poniedziałek, 5 kwietnia 2021

Pokonani, czyli życie w podzielonym mieście

Zrujnowany Berlin, bieda, wszechobecna przemoc, władze próbujące robić porządek w swoich strefach, a jednocześnie rozgrywające jakieś własne interesy - takie tło wydawało się na tyle obiecujące i ciekawe, że liczyłem chyba na więcej niż to co mi w "Pokonanych" zafundowano.
I nie chodzi mi wcale o ewentualne kontrowersje, że ktokolwiek śmie przedstawiać Niemców jako ofiary wojny, bo przecież ludność cywilna po części jednak była ofiarą tego wszystkiego co im zafundowano i na co nie mieli wpływu. Moje rozczarowanie związane jest raczej z marnie zarysowaną fabuła, pourywanymi wątkami i robieniem z widza ewidentnego idioty poprzez sugerowanie, że to prawdziwy obraz powojennego Berlina. Z tego wszystkiego to może ruiny są bliskie prawdy, ale twórcy goniąc za widowiskowością nagle w tych ruinach rozstawiają oświetlenie jak ze studia filmowego (pewnie agregat w walizce, nie?) i rozgrywają schematami (czyli Amerykanie balują, a Rosjanie tworzą więzienia i twierdze wojskowe). Z historii znajdziemy tu więc niewiele, po prostu nałożono na tło, jakiś pomysł na kryminalną intrygę, czyli sztampowy pościg za kimś kto zasługuje na karę za swoje czyny.
Tu nawet ma to jakby podwójne znaczenie, bo poza działaniami oficjalnymi grupy policjantów ze strefy amerykańskiej, mamy jeszcze prywatną wojnę wydaną zbrodniarzom hitlerowskim, którą prowadzi ktoś ukryty w cieniu. I choć jego działania są dość spektakularne, mamy uwierzyć, że akurat o tym policja ani władze nie wiedzą (albo nie chcą wiedzieć). Torturowani po prostu na to zasługiwali. A policja zajmuje się cierpiącymi cywilami. Czyli głównie gwałtami i morderstwami, bo pewnie kradzieży jest zbyt wiele, by się nimi zajmować. Policjanci zresztą są nieuzbrojeni (mają jedynie pałki), słabo zorganizowani i generalnie niewiele mogą. Skrzydeł ma im dodać pomoc ich nieformalnego dowódcy (?), konsultanta, czyli gliniarza ze Stanów, który przyjął tą misję, by odnaleźć brata, podejrzewając, że ten ma jakieś kłopoty...
Niby twórcy próbują zbudować jakąś sieć powiązań, intryg, tak żebyśmy czuli się niepewnie przewidując decyzje postaci - prawie każdy coś ukrywa, kłamie, przez co naraża innych na niebezpieczeństwo - ale przyznam, że mnie jakoś nie wciągnęło to wszystko. Rozumiem próbę pokazania apatii, depresji mieszkańców Berlina, ich niepewność, bo nawet nie wiadomo kto będzie nimi rządził, koszmar wielu kobiet, które doświadczały cierpień nie mniejszych niż w czas wojny,
ale choćby porównując z Babylon Berlin, popełniono podstawowy błąd - historia jest zbyt prosta, sporo w niej błędów, a i klimatu (poza ruinami), w tym brakuje. 
Średniak.
A na tapetę wchodzi teraz czwarty sezon Cormorana Strike'a, no a potem nowy serial Canal Plus z Jakubikiem.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza