Jutro o tej porze będę już w Krakowie, znowu nie wiadomo czy będzie
czas na pisanie notek (chyba że po nocy), kwiecień więc będzie na
pisanie o wszystkich zaległościach, a uzbierało się ich całkiem sporo.
Na razie nie ma żadnych planów kulturalnych na miasto Kraka, może choć
te kilka dni wypełnionych pracą, nie sprawi że pojawią się nowe tematy
na notki.A dziś o grze. Ale dość wyjątkowej. Ostatnio modne są różnego rodzaju kooperacje, a tu jeszcze do tego dochodzi pomysł: gra ma być czymś w rodzaju zabawy w escape roomie. Pisałem już o karciankach, które sprawiły mi całkiem sporo frajdy, ale to zabawa na godzinkę, może ciut więcej. Rytuał przebudzenia to temat na długą posiadówkę, bo w czterech godzinach wyrobić się raczej trudno. I nie chodzi tylko o trudność zadań, na które trzeba poświęcić sporo czasu, ale i energia, nasza uważność w pewnym momencie trochę siada i tym samym również tempo gry.
Jeżeli chodzi o mechanikę, to gra nie odbiega bardzo od tego co już widzieliśmy w miniaturowych gierkach z serii escape room - zadania są na ponumerowanych kartach, tyle że tu nie wykonujesz ich w kolejności, ale prowadzi cię po kolejnych numerach księga mistrza gry.
