środa, 7 listopada 2012

Kaprysik. Damskie historie - Mariusz Szczygieł, czyli ilu ludzi, tyle opowieści


Ależ sobie zafundowałem dziś przyjemność. Od czasu do czasu pewnie jak większość z Was poluję na różne promocje - nie tylko książki w wersji papierowej, lecz również e-booki. A potem, ponieważ rzadko korzystam z czytnika leżą i czekają na lepszy czas. A dziś mnie naszło by coś z dysku wygrzebać. Padło na cieniutką książeczkę kupioną w publio.pl. "Kaprysik. Damskie historie" to króciutkie reportaże Mariusza Szczygła jakie ukazywały się w Wysokich obcasach - stąd ich tematyka mocno koncentruje się wokół miłości, życia kobiet (i ich partnerów również, ale to one są w centrum). Raptem niecała godzinka czytania, ale ileż przyjemności. Mam wrażenie, że Pan Mariusz obojętnie jakim tematem by się zajął, tak opisał by postacie, sam proces przygotowania do pisania, spotkania (nawet jeżeli to było tylko trzaśnięcie drzwiami), że i tak potrafił zaczarować czytelnika. 
Potrafi słuchać - to fakt niezaprzeczalny. I nawet gdy to jest normalny zdawałoby się wywiad to i tak poprzez kierowanie rozmową staje się on niebanalnym portretem rozmówcy (tu na koniec otrzymujemy wywiad z Izabellą Skrybant-Dziewiątkowską z Tercetu Egzotycznego (jak już nie wiecie co to jest spytajcie rodziców!).
A poza tym - mimo krótkiej formy - to do czego nas Pan Mariusz przyzwyczaił w innych reportażach pisanych o naszym kochanym kraju (bo te o Czechach mają trochę inny klimat) - zwyczajni ludzie, wydawałoby się zwyczajne sprawy, zaczyna się np. od jakiegoś drobiazgu (np. banalna kartka z nazwiskami znaleziona w restauracji), ale przeradza się to w ciekawą opowieść o człowieku. Ci normalni ludzie obok których pewnie by się przeszło obok na ulicy, stają się u niego postaciami wartymi wysłuchania, uwagi. Autor snuje własne domysły, czasem bardzo zawiłe przypuszczenia, a potem razem z nami zdumiewa się nad tym co udało mu się znaleźć jako odpowiedź. Nie relacjonuje, a raczej przeżywa jak dziecko wciąż na nowo opowiadając, a my prawie czujemy jakbyśmy mogli towarzyszyć mu w tych "poszukiwaniach" i próbach rozwikłania jakiejś tajemniczej historii.   

Kobieta, która przez całe życie prowadziła zapiski notując każdą swoją czynność, każdego spotkanego człowieka notuje w zeszycie zliczając wszystko w nieprawdopodobne statystyki. Po jej śmierci rodzina ze zdumieniem odkryła 728 zeszytów, gdzie nie znalazła nawet słowa o jej emocjach, odczuciach, o niej samej. Chłodne fakty. Metafizyka codzienności.

Inna bohaterka od kilkunastu lat przyjeżdżająca do pewnego fotografa, by robić sobie u niego zdjęcia portretowe w różnych strojach. Nigdy ich nie pokazuje, nie chwali się nimi. Pragnienie bycia kimś innym? Czy po prostu kaprysik?  

Rektor, który w budynku swej uczelni (dodajmy technicznej) zamieścił dowód swej miłości - pomnik żony postawiony, w miejscu gdzie ją pierwszy raz zaczepił. 

Jest też o kartce znalezionej w restauracji. I o śledztwie prowadzonym przez autora, by dojść do tego co oznacza ta lista nazwisk zapisana w latach 50-tych. Dodajmy na dodatek, śledztwie gdzie pojawia się wiele całkiem realnych hipotez, a każda równie interesująca. Choć i tak nie przebiją one prawdy...
Każda z tych historii jest na swój sposób wyjątkowa. Pan Mariusz często pisze w ten sposób - niekoniecznie o wielkich zjawiskach, społecznościach, jakichś przemianach wprost i ich analizach, ale wszystko to możemy wyczytać ze spotkań z pojedynczymi, zwyczajnymi ludźmi. I kto powie, że to nie ciekawe i poruszające? Jest bardzo intymnie, osobiście, kameralnie. Te historie zaskakują, bawią, skłaniają do zastanowienia się nad różnymi decyzjami, wyborami. 
Wszystko pięknie wydane - okraszone zdjęciami. I tylko nie wiem czemu w różnych recenzjach wyczytałem, że powinno być jeszcze 6 rozdział, który w moim wydaniu nie został zamieszczony. A szkoda, bo chętnie bym swoją przyjemność kontynuował jeszcze nawet i przez kilka kolejnych godzin. Co z tego, że na ekranie komputera skoro się i tak oderwać nie można?


PS Na zdjęciu autor z wydaniem czeskim tej książeczki. Fotka pochodzi z tej strony, a autorem jest Vit Simanek/CTK. 

PS 2 Jeden konkurs trwa, ale Kaprysik natchnął mnie do kolejnego, a Pani Anna z Audeo.pl była tak miła, że zgodziła się zafundować dla Was nagrodę. A więc jutro książka do wygrania - tym razem do słuchania :)

10 komentarzy:

  1. Kocham Szczygła miłością szaloną i czystą. Ten facet potrafi wyciągnąć z najczarniejszych myśli. Poza tym jest bardzo sympatycznym człowiekiem i bardzo otwartym, co się odbija w jego tekstach. to reporter z powołania. A "Kaprysik" to jedyna książka, której nie mam ,ale już niebawem mam zamiar ją zakupić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. polecam, raptem 60 stron, ale frajda ogromna! Szczygła i dla mnie wciąż mało, ale pocieszam się tym, że po roku przerwy, może dwóch, wrócę do tych samych książek prawie z tą samą przyjemnością. Zaskoczenia może nie będzie, ale przecież on nie tylko samym finałem buduje klimat tych reportaży...

      Usuń
  2. Bardzo lubię czytać felietony "Wysokich obcasów", a i Mariusz Szczygieł to człowiek, którego darzę sympatią, więc chętnie zapoznałabym się z "Kaprysikiem".

    OdpowiedzUsuń
  3. Na moim czytniku też znajduje się ta książeczka, już cale wieki... Chyba mnie przekonaleś że czas się za nią zabrac :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przemiła książeczka. Mam, przeczytałam, wspominam serdecznie rozmowę z autorem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zazdroszczę! Mimo tych wszystkich skojarzeń jakie ciągną się za nim od "Na każdy temat" - że świntuch, goni za sensacja itd. to w reportażach mam wrażenie (i chyba w rzeczywistości też) pokazuje przede wszystkim ogromną wrażliwość i otwartość na drugiego człowieka.

      Usuń
  5. Kaprysik uwielbiam. To taka uśmiechnięta, urocza, mądra książeczka (z racji rozmiarów). No cudeńko po prostu:)To tyle.

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam tę książeczkę i chętnie ją sprezentuję pod choinkę. Dzięki za przypomnienie o niej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie słyszałam o tej książce, a Szczygła bardzo lubię. Na pewno sięgnę po tę pozycję ;)

    OdpowiedzUsuń