poniedziałek, 13 stycznia 2014

Romeo i Julia w Buffo, czyli to młodym ma się podobać


Z przyjemnością i z ciekawością własną kontynuuję wyprawy do teatru ze starszą córką śladami jej lektur. Po Zemście w Narodowym (jeszcze przed nami wersja w Och Teatrze) czas na Romeo i Julię. Ale tym razem chciałem poeksperymentować - być może jeszcze pójdziemy do Współczesnego na inną wersję, ale na początek wybrałem musical w reżyserii Janusza Józefowicza i z muzyką Stokłosy. Duet, który stworzył Metro ma na swoim koncie wielkie sukcesy i show na największych scenach, ale zwykle po kilku miesiącach nadchodzi trudna decyzja gdzie wystawiać spektakl dalej... Buffo jest tak malutką sceną i dość nędznym teatrem, że aż dziw że udaje się wystawić tam coś większego. Rozumiem, że czasem trzeba różne dokroić, obsada też pewnie podlega różnym zmianom (bo np. Natasza Urbańska ma zbyt wiele na głowie), ale trzeba przyznać, że mimo skromnych warunków udaje się parę razy widza zaskoczyć i zrobić coś nie banalnego. 
Córce się podobało, a to najważniejsze. Choć wiecie co podała jako argument? Fajni chłopcy występują...
No ładne czasy, skoro to ma być kryterium oceny sztuki teatralnej. Ale co ja na to poradzę :) Nie będę z nią dyskutował, bo się chłopcom tak bardzo nie przyglądałem.

Generalna uwaga wstępna: oczywiście to nie jest tekst Szekspira, a jedynie luźno oparta na tej historii współczesna wariacja. Wszystko więc zaczyna się od imprezy w klubie, potem mamy i narkotyki, wschodnie sztuki walki, wrotki, papierosy, piwo, skuter, księdza, który zrzucił sutannę i mnóstwo innych nawiązań do współczesności (nie wszystkie na poziomie, a na sali dzieci albo młodzież).
Wykonanie: spory plus za taniec i ruch. Wplecenie różnych scen nie zawsze niby ma sens i się łączy ze sobą, ale na pewno robi wrażenie (ekipa break dance wymiata) - wciąż coś się dzieje i mimo malutkiej sceny nie masz ani przez chwilę wrażenia znudzenia. Skromne scenografie skutecznie nadrabiane są ruchem i sporą gromadką aktorów i tancerzy. Bardzo fajnie, że daje się szansę bardzo młodym ludziom, by w takich rzeczach nabierali wprawy, a parę charakterystycznych postaci drugoplanowych po prostu robi furorę każdym pojawieniem się na scenie. Piosenki. Cóż, przynajmniej w jednej, a chyba nawet w dwóch zorientowałem się, że to playback, co mnie strasznie zdegustowało. Rosalina to dla mnie jakaś porażka... Ale mimo, że część tych melodii jakby już skądś znajoma, to trzeba przyznać, że brzmią całkiem fajnie i aktorzy radzą sobie z nimi naprawdę fajnie (szczególnie partie solowe). Nie chcę zdradzać Wam wszystkich rozwiązań w poszczególnych scenach, ale choćby sceny w deszczu są na pewno warte zobaczenia!
Scenariusz: Tu pewnie można by kręcić nosem, że to wszystko jakieś takie klejone, że trochę na siłę. Ale na pewno sporym plusem jest wprowadzenie odrobiny humoru do przedstawienia (postać służącej, niektóre dialogi). Sama historia raczej uwypukla brak porozumienia z rodzicami i miłość młodych niż konflikt między rodzinami (tu raczej można by powiedzieć różnice klasowe) i fatum, które nad nimi wisi. Sporo scen raczej na potrzeby widowiska (Sen) niż treści, ale ważne że młodzi jakoś to chwytają i im to nie zgrzyta.
Obsada: w większości głównych ról bardzo młodzi i mało znani ludzie. Nie chcę więc rzucać nazwiskami, ale moje wskazanie padło by raczej na Julię i ciekawego Merkucja niż Romea. No i postać służącej świetna. Podobnie jak ostatnio w Romie, znowu w obsadzie spotykam p. Mariusza Czajkę. I mimo, że uważam go za profesjonalistę, to tu trochę jest zbyt przerysowany w roli ojca Julii (może to scenariusz, który kreuje go na prostaka i mafiosa?).
Całość... Cóż, trochę się waham. No dobra, nie jest źle, ale za tą cenę (80 zł za osobę) oczekiwałbym jednak czegoś więcej. Ale córa szczęśliwa, więc i ja nie mam wyboru. Stawiam 4 i w planach kolejne wyprawy musicalowe. Może do Buffo, może do Romy, a może nawiedzę po raz pierwszy Rampę?
Strona spektaklu: www.romeoijulia.com
 
 

5 komentarzy:

  1. Jestem przekonana, że za kilka lat córka będzie pamiętać przede wszystkim czas z tatą. Chociaż chłopcy faktycznie niczego sobie, jednego miałam okazję poznać. :)
    Miałam ostatnio wybrać się na to przedstawienie, ale koleżanka odwołała. Przełożyłyśmy na inny termin. Po Twojej notce była u mnie chwila zawahania, ale myślę, że warto się wybrać. Chociaż my i tak planowałyśmy na wejściówki za 20, bo w końcu może ktoś odwoła rezerwację w ostatniej chwili i nam się poszczęści?:)

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no proszę, może to ten sam co i jej wpadł w oko. A miejsca wolne jakieś pojedyncze widziałem :)

      Usuń
  2. Ja cały czas zastanawiam się nad tym spektaklem. Nie przepadam za książką, ale robię sobie jakieś głupie nadzieje, co do gry aktorskiej. Zobaczymy..:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to może spróbować na wejściówki? Mnie też ceny długo zniechęcały do pójścia. Ale jako prezent dla córki - sprawdziło się dobrze!

      Usuń
  3. Dziesięć lat później: nie rozumiem fenomenu buffo; potwierdzam opinie dot. miejsca i sztuki. Dodam: na siłę uwspółcześniane ale tak jakby: co reżyser uważał, że młodzież lubi, a nie co młodzież lubi

    OdpowiedzUsuń