piątek, 6 października 2017

Złoto - Krzysztof Zalewski, czyli proste, a jakże smakowite

Od ubiegłego roku mam wrażenie, że coraz rzadziej piszę o muzyce, coraz mniej słucham płyt. Książki tak mnie pochłaniają, że nawet jak nie mam jak czytać, np. idąc na przystanek, to zapuszczam sobie audiobooka. Niby słucham radia, ale pojedynczych kawałków, nie kupuję prawie płyt (zresztą prawie wszystko jest do wysłuchania również legalnie w sieci). Nie jestem więc na bieżąco, stąd potem moje "odkrycia" jak choćby dzisiejsze, które pewnie wszyscy znają. A ja się dziwiłem co ten młody chłopak robił przez wiele tygodni na szczycie listy przebojów trójki. A tu nie ma się co dziwić. To po prostu bardzo dobra płyta jest! Co prawda pogoda taka, że najchętniej to bym się chował pod koc i zatapiał w twórczości Korteza, ale w końcu nie jesteśmy niedźwiedziami, które mogą zapaść w sen zimowy i czasem dawka energii też się przyda. Płyta Zalewskiego będzie wtedy jak znalazł.


18 latek z Idola jest już dojrzałym artystą, więc już dawno powinniśmy machnąć ręką na skojarzenia jakie mamy z jego osobą i dać po prostu szansę wsłuchując się w to co robi teraz. Dynamiczne kompozycje, ciekawe teksty i przede wszystkim dobre wykorzystanie wokalu, eksperymentowanie, nie pójście na łatwiznę, by nagrać coś pod publiczkę. Jest w tym jakiś pazur, zaczepność, ale nie odpychająca, tylko budząca zainteresowanie. Mieszanka ostrego gitarowego grania, odrobina elektroniki, ale przede wszystkim to głos zwraca uwagę, to w jak różne strony może nas poprowadzić. Czy to różne twarze? Nie, jedna, ale z odmiennymi emocjami - od wściekłości, przez wątpliwości, zadumę. Kiedyś kojarzył się jedynie z metalem, a przekonajcie się jak bardzo wszechstronnym artystą okazuje się Zalef. 
Po prostu posłuchajcie.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza