Po całkiem udanej adaptacji Ferdydurke w Och Teatrze, pojawia się kolejna próba podejścia do Gombrowicza i powiem Wam że naprawdę warto wybrać się na nią do Teatru Ateneum. W dość surowej scenografii, bez wielkich fajerwerków, tym lepiej jednak wybrzmiewa pewna sztuczność i zadęcie ludzi władzy, którzy prezentują pewność siebie, mimo że wewnątrz pełni są lęków i jakichś paranoicznych urojeń. Nikt dotąd nie odważył się im tego pokazać, obnażyć tego jak łatwo nimi wstrząsnąć.
Przedstawienie w reżyserii Anny Augustynowicz może wydawać się dość "szkolne", może nawet upraszczające pewne myśli które próbował przekazać Gombrowicz, ale nie ma co się za to obrażać, tylko może właśnie za to docenić? Nie ma kombinowania, na siłę wpychania współczesności, kto przecież odczyta przesłanie, będzie widział jak ono może się przekładać na analizę mechanizmów władzy, na to jak czasem mimo sprzecznych interesów, ci na górze potrafią łączyć siły byle usunąć kogoś kto ich kłuje w oczy.
Wszystko zaczyna się od kaprysu księcia (Maciej Musiałowski), może wynikającego z nudy, może z chęci spróbowania czegoś co sprowokuje innych do reakcji - ofiarowuje on swoją uwagę dziewczynie, która wydaje się być ostatnią na to zasługującą. Nie chodzi jedynie o pochodzenie, czy urodę, ale o brak jakiegokolwiek wdzięku i pragnienia by zwracać swoją osobą uwagę. Grająca Iwonę Karolina Charkiewicz czyni ją jakby lalką, mechaniczną i obojętną, choć jak wiemy ma ona serce i łatwo ją zranić. Dla możnych jest niczym zabawka, która zamiast ładnie wyglądać i dostosować się do nowego otoczenia, drażni ich swoją obecnością. Oni przecież pragną podziwu, hołdów, wdzięczności. A tu nic...
Jest więc tu dodatkowy aspekt, który rzuca się nam w oczy, a którego być może nawet Gombrowicz wcale nie miał na myśli. Iwona jest kimś "innym", a reakcje ludzi pałacu tak bardzo przypominać mogą nam to co obserwujemy często dziś w przestrzeni publicznej: lęk przed kimś kto jest tym "innym". My nie chcemy go poznawać, uczyć się nowych rzeczy, ale oczekujemy że to do nas wszyscy mają się dostosować i jeszcze okazywać wdzięczność. On nie musi nawet być groźny, to w naszych głowach jego obecność przekształca się w zagrożenie. Widząc bezbronność boimy się że i my możemy w czyichś oczach tacy być. Bo jeżeli nie chcą szanować naszej siły i dumy, to może one tak naprawdę są nic nie warte?
![]() |
| Fot. Krzysztof Bieliński za stroną Teatru |
Brawa należą się za dobre tempo, może mniejsze za chwilami dziwne wizualizacje. Duże brawa za grę aktorską - moim zdaniem na największe zasługują: Maria Ciunelis (królowa), Przemysław Bluszcz (król) oraz towarzyszący im Adam Cywka (Szambelan). Wspaniale uchwycili tą przedziwną mieszankę groteski i dramatu, powagi i śmieszności, zadęcia i frustracji.
Tak. O ile nie byłem fanem spektaklu Matka na scenie tego teatru, o tyle Iwonę, księżniczkę Burgunda polecam jak najbardziej.
Iwona, księżniczka Burgunda - Teatr Ateneum - więcej o spektaklu tu
Autor tekstu: Witold Gombrowicz
Reżyseria: Anna Augustynowicz
Scenografia: Marek Braun
Światła, projekcje: Wojciech Kapela
Kostiumy: Tomasz Armada
Asystent kostiumografa: Filip Holak
Muzyka: Jacek Wierzchowski
Asystentka reżysera: Paulina Staniaszek
Suflerka: Joanna Trzcińska/Anna Żelazowska
Inspicjent: Wojciech Gratkowski/Agnieszka Hornowska/Jerzy Kacperski
OBSADA
Przemysław Bluszcz
Karolina Charkiewicz
Maria Ciunelis
Adam Cywka
Paweł Gasztold-Wierzbicki
Katarzyna Łochowska
Maciej Musiałowski
Bartłomiej Nowosielski
Krystian Pesta
Maria Witkowska
Sylwia Zmitrowicz
Katarzyna Łubik (gościnnie)
Małgorzata Nowińska (gościnnie)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz