niedziela, 28 czerwca 2020

Dirty sun - Robert Cichy, czyli potrafią i u nas!

Dzieci się śmieją, że w muzyce lubię tylko to co już znam, ale to nie do końca prawda - raz na jakiś czas odkrywam coś, co wpada mi w ucho i nie chce wyjść, coś gdzie wszystko mi pasuje. Klimat, wokal, pomysły muzyczne, solówki... Tak właśnie mam z najnowszym krążkiem Robert Cichego, muzyka który współpracował z wieloma znanymi artystami, a od niedawana nagrywa też sam.
Podoba mi się to, że mimo iż wyczuwa się jego inspiracje, to w czym dobrze się czuje, czyli folkowe granie (blues, country), to brzmienie tego co robi jest na wskroś nowoczesne. Nie boi się eksperymentów, łączenia stylów, chwilami jest więc i popowo, są kawałki z ciężkim graniem, ale wciąż w tym wyczuwamy ducha grania jak sprzed lat.


Ileż tu fajnych smaczków gitarowych (i strunowych, bo jest też banjo), ileż fajnych solówek. I co fajne artysta ma też odwagę zaśpiewać coś po polsku, a nie tylko po angielsku, co pewnie jest mu bliższe i bardziej pasuje do tych numerów. Te polskie numery bardzo dobrze mi brzmią - "Jedna noc" zaśpiewana z Mrozu to kapitalny blues. Naprawdę ciekawy krążek! Ciekawe brzmienie, trochę brudne, niby proste granie, ale to naprawdę wpada w ucho. Nawet elektronika mi nie przeszkadza... No i te chórki!
Sam nie wiem czy bardziej polubiłem ten wokal, czy jego eksperymenty gitarowe.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza