Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Clint Eastwood. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Clint Eastwood. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 marca 2019

Przemytnik, czyli nie bierzcie ze mnie przykładu


Ostatnio notki piszę po nocy, potem łażę niczym zombie, a mimo pisania dzień w dzień i ta wciąż gromadzą się zaległości... Czy znowu mam łączyć np. filmy po kilka? Chciałoby się jednak każdemu poświęcić ciut więcej miejsca.
A więc zapowiedź: notka o Przemytniku jutro. Ale mimo mojej miłości do Eastwooda, tym razem rozczarowanie.
W kolejnych dniach na pewno trochę teatrów, z filmów Kurier, Zabić św. jelenia i może coś animowanego, a z książek coś wesołego.
A teraz dobranoc bo padam na nos.

No to co z tym Przemytnikiem. Clint mimo swojego wieku jest nadal w formie. Jako aktor pozostaje sobą, bywa cudownie zgryźliwy, niepoprawny politycznie, ale też potrafi być ciepły, dający wsparcie. Jako reżyser nie ma dwóch zdań potrafi opowiadać historie. Tym razem jednak coś w tej jego opowieści szwankuje. Po pierwsze brakowało mi w niej jakiegoś napięcia, niby domyślamy się zakończenia, nie ekscytuje ono nas w większy sposób. Do tego dochodzą jeszcze względy moralne...

poniedziałek, 28 maja 2018

Co za gość, czyli Eastwood w Na linii ognia i Doskonały świat


Nie wiem czy to kwestia tego, że sam się starzeję, ale z coraz większym szacunkiem podchodzę do aktorów, którzy towarzyszyli mi przez lata mojej przygody z filmem i serce mi się raduje gdy nie schodzą na psy (bo niektórzy schodzą). Do takich gości należy dla mnie na pewno Clint Eastwood. I dziś łączę dwa szkice notek o oglądanych jakiś czas temu (po raz kolejny) filmach, by oddać mu hołd. I mam nadzieję, że będzie mi to dane jeszcze nie raz. Trzymaj się staruszku w zdrowiu i bądź sobą!
Grywał bardzo często twardych gości, z zasadami, takich, dla których honor jest ważniejszy niż cokolwiek innego. Starzeje się znakomicie, bo nie tylko grywa, ale i sam tworzy filmy (i to niezłe), ma wyraziste poglądy i nie boi się iść trochę pod prąd temu co promuje czasem Hollywood. Broni tego co dla niego jest ważne. I dziś o dwóch bardzo dobrych filmach, które uwielbiam i gdzie pokazał to co potrafi.

środa, 4 lutego 2015

Snajper, czyli podbudować legendę


Zanim napiszę o swoim ulubieńcu wśród 9 nominowanych filmów, to jeszcze przynajmniej dwa inne. Na początek stary dobry Clint Eastwood. Tym razem jako reżyser i prawdę mówiąc nie wiem czy to nie będzie czarny koń tej gali. To produkcja tak cholernie amerykańska, sławiąca patriotyzm i podkreślająca dumę ze służby pod ich sztandarem, że może głosujący będą chcieli za to jakoś nagrodzić. Co prawda Hollywood jest raczej lewicujące, mocno krytyczne do Busha i jego poczynań, ale jeżeli chodzi o armię, flagę i szacunek dla bohaterów, to Amerykanie wszyscy mają hyzia na tym punkcie.
Nawet głosy krytyczne wobec produkcji Eastwooda nie przeszkadzają w tym, że ten film zgarnia w kinach pieniądze, jakich nikt chyba się po nim nie spodziewał. Poza Stanami film nie wzbudzi takich emocji, ale tam cały kraj chyba czuje się w obowiązku obejrzeć historię Chrisa Kyle'a i oddać mu w ten sposób hołd. Zdaje się, że wcześniej jego biografia (na której oparto scenariusz) też była hitem.  

piątek, 22 marca 2013

J. Edgar, czyli zasługi łatwo się zapomina

Eastwood jakoś u nas nie ma szczęścia do promocji swoich filmów - ostatnie jego produkcje kompletnie pomijają kina i tylko niektórzy wiedzą czego szukać na dvd. Szkoda.  Bo w przypadku tego filmu (ale najnowszy, czyli "Dopóki piłka w grze" też jest niezły), naprawdę szkoda go przegapić, choćby ze względu na rolę DiCaprio (czy mówiłem już, że im starszy tym lepszy?). No i ciekawa postać o której opowiada - ile wiemy o twórcy i szefie FBI? To postać, która w historii Stanów zostawiła znaczący ślad, zasług ma sporo, ale też nie był wolny od błędów i wad. Jak zachować równowagę w pokazaniu takiej postaci? Dziś przecież już taka dziwna moda w mediach i kulturze by ludzi prawych i walczących z przestępczością obwiniać o wszelkie zło, opluwać i wyciągać jakieś brudy, a zbrodniarzy o lewackich poglądach usprawiedliwiać i mówić o walce o sprawiedliwość. 
Już pierwsze sceny tego filmu pokazują nam to o czym często teraz się zapomina - przed stworzeniem FBI, zreformowaniem metod dochodzenia, wprowadzeniem dyscypliny i surowych norm dla agentów, czyli przed zmianami jakie zaczęły się od Edgara Hoovera, kraj był pogrążony w totalnym chaosie, podkładanie bomb przez bojówki lewicowe wcale nie było rzadkością, a przestępcy często świetnie dogadywali się ze "stróżami prawa". Czemu w takim razie dziś się tego nie pamięta? Ano niestety metody po jakie sięgał Hoover by walczyć z tym co widział jako zagrożenie dla porządku, nierzadko trafiały rykoszetem w ludzi, których wina polegała jedynie na wyrażaniu pewnych poglądów (jasne, można stwierdzić, iż lepiej profilaktycznie eliminować wszelkie zło), dużo czarnego PR-u zrobiło mu środowisko artystów/dziennikarzy, którzy w znacznym stopniu byli zarażeni wirusem miłości do lewicy, a trzeci czynnik jest chyba najbardziej prozaiczny, ale kto wie czy nie najważniejszy. Są po prostu politycy, którzy są dobrzy na czas zagrożenia i walki, ale potem gdy ludzie czują się już bezpiecznie, zaczynają twierdzić, że już dość wydatków na obronę, dość tego pokrzykiwania, oni chcą teraz świętego spokoju i możliwości konsumpcji bez wyrzutów sumienia. Czyż nie dlatego demokracja podziękowała np. Churchillowi, de Gaulle'owi?

czwartek, 9 lutego 2012

Oszukana czyli zło ma różne twarze

Kto by pomyślał, że nawet taka "gwiazdka" jak Angelina Jolie w rękach dobrego reżysera może stworzyć ciekawą rolę. Może nie wybitną, ale naprawdę przykuwającą uwagę - podobnie jak cała historia. A dla mnie to też kolejny powód by składać ręce do oklasków wobec Clinta Eastwooda - nparwdę facet potrafi robić niezłe filmy. I do cholery - to jest najciekawsze, że prawie każdy jest inny, że stara się szukać dobrych tematów, scenariuszy, a potem co film to coś dobrego lub bardzo dobrego. Ja słabych jego filmów jakoś w ogóle nie kojarzę, no może z ostatnich "Kosmiczni kowboje", ale on nie był serio...
Często mimo, że jest kojarzony jako twardy facet potrafi świetnie opowiadać o kobietach. Tu własnie wybrał tego typu autentyczną historię - dramat matki, której syn zaginął, a potem policja chce jej podrzucić inne dziecko wmawiając iż pzez kilka miesięcy po prostu syn się "trochę" zmienił.

piątek, 21 stycznia 2011

Gran Torino, czyli w mocny sposób o prostych uczuciach

Widziałem to kilka tygodni temu, ale postanowiłem zrobić wyjątek od reguły i napisać kilka zdań, bo film wart tego, a wrażenia w miarę świeże. Walt Kowalski, weteran wojny w Korei o stalowej woli, żyjący w świecie, który nieustannie ulega zmianom, zostaje zmuszony przez sąsiadów-imigrantów, do trudnej konfrontacji z własnymi zadawnionymi uprzedzeniami. Nasz bohater kiedy umiera mu żona, czuje się coraz bardziej osamotniony, ale nie ma też ochoty na żadne rewolucje w swoim życiu (wszyscy biali wyprowadzili się z dzielnicy), nie ma zamiaru prosić o pomoc. Walta denerwują zmiany, drażnią sąsiedzi (emigranci z południowo-wschodniej Azji - Hmongowie) i ich zwyczaje, ale również ważne dla niego są pewne zasady - dlatego też nie zamierza siedzieć spokojnie gdy coś złego dzieje się w jego otoczeniu. I o tym jest właśnie ten film - o mocnym, trochę zgorzkniałym  facecie,