wtorek, 27 stycznia 2015

Peter J. Birch - Yearn, czyli gdzie indziej pewnie byłby już gwiazdą

Znowu wracam do słuchawek i telefonu zapakowanego płytkami. W końcu na mrozie nie bardzo się da czytać. prawda? A póki co z książkami do słuchania robię małą przerwę. Stęskniłem się chyba za muzyką. Tylko nie wiem czemu (zima tak nastraja?) wciąż mnie jakieś nostalgiczne, melancholijne, akustyczne granie pociąga.
Przedstawiam więc Państwu kolejnego wrażliwca z gitarą, tym razem śpiewającego po angielsku, wyglądającego jakby przybył prosto z Islandii, ale to nasz ziomek prosto z Wołowa na Dolnym Śląsku. Posłuchajcie jego nagrań i powiedzcie sami, czyż jest sens narzekać, że u nas nie ma takich artystów jak na Zachodzie. Bo są! Peter J. Birch to tak naprawdę Piotr Jan Brzeziński i płytka, którą dziś wrzucam na bloga, to nawet nie jest żaden debiut - facet gra, koncertuje, nagrywa, warto więc zapisać sobie w głowie to nazwisko.


Cudna gitarka akustyczna i ciekawy, ciepły wokal (ale o jakich możliwościach!) - okazuje się, że to wystarczy, żeby zauroczyć słuchacza. No, przesadzam, bo przecież najpierw musi być pomysł, tekst, kompozycja, ale przecież to wszystko potem i tak sprowadza się do wykonawcy (chyba, że mówimy o przerabianej na komputerze masówce). Muzyka akustyczna fałszu nie zniesie. A w tym jest prawda, duże pokłady wrażliwości. Jest spokój, wyciszenie, ale i napięcie tam gdzie trzeba (fajnie się rozpędzają niektóre numery). Aż dziw bierze, że to artysta młody, bo jest w tym też sporo doświadczenia, dojrzałości. Kiedyś słuchało się Dylana, może wróci moda na takie bardziej kameralne, szczere granie. Trzeba wiedzieć coś się gra i śpiewa, czuć to, a nie dawać d... i lecieć na każdą chałturę.
Country, folk, blues, coś co niektórzy definiują jako indie rock... Obojętnie do jakiej szufladki byśmy próbowali to włożyć, trochę będzie wystawać. Fajnie się po prostu tego słucha. I niby w większości spokojnie, to nudno bynajmniej nie jest. A odrobinę sprzężeń, elektroniki i eksperymentów, dobrze uzupełniają ten bardziej akustyczny punkt wyjścia.   
Powiedzcie sami - czyż ta muza nie przenosi Was momentalnie gdzieś na południa Stanów?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza