Przez różne blogi jak co roku toczy się fala promocji i żebrania o głosy w konkursie blog roku, a ja się cieszę, że jakoś nigdy mnie nie kusiło, by startować w takich rankingach. Wygrywa najlepszy, czy ten co potrafi się wypromować, ten, który mądrze i celnie pisze, czy ten który robi to trochę pod publiczkę - schlebiając większości (rzeczy najbardziej popularne, nowe, konkursy itp.)... Każdy z nas ma swoich ulubieńców lub po prostu blogi zaprzyjaźnione, poprzez wzajemne rekomendacje wciąż odkrywamy nowych, fajnie piszących blogerów, czy naprawdę więc potrzebny nam jest taki konkurs? Dziś kumpel wrzucił na FB wpis - sprawdził pierwszą edycję konkursu blog roku i ze zdumieniem odkrył, że zarówno zwycięzca, jak i sporo blogów, które znalazły się tuż za nim, są już praktycznie martwe. A więc wszystkim znajomym, którzy startują - powodzenia, ale życzę Wam nie tyle samej wygranej (kilka głosów oddałem) co raczej tego byście się nigdy nie wypalili. To dużo ważniejsze.
Jutro notka numer ... Kto pamięta jaki? No, cztery lata po jednej notce dziennie minęły ponad miesiąc temu, to teraz zbliża się... I z tej okazji jutro konkurs. A dziś też o książce, którą można u mnie zdobyć - patrz zakładka konkursy. Od początku to co dostaję do recenzji, staram się oddawać, bo miejsca na półkach już dawno brakuje.
"Norweskie noce" reklamowane są jako thriller policyjny i może to ciut wprowadzać w błąd, bo to wcale nie policja jest tu na pierwszym planie, a cały urok powieści nie polega bynajmniej na akcji, pościgach, czy uczestniczeniu przez nas w śledztwie.