
Nie ukrywam więc, że spodziewałem się czegoś innego i ciut się rozczarowałem. Najbardziej chyba wątkiem działań służb mundurowych i całej intrygi związanej ze śledzeniem jednej z wyżej postawionych w państwie osób. Podkreślanie, że istniał jakiś zakaz prowadzenia działań wobec osób z rządu i w dodatku umocowanych wysoko w partii, jakoś mi zgrzyta w zestawieniu z wiedzą na temat nieustannych rozgrywek między różnymi frakcjami, w które służby były również wciągane. A tu okazuje się, że starszy już facet gra im na nosie spotykając się z kochanką, a oni niby są bezradni, bo nie wiedzą gdzie, kiedy i jak... Akurat uwierzę. Prędzej uwierzę w dość zabawne spostrzeżenie, że jak na komunistów, w latach 70, ekipa rządząca była wyjątkowo konserwatywna i dość pruderyjna. Za przykładem pierwszego sekretarza - dom, działka, żona, dzieci, kapcie, powoływanie się na ciężką pracę w przeszłości i usta pełne frazesów. Gierka akurat Rolicki stara się odmalować jako porządnego gościa, ofiarę sytuacji gospodarczej i geopolitycznej - przecież on naprawdę wierzył, że spłaci te długi, a to Wielki Brat mu na to nie pozwolił. I przebrzydła opozycja, która zbratała się z robotnikami i przez głupie podwyżki, przeciw którym zaprotestowano, zniszczyli całe wielkie dzieło odbudowy kraju. Trywializuję, ale taki jest tego wydźwięk.
Niewiele tu miejsca na życie prawdziwych ludzi w PRL i tego mi chyba najbardziej mi brakowało. Akcja dzieje się tuż po tzw. wydarzeniach radomskich, w kraju napięcie, a tu życie dygnitarzy i służących im lizusów, toczy się jak gdyby nigdy nic. Jak będzie trzeba to weźmiemy naród za mordy. Przyglądanie się tym czasom jedynie z perspektywy wierchuszki jest średnio interesujące. Nawet więc jeżeli motyw erotycznego skandalu i obserwowanie jak facet pod 60 próbuje tłumaczyć różne rzeczy młodziutkiej dziewczynie, nadają całości lekkości, można też znaleźć tu kilka ciekawych i barwnych postaci, to potencjał na pokazanie jak wyglądało życie w PRL został nie wykorzystany.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz