Nie ukrywam: jestem fanem Madsa Mikkelsena i nawet jakby grał kłodę drewna nie mówiąc ani słowa i tak pewnie bym chciał to zobaczyć. Gość ma charyzmę, talent i nieprzeciętną fizjonomię więc jak bym mógł przegapić seans Ostatniego wikinga?
Skandynawowie mają dość specyficzne poczucie humoru, nie wszystkie żarty mogą być dla nas równie zabawne jak dla nich, ale zwykle pasują mi te klimaty. I tu, choć czarna komedia przykrywana jest coraz bardziej dramatem rodzinnym i traumami z dzieciństwa, kupuję to w 100%, a bajkę o ostatnim wikingu (nie czytajcie raczej dzieciom) chętnie bym sobie postawił na półce. Pokręcona jeszcze bardziej niż ten film. Jej przesłanie: zróbmy tak aby nikt nie czuł się gorszy, choć przewrotne, mogłoby zaistnieć na plakatach tej produkcji. Bo to rzecz o akceptacji i jej braku. Dokąd prowadzi jedno a dokąd to drugie?
W skrócie: Anker (Nikolaj Lie Kaas) wychodzi z więzienia po 14 latach za napad i desperacko chce odzyskać ukryty łup. Problem w tym, że pieniądze tuż przed schwytaniem przekazał swojemu bratu, od dziecka cierpiącemu na jakiś rodzaj zaburzeń neurologicznych, przejawiający się m.in. ucieczkami w świat fantazji. Dla kogoś to może dziwactwo do zaakceptowania, dla kogoś innego dowód na zdziecinnienie i za wszelką cenę uważa że to trzeba "wyleczyć". Ludzie przecież boją się tych, którzy niekoniecznie trzymają się norm społecznych, walą prosto z mostu i nie rozumieją subtelnej gry w to co wolno a czego nie wypada. Manfred (jak zwykle kapitalny Mads Mikkelsen) po tym jak brat zniknął z jego życia jeszcze bardziej zamknął się w sobie, rojąc że jest nowym wcieleniem Johna Lennona. A przecież John Lennon nie ma nic wspólnego z ukrywaniem pieniędzy, więc za cholerę nie chce pomóc bratu. Groźbami, prośbami, sztuczkami (spróbujmy nacieszyć mu się rolą i zebrać na nowo słynną kapelę) - Anker będzie próbował wszystkiego.
A wokół nich będzie nie tylko coraz dziwniej ale i coraz bardziej niebezpiecznie, bo na pieniądze mają chęć również inni. Nie ma co opisywać szczegółowo wszystkich postaci i wątków, mogłoby to odebrać połowę zabawy. Specyficznej. Trochę surrealistycznej. Ale to wciąż ciepła opowieść o relacjach i próbie zrozumienia siebie, a nie żadne kino akcji, choć trochę krwi się poleje.
Niby prosta konstrukcja fabuły, cały urok jednak tu w tym ciągłym zadawaniu sobie pytania WTF? i frajdzie z różnych scen i dialogów.
Polecam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz