
Trudno opisywać wszystkie wrażenia, bo to wieczór pełen różnych emocji. Pewnie sporo osób, podobnie jak ja, idąc na koncert Radka ma w głowie przede wszystkim jego nastrojowe kawałki, piękne kawałki o miłości i trochę na to się nastawia. I może być zdziwiony, bo Koncert na głos i ręce to recital złożony z piosenek z różnych programów, a ich wybór zależy trochę od humoru i nastroju artysty. Nie mówię, że to źle, ale może trochę rozminąć się z oczekiwaniami odbiorców. Tym razem repertuar był bardziej ekspresyjny, a utworów delikatniejszych doczekaliśmy się dopiero pod koniec (a praktycznie zostały wymuszone przez pewną zdeterminowaną panią). Ale i tak, jak to mówi młodzież: było zaje.... ie.
Ten niesamowity wieczór można by podsumować kilkoma zdaniami, a każde z nich stanowi nie tylko opis tego co się działo, ale jest też argumentem za tym, by szukać kolejnej okazji do spotkania z tym artystą:
- Janusz Radek ma niesamowity głos i to co z nim wyrabia śpiewając, udając różne instrumenty, mrucząc, wyjąc, piszcząc, krzycząc itd. po prostu zadziwia i choćby ze względu na to warto jest zobaczyć go na żywo (bo płyty choć piękne mogą sprawiać wrażenie, że to było nagrywane na wielośladzie albo przez różne osoby).
- Obok improwizacji wokalnej w parze idzie osobowość sceniczna - ruch ciała, mimika, przeżywanie każdej piosenki robią niesamowite wrażenie, stąd też lepiej rozumie się czemu to on chce mieć wpływ na to co zaśpiewa i w jakiej kolejności - nie jest łatwo wejść w rolę na zawołanie.
- Mamy głos (i muzykę, która wraz z głosem tworzy niesamowity klimat, to rozpędzając się, to pozwalając wybrzmieć pewnym nutom) i emocje. Janusz Radek może wydawać się naćpanym czy też pod wpływem :) bo też sposób prowadzenia tego koncertu i to co wyprawia na scenie jest kompletnie szalone. Improwizacja jest widoczna nie tylko w sposobie interpretacji różnych piosenek, ale i w tym jak można prowadzić dziwaczne monologi, kompletnie nie przejmować się logiką zapowiedzi, jak reagować na publiczność i jej zachowania i nastroje. To aktor, zwierzę sceniczne, żywioł i kopalnia niespodzianek (nie zawsze komfortowych - jak np. piosenka o alfonsie).
Wracająca tego wieczoru kilka razy wolność, była fajnym motywem przewodnim. Ale mimo, że w poezji śpiewanej warto zwracać uwagę na teksty, na przesłanie i tak dla mnie ciekawsze było to jak jest to zinterpretowane i to co wyrabiał głosem Janusz Radek. Nie znam wszystkich jego płyt, wybaczcie, że nie rzucam tytułami jakie się pojawiły - było na pewno kilka z ostatniej (m.in. Roman). Niech Wam wystarczą moje emocje, może próbki poniżej. I moja radość, że jednak pojawiło się coś z płyty, od której polubiłem tego artystę, czyli Dziękuję za miłość. Spodziewałem się bardziej wieczory poezji śpiewanej, a otrzymałem wybuchową mieszankę jazzu, kabaretu i teatru. Ale muszę przyznać, że tym bardziej mam ochotę na więcej.
W rozmowach po koncercie kilka razy pojawiały się porównania do Jacka Wójcickiego, ale widziałem obu na żywo i mam wrażenie, że to zupełnie inne bajki. Może podobne głosy i możliwości, ale mam wrażenie, że scenicznie to trochę dwa różne style - jeden bardziej operetkowo-wodewilowo-gwiazdorski, a drugi kabaretowo-aktorsko-kumplowski...
Strona oficjalna - polecam zaglądać w poszukiwaniu nagrań czy informacji o koncertach. A tu moja notka o najnowszej płycie...
PS Na fali pozytywnych emocji i tym razem z żoną postanowiłem też skorzystać po tygodniu z drugiej okazji zobaczenia Janusza Radka na żywo. Tym razem Bar Warszawa na Krakowkim Przedmieściu. Pewnie to kwestia zupełnie innego klimatu miejsca i trochę sztywnej publiki (malutko miejsca, ludzie nastawieni chyba na inne warunki), ale jakoś trochę zabrakło tej magii jak za pierwszym razem. Nie mówię nie - nadal było świetnie jeżeli chodzi o wokal, ale materiał z płyty Z ust do ust aż prosi się o bogatsze aranże, podobnie jak na płycie. Klawisze zastępujące fortepian nie dawaly w tym miejscu tego klimatu. Na pewno ogromny plus- masz artystę na wyciągniecie dłoni - może metr, może półtora do siebie :) Dzięki temu widzisz lepiej każdy gest, każdy ruch, jest zupełnie inny kontakt (a materiał rzeczywiście tym razem od początku raczej bardzo rytmiczny, taneczny)... Pewnie gdyby były jakieś stoliki, stołki i można by usiąść z czymś w ręku atmosfera byłaby jeszcze lepsza, a tak panie (a one przeważały) nie wiedziały co ze sobą zrobić (torebki, żakieciki itp.). Doczekalem się i spokojniejszych numerów (magiczne jak zwykle), ale po tych dwóch koncertach nawet trudno mi stwierdzić, w którym reprtuarze Radek jest lepszy. Kasia stwierdziła, że bardziej podobają jej się numery szybsze, energetyczne (tam też chyba pokazuje więcej swoich możliwości). A ja nadal mam ochotę na więcej, tym bardziej że już widzę, że każdy koncert jest trochę inny (nie tylko repertuar, ale na szczęście i dowcipy nie są te same)...
Wracająca tego wieczoru kilka razy wolność, była fajnym motywem przewodnim. Ale mimo, że w poezji śpiewanej warto zwracać uwagę na teksty, na przesłanie i tak dla mnie ciekawsze było to jak jest to zinterpretowane i to co wyrabiał głosem Janusz Radek. Nie znam wszystkich jego płyt, wybaczcie, że nie rzucam tytułami jakie się pojawiły - było na pewno kilka z ostatniej (m.in. Roman). Niech Wam wystarczą moje emocje, może próbki poniżej. I moja radość, że jednak pojawiło się coś z płyty, od której polubiłem tego artystę, czyli Dziękuję za miłość. Spodziewałem się bardziej wieczory poezji śpiewanej, a otrzymałem wybuchową mieszankę jazzu, kabaretu i teatru. Ale muszę przyznać, że tym bardziej mam ochotę na więcej.
W rozmowach po koncercie kilka razy pojawiały się porównania do Jacka Wójcickiego, ale widziałem obu na żywo i mam wrażenie, że to zupełnie inne bajki. Może podobne głosy i możliwości, ale mam wrażenie, że scenicznie to trochę dwa różne style - jeden bardziej operetkowo-wodewilowo-gwiazdorski, a drugi kabaretowo-aktorsko-kumplowski...
Strona oficjalna - polecam zaglądać w poszukiwaniu nagrań czy informacji o koncertach. A tu moja notka o najnowszej płycie...
PS Na fali pozytywnych emocji i tym razem z żoną postanowiłem też skorzystać po tygodniu z drugiej okazji zobaczenia Janusza Radka na żywo. Tym razem Bar Warszawa na Krakowkim Przedmieściu. Pewnie to kwestia zupełnie innego klimatu miejsca i trochę sztywnej publiki (malutko miejsca, ludzie nastawieni chyba na inne warunki), ale jakoś trochę zabrakło tej magii jak za pierwszym razem. Nie mówię nie - nadal było świetnie jeżeli chodzi o wokal, ale materiał z płyty Z ust do ust aż prosi się o bogatsze aranże, podobnie jak na płycie. Klawisze zastępujące fortepian nie dawaly w tym miejscu tego klimatu. Na pewno ogromny plus- masz artystę na wyciągniecie dłoni - może metr, może półtora do siebie :) Dzięki temu widzisz lepiej każdy gest, każdy ruch, jest zupełnie inny kontakt (a materiał rzeczywiście tym razem od początku raczej bardzo rytmiczny, taneczny)... Pewnie gdyby były jakieś stoliki, stołki i można by usiąść z czymś w ręku atmosfera byłaby jeszcze lepsza, a tak panie (a one przeważały) nie wiedziały co ze sobą zrobić (torebki, żakieciki itp.). Doczekalem się i spokojniejszych numerów (magiczne jak zwykle), ale po tych dwóch koncertach nawet trudno mi stwierdzić, w którym reprtuarze Radek jest lepszy. Kasia stwierdziła, że bardziej podobają jej się numery szybsze, energetyczne (tam też chyba pokazuje więcej swoich możliwości). A ja nadal mam ochotę na więcej, tym bardziej że już widzę, że każdy koncert jest trochę inny (nie tylko repertuar, ale na szczęście i dowcipy nie są te same)...
Wiesz, ja kiedyś pojechałam towarzyszyć mamie na Janusza Radka z myślą, że się wynudzę.
OdpowiedzUsuńWmontował mnie w siedzenie ! Zamurowało mnie. Do tego sceneria teatralna, klimat w 100 % Januszowy...
Biegłam dosłownie, biegłam po jego płytę. Do dziś się zachwycam i wracam do jego muzyki! Podpisuję się także pod tym wpisem, że to coś niesamowitego :)
Głos Janusza Radka jest magiczny. Jego "Dziękuję za miłość" jest piosenką, która ciągle leci w moim odtwarzaczu.
OdpowiedzUsuńTak...Janusz Radek-to po prostu Janusz Radek. Nieporównywalny z nikim innym-Artysta przez wielkie ''A''
OdpowiedzUsuńUsłyszeć TEN GŁOS i umrzeć...ale z zachwytu,można rzec!
Zauroczył mnie już paaaaaaaaaaarę lat temu.I chociaż znam i uwielbiam jego piosenki ze wszystkich płyt...to i tak najukochańszą jest i będzie płyta 'Dziękuję za miłość'...
Może ,że była pierwszą,autorską.
A koncerty 'na żywo'-to istny majstersztyk,rzeczywiście.Zawsze czerpię z nich tyle radości,energii,miłości..i różnorakich innych wrażeń,że wystarcza mi tej energii do następnego występu JRa...na który biegnę ,unosząc się tak z metr nad ziemią- czego i Wam wszystkim życzę!
D.
Bardzo zazdroszczę! Mnie niestety na południe jakoś nie wywiewa, a sam artysta chyba na razie nie wybiera się na północ, więc muszę pozostawać w oczekiwaniu:( Z płyt najbardziej lubię chyba jednak ostatnią - cała jej stylizacja (zdjęcia, wokal, teksty) stanowi wyraźny i jednoznaczny sygnał, że Janusz Radek to nie jest tylko ktoś, kto pośpiewuje sobie o miłości, o nie, nie!:P
OdpowiedzUsuńcieszy, że tyle osób już zna i lubi tego wykonawcę. Faktycznie na koncertach udowadnia, że potrafi śpiewać prawie o wszystkim (choć nadal upieram się, że o miłości śpiewa najpiękniej) i prawie wszystko. Warto doświadczyć tego samemu!
OdpowiedzUsuńUwielbiam to "sceniczne zwierzę", jednak podczas wykonywania poezji śpiewanej najbardziej. Tak mi w duszy gra:)
OdpowiedzUsuńAno mi tez
OdpowiedzUsuńUwielbiam Janusza Radka! Można powiedzieć, że jestem trochę psychofanką ;) Słucham codziennie. Byłam też na koncercie w Krakowie i potwierdzam. Na żywo jego możliwości wokalne i wygląd sceniczny robią kolosalne wrażenie. Planuję niebawem wybrać się po raz kolejny :) Szkoda tylko, że tak rzadko śpiewa na koncertach "Kiedy umrę kochanie"... (było?) :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
"dziękuję za miłość" to cud-malina. Chciałabym posłuchać wykonania na żywo :)
OdpowiedzUsuńa ja się łamię bo w środę jego koncert w Warszawie...
OdpowiedzUsuńOgromny talent, niesamowity głos. Jestem fanką Radka od lat.)
OdpowiedzUsuńByłam dawno, dawno temu w teatrze na Jesus Christ Superstar. Już wtedy jego wokalne możliwości były imponujące.
OdpowiedzUsuń