sobota, 17 listopada 2012

Blue Valentine, czyli coś nam wymyka się z rąk

Niesamowicie podobał mi się ten film. Niewesoły, ale jednocześnie wzruszający. Zabieg by ukazać zarówno początki znajomości dwojga ludzi, ich fascynację, w zestawieniu z kryzysem jaki przeżywają obecnie czyni z tej historii coś niesamowicie intymnego, prawdziwego i dużo mniej sztampowego niż wszystkie słodkie historyjki o miłości jakie serwuje nam Hollywood.
Cindy (Michelle Williams) i Dean (Ryan Gosling) są parą już kilkuletnim stażem, ale to co kiedyś być może stanowiło o fascynacji teraz trochę "ulotniło się" przywalone drobiazgami życia codziennego. Cindy ma trochę żalu, że Dean niewiele robi ze swoim życiem, wystarczy mu byle jaka praca, że sporo pije i lubi taki tryb życia. To luzak, nie cierpiący schematów, zwariowany typ działający trochę pod wpływem impulsu. Czy taki człowiek nadaje się na etatowego odpowiedzialnego pracownika? A czy nadaje się na towarzysza życia, na męża? Kiedyś zawrócił w głowie Cindy i ujął ją nie tylko swoją opiekuńczością, szczerością, ale i szaleństwem. Na pewno uwielbia go córka, choć ich wspólne zabawy nie zawsze są odpowiedzialne. Czy to tylko Cindy jest zmęczona i czuje, że zbyt wiele spoczywa na jej barkach? 

piątek, 16 listopada 2012

Blizna, czyli Kieślowski o uczciwym dyrektorze oraz wyniki rozdawajki z Uniwersum 2033

Grzebiąc na iplex.pl wciąż odkrywam nowe smakołyki. Gdyby nie to, że nie zawsze mam ochotę siedzieć przy kompie, to prawdę mówiąc mógłbym spokojnie znaleźć tu sobie rzeczy do oglądania na parę miesięcy (a wciąż dokładają kolejne). Niektóre rzeczy sobie przypominam, niektóre są dla mnie nowym odkryciem, a jeszcze inne to po prostu klasyka - rzeczy stare, które są nie tylko pełne uroku, ale i mają jakąś magię. Pewnie zupełnie inaczej się je odbierało wtedy gdy je nakręcono -  Blizna np. powstała w latach 70-tych i o pewnych rzeczach nie można było mówić wprost. Teraz ogląda się je inaczej - ale o dziwo nie mam pretensji za: "brak odwagi", częściowe rozliczenia i pokazywanie "uczciwych" partyjnych. To kawałek prawdy o tamtych czasach i ten film akurat jest dość szczery w tym by pokazać różne dylematy i problemy społeczne. Wadą jest być może tylko to, że ogląda się to trochę jak dokument - jakieś migawki: z placu budowy, zebrania, biura, mieszkania prywatnego. Jest jakaś historia człowieka i to na nim jesteśmy skupieni. Tło jest tylko tłem i nawet jeśli pojawiają nam się jakieś pytania - odpowiedzi na nie dostaniemy.
To jeden z pierwszych filmów Krzysztofa Kieślowskiego i czuje się, że to jego zamiłowanie do dokumentu mocno zaważyło na kształcie tego obrazu. Wiele scen niewiele wnosi do filmu, są niczym żywcem przeniesione z kronik filmowych. Duet Kieślowski/Idziak opowiada nam historię nie tylko przez dialogi, ale i klimat, wymowę pewnych scen.

czwartek, 15 listopada 2012

Tymoszenko. Historia niedokończona - Maria Przełomiec, czyli nie tylko o polityce

Nawet jeśli macie na co dzień dość polityków, a szczególnie mało Was wzrusza to co dzieje się gdzieś za granicą, są przecież postacie, które swoim wizerunkiem, zdolnościami lub poglądami wybijają się tak mocno ponad tłum, że trudno ich nie skojarzyć. Do takich postaci na pewno należy Julia Tymoszenko, która mimo że nie zajmuje już żadnego stanowiska i sama nie może pojawiać się w mediach, wciąż tkwi w świadomości społecznej i budzi zainteresowanie. Ba! Teraz gdy mimo różnych protestów i nacisków na władze Ukrainy wciąż tkwi w izolacji (najpierw więzienie, teraz szpital), być może budzi nawet większe zainteresowanie niż jako członek rządu. Wiele osób zadaje sobie pewnie pytanie o słuszność i podstawy oskarżeń, a potem wyroku więzienia dla byłej premier.
Maria Przełomiec - dziennikarka specjalizująca się w tematyce krajów byłego ZSRR napisała o Julii Tymoszenko książkę, którą czyta się niczym thriller. Z jednej strony już sam życiorys bohaterki i droga na szczyt (i potem w dół) jest ciekawa, ale fascynujące jest też zaglądanie za kulisy tego światka władzy i polityki, który najczęściej nie jest nam ujawniany. Polityków widzimy, albo przez pryzmat tego co sami chcą pokazać, tworząc swój wizerunek, albo też poprzez hałaśliwą krytykę ich przeciwników. Trudno oddzielić prawdę od kłamstwa, wydobyć na światło dzienne prawdziwe motywacje. Mam wrażenie, że w tej książce udało się stworzyć obraz obiektywny - nie jest to ani oskarżenie, ani też pomnik "pięknej Julii". Przyglądamy się faktom, mamy możliwość wysłuchać argumentów zarówno zwolenników jaki przeciwników i sami możemy rozstrzygnąć czyje racje do nas przemawiają.

środa, 14 listopada 2012

Mistrz, czyli zagubienie, traumy i metoda na uwolnienie od tego wszystkiego

Macie czasem tak, że o jakimś filmie jest bardzo głośno, wszędzie słyszycie ochy i achy, a wy po jego obejrzeniu zachodzicie w głowę co w tym wyjątkowego? U mnie trochę tak właśnie jest z "Mistrzem". Być może po prostu spodziewałem się troszkę innej historii. Mimo całego zamieszania wokół filmu (np. w Stanach Kościół Scjentologiczny odnajdując w tytułowej postaci podobieństwa do biografii swego założyciela próbował blokować dystrybucję filmu) to nie jest film o sekcie. Ba - nawet nie o samych mechanizmach funkcjonowania sekty, o sposobach przyciągania ludzi, o tym jak guru lub lider może wpływać na swych "wiernych". Takiego filmu chyba oczekiwałem i stąd moje zdziwienie gdy mijały kolejne kwadransy filmu. To nie znaczy, że "Mistrz" jest filmem nieciekawym. Aktorsko powiedziałbym jest nawet filmem wybitnym, ale chyba zamieszanie wokół jego fabuły przysporzy więcej rozczarowań niż zachwytów widzów...

wtorek, 13 listopada 2012

Wyzwolenie, czyli jednostka i naród

Udało nam się "załapać" na ostatni spektakl „Wyzwolenia” w Teatrze na Woli. Przedstawienie w reżyserii Piotra Jędrzejasa wpisuje się w pewien sposób w nurt rozmów o Polsce, o Polakach i o tym co dla nas powinno być ważne, tak mocno od kilku lat obecny w mediach. Klasyczny tekst Wyspiańskiego (aż wstyd się przyznać, że go nie znam w literackiej formie) wystawiony krótko po katastrofie w Smoleńsku wydaje się cholernie aktualny i pewnie równie "jątrzący" jak ponad 100 lat temu. Jest krzyż, są biało czerwone barwy, wielkie słowa i pytanie o ich sens, wszystkie nasze wady i... No właśnie i co?

Druciki, czyli tym razem Off-owo


Tym razem coś troszkę zaskakującego. Kino Offowe, niezależne produkcje (ale nie tylko amatorskie, tylko po prostu robione własnymi siłami bez promocji wielkich firm) to coś co rzadko można oglądać na ekranach - obojętnie czy dużych, czy małych. Teraz - dzięki coraz szerszej ofercie różnych platform udostępniających filmy, powoli się to zmienia. Amerykanie mają swoje Sundance, a u nas? No cóż. Są nagrody OFFskary, ale mało kto o nich szerzej mówi. Czy warto sięgać po takie produkcje? Sami oceńcie, spróbujcie - tu często warsztat jest na dobrym poziomie, pomysłów co nie miara, a zapał, świeżość i szczerość tych rzeczy (nawet jeżeli trąci naiwnością) budzą podziw. Komu by się chciało kręcić coś, nie mając pewności czy ktoś to obejrzy? 
Oglądając Druciki od razu uruchamiały mi się wspomnienia, jak to ze znajomymi sami wymyślaliśmy scenariusze i chcieliśmy coś kręcić (ale koniec lat 80-tych to był czas gdy kamery były niezbyt częste w domach) :) Pamiętam najbardziej zaawansowany wariacki pomysł polegał, że przebierzemy się za bohaterów Kubusia Puchatka i będziemy wymyślać własne absurdalne historyjki (nawet chyba były już pomysły na kostium Kangurzycy z wielką kieszenią, w którą miała się chować jedna z drobniejszych dziewczyn)... Ech. Duch takich trochę zwariowanych pomysłów, bliższych nastolatkom niż dorosłym ludziom, unosi się nad tą produkcją.

niedziela, 11 listopada 2012

Cudowne dzieci - Roy Jacobsen, czyli małe wydarzenia, wielkie zmiany

Jutro zakręcony dzień, bo wyprawa na cały dzień do Łomży, a potem zupełnie nagle pojawia się możliwość wypadu do teatru. O notkach więc jutro pewnie będę mógł zapomnieć. Próbuję więc dziś - może nieudolnie, bo wiele myśli się kotłuje po przeczytaniu tej książki, tylko nie wiem czy uda mi się je wszystkie uchwycić. A zanim zacznę to jeszcze 3 rzeczy: uzupełniona notka o serialu Sześć stóp pod ziemią u mnie oraz zaproszenia na dwie inne strony. Pierwsza to świetny pomysł na zbieranie funduszy na Fundację Rak'n'Roll - jak możecie zaglądajcie i polecajcie, bo cel szczytny! Kolejna sprawa to również rekomendacja i zaproszenie dla Was - akcja Robótka 2012 - zobaczcie jak niewiele trzeba by sprawić komuś ogrom radości i szczęścia!

A teraz o kolejnej powieści wydanej przez DodoEditor w serii Dreszczyk Kulturalny. Dotąd ta seria kojarzyła mi się ona troszkę z klimatami kryminalno-politycznymi (Gentlemani, Gangsterzy), ale jak widzę, nie musi być to regułą. "Cudowne dzieci" Roya Jacobsena nie mają w sobie żadnej sprawy kryminalnej, ale i tak czyta się je jednym tchem i rzeczywiście cały czas odczuwa się ten "dreszczyk" emocji, jaki towarzyszy czytaniu świetnej literatury.

Woda, czyli los wdowy

Indie kojarzą nam się głównie z Bollywood, pięknymi strojami, tańcem, muzyką i ciekawą kulturą. Taka cepelia jednym słowem. Ale przecież to kraj wielkich kontrastów, które trudno czasem nawet nam zrozumieć. Nie chodzi mi o to by coś malować w czarnych barwach, ale raczej by próbować przyglądać się Indiom z różnych stron - poznając i współczesność (ciekawe Lalki w ogniu) i historię (piękne Pather Panchall albo Nieugięty). Dorzucam teraz do różnych obrazów, które mam w głowie kolejny - "Wodę", czyli trzecią część trylogii o hinduskiej obyczajowości. Na pewno będę szukał poprzednich dwóch (Ogień, Earth) tej samej reżyserki. Deepa Mahta pochodzi z Indii i choć mieszka w Kanadzie wie dobrze o czym opowiada...
Akcja filmu dzieje się jeszcze przed wojną i ważną rolę odgrywa tu postać Mahatmy Gandhiego (nadzieja na zmianę), ale przecież nadal w niektórych regionach kraju zwyczaje takie jak aranżowanie ślubów małych dziewczynek ze starszymi mężczyznami, a potem spychanie na margines życia publicznego wdów nie są wcale rzadkością.  

sobota, 10 listopada 2012

Na tropie Marsupilami, czyli co ja tutaj robię i rozdawajka: kogo nam się najlepiej słucha

Byliśmy na tym w kinie już kilka tygodni temu i dotąd jakoś nie mogę się doprosić córy, by coś na temat filmu napisała, więc postanowiłem sam. Coraz bardziej utwierdzam się w tym, by jednak czas przeznaczony na wypad do kina z dziećmi spędzać w kawiarni, bo szkoda mi czasu i kasy na takie głupotki. Ale one za to zachwycone - działo się sporo, jest uroczy zwierzak, trochę prostego humoru (gagów w stylu zły obrywa po głowie, ktoś się przewraca itd.), czyli zadbano by dla dzieci film był strawny i ciekawy. Dla dorosłych ten humor jednak jest mało zabawny, jak na przygodówkę to jest zbyt naciągane i proste, a i z sentymentu nic do tego filmu nie ciągnie (jak choćby do Asterixa).
Potwierdziło mi się po raz kolejny: jak widzi się hasła typu: tak błyskotliwej komedii dla całej rodziny, jeszcze w Polsce nie było, to znaczy że spece od reklamy już sami nie wiedzieli jakie zalety w tym filmie znaleźć i postanowili pojechać po całości (zupełnie jak przy Kac Wawa.
Kadr z filmu "Na tropie Marsupilami"W skrócie o fabule: Dan - dziennikarz i sława zawodu (Alain Chabat) , słynący z odważnych reportaży w młodości dostaje kolejne zadanie: przeprowadzenie wywiadu z wodzem dzikiego plemienia Payów. Wyrusza więc o egzotycznej Polombii gdzie w wyprawie ma pomóc mu lokalny przewodnik Pablito. Okazuje się, że podobnie jak kiedyś Dan, tak i jego nowy towarzysz to niezły cwaniaczek, który postanowił szybko zdobyć kasę specjalnie się nie trudząc. Dwóch oszustów, ludzi niekoniecznie odważnych i raczej obrywających na każdym kroku od życia zupełnie przypadkiem stanie przed zadaniem, które według legendy Payów jest jedyną szansą na uratowanie świata przed zagładą. Marsupilami - legendarne zwierzę żyjące w puszczy jest zagrożone, bo odkryto że po jego śladach można dotrzeć do rośliny, która ma moc odmładzania. Nasi bohaterowie będą więc musieli stawić czoła nowemu dyktatorowi i jego armii i udowodnić, że nie są takimi nieudacznikami za jakich ma ich otoczenie.
Familijne? No cóż. Nie ma w tym jakiegoś szczególnie mądrego morału. Ot po prostu zabawne wygłupy kilku aktorów i sympatyczny zwierzak. Bo siła humoru tu raczej w wygłupach, a nie dialogach, więc nawet niezły dubbing specjalnie nie pomógł. Dorośli będą mieli ubaw z queerowego show w rytmie utworu Celine Dion "I'm alive", ale to mruganie okiem do dorosłych (np. grzybki u indian) jakoś średnio pasuje do filmu dziecięcego. 
Nic szczególnego. Znajoma bardzo reklamuje najnowszego Asterixa, więc może tam będzie lepiej. 
A poniżej o rozdawajce
 

 











Sobota to zwykle dzień na generalne sprzątanie, więc jakoś nie bardzo czas żeby siedzieć długo i pisać coś od siebie. Ale przecież w zanadrzu obiecany przy okazji pisania o "Kaprysiku" konkurs (nie jedyny w najbliższych dniach - obiecuję!). Notka więc już prawie gotowa, a ja zaraz biegnę odkurzać, myć, ścierać i gotować - po całym tygodniu za biurkiem to nawet fajnie się tak przerzucić na coś fizycznego (pod warunkiem, że ktoś pomaga, zauważa i że efekt widać). Słuchawki na uszy i kolejny audiobook odpalamy - wzorem Kasi spróbuję w trakcie prac domowych.
A więc do rzeczy: mam dla Was książkę w formie audiobooka ufundowaną przez sklep audeo.pl (przy okazji warto zajrzeć, bo mają właśnie promocję na książki Wetbildu): to "Jeden dzień" Dawida Nichollsa czytany przez Agnieszkę Grochowską. O książce kilka słów poniżej, sam jeszcze jej nie słuchałem, ale ma dobre recenzje. A teraz co zrobić by ją zdobyć:
- piszecie w komentarzu poniżej: zgłaszam się lub coś bardziej ambitnego, ale o podobnym znaczeniu :)
- ale to nie wystarczy: musicie jeszcze napisać o Waszym ulubionym lektorze/aktorze jakiego zdarzyło Wam się słuchać czytającego książkę (możecie podać tytuły). Może być oczywiście więcej niż jeden - to dla mnie raczej forma zebrania Waszych  rekomendacji, a nie konkurs.
- dla tych, którzy jeszcze nie mają zbyt wielu doświadczeń z audiobookami jest zadanie alternatywne: napiszcie proszę kogo byście chcieli posłuchać i w jakim tytule go (lub ją) sobie wyobrażacie.
Proste? To do dzieła! Czas do 19 listopada do godziny 12.00!
Zwycięzca będzie losowany przez jakaś sierotkę (jeszcze nie wiem kogo, ale coś wymyślę). Nagroda będzie dostarczona błyskawicznie na e-mail: to kody do zakupienia książki (bezpłatnie oczywiście) - będziecie jedynie musieli założyć konto na audeo.pl, a potem możecie już ściągnąć pliki w części lub całości i słuchać, słuchać, słuchać. Pozostaną one w sklepie na Waszej półce, więc nigdy nie da się ich "zgubić"...
To co? Są chętni?        

Jeden dzień autorstwa Dawida Nichollsa w formacie audiobooka czyta Agnieszka Grochowska, aktorka znana z filmów Pręgi, S@motność w sieci, Wszyscy jesteśmy Chrystusami, czy Trzy minuty. 21:37 - za drugoplanową rolę w tym ostatnim otrzymała nagrodę Złotego Lwa.
W Jednym dniu aktorka wprowadza nas w świat Emmy i Dexa, którzy po odebraniu dyplomów uniwersyteckich spędzają ze sobą noc, a następnego dnia każde z nich udaje się w swoją stronę. Trudno bowiem o bardziej niedopasowaną parę: ona jest zakompleksioną, szukającą miłości idealistką w grubych okularach, on zaś - przystojniakiem szukającym okazji do seksu, uważającym, że cały świat należy do niego. Co będą robić każdego kolejnego dnia rocznicy ich wspólnego zbliżenia? Czy kiedykolwiek się jeszcze spotkają?

Wielka, absorbująca, błyskotliwa… - Nick Hornby
 
Genialna książka! Każdy czytelnik ją pokocha! - Tony Parsons

piątek, 9 listopada 2012

Bawię się świetnie - Ania Dąbrowska, czyli nie tylko wrażliwcom dedykowane jesiennie

Po recenzji Malwiny stwierdziłem, że płytka nie będzie dłużej czekała na swoją kolej, choć jest tyle innych rzeczy o których mam ochotę napisać, wsłuchać się w nie bardziej. Choćby ostatnie zakupy kuszą - nowe Voo Voo, Lao Che, Kim Nowak, stare Marillion, czy Morcheeba... Ale trzeba dać szansę Ani skoro inni tak zachwalają. 
I co? Ano miło. I tyle. Być może oczekiwałem za dużo, może za bardzo polubiłem jej "retro" wersje, a tu jest bardziej współcześnie i popowo. Faktycznie - ładny głos, duża wrażliwość, jest subtelnie, delikatnie, ale jak dla mnie ciut monotonnie. Ciekawie w warstwie muzycznej, ale mimo różnorodności instrumentarium jakoś wszystko zlewa się w jedno (jest parę fajnych pomysłów, ale to jednak jej głos jej w centrum). 
To nie jest płyta zła. Ba! Nawet powiedziałbym, że w zalewie nijakości popowych, sztampowych płytek ta wyróżnia się na plus. Ale to chyba nie będzie płyta, do której bym jakoś często teraz chciał wracać. 
Melodyjnie, bardzo spokojnie, nawet powiedziałbym, że troszkę melancholijnie. Może po prostu trzeba mieć do tego odpowiedni nastrój? 

czwartek, 8 listopada 2012

Miastowi. Slow food i aronia losu - Anna Kamińska, czyli: a może by tak rzucić to wszystko i wyjechać...

Tytuł notki nawiązuje do znanego żartu z sesji egzaminacyjnej na UW :)
Któż mieszkając w mieście nie marzy czasem o tym by uciec gdzieś w głuszę. Szukamy jej wyjeżdżając na urlop, męczy nas zabieganie i rytm miasta. Ale nie każdy też ma odwagę by zdecydować się jednak na taki krok, by zostawić wszystko i zaryzykować. Bo zwykle taka decyzja to nie tylko realizacja marzenia i pyk! jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki już jest. To również ciężka praca, aby to nowe gniazdko uwić, wyposażyć, przestawić się na inny rytm życia, wtopić się w lokalną społeczność i o czym nie wolno zapominać: znaleźć nowy sposób na to by ten dom i swoje w nim życie utrzymać na jakimś poziomie...
Książka "Miastowi. Slow food i aronia losu" to 21 historii właśnie takich marzycieli, którzy porzucili rzeczywistość miejską jaką znali, w jakiej się wychowali, żyli. Goniąc za marzeniami, szukając jakiegoś pomysłu na siebie odnaleźli go na wsi - jedni na Mazurach, inni w Bieszczadach, ale okazuje się, że i blisko Warszawy można znaleźć swoje małe szczęście i oddech.

środa, 7 listopada 2012

Kaprysik. Damskie historie - Mariusz Szczygieł, czyli ilu ludzi, tyle opowieści


Ależ sobie zafundowałem dziś przyjemność. Od czasu do czasu pewnie jak większość z Was poluję na różne promocje - nie tylko książki w wersji papierowej, lecz również e-booki. A potem, ponieważ rzadko korzystam z czytnika leżą i czekają na lepszy czas. A dziś mnie naszło by coś z dysku wygrzebać. Padło na cieniutką książeczkę kupioną w publio.pl. "Kaprysik. Damskie historie" to króciutkie reportaże Mariusza Szczygła jakie ukazywały się w Wysokich obcasach - stąd ich tematyka mocno koncentruje się wokół miłości, życia kobiet (i ich partnerów również, ale to one są w centrum). Raptem niecała godzinka czytania, ale ileż przyjemności. Mam wrażenie, że Pan Mariusz obojętnie jakim tematem by się zajął, tak opisał by postacie, sam proces przygotowania do pisania, spotkania (nawet jeżeli to było tylko trzaśnięcie drzwiami), że i tak potrafił zaczarować czytelnika. 

wtorek, 6 listopada 2012

Do światła - Andriej Diakow, czyli wyrusz w głąb Uniwersum Metro 2033

O konkursie na dole!
Wsiąkłem. Tak przyznaję się. Wsiąkłem w ten klimat i w ten świat i sam się sobie dziwię, czemu wcześniej przechodziłem raczej obojętnie obok Metra 2033. Dawno nie czytałem dobrej SF i może dlatego jakoś nie spodziewałem się rewelacji, odkładałem to na później. Ale teraz postaram się to w miarę szybko nadrobić! Wróciły różne post-apokaliptyczne klimaty, cyber-punkowe powieści jakie łykało się w latach 90-tych, wróciła ta atmosfera ciągłego zagrożenia gdy nie wiesz czy oberwiesz od jakiegoś zmutowanego stwora, czy od innego człeka, który jak ty próbuje po prostu przeżyć. Dobrze wykreowany świat, wrzucenie bohaterów nie tylko w sytuację zagrożenia, ale i bez wyjścia... Duża przyjemność. Sam pomysł może i nie jest jakiś nowatorski - doszło do wybuchów bomb atomowych, do katastrofy nie wiadomo na jaką skalę, niedobitki ludzkości wegetują w różnych schronach (tu głównie w metrze i jego mapa przydaje się równie mocno jak plan Śródziemia), a na powierzchni oglądać można ruiny i wspomnienia po tym co kiedyś było piękną cywilizacją. Tak wygląda Moskwa, Rosja, ale i prawdopodobnie cały świat.


Książka do kupienia m.in. tu

Dimitr Gluchovsky po sukcesie swoich dwóch powieści wpadł na świetny pomysł - daje pole do popisu dla młodszych twórców, często debiutantów, którzy chcą w tym samym świecie kreować swoich bohaterów i kreślić swoje historie. Do światła jest pierwszym tomem trylogii, która wpisuje się właśnie w Uniwersum Metra 2033. I trzeba przyznać, że autor - Andriej Diakow poradził sobie naprawdę nieźle - książka nie sprawia wrażenia wtórnej i na siłę pisanej kontynuacji, ale raczej niezależnej historii luźno powiązanej z pozostałymi.