Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barbarzyńcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barbarzyńcy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 marca 2018

Czas mroku, czyli biorę pełną odpowiedzialność

Winston Churchill jest tak wyrazistą postacią, że doczekał się już kilku filmowych biografii, na szczęście jednak zwykle koncentrują się one na różnych etapach jego życia. Tym razem to praktycznie krótki odcinek czasu, gdy walczy o stanowisko premiera, a potem o jego utrzymanie.
Historia mocno uwikłana w polityczne rozgrywki (nie popiera go nawet jego własna partia), nie ukrywajmy, że trochę patetyczna (szczególnie pod koniec), a mimo to ogląda się to naprawdę dobrze. Głównie za sprawą świetnej kreacji aktorskiej Gary'ego Oldmana, ale i sam scenariusz na pewno nie przynudza. Człowiek sobie myśli: cholera, czemu w Polsce nie kręcimy takich filmów, przecież nie brakuje nam ciekawych życiorysów. A że nie są znane na całym świecie? To sprawmy, żeby je poznano. Bez wikłania się w niuanse, rozdrapywanie narodowych ran, ale jak najprościej wyłożyć tło, a skupić się na fascynującym życiorysie i osobowości. Dołożyć do tego jakiś przełomowy moment, walkę z przeciwnościami i właśnie taki film zgłosić do Oscara. Do dziś nie rozumiem czemu nie postawiono na pierwsze tego typu produkcje jak Bogowie, czy Sztuka kochania.
Ale wróćmy do "Czasu mroku".

poniedziałek, 1 lutego 2016

Barbarzyńcy, czyli o tym, jak nie zostałem aktorem...


Dawno, dawno temu… w zamierzchłych latach dziewięćdziesiątych miałem marzenie, by zostać aktorem. Przeciwko mnie sprzysięgło się wtedy wszystko, nie było więc najmniejszych szans na realizację licealnego postanowienia. Człowiek z małego miasta, który nigdy nie był w Warszawie (podróż do stolicy była dla nas wówczas niczym lot w kosmos), wada zgryzu, niechęć rodziców… Nie udało się, zrezygnowałem, nawet nie było sensu składać papierów. A myślałem o Warszawie… Minęło niemal dwadzieścia lat, zanim przekroczyłem próg Akademii Teatralnej, z zupełnie innym zresztą zamiarem. Nie wiem, czy byłbym dobrym aktorem, pewnie nie, nie wiem, czy zrobiłbym karierę (to przecież udaje się nielicznym), wiem za to, że wizyta w Teatrze Collegium Nobilium przywołała masę wspomnień.