
Dziś na ekranach kin studyjnych pojawia się odświeżona cyfrowo wersja legendarnego już filmu
„Pancernik Potiomkin”. Dzieło sprzed blisko 100 lat (rok 1925) od razu zostało uznane za arcydzieło, analizowano je i uczono na jego przykładzie kolejne grupy filmowców. Chodziło o nowoczesny montaż, ale i sposób opowiadania tej historii. Nawet dziś trzeba przyznać, że młodziutki Siergiej Eisenstein stworzył coś, co nawet dziś wydaje się spójne i poruszające. Niby bohater jest jedynie zbiorowy, ale to w niczym nie umniejsza naszej uwagi.
Film miał poruszać emocje i dlatego okazał się świetnym materiałem do propagandy, do tego by wysławiać dzieło rewolucji i tych, którzy przeciwstawili się okrutnemu reżimowi, niesprawiedliwości. Pod tym względem drażni jak cholera. Chwilami nawet śmieszy. Odzwyczailiśmy się też np. od teatralnej, przerysowanej gry aktorskiej, długich przemów, które potem załatwia plansza z jakimś zdaniem. Ale wszystkim tym, którzy film znają jedynie ze słyszenia, lub widzieli w telewizorze, polecam zobaczyć to na dużym ekranie. I tylko żal, że już nie ma szans by zobaczyć to z muzyką na żywo (dopiero by robiło wrażenie).
Film miał poruszać emocje i dlatego okazał się świetnym materiałem do propagandy, do tego by wysławiać dzieło rewolucji i tych, którzy przeciwstawili się okrutnemu reżimowi, niesprawiedliwości. Pod tym względem drażni jak cholera. Chwilami nawet śmieszy. Odzwyczailiśmy się też np. od teatralnej, przerysowanej gry aktorskiej, długich przemów, które potem załatwia plansza z jakimś zdaniem. Ale wszystkim tym, którzy film znają jedynie ze słyszenia, lub widzieli w telewizorze, polecam zobaczyć to na dużym ekranie. I tylko żal, że już nie ma szans by zobaczyć to z muzyką na żywo (dopiero by robiło wrażenie).
Oglądając "Pancernik Potiomkin" człowiek jest pełen sprzecznych uczuć - z jednej strony bawi go ten nachalny ton i powiewający czerwony sztandar, ale z drugiej strony trudno odmówić temu dziełu wartości artystycznych. Zdziwienie nasze budzi tylko zakończenie - nijak nie pasujące do masakry jakiej byliśmy świadkami. I dodajmy nie zgodne z prawdą. Pancernik rzeczywiście wypłynął z Odessy, ale to nie dlatego, że statki z floty, która miała go ścigać poparły rewolucję. Jego załoga miała po prostu trochę szczęścia.
Z całego filmu pamiętam głównie te schody. Dzisiaj nie pamiętam czy tylko go w tv oglądałam, czy też byłam na nim w kinie, ale jedno mogę napisać obraz ten robił wrażenie, jak na tamte czasy.
OdpowiedzUsuńKino w szponach propagandy. Można sobie wyobrazić jak lud radziecki na niego reagował.