piątek, 29 maja 2020

Trzypak wzruszający, czyli Chrzest Ognia, Pusta widownia i Dziewczyna

Kolejna wrzuta z filmami, które w kinach nawet nie gościły, ale gdy upolujecie je w tv, obejrzycie je z przyjemnością, szczególnie gdy lubicie trochę łzawe historie (np. na faktach).
"Pusta widownia" to opowieść o kobiecie, która obciążona jest genetyczną chorobą psychiczną i skłonnością do depresji. Choć stara się być dobrą matką dla swoich córeczek, zdarzają jej się często momenty zawieszenia, gdy zapada w swój świat, zaniedbując wszystko. Wspomina wtedy chorobę swojej matki, wszystkie trudne chwile dzieciństwa, swoje pierwsze próby gry na fortepianie. Chciałaby grać, występować, ale ewidentnie potrzebuje wsparcia innych. Potrzebuje, choć jednocześnie ono ją drażni. Gdy mąż zaczyna jej unikać, samopoczucie pogarsza się na tyle, że kobieta zmuszona udać się na leczenie. W tym czasie mąż odcina ją na kilkanaście lat od córek...

Trudno to sobie wyobrazić prawda? Po czymś takim jeszcze bardziej można się załamać. Okazuje się, że uczucie jakim obdarza nowo poznanego faceta, potrafi zmienić bardzo wiele. Bałem się, że będzie ckliwe, ale wcale takie nie było.

W Dziewczynie zdaje się, że miała grać Emily Blant (ostatecznie zagrała Abbie Cornish) - ciekawe czy wtedy o filmie byłoby głośniej. To raczej dość surowy dramat, w którym scenariusz nie daje możliwości, żeby pokazać pełną skalę możliwości. Oto młoda matka, z powodów trudności finansowych wplątuje się w dziwne interesy. Ponieważ jej rodzice się rozstali i ojciec mieszka w Meksyku, niejednokrotnie przekracza granicę w tą i z powrotem. Wpada na pomysł, ze podobnie jak mafia, bez ich wiedzy sama może zorganizować nielegalny transport ludzie przez granicę.
Resztę możecie sobie dopowiedzieć.
Łzawe, ale bez przesady.



I chyba najbardziej komercyjny z nich wszystkich Chrzest ognia z Jackiem O'Connellem i Laurą Dern. Najpierw dramat, a później, mniej więcej od połowy thriller sądowniczy, w stylu Grishama.
Oto dwójka młodych ludzi, którym się nie przelewa, kochają się, ale i ostro kłócą, lubią generalnie imprezować i średnio przejmują się tym, że mają też trójkę dzieci i powinni być trochę bardziej odpowiedzialni.
Gdy w domu wybucha pożar, w którym dzieci giną, a mąż zdaniem sąsiadów i policji zachowuje się dziwnie, staje się on głównym podejrzanym. Natychmiast wyciąga mu się wszystkie jego wyskoki, zamiłowanie do "satanistycznej" muzyki i w błyskawicznym procesie dostaje karę śmierci. Teksas - ludzie lubią proste tłumaczeni świata, a tu mają sprawcę podanego na tacy.
Gdy czeka na wyrok, jego rodzina próbuje zainteresować sprawą kobietę, która wydaje im się dobrym kandydatem do przeprowadzenia prywatnego śledztwa. Winny czy niewinny? Zbyt szybko chyba twórcy zdradzają nam to co powinno być sekretem do samego końca. Ale film całkiem, całkiem. Obnaża to ile błędów można popełnić w trakcie postępowania i procesu.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza