Film co prawda będzie miał premierę dopiero w sierpniu, ale nie wiadomo czy będę wtedy miał dostęp do kompa, więc wrzucam info już teraz. Przy okazji uświadomiłem sobie też że Guillermo Francella już czeka na notkę i to dość długo z inną produkcją z jego udziałem, obiecuję więc jeszcze na dniach dopisać Wam kilka zdań o "Szarej eminencji". Dla widzów hiszpańsko języcznych to twarz która pewnie jest dobrze znana, niestety aż tak często jak te z USA obrazy takie nie goszczą u nas, może tym bardziej warto więc zrobić sobie seans z czymś trochę innym? W końcu kiedy ostatnio widzieliście kino z Argentyny?
A ja mogę zapewnić że przy niektórych z miniaturek na pewno się uśmiechniecie.
Pomysł na produkcję to bowiem pokazanie jednego aktora w wielu rolach, są tu więc i krótsze i dłuższe scenki, a w każdej z nich będziemy mogli przyjrzeć się temu jak człowiek przeżywa różne emocje - od pożądania, przez entuzjazm, przez strach, aż do zagubienia. To nie maski - każdej z postaci Guillermo Francella potrafi dać dużo człowieczeństwa i jakiejś prawdy, choć od razu go rozpoznajemy.
Może i niektóre z tych scen są mniej udane, trochę niepasujące klimatem, to są też takie które nie tylko zaskoczą czy rozbawią, ale i są dość celnymi obserwacjami na temat ludzkiej natury, szczególnie w odniesieniu do oderwania od rzeczywistości tych, którzy mają trochę więcej kasy i "wznieśli się" ponad przeciętność. Role prezydenta czy reżysera filmowego (szczególnie ta ostania) to perełki :)
Słabości, pragnienia, to wszystko co czasem skrywamy, nasza hipokryzja podana z ironią i smakiem.
A Szara eminencja przywołana na początku to nie przypadek bowiem twórcy są ci sami - to duet reżyserski który na koncie ma już sporo komediowych przebojów z Ameryki Południowej, czyli Mariano Cohn i Gastón Duprat

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz