środa, 21 czerwca 2017

Urges - Ragnar Olafsson, czyli leniwy pierwszy dzień lata

Dla jednych lato to niekończące się imprezy, techno, hałas, disco polo i szaleństwo do urwania się filmu albo utraty tchu, a ja raczej (szczególnie ostatnimi laty) upodabniam się do leniwca, co to najchętniej wieczorami by zasiadł gdzieś na plaży lub pod drzewkiem i zasłuchał się w zupełnie innych dźwiękach. Może troszkę nostalgicznych, ale na pewno spokojniejszych, wymagających trochę wysiłku od muzyka, a nie jedynie umpa, umpa i rymów częstochowskich. Tak mi się jakoś ostatnio kojarzy lato.

Chłodniejsze wieczory, po intensywnym dniu chwila relaksu, zasłuchania, pogaduchy ze znajomymi. I właśnie taka muza.
Ragnar Olafsson, islandzki songwriter i multiinstrumentalista solowo dopiero debiutuje, ale u siebie w kraju jest bardzo znany, choćby jako członek zespołu Árstíðir. Na swojej pierwszej autorskiej płycie obdarowuje słuchaczy czymś bardzo intymnym, delikatnym, kojącym. Jego wokal brzmi chwilami tak jakby śpiewał jedynie dla jednego słuchacza, niby bardzo emocjonalnie, ale prawie na granicy szeptu. Nawet gdy do gitary czy pianina dołącza sekcja rytmiczna, nadal jest bardzo kameralnie, bez tej potrzeby "dania czadu". 
Podobają mi się te numery, choć przecież nie ma w nich nic z przebojowości. Jest za to jakaś tęsknota, zmysłowość i kruchość, która potrafi zauroczyć. Posłuchajcie choćby pięknego duetu „Petals”, zaśpiewanego wraz z Aldis Davidsdottir.

Więcej detali o tym i innych ciekawych artystach, koncertach i płytach - zajrzyj na profil Borówka Music.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza