piątek, 16 sierpnia 2013

Miłość z księżyca, czyli tradycje kontra cywilizacja

Kolejna produkcja oglądana w ciągu ostatnich kilku lat, gdzie pojawia się stacja Bajkonur i motyw zbierania złomu spadającego z biega przez okoliczną ludność. Rzeczywiście klimaty dość egzotyczne i mimo, że ten motyw to już nie nowość, widać, że Kazachstan zrobił z tego dość modny temat i ściąga kolejne ekipy filmowe i zbiera nagrody na różnych festiwalach na świecie. Tym razem we współpracy z kinematografią niemiecką stworzyli współczesną wersję śpiącej królewny.
Młody, troszkę zakompleksiony chłopak marzy o wielkiej miłości. Jest specem w swej wiosce od nasłuchów radiowych - dzięki niemu wszyscy mogą żyć na jakimś poziomie docierając jako pierwsi do części rakiet spadających z nieba i sprzedając je na złom. Gdy po raz pierwszy w telewizji zobaczy francuską kosmonautkę przygotowująca się do lotu, obiekt jego westchnień przyjmie bardziej konkretny obraz.
Trochę bajkowy klimat tej opowieści pozwala przymknąć oko na wszystkie uproszczenia w fabule. Żartobliwy ton (wszystko co spadło i co znajdziesz należy do Ciebie) sympatycznie połączono z opowieścią o dojrzewaniu, o oddzielaniu świata realnego do marzeń. Chłopak uratuje kosmiczną turystkę wybudzając ze śpiączki i potraktuje jej utratę pamięci jako znak od niebios. Bagatelizując poszukiwania i zagrożenie związane z wykryciem jego tajemnicy będzie wmawiał wszystkim, że to jego narzeczona. Pytanie tylko czy taki związek mam jakiekolwiek szanse na powodzenie...


Zbierane przez wioskę odpady są radioaktywne, z hodowli zwierząt utrzymać się niełatwo, a pokusa by przyjąć pracę w kosmodromie i zostawić starsze pokolenia samym sobie strasznie młodych kusi. I choć to bajka, to jednak opowiada o prawdziwych dylematach żyjących tam ludzi...
A całość uprzyjemnią nam nie tylko ładne zdjęcia kazachskich stepów i muzyka Bregovica.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza