piątek, 17 lipca 2026

Sen nocy letniej, czyli Szekspir pod gwiazdami

Szekspir pod gwiazdami i to w sensie jak najbardziej dosłownym, bo spektakl kończy się już po zachodzie słońca, a oglądamy go w pięknej scenerii Ogrodów Zamku Królewskiego w Warszawie. 

Wybrano na warsztat Sen nocy letniej, jedną z bardziej znanych komedii mistrza, w której nie brakuje przecież fajnego materiału dla popisów aktorskich. Przy dobrej obsadzie to po prostu samograj! Reżyserujący spektakl Jakub Krofta specjalnie nie eksperymentował, postawił raczej na stroje i aktorstwo a nie na scenografię, współczesny język, dodał muzykę i pozwolił by lekka fabuła szła swoim rytmem. I to działa! 

Sztuka mimo że trwa przecież ponad dwie i pół godziny nie ma przestojów, a obecność Puka (akurat ja trafiłem na kapitalnego Bartosza Bielenię) za każdym razem wywołuje aplauz publiczności.  

Premiera rządzi się swoimi prawami, pogodę też trafiliśmy słabą (organizatorzy za to stanęli na wysokości zadania przygotowując dla każdego ciepły koc i pelerynkę od deszczu), różne słabostki zrzucam więc na karb warunków, a mimo zmiennej obsady myślę że kolejne wieczory dostarczą widzom świetnej zabawy. 

środa, 15 lipca 2026

Trzy zagadki dla Organizacji - Eduardo Mendoza, czyli zabili, uciekł, a oni rozwiązą sprawę

Gdy siedzi się non stop w kryminałach (jeden kończę i od razu zaczynam kolejny), powieści Mendozy mogą być fajnym odświeżeniem głowy. Są tak zaskakujące, że trudno mówić o jakichś schematach, o tym że już gdzie dany motyw czytałeś. Ten autor jest po prostu niepowtarzalny. I choć już parę razy marudziłem, że nie zawsze ten zwariowany sposób prowadzenia postaci, wyłączenie logiki, pasuje mi do kryminalnej zagadki, przyznaję że to coś zupełnie innego, a przy Trzech zagadkach dla Organizacji bawiłem się naprawdę dobrze. 

Sam punkt wyjścia już może zaciekawić - cóż to za przedziwna struktura, która funkcjonuje zupełnie poza służbami, nie ma żadnych uprawnień, nikt jej nie płaci, nikt nie zleca spraw, ale znajdują je sami i uważają iż potrafią być sprawniejsi niż policja i prokuratura. Chlubią się tym, że nie są związani formalnościami, nikt nie może narzucić im kierunku śledztwa, nie są przekupni, a w dodatku są wolni od różnych ideologicznych czy politycznych przekonań. Co prawda korzenie Organizacji mogą wydawać się podejrzane, bo założył ją oficer służący w hiszpańskiej armii gdy Franco jeszcze po cichu wspierał państwa Osi, ale poza jakimiś źródłami finansowymi, z których wciąż ona korzysta, już nikt nie pamięta o tym kto był w założeniach wskazywany jako potencjalne zagrożenie dla Państwa. Współcześnie pamięta się jedynie o tym, że wszystko ma być tajne i że ich zadaniem jest rozwiązywanie zagadek kryminalnych. A że czasem działają intuicyjnie i łączą sprawy, które nikomu by nie przyszły do głowy jako powiązane, to możecie sobie wyobrazić ile w tym może być amatorszczyzny i zwariowanych pomysłów. 

wtorek, 14 lipca 2026

Szara eminencja, czyli lepiej z nim nie zadzieraj

Obiecywałem notkę o Szarej eminencji więc łapcie. Co prawda znam jedynie pierwszy sezon, bo z niewiadomych mi powodów niestety oficjalnie pozostałe nie są u nas pokazywane, ale już ten pierwszy daje sporo frajdy i pozwala mniej więcej zorientować się w klimacie. 
 
Szara eminencja w tym przypadku to dozorca, czy też gospodarz domu, jak wolałby mówić o sobie nasz najsłynniejszy przedstawiciel tego zawodu z Alternatywy 4, czyli słynny Anioł. Tyle że współcześnie już i sytuacja jest inna - dozorcy raczej nie są zatrudniani w przeciętnych blokach, tylko w ekskluzywnych apartamentowcach, gdzie mają pełnić rolę odźwiernego, ochroniarza, sprzątaczki i złotej rączki od wszystkiego. I choć trudno wyobrazić sobie w wielu sytuacjach jak można obejść się bez takiego człowieka na miejscu, wielu ludzi uważa go za kogoś drugiej kategorii, kogo nie tylko może zastąpić choćby kamera ochrony albo spec na zawołanie.  

Eliseo (świetna rola wspominanego już przy okazji Homo Sapiens Guillermo Francella) zna jednak już tyle sekretów mieszkańców swojego budynku, że nie zamierza wcale tak łatwo rezygnować z posady i mieszkania, które ma na dachu budynku. 

Homo Sapiens? czyli wszyscy jesteśmy czasem właśnie tacy

Film co prawda będzie miał premierę dopiero w sierpniu, ale nie wiadomo czy będę wtedy miał dostęp do kompa, więc wrzucam info już teraz. Przy okazji uświadomiłem sobie też że Guillermo Francella już czeka na notkę i to dość długo z inną produkcją z jego udziałem, obiecuję więc jeszcze na dniach dopisać Wam kilka zdań o "Szarej eminencji". Dla widzów hiszpańsko języcznych to twarz która pewnie jest dobrze znana, niestety aż tak często jak te z USA obrazy takie nie goszczą u nas, może tym bardziej warto więc zrobić sobie seans z czymś trochę innym? W końcu kiedy ostatnio widzieliście kino z Argentyny? 

A ja mogę zapewnić że przy niektórych z miniaturek na pewno się uśmiechniecie. 

poniedziałek, 13 lipca 2026

So help me God - Kelsey Lu, czyli nie zatrzymuj się przy tym co trudne

Co prawda notkę sobie naszkicowałem już ponad tydzień temu, a dziś już trochę inne klimaty muzyczne chodzą mi po głowie, ten krążek jednak wart jest osobnej notki, inne więc przekładam na potem. 

Znowu - to efekt poszukiwań na Spotify, gdzie czasem buszuję, szukając czegoś nowego co wpadnie w ucho, żeby nie ograniczać się jedynie do tego co znam. I tu "zażarło". Głos Kelsey Lu ma w sobie tyle emocji, niepokoju. I nawet jeżeli chwilami zaskakujące są przejścia od czegoś bardzo popowego, po eksperymenty w stylu Björk, migawki jazzowe, to uznaję to za bardzo ciekawe spotkanie z artystką niebanalną. Może to kwestia tego konkretnego krążka, mocno nasyconego czymś bardzo osobistym, poświęconego rozstaniu. 

niedziela, 12 lipca 2026

Nie mówi się takich rzeczy - Hanna Krall, czyli a na pewno wielu nie chce ich usłyszeć

Ciężko pisze się o takich tytułach, bo to pozycja na pograniczu poetyki, jednocześnie mająca w sobie zalążek siły rażenia reportażu. W dodatku miniaturowa forma kolejnych rozdziałów może sprawiać wrażenie jakichś migawek, niedopowiedzeń, więc może drażnić. Ilu będzie czytelników, pewnie tyle opinii. Podobnie jak dla autorki niektóre fragmenty mogły być bardzo osobiste, tak może być podobnie i dla czytelnika. To już nie tyle opisywanie sytuacji, ale jej własny komentarz. 

Jakaś wizja. Zdanie. Słowo. Skojarzenie. I musi wystarczyć. 

A prace Zbigniewa Libery, chwilami przypominające zdjęcia, czasem prace malarskie jeszcze to wrażenie czegoś bardzo nieuchwytnego, osobistego, umacniają. 

Co tu widzisz? 

Zatrzymaj się na moment.

sobota, 11 lipca 2026

Foliarze - G.F.Darwin, czyli powieść teoretycznie spiskowa

Gdyby nie oglądana nie tak dawno Bugonia (pisałem o niej tak) czuję że miałbym jeszcze większą frajdę z lektury Foliarzy. No niby pomysł już wcześniej się pojawiał w popkulturze i nic dziwnego, ale mając coś bardzo na świeżo i to w podobnym schemacie: dwóch przyjaciół, z których jeden trochę nakręca na teorie spiskowe drugiego, czułem lekko wejście w podobną historię. Nawet czarny humor jest zbliżony, choć panowie Jurkowski, Hucz, Osiadacz czyli Grupa Filmowa Darwin mają ciut większy rozmach, nie ograniczają się do jednej piwnicy, ale szaleją na większą skalę. Ba, tu odkrycie Reptilian, czyli naocznych dowodów na spisek w który całe życie wierzyli, prowadzi bohaterów do przejścia na drugą stronę Ziemi (która oczywiście jest płaska, a my jesteśmy okłamywani) by zadać cios w samo serce obcych, a nie jedynie walczyć z nimi po naszej stronie...


Zaraz, zaraz o co biega, zakrzykniecie. Nawet jeżeli gdzieś zetknęliście się z teoriami, że zielone jaszczury ukrywają się pośród nas, zakładając maski i zajmując znaczące pozycje w społeczeństwie, by prowadzić ludzkość ku zagładzie, uważaliście pewnie je za stek bredni jakichś pomyleńców. I wokół bohaterów ludzie myślą podobnie, uważając ich za dziwaków. Kacper i Tomek niedługo jednak będą mieli tyle dowodów na to, że oni mieli rację, że wszystkim szczęki opadną. 

czwartek, 9 lipca 2026

Ezi, czyli a jutro komu będziesz kibicował?

W wakacje Teatr Telewizji premier nie pokazuje, za to możemy cieszyć się powrotem do dawnej serii spektakli spod znaku Kobry, a ja uświadomiłem sobie że wciąż sobie obiecuję obejrzenie kolejnych rzeczy już na stronie, a nie piszę o tym co już zobaczyłem. Dziś więc jeden z takich spektakli.

Ezi to spektakl kameralny, ale z ciekawą historią w tle, no i z fajnymi kreacjami aktorskimi. Co prawda nie brakowało głosów, że Zbigniew Zamachowski trochę przerysował postać trenera Kazimierza Górskiego, to chyba jednak było zamierzeniem twórców - wydobyć z niego przede wszystkim sentymenty Lwowiaka. Przecież przeszłość jest tu nawet ważniejsza niż teraźniejszość - postacie spotykają się bo to ona ich łączy, o niej chcą rozmawiać. 

Czy takie spotkanie mogło się odbyć? Pewnie tak. Ernest "Ezi" Wilimowski – genialny napastnik, który przed wojną grał dla Polski, a w czasie okupacji przyjął niemieckie obywatelstwo, mógł przecież próbować rozmawiać z trenerem naszej słynnej jedenastki podczas Mistrzostw Świata w Niemczech w 1974 roku. 

środa, 8 lipca 2026

Artefakt - W.P. Rdzanek, czyli co Goci mają wspólnego z nowymi technologiami

Trylogia AI-gent. Mroczne kody, zostaje domknięta. W ciągu 3 miesięcy 3 tomy i aż by się chciało powiedzieć: takie serie to ja rozumiem. Nim zdążysz zapomnieć poprzedni tom, już masz w rękach kontynuację i z ciekawością śledzisz dalsze losy postaci, które wciąż dość dobrze pamiętasz. Rekomendacja Severskiego pewnie przyciągnie miłośników książek szpiegowskich, mam jednak wrażenie że bliżej tej trylogii do sensacji i do Ludluma niż do leCarré. Rdzanek bierze różne elementy i miesza je w przedziwną całość, mamy więc i trochę roboty czysto policyjnej i konsultacje między służbami wywiadowczymi USA i Polski, zagrożenia bardzie biologiczne (jak w poprzednim tomie) albo cyfrowe (jak w tym). Łączy wątki, czasem może i trochę wbrew logice, za to zapewniając akcję na niezłym poziomie. Wszędzie możemy znaleźć ślady wszechmocnego przedstawiciela Korei Ludowej jako czarnego charakteru, ale i tak zwykle w rozwiązaniu sprawy i przytarciu mu nosa, udział mają cywile, wydawałoby się normalsi, którzy mają intuicję większą niż wszystkie służby...
Brzmi średnio interesująco? Wbrew pozorom zabawa jest całkiem niezła, szczególnie gdy się już pozna trochę te postacie, polubi je i z ciekawością będzie się czekać na to co jeszcze autor wymyśli. 

Kolory zła: czerń, czyli jedyny sprawiedliwy tym razem na prowincji

Wieczorem może książka, ale na początek niech będzie w ramach środowego krymi jeszcze i film. Wypada pochwalić iż modę na kryminały wykorzystuje się również na ekranie i sięga się nie tylko po Cobena i innych zagranicznych autorów, ale i naszych. Przecież cykl Małgorzaty Oliwii Sobczak aż się prosił o to, żeby ktoś przerobił go na scenariusz. Netflix zobaczył, że część pierwsza została przyjęta dość ciepło, to i długo nie musieliśmy czekać na kontynuację. 

Kto zna powieść, pewnie nie będzie zaskoczony, choć mam wrażenie że na ekranie wszystko wydaje się prostsze i pewne wątki mogą wyglądać słabiej niż w oryginale, jakby dopisane na siłę. Cóż - ekran, zwłaszcza jeżeli format to nie serial, tylko krótki film, rządzi się swoimi prawami. Ma być szybko, w miarę łopatologicznie, no i przyda się odrobina napięcia. W efekcie jednak dość szybko pewnych faktów można się domyślić i tych emocji w trakcie seansu może zabraknąć. 

Zarysujmy jednak najpierw choć trochę fabułę.

wtorek, 7 lipca 2026

O czym sobie nie mówimy, czyli czy wiesz czego chcesz?

Piękne plenery Maroka (Tangeru) stają się na prawie dwie godziny sceną dla świetnego dramatu o miłości i zazdrości. Dwie pary przyjaciół, w tym jedna z córeczką, każda z nich przeżywa w pewien sposób wypalenie, ale przynajmniej dla jednej z nich wyjazd mógłby być nowym początkiem. Mógłby, gdyby nie wcześniejsze decyzje i wybory, przed którymi nie da się uciec i potrafią ścigać cię aż za morze.  

Dużo tu emocji, a fakt iż cały czas bohaterowie komentują je jakby uczestnicząc w jakimś przesłuchaniu, tylko potęguje ciekawość. Coś się wydarzyło, nie wiemy jednak dlaczego (choć się domyślamy) i co dokładnie. 


Czy będąc w wieloletnim związku skazani jesteśmy na wypalenie? Czy to naprawdę musi tak być, że coraz częściej ludzie których kochaliśmy nas drażnią albo nużą? No i czy pogoń za czymś innym naprawdę da szczęście...

poniedziałek, 6 lipca 2026

Transition II - Lunatic Soul, czyli portal do innej przestrzeni

Lunatic Soul, czyli solowy projekt Mariusza Dudy powraca! I powiem Wam, że to jak zwykle materiał na poziomie światowym, perełka muzyczna i aż żal że u nas takiej muzy tak mało się puszcza. Wszyscy którzy kochają rozbudowane suity, pasaże w stylu Mike'a Oldfielda, mieszankę world music, folku, rocka progresywnego, będą zachwyceni. A ta płyta jest dość wyjątkowa, bo zamyka pewien okres poszukiwań muzycznych, pewien projekt, jednocześnie otwierając nowy. Ma być trochę bardziej jasno, z nadzieją, optymistycznie, choć pewnie jakaś iskra melancholii pozostanie - dla mnie ona była zawsze w Lunatic Soul istotna. Wystarczy zamknąć oczy i otwiera się wspaniały świat wyobraźni, a dźwięki prowadzą nas w fantastyczne światy, gdzie wspomnienia, marzenia i wizje przeplatają się w kapitalny sposób. 

Dużo superlatyw? Ja  po prostu czasem uwielbiam zanurzyć się w takiej muzyce. Trzeba mieć odpowiedni nastrój, trochę wyłączyć codzienne zabieganie i odpłynąć. Relaks jaki ona daje harmonizuje z odczuciem że mamy do czynienia z czymś po prostu pięknym. 

Proletaryat, Dezerter i Nocny Kochanek za darmo i na jednej scenie, czyli no żal byłoby nie skorzystać

Króciutka notka, ale celem archiwizacji warto zapisać, żeby kiedyś sobie przypomnieć i sięgnąć wstecz: kto, gdzie i kiedy... Można by spytać jeszcze "dlaczego", bo jako żywo na darmowych wydarzeniach miejskich kapele takie jak Dezerter grają chyba rzadko, w tym przypadku jednak organizatorem i pomysłodawcą były środowiska motocyklistów, a miasto wyłożyło jedynie kasę. Chwała im za to, a my mogliśmy skorzystać z darmowego, niezłego koncertu (kilka lat temu na tej samej imprezie grał Kult). 

Upał straszny, więc i jakieś większe szaleństwo pod sceną zaczęło się dopiero pod wieczór, można więc tylko współczuć Proletaryatowi że grali jako pierwsi i nie dość że publika chowała się w cieniu, to oni grali w pełnym słońcu... Dla mnie to był trochę powrót do wspomnień, bo we wczesnych latach 90 w sławetnym klubie Fugazi byłem na ich koncercie gdy byli na fali największej popularności. Dziś nadal grają podobnie, choć nie ukrywam że nowsze numery wydają się trochę na jedno kopyto. Generalnie niezły koncert i chętnie bym zobaczył ich w klubie, a nie na takiej imprezie gdzie połowa publiki to przypadkowi plażowicze...

niedziela, 5 lipca 2026

Café Slavia - Ota Filip, czyli przejdźmy się kawałeczek i coś panu opowiem

sobota, 4 lipca 2026

Level up 1. Re-start - Dan Sugranlinow, czyli dostałeś szansę i jej nie zmarnuj

LitRPG to dla mnie już nie jest zaskoczenie, przy Drodze Szamana czy Świecie przeistoczonych bawiłem się całkiem nieźle, choć te wszystkie questy, nabijanie poziomów i rozwój postaci ma dla mnie w sobie coś sztucznego. Za dużo miejsca poświęca się w tych historiach statystykom, a ciut za mało miejsca żeby trochę rozwinąć postacie od strony psychologicznej. W nowej serii jaka ukazuje się właśnie na rynku (tym razem autorem jest Dan Sugralinow) może i trochę rozbudowano ten aspekt, ale tu mam ciut inny problem. Wiem że to dopiero pierwszy tom i w kolejnych częściach może być jeszcze dużo zwrotów akcji lecz mam nieodparte wrażenie że po prostu wszystko idzie bohaterowi za łatwo. Dotąd był bezrobotnym gościem, od czasu do czasu piszącym jakieś teksty na zlecenie, poświęcającym prawie całe dnie (a czasem i noce) na grę w Warcrafta. Aż dziwne że jego żona z nim wytrzymywała, bo inna już dawno kopnęła by go w cztery litery. 

 

Masz 30 lat, niewiele osiągnąłeś i nagle kobieta mówi ci, że odchodzi, zostawiając cię bez kasy, z pustym mieszkaniem i lodówką... I można by powiedzieć że bez celu i sensu, ale to akurat ciut się w życiu bohatera zmienia. 

Przebudzenie zmarłego czasu. Druga gemma - Stefan Darda, czyli są w tobie dwa wilki: dobry i zły

Wczoraj gdy pisałem o cyklu Szczygielskiego wspomniałem o pewnym problemie jaki mam (i pewnie nie tylko ja) z częściówkami. Jeżeli poznałeś początek historii i cię wciągnęło, to chciałbyś kontynuację poznać jak najszybciej. Jak minie rok albo i dłużej, to tak naprawdę zainteresowanie mocno spada, a czasem po prostu trzeba znowu czytać całość od początku. Tak też mam z dzisiejszą lekturą na Notatniku. Pierwszy tom (pisałem o nim tak) Przebudzenia zmarłego czasu podobał mi się nawet bardzo, ale długi czas oczekiwania na drugi mocno mnie sfrustrował i już historia nie budzi takich samych emocji. Co więcej - to jeszcze nie koniec, a autor mimo dopytywania jakoś nie spieszy się z kontynuacją. A może to wydawca jest rozczarowany efektami sprzedaży? Do cholery, nie można porzucać historii zanim nie opowie się jej zakończenia!

Przypomnijmy delikatnie: Jakub Domaradzki dowiaduje się o samobójczej śmierci swojego wuja i przyjeżdża do Przemyśla trochę porządkować jego sprawy. I tu zaczyna się ciąg dość tajemniczych, mrocznych zdarzeń, które pozwalają bohaterowi trochę inaczej spojrzeć nie tylko na śmierć bliskiego, ale i na różne sprawy jakie mu się przydarzają. 

piątek, 3 lipca 2026

Czarnonóżka - Marcin Szczygielski, ja chcę ciąg dalszy!!!

To już piąty tom cyklu Dom Rodomiłów Marcina Szczygielskiego, a ja po raz kolejny mam ogromny problem. Chciałbym po prostu znać już całość historii, a nie czekać kolejny rok na jej kontynuację, nie wiedząc nawet ile jeszcze będzie części. Polubiłem tą szaloną rodzinę, czarnowidzów, potomków wielkiego Roda, która za swój cel przyjęła walkę z różnego rodzaju potworami, demonami i całym tym tałatajstwem, które nawet w nowoczesnym świecie, jak najbardziej się pleni. A może nawet przez to że ludzie w nie wątpią, nic nie wiedzą, są przez to jeszcze groźniejsze? Rodomiłowie walczą z tym od lat, korzystając z księgozbioru swoich przodków i wskazówek przez nich przygotowanych. Każdy kolejny potomek powoli jest przygotowywany do realizacji misji, ale oczywiście najpierw edukacja, a potem dopiero dopuszczenie do działania...

Tyle że jak już wiemy z poprzednich tomów, różne złe moce za nic mają zasady i żeby uderzyć w rodzinę która im zagraża, właśnie przez najmłodszych próbują zaatakować. Najpierw to brat Hani był więziony i mamiony przez sobowtóra matki, a teraz to dziewczynka wraz z mamą przeszły jakby do innego wymiaru, wchodząc na ich miejsce. Borborak tym samym stał się jeszcze większym zagrożeniem, ale jego przywdziana maska Mamy nie jest wcale tak doskonała, nie wszystko pójdzie mu więc tak gładko. Ten konflikt będzie jeszcze pewnie miał ciąg dalszy, a póki co autor bawi się podrzucając nam kolejne ciekawostki i potworach i różne dziwne pomysły rodzinki. 

Za duży na bajki 3, czyli ważne przesłanie, ale film średnio udany

Po dwóch częściach, które oglądało się całkiem sympatycznie, mam wrażenie że chyba format się nie tylko zmienił ale i wypalił. Wiadomo - bohaterowie dojrzewają i trudno żeby udawali wciąż dzieci, jednak jeżeli na planie i na ekranie nie udaje się utrzymać między nimi jakiejś chemii, to chyba lepiej już by było opowiedzieć jakąś nową historię, z innym postaciami.  

Waldek, Staszek, Delfina, czyli trio które przeżywało różne przygody, ale i odniosło jakiś sukces w turniejach gamingowych, chyba nie było przygotowane na to, że sukces nie będzie trwał wiecznie i że mogą pojawić się jakieś pęknięcia. Wystarczyła jedna porażka i nagle emocje doprowadzają do rozstania i to w nie najlepszych nastrojach. Jedno słowo za dużo, jakieś pretensje, a potem przecież trudno to cofnąć... 

I o tym jest właśnie trzecia część tego formatu, który zaczął się jako lekki, zabawny film familijny, a teraz stał się niby filmem młodzieżowym, niby opowiadającym o poważnych problemach, uleciała z niego jednak ta lekkość, a weszło mocno moralizowanie. 

czwartek, 2 lipca 2026

Eks, czyli co zrobiliśmy ze swoim życiem

To chyba jedna z lepszych rzeczy jaką widziałem w tym kończącym się sezonie teatralnym w Warszawie. Wiem - jeżeli to było raptem kilkanaście spektakli to nie mogę twierdzić, że widziałem wszystko, ale mówię o swoich subiektywnych wrażeniach. Świadom też tego, że nie wszystkim pewnie ten tekst podejdzie, bo niestety mam wrażenie że widz masowo szuka tego co lekkie, łatwe i przyjemne. "Eks" dostarcza nam dobrego tekstu i świetnego wykonania, ale bez obietnicy że to będzie w tych klimatach jakie wymieniłem :)


„Eks” Mariusa von Mayenburga w tłumaczeniu Karoliny Bikont to bowiem psychologiczny dramat o tym jak czasem w poukładanych wydawałoby się związkach kotłuje się od emocji, frustracji i goryczy. Dokonaliśmy pewnych wyborów, byliśmy szczęśliwi, dorobiliśmy się nie tylko dzieci, ale i jakiejś stabilizacji... Lepiej jednak nie patrzeć wstecz, bo gdy czasem przyjdzie taka myśl "co by było gdyby?" "czy byłbym w innym miejscu?" może zrobić się niewesoło. Teraz - mając już bliżej do 50 niż do 40 raczej za późno na robienie rewolucji życiowych, można więcej stracić niż zyskać. 

środa, 1 lipca 2026

Idę po ciebie - Wojciech Wójcik, czyli miałem wiele czasu by wszystko przemyśleć

Za mną 15,5 roku pisania na Notatniku, dzień w dzień jednak notka i aż by się chciało jakiś mały jubel z tej okazji, ale upał taki że w głowie raczej leżenie w cieniu z czymś chłodnym i ewentualnie lektura. 

I jedną z ostatnio skończonych książek mam dla Was dziś - dobre połączenie kryminału i thrillera, wielowątkowe ale i z ładnie poprowadzoną w fabule akcją wokół ucieczki pewnego człowieka z więzienia. 

Siedział za zabójstwo policjanta, wcześniej też nie był aniołkiem, bo był prawą ręką ludzi przewodzących mafii w Szczecinie, ale przecież zostało mu do końca wyroku raptem 3 miesiące. Czemu więc tak ryzykuje? Co go popycha do działania? Zemsta? Próba ratowania życia swojego, bo czujemy że wokół niego działo się coś niepokojącego pod koniec odsiadki? A może chęć ochrony bliskich, a więc efekt jakiegoś szantażu? 

Każdy jego kolejny ruch, posunięcie to wielka frustracja służb, którym ciągle unika, ekscytacji mediów, które nakręcają spiralę strachu i kolejne trupy. Tylko czy to na pewno jego ofiary, czy też komuś zależy by tak to przedstawiać? 

poniedziałek, 29 czerwca 2026

Ursus'76. Zbuntowani. Zrobiliśmy to dla wolności, czyli chemy być sobą

Nie zliczę który to już raz trafiamy z żoną na koncert przygotowywany w naszym sąsiedztwie w rocznicę strajków w Ursusie w roku 1976. Moje miasteczko mocno z zakładami też jest związane, bo budowa większych osiedli, napływ mieszkańców najczęściej był właśnie z nimi związany. Choć więc nie mam nikogo w rodzinie kto bezpośrednio uczestniczył w wydarzeniach, zawsze staramy się tam być, zwłaszcza że dzielnica zwykle organizuje koncert "na rockowo" co bardzo nam pasuje (trochę naśladując w tym względzie Muzeum Powstania Warszawskiego). 

W tym roku rocznica okrągła więc i spodziewaliśmy się większego wydarzenia. I przyznam, że było to ciekawe, choć raczej nie spełniło oczekiwań. Dobór gwiazd (Paktofonika to nie nasza bajka), Rogucki z nowym projektem mocno smęcił, najciekawsze było więc to co przygotowano "ekstra". 

niedziela, 28 czerwca 2026

Cuda niewidy - Aleksandra i Grzegorz Koper, czyli alernatywne wędrówki po Polsce

Kurcze, przyznaję się: spodziewałem się kolejnego "przewodnika" po kraju, w którym znowu dostanę zestaw mniej lub bardziej znanych tras, miejsc i historyjek plus ładne zdjęcia, a tu niespodzianka. I to bardzo pozytywna! 
 
Jestem mało instagramowy więc profil autorów @byli_widzieli jakoś dotąd umykał mojej uwadze, ale obiecuję sobie częściej tam zaglądać. Lubię bowiem takie wyszukiwanie miejsc mniej znanych albo w miejscach znanych wyszukiwanie detali, ciekawych historii. To na co dzień nam umyka, jeżeli zaś nie korzystamy z oprowadzenia dobrego przewodnika lub lokalnego pasjonata to będziemy zwiedzać wraz z tłumem "po wierzchu", mając identyczne zdjęcia jak wszyscy i o zgrozo niewiele zapamiętując. Kto bowiem pamięta wszystkie nazwiska właścicieli pałaców, które odwiedzał, fundatorów kaplic albo kościołów, a tym samym jakichś opowieści, która zwykle stała za takimi decyzjami. 

 

Choć więc tytuły rozdziałów może i przypominają masę innych przewodników, odwołując się do makabreski, duchów, słowiańskich wierzeń, jakichś niesamowitości, to już sama zawartość mam wrażenie że dla wielu będzie niespodzianką, podobnie jak część tych miejsc dla mnie. 

Bursztynowe słodycze magiczne - Hiyoko Kurisu, czyli może chcesz ciasteczko?

Ach, wszyscy kochający pełne ciepła, odrobiny magii i sporej dawki azjatyckich klimatów, pewnie są przeszczęśliwi, bo tytułów które wpisując się w ten schemat coraz więcej na naszym rynku. I choć można dostrzec pewne podobieństwa, jakoś wcale się nie nudzą. Może dlatego, że mimo wszystko są zakorzenione w historiach zwykłych ludzi, w problemach jakie może przeżywać każdy z nas. Kochamy je, bo czerpiemy z nich siłę, spokój ducha, nadzieję. Nawet nie tyle na "magiczną interwencję", ale raczej w to, że znajdziemy w sobie podobną siłę wewnętrzną, by coś zmienić w naszym życiu. Zwykle magia polega tu jedynie na jakimś drobnym impulsie, popchnięciu w pewnym kierunku, a człowiek już sam odkrywa że jednak może wcale nie jest tak tragicznie jak mu się wydawało. Na wszystko znajdzie się sposób, byle tylko w to uwierzyć i nie tkwić jedynie w rozpaczy że się nie da...

To tak jakbyś po wymuszonym uśmiechu, nagle inni do ciebie zaczęli się uśmiechać i już w naturalny sposób i ty stajesz się szczęśliwy. Ktoś podsuwa ci cukierek wmawiając że to lekarstwo i twoja wiara w efekt powoduje że problemy się rozwiązują. 

piątek, 26 czerwca 2026

Tygrysice, czyli przecież jeszcze coś nam się od życia należy

Trzy przyjaciółki, wdowy, które po mężach mają na tyle stabilną sytuację majątkową że specjalnie nie muszą się o nic martwić, szukają sposobu na to, by trochę wnieść kolorów do swojego życia. Wymyśliły więc, że skoro wszyscy mogą pojawiać się w TV z różnymi talentami to i one mogą. Co z tego, że może już nie mają po 20 lat, co zwykle kojarzy nam się z girls bandami - one po prostu chciałyby poczuć się jak za dawnych lat: pożądane, w centrum uwagi, obdarzane komplementami. 

Oczywiście są doświadczonymi kobietami i wiedzą, że wielu chętnie by im owe komplementy prawiło ze względu na ich majątki, więc starają się sprawy stawiać jasno: oddzielając interesy i sprawy zawodowe od życia prywatnego. A przynajmniej tak im się wydaje. 

Charyzmatyczny instruktor Julio Torres, zatrudniony by przygotować je do występów przed kamerą, wywraca bowiem ich życie do góry nogami. 

środa, 24 czerwca 2026

Brudne tajemnice - Disha Bose, czyli pozornie idealne życie

Pierwszy podtytuł jaki miałem napisać do tej książki w tytule notki to: gdzie te chłopy? Bo też ciekawa jest nie tylko ich rola w tej opowieści, ale i podskórnie wyczuwalne to, że wszelkie pretensje kierowane są właśnie do nich. Albo że byli zbyt mało obecni i zaangażowani albo zbyt obecni i narzucający się, albo obojętni i chłodni, kompletnie nie nadający się na obiekt zainteresowania ale niech spróbują poszukać tego zainteresowania gdzie indziej... Wieczne rozdrapywanie wszystkiego na różne strony, pretensje, oczekiwania, zero docenienia i można by się wściec: czemu te bohaterki takie roszczeniowe, czemu nie cieszą się z tego co mają (a mają tak wiele), tylko wiecznie okazują niezadowolenie, chcąc na tle innych kobiet udowodnić że to one są te "naj"... Tylko że kurcze wychodzi na to, że ci faceci wcale nie są bez winy. To nie jest tak, jak by można powiedzieć: nie dostawał ciepła w domu, to poszukał gdzie indziej... Oni tak mało robią, by rzeczywiście zawalczyć o przyszłość związku, tak łatwo się poddają i idą na łatwiznę. Kobiety zaś, choć niby niezadowolone, potem jednak są gotowe by walczyć do upadłego i bronić rodziny. Takie przyjaciółki, które gotowe są obgadać cię za plecami albo wbić tipsa w oko. 

Ciekawe to wszystko choć przyznam że trochę też wkurzające. Długo nie mogłem wejść w te ich historie, nawet mnie nudziły i wydawało mi się iż robi się dramę z kompletnych bzdur. Ktoś coś napisał, ktoś coś powiedział, ktoś coś zobaczył i nagle sprawa urasta do niewiadomo jakich rozmiarów. 

wtorek, 23 czerwca 2026

Ostatni wiking, czyli i kto tu jest nienormalny

Nie ukrywam: jestem fanem Madsa Mikkelsena i nawet jakby grał kłodę drewna nie mówiąc ani słowa i tak pewnie bym chciał to zobaczyć. Gość ma charyzmę, talent i nieprzeciętną fizjonomię więc jak bym mógł przegapić seans Ostatniego wikinga? 

Skandynawowie mają dość specyficzne poczucie humoru, nie wszystkie żarty mogą być dla nas równie zabawne jak dla nich, ale zwykle pasują mi te klimaty. I tu, choć czarna komedia przykrywana jest coraz bardziej dramatem rodzinnym i traumami z dzieciństwa, kupuję to w 100%, a bajkę o ostatnim wikingu (nie czytajcie raczej dzieciom) chętnie bym sobie postawił na półce. Pokręcona jeszcze bardziej niż ten film. Jej przesłanie: zróbmy tak aby nikt nie czuł się gorszy, choć przewrotne, mogłoby zaistnieć na plakatach tej produkcji. Bo to rzecz o akceptacji i jej braku. Dokąd prowadzi jedno a dokąd to drugie? 

niedziela, 21 czerwca 2026

Iwona, księżniczka Burgunda, czyli no ukłoń się i podziękuj


Po całkiem udanej adaptacji Ferdydurke w Och Teatrze, pojawia się kolejna próba podejścia do Gombrowicza i powiem Wam że naprawdę warto wybrać się na nią do Teatru Ateneum. W dość surowej scenografii, bez wielkich fajerwerków, tym lepiej jednak wybrzmiewa pewna sztuczność i zadęcie ludzi władzy, którzy prezentują pewność siebie, mimo że wewnątrz pełni są lęków i jakichś paranoicznych urojeń. Nikt dotąd nie odważył się im tego pokazać, obnażyć tego jak łatwo nimi wstrząsnąć.  

Przedstawienie w reżyserii Anny Augustynowicz może wydawać się dość "szkolne", może nawet upraszczające pewne myśli które próbował przekazać Gombrowicz, ale nie ma co się za to obrażać, tylko może właśnie za to docenić? Nie ma kombinowania, na siłę wpychania współczesności, kto przecież odczyta przesłanie, będzie widział jak ono może się przekładać na analizę mechanizmów władzy, na to jak czasem mimo sprzecznych interesów, ci na górze potrafią łączyć siły byle usunąć kogoś kto ich kłuje w oczy. 

sobota, 20 czerwca 2026

Listonosz - David Brin, czyli kłamstwo które daje nadzieję

To nie jest pierwsze polskie wydanie tej powieści, a mimo to i mimo ekranizacji (nazywało się to Wysłannik przyszłości) jakoś chyba nie jest ona jakoś u nas bardzo znana i może dobrze że Wydawnictwo Zysk i ska ją przypomina. Mimo upływu blisko 40 lat wciąż to się nieźle czyta, choć końcówka odbiega klimatem od tego co w dużej mierze powieść nam oferuje. To obraz kraju po katastrofie nuklearnej, ale David Brin nie skupia się tylko i wyłącznie na kreśleniu przed nami pesymistycznej wizji. Poprzez losy bohatera i to jak on wpływa na innych, fabuła raczej jest próbą odpowiedzi na pytanie co jest potrzebne by odbudować więzi między ludźmi i na nowo stworzyć z nich dużą wspólnotę, którą łączą jakieś wartości, zasady i chęć budowania przyszłości dla kolejnych pokoleń. Wiadomo przecież i znamy to z wielu obrazów postapokaliptycznych, że czymś naturalnym jest rozpad kraju na niewielkie grupy, w których często władzę przejmują najsilniejsi. Myśli się wtedy o przeżyciu, o obronie, ewentualnie o zagarnianiu dóbr, ale nie inwestuje się ich w rozwój, w edukację, w odkrycia. Listonosz jest właśnie opowieścią o ludziach, którzy wierzą że właśnie ten kierunek jest możliwy. 

piątek, 19 czerwca 2026

Dolcze Wita - Leszek Talko, czyli bezstroskie życie na włoskiej prowincji

Leszek Talko jakiś czas temu rzucił wszystko co może już udało mu się zbudować w Polsce i wyprowadził się z rodziną na włoską prowincję. Jego profil na FB obserwuje sporo ludzi a wpisy pełne humoru i zdjęcia to nie tylko sucha relacja z tego jak mu się tam żyje, ale i ciepła opowieść o różnicach w mentalności, o tym jak przyjmowany jest ktoś obcy we Włoszech, o blaskach i cieniach funkcjonowania w Italii. 

 

Inne tempo życia, ale i zupełnie inne podejście do tego co "trzeba" i w jaki sposób, to pewnie kwestia przyzwyczajenia, a może jednak charakteru? Użeranie się z biurokracją, z tym że czegoś się nie da bez wypitej kawy i ploteczek, z tym że ludzie akceptują rzeczywistość i specjalnie z nią nie walczą to pewnie byłby powód frustracji niejednego rodaka. A Talkowie chyba się nie tylko dostosowali, ale i przestali dziwić. Skoro "wszyscy to wiedzą", to może po prostu trzeba poczekać aż człowiek zostanie uznany za swojego a nie za turystę, to też wszystkiego się nauczy. I nie będzie się już wściekać na listonosza, który twierdzi że nie może znaleźć ich adresu, na urzędników którzy choć życzliwi jako wcale nie są pomocni, czy na fachowców, których ze świecą szukać. No może nadal będzie się wściekać, tyle że już tylko w duchu i tylko troszeczkę. W końcu sami chcieli mieszkać na prowincji i w starym domu, który poza urokiem oferuje jednak pewne niespodzianki. 

Tajne godziny - Mick Herron, czyli agenci i biurokraci

Cykl Kulawe konie Micka Herrona od pierwszego tomu bardzo przypadł mi do gustu, a serial z genialną rolą Oldmana jeszcze zwiększył mój entuzjazm. Oczywiście autor ma swój styl, poza akcją funduje czasem takie opisy, że nie każdemu to podejdzie, ale klimat tych powieści jest niepowtarzalny. Wyobraźcie sobie grupę ludzi sfrustrowanych jakimiś porażkami i skazanych na nudną, nic nie wnoszącą pracę, agentów którzy zostali zesłani na boczny tor, do biura którym zarządza w sposób kompletnie psychopatyczny gość budzący totalną niechęć i pogardę. Tyle że gość ma lata doświadczeń w pracy w terenie i intuicję, której mogą pozazdrościć mu wszyscy w służbach. I nawet z największych tarapatów potrafi jakoś wybrnąć, rozwiązać sprawę i jeszcze obronić swoich ludzi. Bo choć nimi pomiata, szanuje ich jak dotąd nikt tego nie robił.  
 
Ale, ale, miało być o najnowszym tomie cyklu, a ten trochę odbiega od całości. Można by go nazwać takim spin-offem, sięga bowiem mocno w przeszłość i pokazuje nam Jacksona Lamba w czasach jego służby w Berlinie, choć akcja dzieje się współcześnie i dotyczy rozgrywek na szczytach władzy. Po raz kolejny politycy mieszają w finansach i w nominacjach, mając nadzieję że komuś utrą nosa, jednocześnie wzmacniając swoją pozycję, a za nic mając bezpieczeństwo kraju. 

czwartek, 18 czerwca 2026

Włoskie śledztwo - Wojciech Nerkowski, czyli polski James Bond na emigracji

Kolejna gościnna notka - a ja pewnie się dopiszę za jakiś czas.

***
Jak często myślisz o Cesarstwie Rzymskim? Ja od kilku dni dość często, a to za sprawą najnowszej powieści Wojciecha Nerkowskiego „Włoskie śledztwo”.

Borys Nowak, młody agent ABW, którego znamy już z kart powieści „Przerwana gra” w wyniku serii niefortunnych zdarzeń zostaje zawieszony w pełnieniu obowiązków. Początkowo jest mocno przytłoczony nadmiarem wolnego czasu, ale wszystko zmienia się, kiedy przez przypadek dowiaduje się o zaginięciu Alicji – polskiej archeolog, która pracowała u stóp Wezuwiusza. Po rozmowie z rodzicami dziewczyny postanawia ramię w ramię z jej mężem rozwiązać zagadkę jej zniknięcia. Czy Alicja zaginęła bez śladu przez przedmiot, który znalazła? Czy miała jakieś tajemnice? Tego wszystkiego dowiecie się sięgając po „Włoskie śledztwo”.

Błędne łąki - Jarosław Szczyżowski, czyli niektóre miejsca lepiej omijać

Ponieważ kocham zarówno kryminały, jak i góry, nic dziwnego że wyszukuję sobie autorów, którzy łączą jedno z drugim i staram się ich podczytywać. Nie każdemu udaje się osiągnąć sukces taki jak Gortycha, ale fakt że wydają kolejne tytuły oznacza że jakieś zapotrzebowanie na takie klimaty jest. 

Jarosław Szczyżowski od dawna był już na mojej liście do sprawdzenia i oto pierwszy jego kryminał już za mną. Za klimat dostaje ocenę całkiem wysoką, choć samo rozwiązanie i finał raczej mnie rozczarował. Nie wiem na ile zdradzać detale, bo nikt tego nie lubi, powiedzmy jednak mocno: jeżeli uzasadnienie dla mordowania wydaje nam się słabe, to choćby się wcześniej budowało w nas napięcie i lęk, szybko ta bańka może pęknąć...

A zaczyna się naprawdę nieźle i długo jesteśmy w fajnej atmosferze, w której każde wyjście ze schroniska może przyciągnąć jakieś kłopoty. Niby Chatka Górzystów jest w Górach Izerskich jest miejscem tak popularnym, że może nie kojarzy się z czymś groźnym, ale jak obuduje się to lokalnymi legendami, odpowiednią pogodą, mniejszą ilością ludzi (zimą), to uwierzcie że potencjał na odrobinę tajemnicy i grozy jest. 

środa, 17 czerwca 2026

Chłopki, czyli kobieta NIKT


Szczerze powiem, że nie miałam ochoty na „Chłopki” w Teatrze Współczesnym. Nie dlatego, że książka Kuciel-Frydryszak mi się nie podobała, bo wręcz przeciwnie, ale się bałam, że znów mi się nie spodoba adaptacja. Wcześniej obejrzałam (w ramach Spotkań Teatralnych) spektakl oparty na tej książce w wystawieniu Teatru z Legnicy. I zwątpiłam w teatr. Rozumiem, że wyraz artystyczny twórców teatralnych może być różny, rozumiem, co chciał przedstawić duet Piaskowskiego i Sulimy, ale w moim mniemaniu poszli w taką stronę i tak daleko, że nie powinni powoływać się na książkę Kuciel-Frydryszak. I nie ja jedna miałam takie odczucie. Rozumiem prowokację, ale nie muszę jej jako widz przyjmować i się z nią godzić, zwłaszcza w odniesieniu do tej książki.


Teraz jestem szczęśliwa, że obejrzałam spektakl „Chłopki” we Współczesnym w reżyserii Sławomira Narlocha, którego premiera odbyła się w grudniu 2025 roku. Tworząc teatralną adaptację książki „Chłopki. Opowieść o naszych babkach” Joanny Kuciel-Frydryszak stworzył wydarzenie nieoczywiste, w którym pamięć jego własnej prababki splata się w całość z losami bohaterek książkowych. I nie jest to obraz sielski, anielski. To obraz kobiet sprowadzonych do roli roboczego wołu, rzeczy, którą można kopnąć, nałożnicy, którą można wykorzystać. Nie dziwi więc, że wiejska dziewczynka marzy by być krową, bo wtedy wszyscy by ją szanowali. To nie jedyne marzenie dziewczynek ze wsi wprzęganych w pracę na roli od najmłodszych lat aż do śmierci, zmuszanych siłą do uległości, niewidocznych dla innych. Marzących o rzeczach dziś dla nas oczywistych: butach, możliwości nauki, spokojnym życiu, decydowaniu o sobie. O to wszystko co teraz jest dla nas normalne pokolenia naszych prababek i babek musiały walczyć z determinacją godną gladiatora. I walczyły. Z siłą jakiej się po nich nikt nie spodziewał. Lub umierały cicho, wyczerpane do cna mozołem pracy ponad siły, wielokrotnym rodzicielstwem, za które często były obwiniane lub niezawinionym odrzuceniem. A mimo to parły do przodu wyrywając skrawek po skrawku to co im się należało od życia.

wtorek, 16 czerwca 2026

Wędrówka na północ, czyli liczy się cel czy sama droga?

Co jakiś czas pojawiają się produkcje, w których scenariusz można by sprowadzić do wędrowania z punktu A do B i zdania się na to co wydarzy się po drodze. Zwykle jednak stoi za tym jakaś poruszająca historia o zmianie jaka się w bohaterach dokonuje, o pokonywanym trudzie, walce z samym sobą itp. itd. The North, bo taki jest oryginalny tytuł produkcji, którą wprowadza na ekrany Gutek Film mam wrażenie iż z założenia miał być trochę inny. Surowe krajobrazy Szkocji mogą zachwycić, ale ten film nie próbuje do nas się jakoś umizgiwać w stylu "zobacz jak jest pięknie". Bez ścieżki dźwiękowej, kompletnie ignorując zasady typu "po deszczu zawsze pokaż piękne słońce", chwilami jakbyśmy uczestniczyli w paradokumencie. Te pogaduchy po drodze to jakoś ot tak, naturalnie, a nie żaden tam wykoncypowany scenariusz... Może przesadzam, ale naprawdę można odnieść takie wrażenie.

poniedziałek, 15 czerwca 2026

Blue Sky Mentality - Good Neighbours, czyli lato idzie kochani

A co mi tam, muzycznie ostatnio w zupełnie innych klimatach, ale lato i wakacje mają swoje prawa i musi znaleźć się coś lżejszego, prawda? I co z tego, że może nie powala oryginalnością? Za to nóżka się kiwa i słucha się sympatycznie no i od pierwszych dźwięków od razu robi się wakacyjnie. 

Jest optymistycznie, tanecznie, radośnie i tak właśnie ma być. Nawet jeżeli w tekstach jest trochę poważniej. Ma po prostu wpadać w ucho. 

I nie marudź że to brzmi jak muzyka z sieci fastfoodowej gdzie chyba AI im po prostu wszystko produkuje, nie mów że nie zapamiętasz żadnego utworu na dłużej. Jakby Ci grali go po kilka razy na dobę, jak inne "przeboje" to być zapamiętał a może i pokochał. Takie to już czasy że lubi się głównie to co znane...

niedziela, 14 czerwca 2026

Złotowłosy, czyli pomarańczowe znikanie w Czarnej Dziurze

Nowe miejsce na kulturalnej mapie Warszawy, czyli „Przestrzeń 71” to tymczasowa siedziba Teatru Druga Strefa na czas remontu - Modzelewskiego 71. Jednak atmosfera ta sama – kameralne wnętrze, uśmiechnięci ludzie, dyrektor sprawdza bilety 😊. Ta „nowa” przestrzeń teatralna nadal daje głos ludziom młodym, tym którzy mówią o sobie także własnym głosem, a nie tekstem innych. Na tej scenie może stanąć teatr z zagranicy, performer czy iluzjonista. Teatr nieszablonowy, ciekawy, myślący. Również dający przestrzeń inności. 

 

Spektakl „Złotowłosy” to coś pomiędzy monodramem a muzodramem. Intymna opowieść dopełniana dźwiękiem. Opowieść o dziecku/mężczyźnie z włosami koloru starego złota… czyli rudym. Opowieść rozpięta między dzieciństwem w objęciach kochającej matki a wiekiem przed pięćdziesiątką, kiedy zaczynamy spoglądać na nie wstecz. Kiedy zaczynamy wspominać i rozliczać: czego w naszym życiu było najwięcej, co najlepiej pamiętamy, do czego przywykliśmy nawet wbrew sobie.

sobota, 13 czerwca 2026

Gorath. Uderz pierwszy - Janusz Stankiewicz, czyli zabijam choć tak naprawdę wcale tak bardzo tego nie lubię...

Dzięki Marcie Sinister Project nie jest dla mnie jakimś anonimowym tworem, miałem okazję poznać ich na spotkaniu autorskim, więc od dawna obiecywałem sobie, że wreszcie zacznę przygodę z ich książkami. Dobrowolski już się jakiś czas z jednym tytułem pojawił, pora więc na drugi z filarów tego projektu wydawniczego, czyli Stankiewicza. I powiem Wam, że jest naprawdę nieźle - to ma rozmach, rozbudowaną fabułę, odpowiednio dużo akcji... Co prawda chwilami można się zagubić w kierunku w którym to wszystko zmierza, ale cierpliwości, autor nie chciał poprzestać na jednej książce, z góry zakładając sobie kontynuację. 

I tak oto poznajemy gościa, o którym niewiele wiemy, gdy przyciśnięty trochę do ściany podejmuje się zadania, które będzie wymagać od niego by wkraść się w szeregi pewnej bandy. Nie będzie to proste, bo najpierw musi udowodnić że jest równie bezwzględny jak oni, a potem gdy już go zaakceptują i będzie znał ich sekrety, ma doprowadzić do zlikwidowania całej grupy. Toż to misja wyglądająca niczym czystej wody samobójstwo, takie połączenie pracy pod przykrywką z glejtem "wszystko ci wolno" byle zadanie zostało wykonane. 

A my w dodatku czujemy, że Gorath nie lubi być stawiany pod ścianą i od początku ma ochotę wykręcić jakiś numer, byle tylko wywinąć się z całej tej historii bez noża wbitego w pierś albo co gorsza w plecy. 

piątek, 12 czerwca 2026

Złodziej czasu. Łowcy tajemnic - Michał Kuźmiński, czyli to miały być najgorsze wakacje w ich życiu

Książek dla dzieci i młodszych nastolatków pojawia się ostatnimi czasy coraz więcej i to ogromnie cieszy. Spora część z nich oferuje jakąś dawkę przygód, czasem magii, a przy okazji może trochę pozytywnych wzmocnień i pochwałę otwartości i przyjaźni. Czasem trafiają się jakieś ciekawe lokacje, zwykle jednak są jedynie tłem. Dużo rzadziej udaje się pokazać w ciekawy sposób historię, zainteresować jakimiś wydarzeniami, postaciami. A przecież wszyscy wiemy, że najlepszym sposobem na to by połknąć takiego bakcyla jest możliwość zetknięcia się z nim na żywo. Dotknąć, zaangażować się, poczuć coś... 

Zwykle jednak to jest ta "wielka" historia, znane wydarzenia, które ktoś próbuje przybliżyć młodemu czytelnikowi. Trudniej przecież nie opowiadać jedynie o bohaterstwie, zwycięstwach czy klęskach, ale pokazać losy zwykłych ludzi, opowiedzieć o konsekwencjach tych wydarzeń.  

To właśnie może spodobać się w Złodzieju czasu, który zdaje się jest pierwszym tomem większego cyklu. To historia dwójki dzieciaków: jedenastoletniej Doroty i siedmioletniego Daniela, których rodzice postanowili po raz pierwszy wysłać na wakacje do dalszych krewnych. Bez nich? Bez atrakcji? Na wieś? Nie zagranicę? No jak to? 

czwartek, 11 czerwca 2026

Harry Hole, czyli dwa oblicza policji

Niby załapałem się na parę tomów najsłynniejszego cyklu Jo Nesbø i podobało się to co w nich znalazłem, jednak jakoś nigdy nie stałem się jakimś zagorzałym fanem, czyli nie zaskoczyło mnie to tak bardzo, bym uznał te kryminały za wyjątkowe. Może dlatego do ekranizacji podchodziłem bez wielkich emocji i obaw, bo wiadomo że trudno sprostać oczekiwaniom znających książki na wylot. Podchodząc spokojnie do tego co przygotował Netflix, powiem że wyszło całkiem nieźle, choć warto by pewnie popracować nad pewnymi detalami, bo mogą wydawać się widzom mało wyjaśnione i jakby wprowadzone na siłę. 

Tobias Santelmann jest bliski temu jak wyobrażałem sobie bohatera, pokazano jego dość specyficzny stosunek do otoczenia i podejście do pracy, bardziej intuicyjne niż proceduralne. A że trochę trudno uwierzyć w to, że raz pije na umów a potem spokojnie potrafi odstawić alkohol i funkcjonować niczym supermen, to już przemilczmy. W kryminałach skupiamy się przede wszystkim na fabule oraz na tym czy zakończenie będzie zaskakujące i czy nie rozczaruje. 

wtorek, 9 czerwca 2026

Akord - W.P. Rdzanek, czyli żeby ratować ludzkość niektórzy akceptują konieczność ofiar

Rdzanek zdaje się pokusił się na coś podobnego co napisał Szamałek, czyli dość rozbudowaną i bogatą w różne wątki trylogię, w której poza trzymającą w napięciu akcją, stara się też ostrzegać przed różnymi zagrożeniami. Tyle że Ukryta sieć była czymś w rodzaju thrillera kryminalnego, a w trylogii Rdzanka tempo jest szybsze, przeskakujemy z jednej lokacji do kolejnej, a co do ostrzeżeń chwilami ma się wrażenie, że fantazja trochę autora poniosła. A może to tylko moje wrażenie?

Generalnie czyta się to fajnie, choć chwilami mam wrażenie że można by było dopracować sceny i dialogi, żeby nie były tak sztuczne. O pierwszym tomie pisałem tak. Dzieje się sporo, intryga jest gęsta, a nawet jeżeli coś wydaje nam się mało prawdopodobne lub naciągane, zrzućmy to prostu na pewną konwencję gatunkową. W końcu nie od dziś zagrożenia i ich źródło w literaturze sensacyjnej jest trochę wyolbrzymiane - to z jednej strony ostrzeżenie, ale i pewnego rodzaju demonizacja, by "nasi" wypadli bardziej bohatersko. Kupuję też wykorzystywanie odwołań do tego co napisali inni, zwłaszcza że jest to świadoma gra - w końcu postacie też czytają i mogą się porównywać z jakimiś postaciami (Lisbeth Salander). 

Powracają postacie z tomu pierwszego, ale autor zbudował wszystko tak, że to niezależna powieść. Niby lepiej czytać po kolei, to jednak oddzielne historie. Kapitan ABW Zygmunt Fiszer zajmujący się cyberzagrożeniami, Ewa Dzik z Policji, która ma pomaga, zaprzyjaźnieni z nimi od poprzedniej historii znany adwokat, jego miłość i uzdolniona artystka, czy uzdolniony informatyk, czy jego była dziewczyna, pracująca również w kancelarii adwokackiej, powrócą w mniejszych lub większych fragmentach, by pomóc w rozwiązaniu sprawy. 

poniedziałek, 8 czerwca 2026

Czytając Lolitę w Teheranie, czyli jakie myśli kryją się pod hidżabem

Tak wiele dobrego słyszałem o powieści Czytając Lolitę w Teheranie, że po ekranizacji sporo sobie obiecywałem. O ile nic nie wiedzieliście o sytuacji w Iranie, o rewolucji islamskiej, o sytuacji kobiet, może i znajdziecie tu coś ciekawego dla siebie, jeżeli jednak cokolwiek już na ten temat wiecie, obawiam się że podobnie jak ja będziecie ciut rozczarowani. Oczywiście można by rozpatrywać ten film pod względem aktorstwa, zawartych w nim emocji, jeżeli jednak na etapie scenariusza nie znaleziono dobrego pomysłu na to jak pokazać pewne rzeczy, potem już niewiele można było zrobić. Po prostu poza postacią głównej bohaterki, czyli wykładowczyni literatury angielskiej, pozostałe postacie pozostają dla nas dość zagadkowe, niewiele się o nich dowiemy. I nawet jeżeli pojawi się jakiś dramatyczny wątek, to nie budzi on wielkich emocji, skoro to dla nas postacie prawie anonimowe. 

Uh oh - Patrick Watson, czyli gdy sam tracisz głos

Jak trafiam na różne rzeczy muzyczne? Czasem przychodzi na skrzynkę info o nowościach płytowych, ale dużo częściej ostatnio korzystam ze Spotify, sprawdzam, szukam, jeżeli coś się gdzieś pojawi i jak zaciekawi to słucham w większej dawce. A jak nie zaskoczy? To idę dalej, ale czasem klikając: pokaż podobne. I tak miałem przy tym odkryciu: sprawdzałem sobie gdzieś poleconą nazwę The Cinematic Orchestra, jakoś nie zażarło od razu i kliknąłem dalej na podobne... I oto przypadkiem trafiam na kanadyjskiego artystę którego krążek zachwyca mnie klimatem, intymnością, różnorodnością. Czasem to coś zbliżonego do kochanego przeze mnie Beirutu, czasem coś dużo bardziej kameralnego. I może właśnie w tej różnorodności jest siła?


Peter Watson miał przez pewien czas duże trudności z głosem, nie mógł nagrywać, a nawet mówić, nie załamał się jednak, tylko wpadł na pomysł by zaprosić do współpracy innych wokalistów. i tak właśnie powstał ten przedziwny album. Koniec kariery? Zrobię to na własnych zasadach. Na szczęście również i on mógł się pojawić po tych kilku miesiącach lęku ze swoim głosem.

niedziela, 7 czerwca 2026

Aglo. Bańką po Śląsku - Zbigniew Rokita, czyli pamięć, nostalgia, odrębność

Wciąż w planach mam lekturę Kajś, obiecuję sobie, a potem wciąż odkładam, a tu proszę - przypadkiem trafia w moje ręce nowsza książka tego autora. Również reportaż o Śląsku, z ciekawym pomysłem i masą ciekawostek. I powiem Wam że jeszcze bardziej narobiło mi to smaka do innych jego tytułów. Zbigniew Rokita bowiem czujemy że kocha ten region, ludzi, a jednocześnie wcale nie jest to miłość ślepa, potrafi pokazać wątpliwości i różne strony spraw dyskutowanych i tych gdzie opinie są mocno podzielone. Zabiera nas w podróż tramwajem, najdłuższą linią aglomeracji i jednocześnie funduje podróż w przestrzeni i w czasie. Będzie tu bowiem trochę historii, trochę współczesności. Czyta się to trochę jak felietony, bo też nie zawsze są one jakoś wyraźnie połączone a sprawy są "od sasa do lasa" - tu piłka nożna, tu strzelanie go górników w Wujku, tu jakieś refleksje na temat polityki i walki o uznanie wyjątkowego statusu Śląska, a tu znowu sentymentalne spojrzenie na rozwój przemysłu. Dużo w tym samego autora, jego odczuć, tego co nosi w sercu, wspomnień, a dopiero to rozbudowuje o dalsze informacje. Oglądany jego oczami Śląsk na pewno nie jest idealny, ale też pewnie i tak piękniejszy niż może wydawać się na co dzień tym, którzy tam żyją. Generalnie gdy pisze o historii, o tradycjach, czuje się dużo więcej ciepła, co do współczesności więcej jest sceptycyzmu. 

sobota, 6 czerwca 2026

Czas pokaże - Mart Kozłowska, czyli ostatni normalny człowiek na ziemi

To dziś jeszcze jedna zaległa lektura i druga notka jakoś nawiązująca do klimatów fantastycznych. Choć nie wiem czy Marta Kozłowska by się nie obraziła za wpisanie jej w jakieś ramy gatunkowe - rzeczywiście z nich czerpie dość swobodnie, a zamiast grozy raczej spodziewajcie się satyrycznej postapokalipsy. 

Cieniutka książka potrafi jednak zaskoczyć, trochę właśnie przemieszaniem scen brutalnych i aż przerysowanych, z tonem w jakim zmierza, bo ten ma raczej prawie dydaktyczny smrodek. Im bliżej finału i im więcej wiemy (czy też domyślamy się) o co w tym wszystkim chodzi, tym bardziej jej diagnozy mogą rozczarować i okazać się zbyt miałkie. Może gdyby początkowy horror i zagadkowość utrzymać było ciekawiej?

Malowany człowiek t. 2 - Peter V. Brett, czyli niech cię mrok pochłonie za dzielenie książki na pół i wydawanie jako dwóch tomów

Niezależnie od kretyńskiego pomysłu dzielenia książek na połowy i wydawania oddzielnie (koszmar), skoro na razie utknąłem w Pustynnej włóczni, czyli kontynuacji Malowanego człowieka, to przecież winien jestem i sobie i Wam choć kilka zdań na temat drugiego tomu. Przeskakiwanie od jednej postaci do drugiej na pewno trochę wybija z rytmu, domyślamy się jednak przecież że ich losy prędzej czy później się splotą. O ile w pierwszym tomie mieliśmy do czynienia z małolatami, którzy dopiero uczyli się życia, teraz widzimy ich już silniejszych, bardziej pewnych siebie, nie tylko przekonanych co do tego że z otchłańcami trzeba walczyć, ale i potrafiących zmotywować do tego samego również innych. Czujemy po prostu, że każde z nich będzie miało tu do odegrania ważną rolę, ale i różne będą ich ścieżki. Samotna walka, czy dar pociągania za sobą innych, dodawania otuchy i odwagi. A może umiejętność leczenia, tak potrzebna, gdy wszyscy uważają, że nawet najmniejsza rana oznacza skazanie na śmierć...

piątek, 5 czerwca 2026

Negatyw - Mariusz Kanios, czyli tego już nie da się naprawić?

Podobno to domknięcie trylogii i nie będzie już powrotu do bohatera, który po porzuceniu kapłaństwa poszedł wcielać ideały i wartości do prokuratury. Szkoda, ale rozumiem też autora, który nie chce zarżnąć historii, chcąc pozostawić czytelników z jak najlepszymi wrażeniami. Trzy historie z Michałem Stróżem, każda trochę inna, mają wszystko to co lubi się w kryminałach, jakieś ciekawe tło społeczne, zagadkę do rozwikłania, umiejętnie rozłożone akcenty pomiędzy akcją współczesną, a powolnym ujawnianiem tego co doprowadziło do tragedii. 
Tym razem Kanios wszedł w świat używek, osób z uzależnieniem oraz tych, którzy na nich żerują. To często tragedie całych rodzin, szczególnie jeżeli w świat narkotyków wchodzą ludzie bardzo młodzi, jeszcze nieletni. Społeczeństwo bardzo często lubi szybko osądzać: skoro ktoś kradnie, prostytuuje się, stracił dom, jest zdolny do wszystkiego by zdobyć kolejną działkę, raczej nie zasługuje na zaufanie i pomoc, no chyba że sam zdecyduje się na proces leczenie i udowodni że poradził sobie z problemem. Tymczasem często potrzebna jest ta pomoc już na etapie podejmowania decyzji o leczeniu, by poradzić sobie z rzeczywistością która wydaje się bez wyjścia, by zobaczyć nadzieję, by opanować lęk. 

czwartek, 4 czerwca 2026

Przed wschodem/przed zachodem, czyli to tylko/aż jeden dzień

MaGa: Premiera kolejnej sztuki Teatru WARSawy odbyła się w grudniu 2025 roku, ale dopiero teraz zdołałam ją obejrzeć. Ten urokliwy spektakl zagrany na gościnnych deskach Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego większość widzów przeniesie w krainę pierwszych zauroczeń i pierwszych uczuć, co zapewne wywoła nutkę nostalgii.


Robert: Nie ukrywam, że po stracie sceny przez Teatr WARSawy mocno brakuje mi regularnych spektakli od tego teamu, na szczęście Adam Sajnuk jako reżyser pojawia się też w innych miejscach. Korzystanie z gościnnych scen na pewno utrudnia jakąś regularność w pokazach, cieszy jednak że wciąż pojawiają się nowe rzeczy. Choć szczerze przyznam, iż Przed wschodem/Przed zachodem uważam za jedną ze słabszych rzeczy w repertuarze tego teatru i tego reżysera. Nie tylko dlatego że porównania do filmu (pisałem o nim tak) wciąż są w głowie. Po prostu nie udaje się wyjść poza to jedno spotkanie (w trylogii się udało), pozostajemy więc trochę na banalnych dialogach w miarę młodych ludzi, którzy z jednej strony są siebie ciekawi, a z drugiej nie są gotowi by się deklarować na coś stałego. 

środa, 3 czerwca 2026

Camino Primitivo, czyli po prostu Droga

Obiecałem wczoraj na FB bloga że wrzucę jeden post z wyjaśnieniem dłuższej nieobecności, ale być może nawet nie udało się tego zauważyć - naszykowałem odpowiednią ilość wpisów i po raz kolejny udało się na Notatniku zamknąć miesiąc zgodnie z planem. 

Powodem nieobecności była pielgrzymka - już po raz drugi do Santiago de Compostela, trochę inną drogą, trochę w innych warunkach, może też w trochę innej kondycji psychicznej i fizycznej. 

Na swoim profilu prywatnym na FB robiłem relację z filmikami i zdjęciami, postanowiłem jednak że i na Notatnik coś wrzucę. Tak dawno nie robiłem relacji podróżniczych z żadnych wypraw, choć w przeszłości się to zdarzało. Głównie kiedyś jako pewnego rodzaju polecajki przy wypadach z dziećmi, niech to będzie też jakiś rodzaj uchwycenia pewnej chwili, emocji, wrażenia. Zapraszam więc do przeglądania zdjęć, a jakby co można pisać na maila jeżeli ktoś będzie miał pytania. 

wtorek, 2 czerwca 2026

Live at the Acropolis - Asaf Avidan, czyli cóż to za głos!

Asaf Avidan. Mówi Wam to coś? 

Większości pewnie kompletnie nic, podobnie jak mi. To teraz wrzućcie sobie w jakiś odtwarzacz, wyszukiwarkę utwór Reckoning song. I co? Znacie? Jasne że znacie. Gość miał kupę szczęścia że błysnął tym jednym kawałkiem, zdobył na tyle dużą popularność, że koncertuje, nagrywa, jeździ po świecie i bynajmniej nie jest artystą tego jednego przeboju. Może po prostu nie potrzebuje więcej takiego rozgłosu. Tam zresztą chodziło o remiks, który bardzo mocno odbiega od oryginału. 

Gdy słuchasz jego emocjonalnych numerów myślisz sobie: kurcze to takie intymne, osobiste, nie banalizujmy tego, nie wsłuchując się w słowa, a jedynie bujając do rytmu, bo melodia fajna. 

Proszę Państwa - kolejne moje odkrycie muzyczne, którym chcę się podzielić: Asaf Avidan. Wow! Co za głos! Ta chrypka, a jednocześnie te wysokie tony.