czwartek, 27 września 2018

Nerwica natręctw, czyli opowiedz o swoim problemie

Jutro kolejna okazja do spotkania z repertuarem Teatru Gudejko, chyba dobra więc pora, żeby napisać o ich najnowszej premierze. A M. dokłada swoją recenzję z inną obsadą :)

"Nerwica natręctw" to kolejna komedia z jaką będą jeździć po kraju i podobnie jak poprzednie ich propozycje, stanowi dowód na to, że wśród spektakli teatrów bez własnej sceny, zwanych czasem objazdowymi, można znaleźć prawdziwe perełki. Świetna obsada, dobry tekst i sprawna reżyseria, sprawiają że prawie dwie godziny mijają błyskawicznie. Aż chciałoby się jeszcze, bo tak rzadko można trafić na równie skuteczną terapię śmiechem.
Słowo terapia w tym akurat przypadku jest bardzo na miejscu, bo też wszyscy bohaterowie tej sztuki spotykają się właśnie w poczekalni do psychiatry, z pewnymi problemami natury psychicznej. Czekając na swoją kolej, rozmawiają, dyskutują, a my mamy z tego niezłą zabawę, masaż przepony. Przy okazji dostajemy lekcję na temat różnych zaburzeń i sposobów radzenia sobie z nimi. Tak łatwo powiedzieć: weź zrób coś z tym swoim problemem (fobią, manią, czy jeszcze innym zespołem), tak niewielu ludzi zdaje sobie sprawę jak trudno nad pewnymi rzeczami panować, czy też do końca je wyleczyć.


Niektórzy z bohaterów przyszli, bo ktoś z bliskich im nie dawał spokoju, powtarzając że muszą się zmienić, inni sami są już zmęczeni tym co się z nimi dzieje. Przyjrzyjmy się zespołowi Touretta (czyli np. niekontrolowane przeklinanie i sprośne komentarze), przeliczaniu wszystkiego (arytmomania), strachowi przed bakteriami (nozofobia), powtarzaniu wszystkiego co się powie (palialia), lękowi przed stanięciem na linię, umiłowanie symetrii, czy tytułowej nerwicy natręctw. Wszystko ciut przerysowane, może i nie idealnie odpowiadające wszystkim ujętym w różnych publikacjach objawom, ale przecież nie o diagnozy tu chodzi, a o to żeby każda z postaci była inna, charakterystyczna i dawała aktorowi pole do pokazania swoich komediowych możliwości. Dzięki temu nie ma tu jakiegoś podziału na role pierwszo i drugoplanowe, gra cały zespół i nawet na chwilę nie siada tempo spektaklu.

Z ogromną przyjemnością patrzyłem na Zdzisława Wardejna, jak bawił się tym co dzieje się wokół niego, jak zwykle mnóstwo energii i humoru wnosił na scenę Artur Barciś, ale naprawdę trudno by mi było w tym spektaklu wskazać kogoś kto by wyraźnie odstawał od reszty. Rafał Królikowski pokazywał się już w lżejszym repertuarze, ale zobaczcie komediowe oblicze Jowity Budnik (choć częściowo pokazała je już w Supermence). Karolina Sawka i Katarzyna Herman również poradziły sobie ze swoimi postaciami bardzo dobrze. Każdy jest trochę inny, i właśnie ta szalona różnorodność, od sztywności i lęków, po skrócony dystans i bezpośredniość, stanowi tu największą frajdę. Gdy pacjenci chcą brać leczenie w swoje ręce, bo nudzi im się w poczekalni, możemy spodziewać się naprawdę zaskakujących efektów terapii.
Więcej informacji o spektaklu, wraz z terminami i miejscami pokazów w Polsce tu.

Reżyseria: Artur Barciś

Obsada: Katarzyna Herman/Katarzyna Ankudowicz, Jowita Budnik, Karolina Sawka, Artur Barciś/Andrzej Zieliński, Rafał Królikowski, Zdzisław Wardejn

NERWICA NATRĘCTW czyli śmiechoterapia natręctwami
W życiu bym nie wpadła na taki pomysł, żeby w jednym miejscu zgromadzić sześć osób z różnymi natręctwami czy fobiami, zamknąć ich w poczekalni u genialnego podobno psychiatry i patrzeć co z tego wyniknie. A Laurent Baffie to zrobił, Artur Barciś wyreżyserował, a gwiazdorska obsada sprawiła, że pokładałam się ze śmiechu, reszta widowni również, a na koniec jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszyscy wstaliśmy i biliśmy żywiołowo brawo.
Trudno się nie śmiać kiedy Fred - Zdzisław Wardejn przeklina w najmniej odpowiednich momentach (zespół Touretta), Andrzej Zieliński jako taksówkarz przelicza wszystko zapamiętale (arytmomania), Jowita Budnik sprawdza wszystko i o wszystko się martwi, Katarzyna Sawka wszystko powtarza dwa razy (palialia), Katarzyna Ankudowicz bez pamięci myje ręce, wietrzy pokój, bo boi się bakterii (nozofobia) a Rafał Królikowski chodzi po ścianach, bo boi się nadepnąć na linie, a tych – co za pech – jest w poczekalni na podłodze dużo. Każdy z pacjentów oczekuje pomocy, ale lekarz utknął na lotnisku i jego nieobecność się przedłuża, wobec tego zaczynają leczyć się sami, a wtedy to dopiero robi się zabawnie. Istna jazda bez trzymanki!
Ciepła komedia z ładną puentą, która naprawdę bawi do łez. Więcej takich chciałoby się oglądać. Brawurowo zagrana przez świetnych aktorów.
Szczerze polecam.
Idźcie, a będzie Wam dane śmiać się serdecznie.
MaGa

1 komentarz:

  1. Ja miałem nerwicę natręctw. Minęło chwała Bogu samo . Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń