeczytaniu tej książki była następująca: skoro tak wielki ciężar emocjonalny miały opowieści i tragedie tych kobiet, których losy są tu przytaczane, to czemu mam wrażenie, że autorka podeszła do tego jakoś ciut beznamiętnie? Spieraliśmy się o to na ostatnim DKK, bo inni jakoś nie odnieśli takiego wrażenia, więc cały czas się zastanawiam skąd mi się to wzięło. Czy po prostu nie było tu samej autorki zbyt dużo, zbyt wiele uwagi skupia ona na sobie, swoim programie radiowym, karierze? Nawet gdy pisze jak bardzo ją bolały te historie to tego się prawie nie czuje. Powtarzanie po kilka razy jaki to dramat, wcale nie czyni tego prawdziwszym. Czy rzeczywiście dlatego, że taka jest mentalność Azjatów, którzy mało się afiszują ze swymi emocjami? Czy dlatego, że pisała to po latach (a nie od razu) dla zachodniego czytelnika? Czy tylko mnie uwierało to, że oprócz przytoczenia tych historii, przeczytania listu na antenie nie ma w tej książce śladu jakiejś pomocy dla ich bohaterek, jakiegoś ciągu dalszego?

czwartek, 22 marca 2012

Rafał Ziemkiewicz - Ognie na skałach, czyli rozdawajka i kolejna zagadka blogowa

Czwartek - w Łodzi słoneczko i po miłym spacerze wieczornym, aż chciałoby się zostać tu dłużej aby chłonąć atmosferę tego miasta. Kafejki i restauracje na Piotrkowskiej, Manufaktura, krajobraz bez świątyń, a tuż obok obskurne kamienice, straszące bramy, pustostany... Ale niestety zdjęć nie mam, więc nawet nie mogę specjalnie rozbudować tej notki aby troszkę opowiedzieć o wrażeniach. Może jeszcze w tym roku uda się tu wrócić... A teraz o rozdawajce - zresztą już zakończonej:
Do wygrania była książka, trzeba było jedynie zgadnąć autora i odnaleźć na moim blogu notkę o innej pozycji tego samego autora. Słowa klucze: trust, publicystyka. Wydawało mi się, że to będzie łatwe, ale odgadła tylko jedna osoba... A może reszta nie była zainteresowana rozdawajką? Gratulacje dla Rusty Angel! :)
A o samej książce dużo chyba nie napiszę - czytałem już jakiś czas temu i prawdę mówiąc z Ziemkiewiczem to mam tak:

środa, 21 marca 2012

Luck, czyli postaw na dobrego konia

Po raz kolejny o serialu, tym razem jeszcze w jego trakcie, przed zakończeniem emisji pierwszego sezonu, ale spróbuję jakoś wychwycić to co jest w nim specyficznego. A dlaczego się zdecydowałem na tę notkę teraz wyjaśnię na końcu. 
Gdy zobaczyłem nazwiska występujących w nim aktorów od razu stwierdziłem, że chcę to obejrzeć - m.in. Dustin Hoffman oraz Nick Nolte. Ale zwykle w serialach już pierwszy odcinek pozwala nam połapać się mniej więcej w akcji, postaciach, potem tylko akcja się rozwija. A tu kopara mi coraz bardziej opadała - klimat jest, ale wątków tyle i tak poprowadzone, że po prostu nijak się połapać. Ni to obyczaj, ni to dramat, a choć jest wątek sensacyjny to tak drętwy, że zasnąć można.
Dla kogo więc to jest? Na pewno dla miłośników koni! Bo prawie cała akcja dzieje się na wyścigach konnych i wokół nich - środowisko trenerów, dżokejów, hazardzistów i wieeelkich pieniędzy...

wtorek, 20 marca 2012

Zanim odejdą wody czyli ja naprawdę czegoś nie rozumiem

Marudziłem już kiedyś u siebie na blogu na Kac Vegas i tym podobne "komedie" z dowcipami na żenującym poziomie, a sprzedawanymi jako komedie dekady. Ale tam od biedy można wskazać jakąś śmieszność, nawet jeżeli jest ona poniżej pewnego poziomu. Ale tu? Powiedzcie mi co jest zabawnego w tym raczej depresyjnym filmie o dwóch niedojrzałych gościach działających sobie na nerwy? Onanizowanie się przed snem? Ondulacja na głowie? Spożycie czyichś prochów przez pomyłkę? Jazda przez wertepy by ktoś kto jest na klapie samochodu podskoczył do góry? Sam nie wiem. Może i w tym filmie jest jakaś fabuła i może nawet nie jest ona beznadziejnie głupia, ale ja chyba nie byłem w nastroju by zaakceptować jako zabawną i interesującą jazdę tych dwóch wariatów przez Stany. Tak wariatów, bo choć tylko jeden sprawiał takie wrażenie, to drugi poprzez poziom swojej złości, hamowanych emocji, które znienacka wypuszczał wcale nie był bardziej "normalny".

poniedziałek, 19 marca 2012

Podróż na wschód, czyli Grabiński, Mumio i Armia

O wynikach rozdawajki na dole.
Film „Podróż na wschód” podobno pierwotnie miał być dokumentem o 25-letniej historii Armii. Kurcze, kapela, której słucham od ich pierwszej płyty, ba, nawet gdzieś tam kojarzę jeszcze wcześniejsze nagrania Siekiery z Budzyńskim na wokalu. A potem niesamowita droga jaką ta kapela przeszła, ewolucja i tekstowa, wizerunkowa, muzyczna po części też... A ja wciąż wzrastałem razem z nimi i słucham ich do dziś. Czyż więc dziwne, że gdy dowiedziałem się książce do której dołączona jest płyta z tym filmem nie mogłem przejść obojętnie? (o książce innym razem, bo teraz czyta ją moja żona). 
Ale Budzyński nie byłby sobą gdyby pozwolił na to by to był sztampowy film dokumentalny. Owszem jest tu muzyka Armii i jest jej dużo - pojawiają się muzycy w różnych składach (np. aż 3 perkusistów grających w różnych okresach), niektóre fragmenty to po prostu całe kawałki grane na żywo. Ale sceneria, zdjęcia, pozy i stroje muzyków to już pewnego rodzaju gra z widzem. Sam Budzyński nazywa to dzieło komedią metafizyczną.