Winston Churchill jest tak wyrazistą postacią, że doczekał się już kilku filmowych biografii, na szczęście jednak zwykle koncentrują się one na różnych etapach jego życia. Tym razem to praktycznie krótki odcinek czasu, gdy walczy o stanowisko premiera, a potem o jego utrzymanie. Historia mocno uwikłana w polityczne rozgrywki (nie popiera go nawet jego własna partia), nie ukrywajmy, że trochę patetyczna (szczególnie pod koniec), a mimo to ogląda się to naprawdę dobrze. Głównie za sprawą świetnej kreacji aktorskiej Gary'ego Oldmana, ale i sam scenariusz na pewno nie przynudza. Człowiek sobie myśli: cholera, czemu w Polsce nie kręcimy takich filmów, przecież nie brakuje nam ciekawych życiorysów. A że nie są znane na całym świecie? To sprawmy, żeby je poznano. Bez wikłania się w niuanse, rozdrapywanie narodowych ran, ale jak najprościej wyłożyć tło, a skupić się na fascynującym życiorysie i osobowości. Dołożyć do tego jakiś przełomowy moment, walkę z przeciwnościami i właśnie taki film zgłosić do Oscara. Do dziś nie rozumiem czemu nie postawiono na pierwsze tego typu produkcje jak Bogowie, czy Sztuka kochania.
Ale wróćmy do "Czasu mroku".

