czwartek, 24 września 2015

Syndrom DDR, czyli poważny temat, ale spłycony strasznie


Gdy przeglądałem zwyczajowo program telewizyjny z myślą co by tu nagrać, skusił mnie tytuł. Nie wiem - może spodziewałem się czegoś w stylu Good By Lenin? A tu zonk, bo wcale nie chodzi o Niemiecką Republikę Demokratyczną, a o Dorosłe Dzieci Rozwodników.

Dorosły mężczyzna, którego rodzice rozwiedli się gdy był jeszcze dzieckiem, przyzwyczaił się do tego, że musi sobie w życiu dawać radę sam. Do tego by opiekować się młodszym bratem i do tego by wciąż lawirować między nienawidzącymi się rodzicami, również się przystosował. Uważa siebie za człowieka poukładanego, spełnionego, ale czy tak naprawdę całą przeszłość zostawił za sobą? Czy nie miała ona na niego wpływu?


Niby to komedia, ale raczej w stylu tych gorzkich, bo niewiele tu do śmiechu. Zresztą mam żal do twórców, że poważny temat potraktowali jakoś tak strasznie po łebkach. Niewiele z tego wszystko po prostu wynika - jedyne kłopoty, które moglibyśmy wskazać u bohatera, to brak umiejętności przejścia na wyższy poziom w swoim związku, uciekanie przed małżeństwem. Ale czy to cecha, którą byśmy mogli przypisać jedynie DDR?
Za mało miejsca poświęcono tu jemu, a za dużo rodzicom, którzy nagle postanawiają się zejść ponownie, nie zważając na to, że ranią innych (np. swoje nowe rodziny). Dzięki temu może i miało być zabawnie i pikantnie, ale jakoś nawet to nie wyszło.
Najciekawsze w tym wszystkim jest końcówka - sceny, które lecą przy napisach. Członkowie ekipy filmowej opowiadają o tym czy ich rodzice są razem, czy się rozwiedli, mówią też o tym jak ułożyło się ich własne życie uczuciowe. I choćby ze względu na nich, warto było trochę poważniej podejść do tematu. Szkoda. Wyszło nijako. Ani to śmieszne, ani specjalnie ciekawe.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza