sobota, 4 lipca 2026

Przebudzenie zmarłego czasu. Druga gemma - Stefan Darda, czyli są w tobie dwa wilki: dobry i zły

Wczoraj gdy pisałem o cyklu Szczygielskiego wspomniałem o pewnym problemie jaki mam (i pewnie nie tylko ja) z częściówkami. Jeżeli poznałeś początek historii i cię wciągnęło, to chciałbyś kontynuację poznać jak najszybciej. Jak minie rok albo i dłużej, to tak naprawdę zainteresowanie mocno spada, a czasem po prostu trzeba znowu czytać całość od początku. Tak też mam z dzisiejszą lekturą na Notatniku. Pierwszy tom (pisałem o nim tak) Przebudzenia zmarłego czasu podobał mi się nawet bardzo, ale długi czas oczekiwania na drugi mocno mnie sfrustrował i już historia nie budzi takich samych emocji. Co więcej - to jeszcze nie koniec, a autor mimo dopytywania jakoś nie spieszy się z kontynuacją. A może to wydawca jest rozczarowany efektami sprzedaży? Do cholery, nie można porzucać historii zanim nie opowie się jej zakończenia!

Przypomnijmy delikatnie: Jakub Domaradzki dowiaduje się o samobójczej śmierci swojego wuja i przyjeżdża do Przemyśla trochę porządkować jego sprawy. I tu zaczyna się ciąg dość tajemniczych, mrocznych zdarzeń, które pozwalają bohaterowi trochę inaczej spojrzeć nie tylko na śmierć bliskiego, ale i na różne sprawy jakie mu się przydarzają. 


O ile w pierwszym tomie wszystko było takie trochę niedopowiedziane - wiemy że siedział w więzieniu, ale nie do końca rozumiemy za co i jak został jednak oczyszczony z zarzutów, to w drugim wszystko już jest klarownie wyłożone. Wiemy kto Jakubowi bruździ i domyślamy się z jakiego powodu. Nadal jednak utrzymuje się pewien klimat zagadkowości, bo artefakt który wzbudził zainteresowanie jego wuja zdaje się mieć moc naginać ramy czasowe, tak jakby zmieniać rzeczywistość i tworzyć nowy wariant wydarzeń. Jak się możemy jednak domyślić takie zabawy nie pozostają bez konsekwencji i zdaje się to właśnie jakieś mroczne siły zainteresowały się odnalezioną gemmą i wujkiem, który tego odkrycia dokonał. 

"Nie szukaj, zostaw" słyszy wciąż Domaradzki, pragnie jednak wyjaśnić do końca śmierć wujka. Zaczyna też jednak czuć że i na niego gemma działa w dziwny sposób. Legendy mówiły o dwóch - o dobrej i złej, przestrzegając by nigdy nie doprowadzić do ich połączenia, bo to ma sprowadzić jakieś nieszczęścia i katastrofy. Jakub doświadcza w mocny sposób, że i w nim budzi się jakiś zupełnie inny człowiek, który nie waha się użyć przemocy, bez skrupułów... Gdy się ocknie i wraca świadomość, może już jedynie sprzątać, będąc coraz bardziej przerażonym.    

W ciekawy sposób udaje się wciąż sugerować jakieś mroczne siły, ale jednocześnie nic nie pokazując wprost, Darda w takich klimatach jest mistrzem. Nie trzeba hektolitrów krwi i niesamowitości by wzbudzić dreszcz niepokoju. 

I choć jak wspomniałem, nie ma już tak wielkich emocji, bo pierwszy tom musiałem sobie powtórzyć, z nadzieją że drugi wtedy wejdzie lepiej, to i tak czekam na domknięcie historii z niecierpliwością.

 

PS no i szacun za pisanie o miejscach i przedmiotach (gemma przemyska też wygląda dokładnie tak jak opisuje autor), które potem można zobaczyć na własne oczy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz