środa, 28 października 2015

Strategia gołych kawalerów, czyli spora dawka śmiechu


Kolejny raz National Theatre Live w Multikinie. No po prostu uwielbiam ten projekt. Zaglądajcie na ich wydarzenia, bo czasem okazuje się, że o bilety warto zawalczyć wcześniej. Być może jutro będę miał zaproszonko do oddania na jeden z takich pokazów na przyszły tydzień. Już teraz zapraszam. Ale zanim o spektaklu jeszcze jeden link - co prawda konkurs jest ogłoszony na FB, ale może i stąd ktoś skorzysta. Lubicie Eda Sheerana?

Wśród propozycji jakie pokazywane są w ramach cyklu Multikina i British Council przeważają rzeczy lekkie, zabawne. I chyba nie ma co z tego powodu załamywać rąk - widać tego typu rozrywki oczekuje też publiczność. Popularne u nas prywatne teatry też stawiają na znane twarze i najczęściej lekki repertuar. A przy takim repertuarze jak "Strategia..." myślę, że mieliby pełne widownie.
Kostiumowa farsa George'a Farquhara ma już ponad 300 lat, ale wciąż bawi i zachwyca barwnymi postaciami. Stosunki męsko-damskie, chciwość i szukanie łatwych sposobów dojścia do bogactwa, będą pewnie tematami aktualnymi i za kolejne 100 lat.



Shakespeare czy Molier byli mistrzami w ukazywaniu w zabawny sposób naszych przywar, w wymyślaniu zupełnie zwariowanych zbiegów okoliczności, pomyłek, przebieranek i gagów sytuacyjnych. Jak widzę to tej listy będę musiał dopisać jeszcze kolejnego autora. Jeżeli dostaje się taki tekst to potem zostaje tylko dobrze zaplanować to wszystko na scenie, tak by nie zwalniać tempa i pozwolić aktorom trochę się tymi scenami pobawić.
Nie twierdzę oczywiście, że gra w takiej sztuce to lekki kawałek chleba, że to prościzna. Wręcz odwrotnie, ale nie wyobrażam sobie, że coś takiego może zostać zagrane na sztywno, bez odrobiny wygłupu, improwizacji.
W tym wydaniu w jakim to widziałem wczoraj - było po prostu kapitalnie. Muzyka grana na żywo okazała się świetnym dopełnieniem, dekoracje bardzo pomysłowe i przejście między poszczególnymi sceneriami błyskawiczne. Jednak największe brawa należą reżyserowi, za pomysły na to jak nie tracić nawet na chwilę naszej uwagi. I oczywiście aktorom, dzięki którym cała ta historia, choć przerysowana i kostiumowa, nabiera ikry, pikanterii. W tych dialogach nie ma sztuczności, ale co i rusz mruga się do nas okiem, że choć język nie jest współczesny, to emocje są takie jak najbardziej.
Lekkie, dowcipne, ze świetnym tempem - oby więcej takich spektakli. Również na naszych deskach teatralnych.

Dwóch młodych hulaków, londyńskich fircyków, spłukawszy się do ostatniego grosza postanawia zdobyć środki do życia na prowincji. Aimwell i Archer postanawiają poszukać bogatych panien i poprzez ożenek zdobyć pieniądze. Dla niepoznaki jeden z młodzieńców, Archer, przebiera się za sługę drugiego. W prowincjonalnym Lichfield poznają piękną Dorindę, córkę bogatej Lady Bountiful i jej szwagierkę, nieszczęśliwą w małżeństwie Kate Sullen… Miłość i szansa na łatwe wzbogacenie się wisi w powietrzu, ale po drodze zakochani młodzieńcy będą się musieli zmierzyć z tak nieprawdopodobnymi przeszkodami, jak nocny napad zbójców. Na ich drodze stanie także pyskaty karczmarz, rozwiązły francuski hrabia, pijany szlachcic, złośliwy kamerdyner i francuski (he he, raczej irlandzki) ksiądz.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza