poniedziałek, 8 czerwca 2026

Czytając Lolitę w Teheranie, czyli jakie myśli kryją się pod hidżabem

Tak wiele dobrego słyszałem o powieści Czytając Lolitę w Teheranie, że po ekranizacji sporo sobie obiecywałem. O ile nic nie wiedzieliście o sytuacji w Iranie, o rewolucji islamskiej, o sytuacji kobiet, może i znajdziecie tu coś ciekawego dla siebie, jeżeli jednak cokolwiek już na ten temat wiecie, obawiam się że podobnie jak ja będziecie ciut rozczarowani. Oczywiście można by rozpatrywać ten film pod względem aktorstwa, zawartych w nim emocji, jeżeli jednak na etapie scenariusza nie znaleziono dobrego pomysłu na to jak pokazać pewne rzeczy, potem już niewiele można było zrobić. Po prostu poza postacią głównej bohaterki, czyli wykładowczyni literatury angielskiej, pozostałe postacie pozostają dla nas dość zagadkowe, niewiele się o nich dowiemy. I nawet jeżeli pojawi się jakiś dramatyczny wątek, to nie budzi on wielkich emocji, skoro to dla nas postacie prawie anonimowe. 



A przecież każda z nich musiała wykazać się sporą odwagą. W sytuacji gdy w Iranie wszystko chce kontrolować państwo, a tym samym władza religijna, każdy przejaw buntu, działania pokątnego, jest traktowany jako podejrzany i potencjalnie groźny. Mimo to czytanie zachodnich książek, kontakt z inną kulturą, otwarte rozmowy o różnych wartościach, nawet jeżeli są sprzeczne z wyznawanymi w ich kraju, było dla nich na tyle ważne, że po odejściu wykładowczyni z uczelni, przyjęły zaproszenie by spotykać się u niej w domu. To dla nich jakaś namiastka niezależności, choćby jedynie intelektualnej i ograniczonej do tych kilku godzin spotkania. 
 

Oczywiście najważniejszą postacią jest sama wykładowczyni, Azar Nafisi, która potem też napisała właśnie powieść o tym co przeżywała po powrocie do swojej ojczyzny ze Stanów, gdy z nadzieją włączyła się w edukację studentów, a potem z przerażeniem odkrywała w jakim kierunku zmierza nowa władza. Kilkadziesiąt lat, które dla nich, dla kobiet które wcześniej doświadczały swobody, niezależności, równych praw, wydawały się niczym koszmar i spychaniem ich coraz bardziej do więzienia, gdzie ktoś inny ma decydować o tym co im wolno a co nie. 

Jej dylematy czy iść na ugodę, czy poddać się ograniczeniom, to są oczywiście ważne wątki, ale bez jej rozmów z młodszymi kobietami, którym próbuje dać nadzieję i inną perspektywę, cała ta historia pewnie nie miałaby takiej siły. Przy zakazie dostępu do wszystkiego co "brudne" i amerykańskie, przy surowych normach obyczajowych, ich rozmowy nawet o klasycznych powieściach, stawały się pretekstem do rozmów o kobietach, które wyłamywały się z ram oczekiwań otoczenia, z narzucanych zasad, żyły własnym życiem. 

Tak naprawdę o tym jest ten film: o marzeniu by żyć bez lęku, tak jak się tego pragnie, realizować marzenia, kochać i być kochaną. A jeżeli w tym marzeniu czujesz że nie jesteś sama, że ktoś to rozumie, podziela, wspiera cię, jest ci dużo łatwiej trwać nawet w tym co trudne. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz