sobota, 21 września 2019

Utoya, 22 lipca, czyli dlaczego?

Dziś tylko krótki wpis. Bo i film nie wymaga długich analiz. I pewnie spodoba się nielicznym. Próba odtworzenia minuta po minucie tego się zadziało na wyspie Utoyi, a wcześniej w Oslo pod budynkami rządowymi, wygląda trochę jak dokument. Świetne uzupełnienie wstrząsającej książki o Breiviku (notka tu).


Namacalne przerażenie ofiar ataku szaleńca, chaos jaki wywołał wśród grupy nastolatków jeden facet z karabinem, bieganie, krzyki i płacz... Niewiele więcej tu jest. Ale czy więcej potrzeba? Kamera, która biegnie razem z uciekającymi, sprawca, którego prawie nie widzimy, bardziej słyszymy co się dzieje i obserwujemy kolejne ciała, które obok nas upadają... 
Dawno nie widziałem filmu tak surowego i tak zimnego w swojej wymowie. Być może u kogoś wywoła jakieś odruchy empatii, ale moim zdaniem nawet trudno się identyfikować z ofiarami, one są niczym kukiełki. Pozostaje więc dreszcz przerażanie i pytania: dlaczego.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza