sobota, 13 czerwca 2026

Gorath. Uderz pierwszy - Janusz Stankiewicz, czyli zabijam choć tak naprawdę wcale tak bardzo tego nie lubię...

Dzięki Marcie Sinister Project nie jest dla mnie jakimś anonimowym tworem, miałem okazję poznać ich na spotkaniu autorskim, więc od dawna obiecywałem sobie, że wreszcie zacznę przygodę z ich książkami. Dobrowolski już się jakiś czas z jednym tytułem pojawił, pora więc na drugi z filarów tego projektu wydawniczego, czyli Stankiewicza. I powiem Wam, że jest naprawdę nieźle - to ma rozmach, rozbudowaną fabułę, odpowiednio dużo akcji... Co prawda chwilami można się zagubić w kierunku w którym to wszystko zmierza, ale cierpliwości, autor nie chciał poprzestać na jednej książce, z góry zakładając sobie kontynuację. 

I tak oto poznajemy gościa, o którym niewiele wiemy, gdy przyciśnięty trochę do ściany podejmuje się zadania, które będzie wymagać od niego by wkraść się w szeregi pewnej bandy. Nie będzie to proste, bo najpierw musi udowodnić że jest równie bezwzględny jak oni, a potem gdy już go zaakceptują i będzie znał ich sekrety, ma doprowadzić do zlikwidowania całej grupy. Toż to misja wyglądająca niczym czystej wody samobójstwo, takie połączenie pracy pod przykrywką z glejtem "wszystko ci wolno" byle zadanie zostało wykonane. 

A my w dodatku czujemy, że Gorath nie lubi być stawiany pod ścianą i od początku ma ochotę wykręcić jakiś numer, byle tylko wywinąć się z całej tej historii bez noża wbitego w pierś albo co gorsza w plecy. 

 

To świat, w którym kłamstwo, zdrada, przemoc, dają siłę i przewagę, więc zapomnijcie tu o jakichś zasadach, sumieniu, honorze. Bohater nie jest wcale święty, morduje bez specjalnych zahamowań, może jedynie czasem zakłuje go w serduchu gdy bez powodu giną niewinni, a nie ci wskazani jako cele. Dla niego to po prostu zadanie do wykonania. Albo będziesz zabijał albo sam zginiesz. 

Jedna akcja za drugą, krew leje się gęsto, walki są całkiem barwie opisane, dzieje się więc sporo. A samo uniwersum? Niby są orkowie, elfy, rasy, które znamy i z innych powieści fantasy, mocno jednak przypomina to realia średniowieczne - kupcy, jacyś możni knujący przeciwko sobie, armie i bandy, które grają na nosie wszystkim wcześniej wymienionym. Jest trochę silnych postaci kobiecych, co trochę odróżnia ten cykl choćby od Sapkowskiego, gdzie najczęściej były jedynie czarodziejkami. U Stankiewicza magii jest niewiele, pojawia się trochę przesądów i wierzeń, ale króluje przemoc i brawura. Gorathowi nie brakuje ani tej ostatniej ani też umiejętności, szybko więc udowadnia swoją wartość i zdobywa zaufanie. Przeczuwamy jednak że wcale nie zamierza być bezwolnym wykonawcą czyichś zamierzeń, z ciekawością śledzimy więc rozwój akcji. 

 
Brutalność i brak jakichkolwiek skrupułów może spowodować iż nie wszystkim ta powieść podejdzie, jeżeli jednak lubicie takie mocniejsze fantasy, warto dać szansę - zdecydowanie wciąga! Przyzwyczajeni iż bohater ma być postacią pozytywną, możemy być ciut zaskoczeni, warto jednak by było śledzić jego dalsze losy. 

Barwne, żywe, nie przegadane, z naciskiem na akcję, no i ciekawa zmiana na finał, robiąca nam smaka na kontynuację... Czego chcieć więcej. Proste. Ale daje frajdę

Minusy? Może ciut za mało tła, pokazania detali, różnic, dziwić może bowiem taka multikulti, czyli niewielka ilość konfliktów i niechęci między rasami. Autor niby różne rzeczy wrzuca, ale ich nie wyjaśnia, ani nie zawsze w pełni wykorzystuje. Zważywszy jednak że to debiut, naprawdę nie jest źle. Ja tam zamierzam niedługo sięgnąć po tom drugi.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz