piątek, 7 czerwca 2013

Please the trees, czyli bynajmniej nie do kotleta - Kraków ciąg dalszy i pytania

Notka będzie ciut zakręcona, ale co ja na to poradzę - o pierwszej w nocy trudno sensownie coś stukać w klawiaturę, szczególnie gdy dziś jeszcze czekają na mnie normalne zajęcia na konferencji rano i trasa powrotna za kółkiem... Chciałbym się więc podzielić tylko szybko emocjami z kolejnego kawałka kulturalnego Krakowa i kilkoma pytaniami... Jak będzie chaotycznie to wybaczcie.  

W Warszawie niby pod nosem, a w Czułym Barbarzyńcy jeszcze nie byłem, za to teraz mam za sobą wizytę w krakowskiej odnodze tej klubokawiarni (a raczej klubo księgarni). Oni właśnie są gospodarzami organizowanego w czerwcu mini festiwalu - cyklu darmowych czterech koncertów z muzyką alternatywną pod auspicjami Borówka Music. Mi udało się załapać na pierwszy, Wy jak macie możliwość nie przegapcie kolejnych...

Miały być pytania. Ano owszem cały wieczór zadaje sobie przynajmniej dwa. Please the trees to naprawdę ciekawa kapela z ... Czech. Pierwsze pytanie brzmi: czemu tak mało wiemy co dzieje się muzycznie u naszych sąsiadów? Czy naprawdę możemy żyć w przekonaniu, że wszystko co ciekawe na scenie muzycznej jest zza Oceanu, z wysp, albo z naszego poletka? Już nawet nie o to chodzi, że w radiu tego nie ma, ale gdzie koncerty, prasa, płyty? Trochę się zawstydziłem swojej ignorancji... Ech to nie tylko kwestia apelu do wydawnictw i agencji by przyglądały się temu co na wschodzie, zachodzie, południu od nas, ale i do nas byśmy chodzili na koncerty, słuchali tej muzy i byli otwarci. Nie wszystko co dobre musi być z daleka...
Po tak długim wstępie powinienem napisać więcej o samej muzie, ale lepiej byście odpalili te próbki jakie zamieszczam na dole. Na żywo jest jeszcze bardziej energetycznie. Bas, perkusja i gitara - z tego można tworzyć melodyjne granie, ale można i iście piekielną kakofonię. I taki trochę mieszany był ten wieczór. Od rockowych piosenek, nagle solówkami chłopaki przechodzili w kilkuminutowe zupełnie szalone improwizacje gdzie cała sala aż wibrowała od rytmu i jazgotu sprzężonych gitar. Wokalista to istna bomba atomowa, dla którego scena jest za mała i gdyby nie ograniczenie długością kabla, pewnie szalałby nawet na zewnątrz klubu. Świetne, energetyczne granie! Surowe, ale ileż w tym emocji. 
Skojarzenia - dla mnie to mieszanka czadu w stylu White Stripes z tym jak hipnotycznie grało the Doors. Pewnie będę szukał ich płyty, dziś niestety nie miałem zbyt wiele kasy przy sobie... A następna okazja by ich zobaczyć na żywo w Polsce chyba na Openerze...

Strony internetowe: www.pleasethetrees.com a posłuchać muzyki można:

Aha! miało być drugie pytanie - [%$#&*] czemu ja tak rzadko chodzę na koncerty?
****************
I w ten sposób udało się z trzech całe dwa wieczory spędzić bardzo aktywnie, mimo że hotel na obrzeżach miasta. Dziś wyprawa samotna i sporo na piechotę, ale po Krakowie gdy nie pada to sama przyjemność. Od dworca na Rynek, czekolada u Wedla, potem spacerkiem do Franciszkanów, zaraz dalej spotkałem pochód Lajkonika (fart, bo tylko raz do roku), potem pod Wawel, trochę kontemplacji nad Wisłą, koncert, potem pieszkom na Kazimierz, jedzonko na Szerokiej, dłuższy spacer, potem znowu na nogach na Rynek, akurat by usłyszeć grany o północy hejnał. Ciekawe czy jakbym mieszkał w Krakowie, czy też to wszystko by mnie tak cieszyło... Oj jeszcze nie chce się wyjeżdżać...
PS Kraków kojarzy mi się zdecydowanie z wydarzeniami kulturalnymi i dobrą promocją - wszędzie darmowe informatory, a Karnet (wydanie internetowe to http://karnet.krakow.pl) to po prostu kopalnia pomysłów! Jak chcę iść gdzieś w Warszawie to muszę godzinę szukać po różnych stronach bo nikt nie gromadzi wszystkich informacji w jednym miejscu... 



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza