piątek, 28 grudnia 2018

Raport z północy - Andrzej Pilipiuk, czyli niewolnik co zerwał się z łańcucha

Jutro podsumowanie tego co przeczytane w roku 2018, ale dorzucam jeszcze jedną książkę do kolekcji. W sumie wyszło ich chyba 121.
Szkoda tylko, że ta ostatnia, o której piszę, była sporym rozczarowaniem. Pilipiuka czytuję od lat, lubię, choć przyznam szczerze, że niektóre rzeczy Wielkiego Grafomana mnie rozczarowywały, zbyt wiele było tam schematów i powtórzonych pomysłów. Czegoś takiego jednak się nie spodziewałem. Coś co jest reklamowane jako podróż do wnętrza Andrzeja Pilipiuka, możliwość lepszego poznania autora i jego marzeń, to pisane na kolanie gawędy pełne wspomnień i marudzenia na tematów poprzedniego systemu, zagłady jaką niosą imigranci oraz garść ciekawostek ze Skandynawii.


Bez większego ładu i składu, kilkukrotnie powracając w te same miejsca,  ale i tak te jego wizyty w Szwecji i Norwegii, krainie Wikingów, o której marzył od dziecka, są najciekawsze. Ale dygresje niszczą całą frajdę, a stanowią prawie połowę książki.
Charakterystyczną cechą kolejnych wypraw na północ jest rosnący poziom konsumpcji i wygody, na jaki sobie może pozwolić z roku na rok. Z ojcem jeździli jak najtaniej, chodzili na piechotę, a muzea najczęściej oglądali z zewnątrz, potem, gdy już zaczął pisać i wydawać książki Pilipiuk mógł sobie zafundować więcej, ba nawet na luksus jakim jest mieszkanie w domku, czy wynajęcie jachtu. I ta myśl przewija się tu non stop: że to nie powinien być dla nas nieosiągalny luksus, ale coś normalnego jak dla Skandynawów. Rozgoryczenie, że komuna trzymała nas w głodzie, szarości i nijakości, że nadal nie mamy dobrych rządów, które by potrafiły nas z nędzy wyciągnąć powraca tu co kilkanaście stron. Zresztą nie tylko to. Niestety niektóre całe sformułowania, zdania, które w założeniu chyba miały być zabawne (np. wmawianie córce, że po przekroczeniu granicy obowiązują inne przepisy i prawo jej nie chroni), również można znaleźć kilkukrotnie. Całość więc wydaje się pisana na gorąco, w pośpiechu i bez redakcji.
Rozumiem, że fani wszystko kupią, a autor wszystko chce sprzedać, uważając, że nawet jego smęcenie na komunę, powtarzanie tego, że Europę niszczą imigranci islamscy, a w Smoleńsku to był zamach, jest super interesujące. Cóż...
Panie Andrzeju, z przykrością stwierdzam, że nie jest. Ta książka jest normalnie nudna. Gdyby wywalić z niej połowę czyli smędzenie, powtórki i wskazówki ile to stron mam pominąć, żeby znaleźć coś ciekawego (serio?), gdyby wprowadzić porządek w opisach miejsc i ciekawostek, mielibyśmy chociaż coś w rodzaju książki podróżniczej. A tak to lipa. To nawet nie jest książka motywacyjna (pracuj, a coś osiągniesz), bo choć Pilipiuk sukces osiągnął, to w tym co pisze nie ma jakiejś dawki optymizmu. A to jego pozytywne dziwactwo niestety mało z tych stron przebija (a szkoda, bo takich fragmentów jak cięcie kamienia na balkonie powinno być więcej). Niewolnik, który zerwał się z łańcucha komunie i udowadnia, że potrafi coś zdziałać w życiu - pisanie o sobie w takich kategoriach naprawdę pokazuje jakieś potworne kompleksy. K...a może i nie stać nas na wiele rzeczy w porównaniu ze Szwedami, ale spójrz na Ukrainę i doceń to co masz człowieku. Nie czuję się gorszy, nie mam zamiaru dać się zżerać zazdrości, że ktoś ma lepiej niż ja.
Niby jesteśmy z podobnego pokolenia, przemyślenia na temat poprzedniego ustroju mamy podobne, mam wrażenie, że w tym co jest zawarte w "Raporcie z północy" jest tyle jakiejś frustracji, nawet nie ironii, ale zwykłego jadu i nietolerancji, że dla mnie to było mało strawne. A na pewno nie dawało frajdy. Odradzam.

8 komentarzy:

  1. Dokładnie: "zwykłego jadu i nietolerancji" idealnie to ująłeś. Po lekturze "Raportu" straciłem jakoś ochotę na powracanie do innych rzeczy Pilipiuka. Mam wrażenie, że tym razem herbata, którą tak lubi mu zaszkodziła i wk...ny na coś, wylał z siebie całą żółć. Kryzys wieku średniego? Jest to o tyle przykre dla mnie, że facet z lubelszczyzny i w podobnym wieku. No i czytałem go od zawsze dla Jakuba- cóż ze infantylne, oraz dla opowiadań XIX/XX wiek - świetny klimat. Nie mogę zrozumieć, że wydawca dopuścił do druku pozycję tak źle zredagowaną, a ktoś życzliwy( jakiś przyjaciel?)nie powiedział autorowi prawdy, że można łamać poprawność polityczną,ale nie tak prostacko. Pozdrawiam i jak zwykle podziwiam codzienny trud recenzowania. Ps. Twój blog jest dla mnie ważną częścią mojego czytelniczego życia. Mariusz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za dobre słowo, nie tylko na temat tej konkretnej opinii (jak się cieszę, że nie tylko mnie to razi), ale i na temat bloga. W sytuacji gdy coraz częściej ogarnia mnie kryzys i chęć rzucenia bloga w diabły, takie komentarze ładują akumulatory
      pozdrawiam
      Robert

      Usuń
  2. Mam problem z Pilipiukiem. Nie lubię go, wkurza mnie, nie trawię tego jego użalania się nad sobą i jego traum z dzieciństwa (nauczyciele się uwzięli a koledzy to głąby -> Norweski dziennik oraz komentowany Raport z północy), nienawidzę jego skrajnie prawicowych poglądów. A jednak go czytywałem - pisze prosto i niezobowiązująco, dobrze się przy tym odpoczywa. Czytywałem bo właśnie przestałem.

    Uwielbiam Skandynawię, okazało się, że Pilipiuk też i popełnił na ten temat książkę. "Raport z północy" to luźna relacja z kilku wyjazdów Andrzeja Pilipiuka po Szwecji i Norwegii. Żadne tam wielkie wyprawy, ot zwykła turystyka. Czasami pociągiem, kiedy indziej samolotem, promem, stopem, a nawet jachtem. Trochę oglądania zabytków, zwiedzania miast i miasteczek i muzeów, dużo wtrętów historycznych, coś tam o literaturze i bardzo mało o przyrodzie. To czyta się jeszcze w miarę nieźle. Niestety autor musi jednak sobie poprawicować i powylewać swoje żale i frustracje. Niestety to zajmuje co najmniej 1/3 książki. A więc Skandynawia jest wspaniała, ludzie mili, żyje im się fajnie, jest dostatnio i porządnie, ale ten lewacki system to coś strasznego - jakoś jednak Pan P. nie zauważa, że to pierwsze wynika wprost z tego drugiego. Andreas Breivik to może i bandzior ale najgorsze że głupek, bo powinien te swoje zamachy terrorystyczne ukierunkować przeciwko komuś innemu - same zamachy są w sumie ok, cele był źle wybrane to powinni być Arabowie lub politycy. Autorka Dzieci z Bullerbyn to fajna babka, ale jak mogła zaangażować się w tą lewacką ochronę praw kobiet, przy czym sam Pilipiuk pisze, że jako panna z dzieckiem musiała na jakiś czas emigrować do Danii, bo w Szwecji nie tolerowano niepełnych rodzin. Pilipiuk nie umie porozumiewać się po angielsku i jest wina PRLowskiego szkolnictwa i obnosi się z tym jak z orderem. Hmm, nie słyszał że do szkół językowych mogą uczęszczać dorośli? Dwa lata nauki i się dogaduje - dla mnie proste, on woli jednak być przez całe życie ofiarą komunistów. Wyjazd do Norwegii to opuszczenie tej obrzydliwej Unii Europejskiej czyli można zakomunikować dorastającej córce, że tutaj prawo UE nie działa i jak będzie niegrzeczna można ją bezkarnie sprać skórzanym pasem po tyłku - taki żart, hłe hłe... W Skandynawii oczywiście za każdym krokiem czai się jakiś śniady, to znaczy mógłby się czaić - bo niby są a ich jednak jakoś nie ma, no trochę porażka. Autor spotyka ich raz na kempingu, są głośniejsi niż Szwedzi, więc ucieka na wszelki wypadek na inny kemping, uff... . I tak dobrze, że nie pisze wprost o ciapatych. Na koniec triumfalne podsumowanie w posłowiu: już po skończeniu książki dotarły do autora informacje o gwałtach i zamachach terrorystycznych w wykonaniu imigrantów - a więc jednak!!! I z tego to już prosta droga do fantazji Pilipiuka o tym, że w przyszłości zasili partyzanckie oddziały chrześcijańskiej międzynarodówki i z bronią w ręku walczył z islamistami aby odbić opanowane przez nich skandynawskie miasta. Naprawdę, on to napisał, nie pryszczaty nastolatek, a facet pod pięćdziesiątkę. I to są tylko wybrane kwiatki z książki, jest ich dużo dużo więcej. Tak więc nie wiem dla kogo jest to dzieło: prawaki i tak pogardzą lewacką Skandynawią i fascynacja Pilipiuka ich do niej nie przekona, wszyscy normalni będą najzwyczajniej zażenowani tym żałosnym bełkotem. Niniejszym żegnam się z literaturą w wykonaniu Pilipiuka - nigdy więcej nie sięgnę po nic jego autorstwa i nie chcę mieć z tym obrzydliwym typem nic wspólnego.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pan Pilipiuk opisał rzeczywistość Skandynawi tak jak ona wygląda. Teraz możecie się ustawiać na prawo lub lewo. Jeśli podejdziecie uczciwie - zrozumiecie że miłość do islamu, imigrantów i szwedzkiej socjaldemorkacji jest zwykłą głupotą. Pracowałem w Szwecji wiem co mówię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ależ ja nie przeczę, że to co można ta oglądać to raj i że jest idealnie, tylko po pierwsze jego podróże które tak go zachwycały też odbywały się za rządów socjaldemokracji, po drugie można być krytycznym a jednocześnie kulturalnym - to się po prostu źle czyta, nadaje się do prasy i to takiej co czytają ją jedynie ci co nie słuchają argumentów i nie potrafią słuchać nic poza jedną narracją

      Usuń
  4. Pora chyba żebyście przeprosili Pana Pilipiuka? To wybitny pisarz i cholernie mądry człowiek. Jego gorzkie obserwacje i ostrzeżenia potwierdzają się. Tylko w 1 poł. 2024 imigranci zamordowali w Szwecji 3 naszych rodakòw. Cenzura pęka - przebiła się np. informacja że 76% muzułmańskich kobiet nie pracuje i nawet nie ma takiego zamiaru...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. za co mam przepraszać? Za swoją opinię, że to kiepska książka? Nie przeczę że jest inteligentny, jednak szkoda że w pewnych kwestiach ponoszą go emocje i nie chce zobaczyć problemów od różnych stron, widzi jedynie zło i zachowuje się jak obrażone dziecko. Rzeczywistości nie zmienisz, nie ma się co ciskać, bo tak tylko wychodzisz na frustrata. Jeżeli od początku książka miałaby ostrzeżenie, że to przemyślenia polityczne, pewnie nie byłoby wokół niej aż tyle negatywnych emocji. Czytelnicy czują się oszukani, bo za to zapłacili

      Usuń