Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nowości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nowości. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 stycznia 2016

Aleja tajemnic, czyli nie da się uciec od wspomnień

          Johna Irvinga polubiłem czytając tak znane książki, jak choćby „Hotel New Hampshire” czy „Świat według Garpa”, dlatego nikogo zapewne nie zdziwi, że spodobała mi się także najnowsza powieść autora, wydana w tym miesiącu przez Wydawnictwo Prószyński i S-ka:  „Aleja tajemnic”.
      Już pierwszy rozdział podniósł mi ciśnienie, gdy przeczytałem, ze na wysypisku książki są najlepszym sposobem na rozpalanie ognia. Ile książek tam się zmarnowało? – pomyślałem od razu? Dłuższej chwili wymagało dojście do siebie na tyle, by zrozumieć, ze to przecież tylko fikcja literacka. Niby tak, ale słabo mi się robi na myśl o tych wszystkich spalonych cudeńkach…
            „Aleja tajemnic” to nieźle napisana historia Juana Diego, pisarza, który wychował się na wysypisku śmieci w Meksyku. Mocna historia. Trudno, żeby takie dzieciństwo nie wywarło wpływu na psychikę, zwłaszcza, że na wysypisku wiele się dzieje i Czytelnik (tak mówią o nim współmieszkańcy tego miejsca o wątpliwych walorach wychowawczych) już jako czternastolatek ma za sobą utratę matki, prostytuującej się, by przeżyć, a sam ulega wypadkowi, którego efektem jest bardzo wyniszczające organizm zmiażdżenie nogi.

piątek, 22 stycznia 2016

Marcin Grygier - Nie patrz w tamtą stronę, ale... jak nie patrzeć, gdy kusi?

Jak tak dalej pójdzie obok mojego zdjęcia jako pomysłodawcy i autora bloga, będę musiał dołączyć jeszcze jedno :) Włodek rozszalał się z notkami, nie tylko teatralnymi, bo pomaga mi też wygrzebać się spod spod stosów rzeczy do recenzji. Dotąd pojawiały się u mnie wpisy gościnne, ale nie tak regularnie... Cieszę się, bo to też dla mnie wyzwanie i może na dłuższą metę spowoduje jakieś zmiany na blogu. Nie będziemy robić rankingów: kto pisze lepiej, ale za to możemy obiecać, że od coraz więcej notek będzie podwójnych, czyli po jakimś czasie w każdej z nich, może pojawić się drugi głos. Czasem zgodny, czasem nie...
R
 


„Ofiara leżała na brzuchu. Skóra zdążyła już zsinieć pod wpływem niskiej temperatury. Kończyny nie były skrępowane. Nogi i ręce ułożono jak na słynnym obrazie da Vinci – tym z człowiekiem w okręgu. Ciało było zupełnie nagie i… niekompletne. Brakowało głowy. W miejscu, w którym powinna się znajdować, leżał koński łeb. Śnieg wokół niego barwiła brunatna czerwień.” – mocne, prawda? Czyżbyśmy mieli do czynienia z jakimiś zwyrodnialcami, którzy dokonali dziwacznego i przesyconego grozą rytuału? A przecież już na samym początku dowiadujemy się, że dziewczyna jeszcze przez chwilę żyła! Kiedy ocknęła się w lesie, miała chwilę, by zrozumieć, że pachnie smarem, gumą, że coś się działo i … że nie jest sama. Chwilę później…
Mocno się zaczyna, a potem jest jeszcze ciekawiej. Mnożą się tajemnice, giną ludzie, a badający sprawę nadkomisarz Roman Walter, będący w kiepskiej formie psychicznej, sam jeszcze nie wie, że rozwiązanie zagadki jest tak blisko! Tylko - gdzie?
Thriller? Mocna sensacja? Pewnie gdzieś pośrodku, jednak zaleta książki jest przede wszystkim dobrze zarysowana fabuła. Szalony morderca jest nieobliczalny, tropy i wątki przeplatają się, narasta atmosfera grozy. Życie prywatne Waltera ma tu wielkie znaczenie, ale nie tylko, bo i w dzieciństwie mordercy zdarzyło się coś, co sprawiło, że po latach zabija… Wątki psychologiczne, wyjaśnienie, że czasem niezawiniona nawet krzywda buduje w ludziach poczucie nienawiści, które rośnie i rośnie, by znaleźć ujście w najbardziej niewyobrażalnych zachowaniach.
Roman Walter – glina, a jednak bardzo ludzki, Alicja – jego przyjaciółka – silna, Krępy i Niski – wszyscy nadają książce kolorytu, wpływają na rozwój wydarzeń, ale też łączą poszczególne elementy układanki w całość, którą rozwikłać może tylko Walter…
W dobie, gdy zalewa nas miałkich lotów kryminał - sensacja z całego świata, napisanie dobrej książki w tym gatunku nie jest wcale takie proste. I choć mocno widać tu skandynawskie naleciałości, „Nie patrz w tamtą stronę” jest jedną z lepszych pozycji ostatnich miesięcy. Marcin Grygier debiutuje tak, że czuje się, iż wątek głównego bohatera rozwinie się w cykl powieściowy. Dlaczego? Raz - czyta się nieźle, dwa – przewiduję sukces rynkowy, a to zazwyczaj domaga się ciągu dalszego.
      „Nie patrz w tamtą stronę”, choć odrobinę przekombinowana w końcówce, jest mocną opowieścią o ludziach, którzy odwracają głowę, gdy innym dzieje się krzywda, o ludziach, którzy wolą swój spokój, choć nie potrzeba wiele, by mogli komuś bardzo pomóc. Czy jesteśmy tacy? Książka jest dobrze napisana, niezła stylowo, nie brak w niej tego, czego szukać będą miłośnicy gatunku: seks, przemoc, trzymająca w napięciu akcja – wszystko tu znajdziecie. Uwaga - ta książka- to złodziej czasu, gdy zaczniecie czytać – trudno się oderwać…
Sakis