piątek, 8 lipca 2011

Taras Bulba, czyli bij Lachów!

Zgrzyt. Lubię kino historyczne i mam słabość do widowiskowych scen np. batalistycznych. Zgrzyt. Nie mam uprzedzeń co do "spojrzenia z innego punkt widzenia" jeżeli jest dobrze obudowane faktami. Zgrzyt. Pisałem już o tym parę razy - lubię kino rosyjskie. Zgrzyt. Ale oglądając takie produkcje jak "Taras Bulba" naprawdę można do reszty zmienić swoje upodobania i stracić wszelką wyrozumiałość. A zapowiadało się nawet ciekawie - spory budżet (15 mln$), niezła obsada (m.in. Bohdan Stupka), ciekawa podstawa do scenariusza - powieść Mikołaja Gogola.
Film opowiada o zmaganiach Kozaków z Polakami w XVI stuleciu. Tytułowy Taras Bulba to człowiek miłujący tradycję, zacięty przeciwnik Polaków i Tatarów. Jeden z jego synów jest nieszczęśliwie zakochany w polskiej szlachciance, będzie wiec musiał w pewnym momencie przeciwstawić się ojcu... Zgrzyt. Z początku gdy poznajemy trochę relację ojca i dwóch  synów, towarzyszymy im wyprawie na Sicz (aby nauczyli się życia w walce) może jest leniwie, ale przynajmniej człowieka nic nie denerwuje. Potem gdy okazuje się, że żadnej wojny nie ma (a wiec trzeba okazję do niej stworzyć) zaczyna się akcja, ale i zaczęło się moje zgrzytanie zębami.

Generalnie - strasznie to wszystko przewidywalne (mimo, że powieści nie znałem, dopiero potem zacząłem szukać), cholernie uproszczone (np. romans, który tak szybko został przez Polaków zaakceptowany) i nadęte do granic możliwości patosem wszędzie tam gdzie możemy pokazać bohaterstwo Kozaków. Beznadziejna muzyka (jakieś popiskiwanie na klawiszach albo wciąż ten sam motyw orkiestry), sceny bitewne tak żenujące, że chyba gorszych nawet Polacy nigdy nie nakręcili (przynajmniej opowiadając o tym okresie historycznym) - wszystko rozgrywa się wokół jednego obleganego niedużego zameczku i może sceny ataku jeszcze jakoś da się oglądać to scen walki w polu już nie (np. każde cięcie wygląda jak skaleczenie, ale Polacy od tego padają jakby dostali granatem; niektóre sceny np. wybuchów wklejone są dwa razy; biega się po polu nosząc ciała jakby nigdy nic; nasz bohater jeździ w kółko, ale nie walczy i nikt go nie atakuje, mimo, że kozacy padają na potęgę; w scenach grupowych ludzie machają pikami jakby to byl baldachim zamiast walczyć; najazdy kamery na walczących na koniu bohaterów wyglądają tak "naturalnie" jakby siedzieli  na skrzyni na sali gimnastycznej, oj długo można by wymieniać). Ogromna szkoda bo statystów co niemiara i można było to zrobić jakoś sensowniej. Do tego parę rekwizytów zupełnie od czapy (choć nie jestem znawcą, ale wyrzutnia rakietnic nie pasowała mi do tej epoki i wyglądała niczym nawiązanie do cudownej broni radzieckiej z II wojny światowej). Sporo scen zupełnie zafundowanych nam bez żadnego połączenia z calością, bez żadnego wyjaśnienia np. czemu kozaków ścinano w Warszawie, jak uciekł ze stolicy nasz bohater... Taki brak logiczności można by tłumaczyć wiernością książce, ale wciśnięto tam też sceny spoza powieści i to żeby było śmieszniej w oderwaniu od faktów historycznych (o tym po co napisze poniżej) - chodzi np. o słynną scenę zainspirowaną obrazem Ilji Repnina Kozacy piszą list do sułtana (a wydarzenie to miało miejsce prawdopodobnie 100 lat później i kto inny list podpisywał). Wprowadzono też do filmu np. postać żyda, który niby zaprzyjaźnia się z Tarasem i mu pomaga - Gogol był zaciekłym antysemitą i nigdy by czegoś takiego nie napisał. A wszystko to po co?
Ano warto zacząć od tego kto film wyprodukował. Otoż jednym ze sponsorów było rosyjskie Ministerstwo Kultury (i jest krytykowany za propagandowość nawet na Ukrainie), reżyser Vladimir Bortko jest  członkiem Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej, odznaczonym m.in. "za wysoce artystyczne ucieleśnienie w sztuce filmowej ideałów przyjaźni narodów ukraińskiego i rosyjskiego, propagandę wspólnego dziedzictwa historycznego i kulturalnego" i często wypowiada się, że nie ma czegoś takiego jak niepodległa Ukraina - to ten sam naród, a Ukraina to tylko płd. część Rosji. Ponieważ w powieści Gogola jest sporo fragmentów rosyjsko-nacjonalistycznych (równie dobrze można go porównać do Sienkiewicza i jego "koloryzowania historii") więc to był świetny materiał na propagandówkę. Ale na Boga - nawet propagandę trzeba robić umiejętnie, nienachalnie, bardziej aluzyjnie niż obuchem jak tutaj - gdy padło po raz 10 podobne wykrzyczane zdanie: ginę za wspaniałą ziemię ruską, jedyną prawdziwą wiarę prawosławną i matkę świętą cierkiew, przestałem liczyć i tylko coraz bardziej zgrzytając patrzyłem co jeszcze wymyślą (a były tez kwiatki typu: zginąłeś tak młodo, ale walczyłeś dzielnie, nie zdradziłeś, a ponieważ byłeś wierny ziemi ruskiej i wierze prawosławnej zasiądziesz po prawicy mojego Syna Chrystusa). Powiem tylko tak gdyby ktoś w Polsce połenił podobnego ordynarnego gniota z podobnymi tekstami to by go zjedzono z butami i pies z kulawą nogą by do kina nie poszedł.
U Gogola nie było też tylu elementów antypolskich - tu jest ich co niemiara, podkreśla się okrucieństwo Lachów i maluje jako głównych prześladowców miłujących wolność Kozaków. Fanastycznie brzmią teksty typu - nie wiecie co się u nas dzieje: Lachy tak cisną, że wszyscy umieramy, a wszędzie rozbijają się dwukółkami klechy zaprzęgając nie zwierzeta, ale Kozaków... Mogę do sequela wymyślić trochę podobnych rzeczy - np. składają ich dzieci na ofiarę w kościołach katolickich, a kobiety kroją i jedzą na obiad. Łatwiej będzie przy tego typu uzasadnieniu wytłumaczyć potem zbrodnie, mordowanie, czy palenie świątyń. Nie oszukujmy się - Kozacy walczyli ze wszystkimi bo nie mogli na d... usiedzieć, chcieli wojny bo to oznaczało łupy, a czy to ważne z kim? Jeżeli byli ciemiężeni to przez szlachtę ruską (bo ta dominowała na tamtych terenach), a bunty powstawały nie z powodu ucisku czy okrucieństwa Polaków, ale dlatego, że np. nie widać było żadnej wojny na horyzoncie (powstrzymano rejestr), albo nie chciano im dać przywilejów by mogli stać na równi ze szlachtą i wyzyskiwać osiadłych chłopów ruskich. 
Oj długo by o tym pisać ile tam bzdetów. Rozumiem potrzebę ideologiczną - powołując się na Kozaków i przywłaszczając ich historię i kulturę jedynie Rusi (a przypomnijmy, że były to tereny Rzeczypospoilitej, a sami Kozacy razem z polskim wojskiem chadzali również na Moskwę) robimy grunt dla haseł Rosja i Ukraina powinny być zjednoczone bo mają wspólne korzenie, wspólną wiarę (a Kozacy przecież wcale tacy religijni nie byli - pierwsze cerkwie powstały chyba sporo później niż sama akcja filmu). No i mają wspólnego wroga - Polskę (o nienawiści wobec żydów na Ukrainie lepiej teraz nie wspominać, ale wobec Polaków czemu nie). Każdy kit można wcisnąć, a historia staje się jedynie narzędziem dla obecnej polityki. 
Wydawalo mi się, że 1612 było szczytem możliwości prezentowania własnej wersji historii przez Rosjan, ale tamto dało się jeszcze oglądać. W porównaniu z tym dziełem nasze "Ogniem i mieczem" jest szczytem obiektywizmu.
Nie wiem jak innym ale mi przeszkadzało też podwójne tłumaczenie - Polacy mówią po polsku, co lektor tłumaczy na rosyjski, co ponownie nasz lektor tłumaczy na polski. Na plus chyba jedynie kostiumy i zdjecia (krajobrazy), ale nawet to ogląda się czasem z przymrużeniem oka. Zby wiele tu patosu (np. sceny ze stosem) - przypomina to film hagiograficzny tak naiwny jakby dla przedszkolaków. - mieszanka jakiegoś supermena czy hulka z propagandą rosyjską (przepraszam co to za bandurowcy mają ich sławić wiecznie w pieśniach?!?). 
trailer za rodinu! za naszu ziemliu! za slawu! Urrrra! Jeszcze powinni dodać, że z tych bohaterów wyjdą nasi przyszli zbawcy i przywódcy narodu jak Wladimir P.
chyba nie tylko ja mam takie wątpliwości - jeszcze przed premiera pisano o tym filmie tak (dobre porównanie powieści i filmu!):
http://www.opendemocracy.net/article/email/propaganda-or-just-good-business

ps. czy mogę w etykietach dodać do tego filmu określenie "komedia" czy to bedzie przegięcie?

2 komentarze:

  1. Jestem dopiero przed filmem, natomiast po książce, która stała się jego kanwą. Cóż, tutaj też trzeba powiedzieć o wielkim rozczarowaniu. Chciałam przeczytać, ponieważ słabo znam okres historii o jakim mowa i ciekawiło mnie też ujęcie tamtych czasów stojące w opozycji do sienkiewiczowskiej Trylogii (należy jednak podkreślić, ze Gogol napisał te książkę pół wieku wcześniej niż Sienkiewicz OiM)
    Niestety, trzeba uczciwie przyznać, że to bardzo słaba książka. Literacko. Nie przepadam też za Sienkiewiczem, natomiast jego Ogniem i Mieczem w porównaniu do Tarasa Bulby to istne arcydzieło. Powala przede wszystkim objętością, na którą składają się wyczerpujące opisy przyrody, relacji między ludźmi, wydarzeń historycznych (naciąganych ale porywająco napisanych), świetnie zarysowanych charakterów. OiM po prostu dokonuje totalnej aneksji wyobraźni.
    Gogol zaledwie naszkicował to wszystko i chyba świadomie zrezygnował z opisów wydarzeń historycznych. Najbardziej ciąży świadomość, ze to ksiązka kierowana do naiwnych czytelników, nie bedących w stanie krytycznie spojrzeć na "swoich". Mówi się że ksiązka jest antypolska, jednakże przede wszystkim jest to ksiązka anty-kozacka, ponieważ bez względu na intencje samego autora, obraz jaki nakreślił jest mocno pejoratywny. To są po prostu barany tak podatne na manipulację, że aż człowiek zaczyna się zastanawiać czy nie jest to szczera prawda, skoro jest podana tak prostolinijnie.
    Żyd. Tak, jest w książce Żyd, który pomaga Bulbie w wyprawie do Warszawy - ale ten związek nie ma cech przyjaźni, raczej pomoc ta jest wynikiem szantażu (i znowu Gogol bez żadnej dyplomacji, na szkodę "swoim" opisuje ciężką dolę żyda pomiędzy jednym pogromem a drugim z rąk tych kozackich zwierząt).
    Potworne uproszczenia, brak detali fabuły, zerowa wręcz charakterystyka postaci, fatalnie puszczony wątek romansowy to główne słabizny tej pozycji. Polacy narzekają na antypolskość powieści, ale tam naprawdę głupota samych kozaków bije na głowę wszystko. Książka wzruszy lub oburzy chyba tylko ludzi z prymitywnym światopoglądem, mam wrażenie że film działa na tej samej zasadzie, eskalując brednie na potęgę. Szkoda, wydawało mi się że będzie to ciekawe spojrzenie na historię z innego punktu widzenia, że trochę będę mogła nabrać dystansu do przyjemnych grzechów Sienkiewicza, ale gniot Gogola nie pozostawił złudzeń - to jest nudna, źle napisana książka z nieudaną propagandą. Po Twoim opisie filmu chyba go sobie odpuszczę ale obejrzę tylko po to żeby kolejny raz przekonać się jak toporna jest kolejna próba manipulacji historycznej.
    Pozdrawiam, przyjemnie się czyta tego bloga.

    OdpowiedzUsuń
  2. dzięki za komentarz i wszystkie uwagi, może kiedyś i ja sięgnę po tę książkę. Film niestety słabiutki

    OdpowiedzUsuń