niedziela, 11 stycznia 2026

Kucharze dyktatorów - Witold Szabłowski, czyli ułagodzić humory i zachować życie

Drugie już wydanie tej pozycji, zdaje się rozbudowane, a autor reklamuje się wiadomością, że na jej podstawie Amerykanie nakręcą film, którego premiera zdaje się już w tym roku.

Sam pomysł doceniam - wszak dotarcie do ludzi, którzy niepodzielnie rządzą jakimś krajem nie zawsze jest możliwe, ale ludzie z ich otoczenia mogą sporo zdradzić. Czy jednak taką osobą może być kucharz? Tu miałbym wątpliwości, choć jak pokazuje część tych rozmów, to czasem bardzo ciekawe opowieści zza kulis. Sam Szabłowski dorzuca jakieś informacje, pokazuje tło, bo jego rozmówcy nie zawsze jakoś do tego nawiązują. Oni przecież żyli niczym pączki w maśle - byli dobrze wynagradzani, doceniani, a że służyli dyktatorom... Cóż. To nie oznacza że popierali to co oni robili, czasem nawet bali się odmówić, bo groziło by im to śmiercią. Ba, niektórzy boją się do dziś i długo pewnie zajmowało autorowi ich przekonanie do rozmowy, do pokazania twarzy, zdradzenia nazwiska. 

Osiem lat jeżdżenia po świecie, dziesięciu pośrednich bohaterów, choć o ich zwyczajach, zachciankach, o tym jak się zachowywali w mniej oficjalnym otoczeniu, opowiada innych dziesięciu ludzi, zwykle anonimowo stojących w kuchni. 

sobota, 10 stycznia 2026

Kroniki jednorożca. Polowanie - Robert J. Szmidt, czyli a maluczcy nawet nie wiedzą

Roberta J. Szmidta znam już w wersji S-F, znam w wersji horroru, to teraz może pora na mieszankę fantastyki i sensacji? Wiecie: służby specjalne, gra wywiadów, polityka, manipulowanie mediami, ale zamiast osiłków w garniturach czy też agentów w stylu Bonda, są ludzie obdarzeni umiejętnościami paranormalnymi (a może raczej parapsychicznymi). Nierealne? A może po prostu przed nami skrywane, żeby nie budzić sensacji? W końcu jakieś wyjątkowe umiejętności umysłu to wciąż sfera badań i raczej chyba problem w ich kontrolowaniu, czy też wzmacnianiu a nie w tym że one nie istnieją. Temat który jest kopalnią inspiracji - przecież fenomen Stranger Things też na tym bazuje. 

Szmidt tym razem zabawił się takim pomysłem, pokazując próbę zbudowania w polskich służbach specjalnych takiego wydziału. Jego początkiem jest człowiek, który jest telepatą i potrafi świetnie czytać w myślach, ale marzeniem człowieka, który to wszystko wymyślił jest znalezienie kogoś potrafiącego przewidywać przyszłość albo osoby zdolnej do spowodowania samozapłonu. 

Tylko pytanie czy służby innych państw nie wyczują tego, że u nas coś nie powstaje co może im zagrozić. 

Polowanie to tom pierwszy, ale stanowi on niezłą, w pewien sposób domkniętą historię, w której nie brakuje napięcia i dobrych pomysłów. 

Lato ostatnich dni - Marcin Okoniewski, czyli pewnie oceniłbym wyżej gdyby to nie był dopiero początek historii

Podobno każdy nosi w sobie materiał na przynajmniej jedną książkę. I oto na rynku coraz więcej pozycji pisanych przez ludzi, których kojarzymy z zupełnie innych ról - aktorek, prawników, biznesmenów, lektorów, a teraz proszę, nawet młody chłopak, który zbudował popularność na recenzowaniu książek, rozmowach z pisarzami, pokusił się o napisanie powieści. W końcu jak ktoś już jest popularny, to i wydawca łatwiej to wypromuje, prawda? No czemu nie... 

A bloger czy youtuber mocno siedzący w książkach w niczym nie gorszy od innych znanych nazwisk. Podobno jak ktoś dużo czyta, to i łatwiej może mu przyjść też pisanie. Oczywiście istnieje ryzyko, że wiele pomysłów będzie podpatrzonych, że wchodzi się w rozwiązania, które wydają się nam świeże, ale znamy je już skądś indziej, ale gdyby tak trochę pozmieniać...


Na szczęście Lato ostatnich dni nie jest kryminałem, bo tu już o schematy byłoby najłatwiej. Generalnie nawet trudno tą książkę wcisnąć jakoś w ramy gatunkowe - thriller, powieść katastroficzna, fantastyka? 

No dobra, a jak wrażenia?

piątek, 9 stycznia 2026

Człowiek kontra dziecko, czyli trochę mniej szalona wersja Rowana Atkinsona

Cztery krótkie odcinki i na seans familijny coś ewentualnie zamiast Kevina :) O ile lubi się oczywiście Atkinsona, czyli słynnego Jasia Fasolę. Tym razem nie wygłupia się aż tak bardzo, choć wciąż nosi w sobie jakiś pierwiastek pechowca/safanduły. Trzeba jednak przyznać że z różnymi trudnościami radzi sobie całkiem pomysłowo. I kolację świąteczną ogarnie, zadba o innych bo ma dobre serce, a że czasem o czymś zapomni... Cóż, to coś wymyśli, choćby owinie nogę folią jak nie ma buta albo zamiast pieluszki użyje bardzo drogiej jedwabnej apaszki. 


Cała zabawa w tym, że choć miał spędzać święta samotnie i raczej w mało radosnej atmosferze, w ostatniej chwili wpada mu zlecenie opieki nad wspaniałym apartamentem w Londynie. gospodarze mają się nie pojawić, wydawałoby się że w takim razie czeka go laba gdyby nie jedno małe utrudnienie... 

czwartek, 8 stycznia 2026

Miasto cieni, czyli obsesja na punkcie Gaudiego

Sporo pracy ostatnio, nawet wieczorami, ale jak robi się coś na kompie można zerkać jednym okiem na serial. Czasem niestety jest on tak wciągający, że praca nie idzie, a czasem spokojnie można nadążać za fabułą niewiele tracąc, co najwyżej zerkając jak są ładne widoczki albo dzieje się coś ważnego.

W przypadku Miasta cieni, sporą przyjemność można mieć z zerkania na lokalizacje, bo Barcelona chwali się różnymi budynkami projektowanymi przez Gaudiego. A że to ich miejsce upodobał sobie sprawca do eksponowania swoich ofiar, to już może jest mniej smaczne, pewnie i tak jednak przyciągnąć może do miasta turystów. 


I powiem że to jedna z mocnych stron serialu - próba pokazania tego jak się ono zmieniało, zmienia, pokazanie z czego są dumni, ale i tego jakie są koszty rozwoju miasta - wysiedlanie ludzi w niektórych regionach, wyburzenia... Sama intryga ma jednak nie tyle związek z zemstą na bogaczach, którzy robią interesy kosztem biedniejszych, jak się początkowo wydaje. To raczej zemsta po latach za pewne krzywdy. 

Stara wariatka, czyli mamo, czy brałaś leki?

Jeżeli pamiętacie choćby Misery, to wiecie że czasem nie trzeba dużo by wywołać ciarki na plecach - żadne tam maski, piły spalinowe czy wielki nóż, duchy i potwory. W człowieku czasem siedzi tyle mroku, że to wystarczy by zbudować przerażającą historię.  

Argentyński horror psychologiczny "Stara wariatka" to właśnie tego typu opowieść. Szaleństwo w nim zawarte może początkowo wydawać się niegroźne - w końcu zmiany demencyjne to rzecz, z którą mamy kontakt coraz częściej, bo starsi ludzie dożywają coraz późniejszego wieku. Zapominanie, gubienie się w otaczającej rzeczywistości, zawieszenie na przeszłości raczej nie kojarzą się ze źródłem grozy. Ale jeżeli tam kryją się jakieś trudne doświadczenia, przez lata potem skrywane warstwą lukru i porządnego życia? Jeżeli pojawi się iskra, która może obudzić tamte wspomnienia i uruchomić jakąś potrzebę reakcji? 

środa, 7 stycznia 2026

Wyjaśniamy morderstwa - Richard Osman, czyli jeszcze kryminał, czy już tylko komedia?

Po świetnej serii z Czwartkowym Klubem Zbrodni, Richard Osman chyba próbował trochę oderwać się o postaci, które tak pokochaliśmy, ale jednocześnie dostarczyć podobny format, licząc na powtórzenie sukcesu. Cóż - jeżeli nie zna się grupki emerytów, to może i lektura Wyjaśniamy morderstwa dostarczy sporo uśmiechu, jednak mam wrażenie że porównanie nie wypadnie tak samo udanie.  

Chodzi nie tylko o powtarzanie pewnych rozwiązań charakterologicznych, schematów, zderzenia różnych postaw i na tej podstawie rozgrywanie zarówno scen humorystycznych jak i akcji kryminalnej. Wiecie - gdy ktoś bezceremonialnie pyta się gangstera jak się produkuje narkotyki czy jak najlepiej sprzątnąć ślady po morderstwie, trudno się nie uśmiechnąć, a i ciąg dalszy takiego spotkania można poprowadzić w bardzo różnym kierunku. 

Mam jedna nieodparte wrażenie, że dla autora kreślenie takich sytuacji staje się dużo ważniejsze w fabule, niż dbanie o jej logiczność, prawdopodobieństwo i zagadkę. Bawi się, liczy na to że i my się bawimy, natomiast sama intryga nagle schodzi na drugi plan. 

Dlaczego ktoś działa tak bardzo impulsywnie by likwidować ludzi, by polować na tych którzy gdzieś pojawili się na tropie jego działalności, skoro może być tak pewny że nikt na jego trop nie wpadnie. Z każdym ciałem przecież śladów zostawia coraz więcej. 

A bohaterowie, choć są niczym pyłek do starcia jednym ruchem wobec pieniędzy, możliwości i determinacji czarnego charakteru, oczywiście będą niczym Dawid wobec Goliata, ich kule się nie imają, a zawodowych morderców robią w konia niczym małe dziecko. 

wtorek, 6 stycznia 2026

Norymberga, czyli z tego pojedynku niestety zapamiętamy tylko jednego

Nie jest łatwo zrobić film o koszmarze wojny, który w dodatku ma opowiadać o rozliczeniach zbrodni po jej zakończeniu. Zdaje się że twórcy nie bardzo mogli się zdecydować na co położyć większy nacisk - na próby "rozpracowania" psychologicznego z Hermannem Göringiem, na pokazaniu jego winy, czy też sądowniczy thriller polegający na tym czy tą winę da się udowodnić. Wepchnięto wszystkiego po trochu i mimo świetnej roli Russella Crowe'a ten film może znużyć i nie ma w nim raczej nic ekscytującego. A może problem tkwi właśnie w słabości głównego bohatera, który nie stanowi równorzędnego partnera dla człowieka, którego ma rozpracować dla amerykańskiej armii i rządu? To była ich inicjatywa, by postawić przed międzynarodowym sądem najwyższych oficerów i polityków niemieckich odpowiedzialnych za dokonywane zło, więc nie mogą pozwolić sobie na porażkę. Nie mogą też pozwolić na to, by Niemcy popełniali samobójstwa - wszystko ma zakończyć się w świetle kamer i po wyroku. 

Stąd też pomysł, by do aresztowanego Göringa wysłać wojskowego psychiatrę Douglasa Kelleya (Rami Malek), który ma zadanie wydobyć z niego jakieś dowody przyznania się do winy, jakieś drobiazgi, których może uchwycić się oskarżyciel. 

poniedziałek, 5 stycznia 2026

Świętogranie, czyli niepowtarzalny czas, cudowny wieczór

Za granicą nie ma nic niezwykłego w koncertach organizowanych w okolicach Świąt Bożego Narodzenia ze specjalnym repertuarem, u nas jednak dotąd była to domena parafii, może Domów Kultury. Teatr Ateneum ufundował więc swoim widzom niezłą niespodziankę - spotkanie przygotowane z dużym rozmachem, grane tylko kilka razy i umożliwiające zarówno przeżycia artystyczne jak i dotknięcie jeszcze przez chwilę tej wyjątkowej atmosfery. Staramy się wtedy być razem, wspominamy tych których zabrakło, zwalniamy tempo, staramy się obdarzyć nadzieją i miłością.   


Świętogranie to wbrew pozorom nie tylko kolędy i pastorałki. Te przeważają w części pierwszej wieczoru, w drugiej zaś mamy już więcej piosenek, które powstawały bardziej współcześnie, dotykających jakoś naszych uczuć i nawiązujących do Bożego Narodzenia, do Nowego Roku. Jest nostalgicznie, ale i chwilami zadbano o chwilę na uśmiech i radość. Bez patosu, za to z pięknymi aranżacjami. No i te cudowne głosy!

niedziela, 4 stycznia 2026

The fifth step, czyli musisz nad sobą pracować

Najnowsza premiera w ramach NTlive w Multikinie to sztuka dramatopisarza Davida Irelanda, dość kameralna historia pokazywana w londyński teatrze Soho Place (to ten z niewielką sceną na środku, najczęściej sztuki bez dekoracji, dość surowe, bazujące na tekście). Jedynie dwójka aktorów, no ale jeżeli jednym z nich Martin Freeman, to już jest powód żeby się na to wybrać. Partneruje mu Jack Lowden (znany choćby z Kulawych koni) i powiem Wam że umiejętności aktorskie można w takich dość kameralnych projektach zobaczyć w pełni. 

Liczy się oczywiście też dobry tekst, pomysł, potem jednak zostajesz sam na sam z publicznością i nie możesz przez półtorej godziny nawet na chwilę stracić ich zainteresowania. 

sobota, 3 stycznia 2026

Malowany człowiek - Peter V. Brett, czyli po zmroku budzą się demony

Jakoś nie uczestniczyłem w wybuchu popularności Bretta w Polsce, podobnie jak i w przypadku Sandersona, ale nie znaczy to że obserwując półki córki albo innych znajomych, nie mam czasem ochoty na spróbowanie i sprawdzenie czemu wokół tego tyle szumu. 
W końcu ładne okładki to nie wszystko, a Fabryka Słów mocno obniżyła poziom tego co kiedyś wydawała, raczej stawiając na ilość a nie na jakość. 


W przypadku Malowanego Człowieka po lekturze pierwszego tomu, stwierdzam jednak, że to naprawdę niezła, wciągająca rozrywka. Trzeba przejść przez wymagający początek, gdy dopiero poznajemy bohaterów, przyzwyczaić się do tego, że będziemy między nimi przeskakiwać, ale nie brakuje tu akcji, dramatycznych wydarzeń, a i sam opis uniwersum wydaje się interesujący. 
Oto świat, w którym doszło do jakiejś katastrofy, mędrcy twierdzą że to ludzka chciwość i przekonanie o własnej wielkości, doprowadziła ją do upadku. Obecnie ludzie żyją jedynie w skupiskach, jako tako funkcjonując w dnie, ale nocami świat opanowują demony Otchłani, atakując bezlitośnie wszystkie ich siedziby. Chronią ich jedynie runy, kreślone przez nielicznych, którzy się tego uczą, trudno mówić o jakiejkolwiek walce, to raczej siedzenie w schronieniach i modlitwa by bariery magiczne wytrzymały. Kto znajdzie się poza nimi albo gdy znajdzie się w nich wyłom, wszyscy zginą. 

piątek, 2 stycznia 2026

Listy do M. Pożegnania i powroty, czyli cukierkowo i niestety niemrawo



Co prawda dużo przyjemniejszą tradycją świąteczną jest oglądanie po raz kolejny "To tylko miłość", ale skoro pojawia się okazja do obejrzenia kolejnej części naszej rodzimej produkcji tego typu (o niebo słabszej), to i człowiek siada żeby zobaczyć co tam nowego wymyślili. 

I wiecie co? Mam wrażenie że każda kolejna cześć (ta już 6) coraz słabsza. Co prawda pojawiają się jakieś nowe pomysły, całkiem zabawne np. ekipa kolędników z Mozilem i rozbudowanym wątkiem z Kiryłem Piotroczukiem, czy sceny z aresztu, ale większość to powtarzanie schematów znanych z poprzednich odsłon, wracanie do bohaterów czasem w dziwny sposób. Konia z rzędem temu kto mi wyjaśni kiedy rozchorował się i zmarł bohater grany przez Stuhra. Wszystko po to, by było łzawo i sentymentalnie. Tyle że to jednak miała być komedia. A wyszło jakoś tak...

Kopciuszek, czyli baśniowy powrót do dzieciństwa

Multikina w cyklu nazywowkinach jak co roku przyszykowały dla miłośników sztuki baletowej (zapewne z myślą o dzieciach) spektakle oparte na znanych baśniach. Będzie więc „Dziadek do orzechów” z Londynu, stanowiący stały punkt programu wydarzeń przedświątecznych, ale także nowa propozycja – „Kopciuszek” w wykonaniu Royal Ballet z Londynu. I muszę powiedzieć, że miłe zaskoczenie, bowiem sala kinowa pełna była widzów. Wydawać by się mogło, że ta opowieść baletowa zapełni salę rodzicami z dziećmi, a tu niespodzianka. Bardzo dużo młodych osób i tych w wieku średnim. Widok budujący. Widać, że widzowie zaczynają doceniać spektakle z tego cyklu, tym bardziej, że w tym zabieganym świecie tak miło przenieść się do nieziemskiego acz powabnego świata baśni, gdzie magiczny pył z różdżki wróżki sprawia, że spełniają się marzenia.


Balet „Kopciuszek” to klasyka. Dzięki pokazom można ją zobaczyć w nowej odsłonie, w wykonaniu The Royal Ballet z Londynu w legendarnej już choreografii autorstwa Fredericka Ashtona do pięknej muzyki Siergieja Prokofiewa. W roli Kopciuszka wystąpiła tym razem eteryczna Fumi Kaneko a w roli Księcia William Bracewell. W tym przedstawieniu można odnaleźć wszystko: miłość i zazdrość, dobre i złe emocje, wróżki, które pomogą, a jednocześnie najpiękniejsze tańce. Dużo chaosu, ale także humoru wprowadzą Siostry Przyrodnie, a baśniowe wróżki wyczarują i dyniowe karoce i magię pór roku. A to wszystko w mistrzowskiej inscenizacji Garego Avisa i scenografii stworzonej przez Toma Pye i kostiumach zaprojektowanych przez Aleksandra Byrnea i Caroline McCall.