
Ostatnio notki piszę po nocy, potem łażę niczym zombie, a mimo pisania dzień w dzień i ta wciąż gromadzą się zaległości... Czy znowu mam łączyć np. filmy po kilka? Chciałoby się jednak każdemu poświęcić ciut więcej miejsca.
A więc zapowiedź: notka o Przemytniku jutro. Ale mimo mojej miłości do Eastwooda, tym razem rozczarowanie.
W kolejnych dniach na pewno trochę teatrów, z filmów Kurier, Zabić św. jelenia i może coś animowanego, a z książek coś wesołego.
A teraz dobranoc bo padam na nos.
No to co z tym Przemytnikiem. Clint mimo swojego wieku jest nadal w formie. Jako aktor pozostaje sobą, bywa cudownie zgryźliwy, niepoprawny politycznie, ale też potrafi być ciepły, dający wsparcie. Jako reżyser nie ma dwóch zdań — potrafi opowiadać historie. Tym razem jednak coś w tej jego opowieści szwankuje. Po pierwsze brakowało mi w niej jakiegoś napięcia, niby domyślamy się zakończenia, nie ekscytuje ono nas w większy sposób. Do tego dochodzą jeszcze względy moralne...





