piątek, 13 kwietnia 2012

Jiro śni o sushi, czyli jak opisać smak

Udalo się wreszcie zrobić porządki w archiwach i uzupełnić listę filmów obejrzanych. Rany to już prawie 300 tytułów, coraz trudniej się w tym orientować, ale też wielka satysfakcja, że jednak odważyłem się na notowanie swoich uwag i założenie bloga. Tyle rzeczy by mi ukmnęło... Jak patrzę na te pierwsze miesiące tego roku to ku mojemu zaskoczeniu największe wrażenie zrobiły wcale nie jakieś głośne nowe tytuły (np. nominowane do Oscarów), ale rzeczy stare i odkrywane na nowo - np. Kitano (sięgam już czwarty film tego reżysera), z nowych jedynie Wstyd, Rzeź jakoś zostają w głowie na dłużej. No i Nietykalni, do którego mam chyba słabość i pewnie pójde na niego ponownie... W 2012 więc bez filmów wielkich - ale jeszcze tyle przecież zaległości naszykowanych, tyle nowości w drodze...
Na dziś - od dokumencie, którego bohaterem jest jeden z najsłynniejszych mistrzów sushi na świecie - Jiro Ono, który prowadzi swoją knajpkę w Tokyo. Jak myślałem o tytule notki, czyli o pierwszej swojej myśli, to miałem aż kłopot by wybrać jedną, tyle ich się po tym filmie nasuwało. Myśl przewodnia - praktyka czyni mistrza, po prostu musisz ćwiczyć, do końca nie będąc zadowolonym z efektów, wciąż się rozwijać, wszystko zależy od ciebie - to samo w sobie byłoby świetnym podsumowaniem filmu. Ale gdzie wtedy zawarł bym wszystkie wrażenia dotyczące tych obrazów przygotowywania i jedzenia sushi? Naprawdę, mimo to, że za sushi nie przepadam, muszę przyznać, że niektóre sceny były po prostu bajeczne.

czwartek, 12 kwietnia 2012

Dead Man's Bones, czyli sposób na deprechę i rozdawajka


Rozdawajka filmowa, ale notka będzie dzardziej muzyczna :) Choć ta płytka można by rzec jest bardzo bardzo plastyczna i przemyślana tak, że trudno ją opisywać w oderwaniu od całego konceptu, czyli stylizacji. A ta stylizacja od początku do końca dotyczy zmarłych - duchów, zombie, wampirów itd. Zerknijcie na video poniżej to zobaczycie ileż musieli mieć radochy przy przygotywaniu tego dzieła. Przy nagrywaniu pewnie też - bo zaiste niespotykana to płyta - całość nagrywana tak jakby bez prób, z biegu, z hałasami, rozmowami, przerwami, śmiechem, dźwięki i instrumenty też dziwaczne - są tu chyba i gitara, pianino, ale i łyżki, pstrykanie, jęki, czy rozbijanie szkła. Całość zagrana na luzie, ballady, trochę bluesa, rocka, melodie wpadające w ucho i to co najfaniejsze - zaproszenie do tej muzycznej zabawy chóru dziecięcego :) Udało sie dzięki temu do tych melodii i tekstów o duszach potępionych, wprowadzić jeszcze  niesamowity element zabawy.

środa, 11 kwietnia 2012

Sceny z życia murarza, czyli odważnie i różnorodnie

O wynikach rozdawajki z Sabachem na samym dole :)
„Sceny z życia murarza”, scenariusz: Jerzy SzylakWspominałem kilka dni temu o dłuższej wizycie w Empiku,  mając parę godzin oczekiwania to miejsce na to by nie tylko buszować, wybierać, ale też by coś (uważając na to by nie zniszczyć) przeczytać. Tym razem zaszyłem się w kąciku z najnowszym Pilipiukiem (udało się przeczytać jedno opowiadanie ok 80 stron), ale ciekawsze było buszowanie w komiksach, bo tych raczej nie kupuję. Szkoda tylko, że w Empiku tak mały wybór. Ale jedna rzecz zwróciła moją uwagę - to antologia kilkunastu polskich artystów - cholernie oryginalna zarówno jeżeli chodzi o treść jak i formę. Co w tym takiego wyjątkowego? Ano to, że został narzucony jeden scenariusz i każdy z autorów opowiada kolejny fragment tej samej opowieści, robi to na sój własny sposób, nie tylko z charakterystyczną kreską, ale również z sobie właściwym punktem widzenia, eksponowania konkretnych rzeczy...

wtorek, 10 kwietnia 2012

Czy dzieci pozwolą, czyli jak Kuba Bogu...

Jak sobie pomyślę o swoim pokoleniu, które wychowywało się głównie na podwórku, z kluczami na szyjach i o laniu, które raz na jakiś czas spadało na nasze cztery litery to myślę sobie (wcale nie tęskniąc), że jakoś to wszystko wydawało się proste. Małolat miał się słuchać starszych, szanować ich i nie pyskować. I jakoś próbując naginać rózne granice, ale jednak wpisywaliśmy się w pewien schemat wychodząc na ludzi. Teraz jakieś to wszystko dużo bardziej skomplikowane i nic dziwnego, że wielu rodziców czuje się bezradnych, szarpie się ze swoimi dziećmi nie mogąc znaleźć jakiegoś pomysłu na jasny podział ról, granice, możliwość kontroli. I trochę o tym opowiada ten film.
Niby prosta komedyjka obyczajowa opowiadająca o trzech rodzinach z dziećmi, ale dla rodziców będzie to niezły materiał nie tylko do zabawy, ale i do refleksji (to taka Niania Zawadzka i Surowi Rodzice przeniesiona na trochę przerysowany grunt komediowy).

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Wszystko czego zapragniesz, czyli co można zrobić z miłości

Kolejny w ciągu kilku dni dramat hiszpański. I znów kino raczej nie komercyjne, z ambicjami artystycznymi, skłaniające do zastanowienia się i do różnych interpretacji. Momentami miałem przypominał mi się nasz polski "Tato" z Lindą, ale tu jest mniejsze nastawienie na "pokazanie problemu społecznego", a raczej podejście psychologiczne.  
Para z małą córeczką. On - Leo - adwokat, co prawda zapracowany i tkwiący w sprawach rodzinnych, ale z ambicjami na poważniejsze sprawy. Często wraca zmęczony i ma niewiele czasu dla żony Alicji i córki Dafne. Jego życie czeka totalna rewolucja gdy żona umrze. Od teraz spędza dużo więcej czasu z córką, ona staje się jego centrum życia, chce by była jak najszczęśliwsza.

niedziela, 8 kwietnia 2012

Grubasy, czyli jakie to życie jest ciężkie

Wybaczcie, to nie żadna złośliwość i nawiązywanie do świątecznego obżarstwa. Po prostu notka już jakiś czas czekała na swoją kolej, czyli film obejrzany ponad tydzień temu, ale nie było kiedy o nim napisać. "Gordos” albo po polsku "Grubasy" to hiszpański film w reżyserii Daniela Sáncheza Arévalo, ostatnio często sięgam po kino europejskie :) Jest inne, to czesto obrazy bardzo zaskakujące. Tym razem też spore zaskoczenie. Bo niby mnóstwo tu scen komediowych, tak absurdalnych, że aż dziw, że komuś przyszły do głowy, ale też im bliżej poznajemy naszych bohaterów, tym bardziej zaczynamy im współczuć, trzymać za nich kciuki, lubić ich i traktować jak najbardziej serio. Poznajemy ich na początku filmu na terapii grupowej - szukają pomocy i pomysłu na siebie, bo czują się nieszczęśliwi ze swoim wyglądem (i ze swoim życiem). Terapia jak sami możecie się przekonać niekonwencjonalna, nie do końca skuteczna, ale i tak życie każdego z nich powoli się zmienia. Nie tylko pacjentów - terapeuty również.

sobota, 7 kwietnia 2012

Radykalni - Marcin Jakimowicz, czyli przy tym nawet anarchizm jest konserwatyzmem

No i można powiedzieć, że już po Świętach, teraz kolejne dwa dni to tylko przedłużenie radości, tradycja no i czas dla rodziny (oby jak najmniej przy stole). Ale skoro była chwilka by wrzucić notkę o książce, którą przypomniałem sobie przez ostatnie dni to korzystam. Żona wciąż nie wypuszcza z rąk Soul Side Story, postanowiłem więc sięgnąć po starszą i cieńszą pozycję.
Ci, którzy odwiedzają mojego bloga pewnie już parę razy zdążyli się zorientować przy wpisach np. o płytach 2tm2,3, o koncercie po śmierci Stopy, że to środowisko jest mi bardzo bliskie i muzycznie i jeżeli chodzi o to co mówią, kim są. Budzyński, Malejonek (którego nawet miałem okazję poznać ciut bliżej "w trasie"), Friedrich i jeszcze kilka nazwisk spokojnie można by wymienić. Po kilkunastu latach od ich nawrócenia, tak szeroko komentowanego w różnych mediach, mam wrażenie, że już ich trochę zakceptowano takimi jakimi są. Skończył się czas oskarżania ich o fałsz, koniunkturalizm, czy brak zaproszeń na koncerty. Ich postawa - z jednej strony szczerość i mówienie o wierze, ale z drugiej ogromna otwartość i nieodrzucanie inaczej myślących, granie na różnych imprezach (i to mi się podoba, bo trzeba iść nie tylko do tych, którzy wierzą i myślą podobnie) przyniosła owoce. Po okresie trudnym gdy wielu nie mogło darować im głośnego wypowiadania słów o Bogu, zmieniła się też trochę publiczność - coraz wiecej ludzi przychodzi na koncerty, kupuje płyty nie tylko by poskakać, poszaleć, ale dlatego, że te kapele niosą ze sobą też pewien ważny przekaz. Muzyka na tym nie ucierpiała, ale nawet zyskała na wartości.

czwartek, 5 kwietnia 2012

Modlitwa, co to takiego? Floris czyli z okazji Świąt Wielkiej Nocy

Ponieważ dziś rozpoczyna się Triduum Paschalne więc na jakiś czas blogosferę porzucam, a zanim złożę Wam życzenia to aby tradycji stało się zadość - kolejna notka "kulturalna". Ale nietypowa, bo i sama pozycja o której chcę napisać nietypowa. Cieniutka książeczka autorstwa Florisa to komiks o... modlitwie.
Kreska dziecinna, rysunki zabawne, ale treść przecież jak najbardziej poważna. Można to potraktować jako żart, ciekawostkę, a może jakaś jedna myśl, jedna refleksja pozostanie i pomoże nam coś zmienić w naszym życiu? A może mamy kogoś komu chcielibyśmy coś takiego podsunąć?
Przecież modlitwa nie musi być ani męczarnią, ani klepaniem formułek, ani łączyć się z koniecznością ćwiczenia technik oddechowych. Modlitwa może być jak oddech, a im prostsza i bardziej szczera tym lepsza. Może być źródłem pokoju, radości i bez pogoni za koniecznością "natychmiastowych efektów" może stać się drogą na której wciąż nieustannie będziemy się zmieniać.

środa, 4 kwietnia 2012

Podróże konika morskiego, czyli tata na wychowawczym


Kolejna notka, która będzie przez mnie modyfikowana, ale co tam - teraz pewnie ważniejsze będą dla Was informacje o rozdawajkach (wszystko na zakończenie), a docelowo zostanie tu sama recenzja.
To druga książka Sabacha, która wpada w moje ręce (poprzednia recenzja tutaj), tym razem bezpośrednio dzięki wydawcy, czyli Wydawnictwa Afera (podziękowania!). Autor więc już ze swoim ironicznym stylem mnie tak bardzo nie zaskoczył, ale podoba się nie mniej niż za pierwszym razem.

Podróże konika morskiego to pisane w formie dziennika wspomnienia (pewnie okraszone sporą dawką własnych doświadczeń) ojca, który idzie na urlop "tacierzyński", by pomóc żonie, która chce robić karierę naukową. Teraz w sumie nie ma w tym nic bardzo dziwnego, ale w końcówce lat 80-tych budziło to raczej spore zdumienie, było odbierane jako poświęcenie, dziwactwo. Jak podjęcie takie decyzji wpływało na psychikę obojga, na relację między małżonkami, jak wyglądał taki "zwyczajny" dzień ojca z małym dzieckiem, co sprawiało największa trudność, tego wszystkiego możecie dowiedzieć się z tej niegrubej książeczki.

wtorek, 3 kwietnia 2012

Niewidzialna wystawa, czyli poczuj to

Dziś dzieci miały wolne w szkole, więc dzień na "integrację" z tatą - jakieś atrakcje, pizza, buszowanie po sklepach, park, ale ponieważ dzień był wczęśniej planowany, więc z góry w plan wpisana została jeszcze wystawa, na którą chciałem się wybrać od dłuższego czasu. I o niej dziś kilka słów.
Wystawa składa sie z dwóch części, dzięki ich połęczeniu możemy poznać i "dotknąć" troszkę tego jak żyje się osobom niewidomym. Część "widzialna" daje nam możliwość dowiedzenia się trochę o alfabecie Braille'a (np. jak się zapisuje działania matematyczne, jak wygląda obsługa komputera, maszyna do pisania itd.), przydatnych drobiazgach, które mogą być pomocne w domu czy w szkole, ale możemy też np. zagrać w Chińczyka, albo ułożyć prostą dziecinną układankę bez wykorzystywania naszego zmysłu wzroku. Ale to wszystko przedsmak albo uzupełnienie tego co nas czeka w części "niewidzialnej".

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Albert Nobbs czyli podobno najlepszymi facetami są kobiety

W domciu porządki, troszkę trudniej znaleźć czas na porządki blogowe (cholera zaległości z listami obejrzanych filmów od stycznia, dziś przynajmniej spisałem książki - jak na 3 miesiące 25 przeczytanych to niezły wynik), ale dziś naleśniki posmażone, zjedzone, dzieci w łóżkach i dziś czytają sobie same, żona coś prasuje przed tv, więc chwila na oddech zanim oboje padniemy. A notka o filmie, który warto zobaczyć, choć jak słuchy chodzą chyba do kin w Polsce nie wejdzie. Warto go zobaczyć ze względu na rolę Glenn Close, która może nie wypada tutaj tak fenomenalnie jak Krystyna Feldman w Nikiforze, ale mimo wszystko ciekawie.

Strachy na lachy, Palladium, czyli kto chodzi na koncerty

Ostatni wypad na koncert do warszawskiego Palladium był nie tylko świetną zabawą, ale i okazją do ciekawych obserwacji "socjologicznych" a propos publiki. Przeważa młodzież i to mam czasem wrażenie, że niekoniecznie pełnoletnia (i to płci żeńskiej - to one robią najwięcej hałasu, pierwsze są przy barierkach, płyną przez tłum na rękach), ale sporo jest ludzi po 30-stce, a nawet 40-tce, pary, które pewnie podobnie jak i my z żoną łażą na koncerty już drugą albo i trzecią dekadę... Ciekawe na ile są rożnice pokoleniowe w odbiorze i w podejściu do imprez - na pewno mogę pozazdrościć młodym tego jak świetnie znają wszystkie teksty, jak reagują na każde slowo ze sceny... A dla mnie? Jasne, że to frajda, możliwość świetnej zabawy, ale łapię się na tym, że coraz częściej zamiast rzucać się gdzieś w kocioł pod sceną wolę mieć frajdę ze słuchania i obserowania tego co na scenie, różnych solówek, improwizacji, tego jak muzycy podkręcają atmosferę i sami ładują się tą energią jaka wytwarza sie na sali. A tego wieczoru energia naprawdę była świetna!

niedziela, 1 kwietnia 2012

Znak czterech czyli rozdawajka z Sherlockiem

Nie, nie, to nie prima aprilis - rzeczywiście mam dla Was kilka opowiadań Conan Doyla z przygodami najsłynniejszego detektywa. Po prostu od kilku dni jestem szczęliwym posiadaczem tomiska Księgi wszystkim dokonań Sherlocka Holmesa, więc spokojnie mogę oddać w dobre ręce kupowane wcześniej zbiorki. Podzielę je na dwie części, aby sprawić przyjemność wiecej niż jednej osobie.
Pakiet nr 1 to zbiorek z 10 opowiadaniami: Tajemnica złotego pince-nez, do tego książka Studium w Szkarłacie i jeszcze dorzucę 6 tomików kryminalnych wydanych w serii Krew i wino Gerta Godenga
Pakiet nr 2 to zbiorek 8 opowiadań: Zniknięcie młodego lorda, książki Znak czterech, Pies Baskerville'ów oraz 4 tomiki kryminlane z wczęsniej wspomnianej serii. Co trzeba zrobić by wygrać? Ano wystarczy się zgłosić pod tym postem :) Anonimowych prosze o pozostawianie e-maila. Żeby było mniej sucho, oprócz zwykłego "chcę" proszę Was o wszelkiego rodzaju reflekcje i komentarze, a propos Sherlocka - lubicie czy nie, jeżeli tak to za co, czy lepsze książki czy ekranizacje (i które?) - po prostu wszystko co Wam przyjdzie do głowy a propos mistrza dedukcji.
Rozdawajka zakończona, więc mogę na spokojnie napisać też parę słów o jednej z tych pozycji. Wybieram drugą powieść o przygodach detektywa, czyli Znak czterech.