poniedziałek, 20 lutego 2017

Makabrycznie, czyli Bodom i American Burger


Pewnie w ciągu kilku dni podrzucę jeszcze dwa tytuły obejrzane w ramach Nocnych Maratonów Filmowych (też z horrorami), ale dziś zapowiedź wydarzenia, które zagości pewnie w mniejszych kinach, ale za to chyba dużo gęściej w Polsce :)
Fest Makabra to okazja do obejrzenia 6 filmów, chyba wszystkich premierowo w Polsce, jakoś balansujących na pograniczu gatunku horrorów. Zdaje się, że są tu dzieła i bardziej serio i takie bardziej pastiszowe, mroczne, krwawe i na pewno nie unikające przemocy.

Ja co prawda ani większym fanem, ani znawcą gatunku nie jestem, ale się wybieram (do kina PRAHA), a dziś mogę Wam przedstawić dwa dziełka, które można zobaczyć w ramach wydarzenia. Mam też nadzieję, że trochę moje wypociny na temat tego typu produkcji wesprze też koleżanka, która na horrorach zęby zjadła. No może przesadzam, ale dla mnie jak ktoś urządza sobie maratony z Piłą, okazuje nie tylko wytrzymałość, ale i wyjątkowe upodobanie do krwawych jatek, dzięki czemu ma wystarczające kompetencje do omawiania, czy rekomendowania wszelkich odmian filmów wywołujących ciarki na plecach. Olga, czekam na Twoje teksty! Blog też :)

niedziela, 19 lutego 2017

Królewska heretyczka - Magdalena Niedźwiedzka, czyli mdlała, nie chciała męża, ale za to miała kochanka

Wciąż nie mogę się nadziwić, że tak mało współczesnych pisarzy bierze się za pisanie o prawdziwych wydarzeniach i postaciach z naszej historii. Wollny, Cherezińska... Znacie innych? Czy naprawdę tło królewskich dworów jest interesujące tylko pod warunkiem, że to nie u nas, tylko od razu Borgowie, sułtani, czy wielkie mocarstwa? U nas mało intryg, wojen, romansów, zdrad i innych ciekawych smaczków?
Do książki Magdalena Niedźwiedzkiej podchodziłem jednak bez specjalnych uprzedzeń. Wszak Elżbieta Tudor to legenda, opiewana na setki różnych sposobów w filmach i książkach, czemu więc polska autorka nie miałaby spróbować swoich sił, by się z nią zmierzyć.
Postanowiła napisać nie tylko o samej królowej, jej słynnym romansie z lordem Robertem Dudleyem, ale postanowiła zarysować intrygę na poły kryminalną, w której postać władczyni wciąż się pojawia w planach i myślach różnych postaci. Dodajmy jeszcze, że nie zawsze w kontekście pozytywnym.

piątek, 17 lutego 2017

Zerwany kłos, czyli temu filmowi krytyka nie zaszkodzi

Premiera tego filmu w kinach zbiega się z wejściem na nasze ekrany "Milczenia" Martina Scorsese, można by powiedzieć, że raczej mało szczęśliwie. To jednak zupełnie inne filmy. O ile filmu o Jezuitach raczej nie nazwałbym filmem religijnym, a raczej filozoficznym rozważaniem na temat wiary, to pierwsza kinowa produkcja Telewizji Trwam, ma dość jasny przekaz. To nawet nie jest film biograficzny, a raczej uduchowiony portret, uwypuklający wszystkie te cechy i wartości, które w postaci błogosławionej Karoliny Kózkówny wskazują na jej wyjątkową religijność, skromność, służebność wobec innych itp. Dodajmy portret namalowany dość prostą kreską, taką w sam raz dla ludzi, nie przekombinowaną. Zło musi być demoniczne, a dobro ma twarz anioła. Koniec. Kropka. Nie ironizuję. Cały ten film jest trochę "oldschoolowy" i przypomina takie opowiastki biblijne z dzieciństwa, gdzie narrator zawsze prowadzał cię w tło wydarzeń, wszystko tłumaczył, a potem dopiero zaczynała się akcja. Tylko to co dla mnie dziś wydaje się trochę już nie na czasie, dla wielu widzów, będzie właśnie idealnie wpisywało się ich gust, potrzeby. Trudno z tym po prostu dyskutować widząc pełne kino starszych ludzi, którzy być może do kina na co dzień wcale nie chodzą. I nie mówcie mi, że ktoś ich tam przyciągnął na siłę. Oni naprawdę wychodzili zachwyceni.

T.Love - T.Love, czyli ludycznie, melodyjnie i po częstochowsku

Mam ewidentny problem z tą płytą. Do T.love mam sentyment i słabość, bo uwielbiam bawić się przy ich starszych numerach, są świetni na koncertach, bo potrafią rozruszać ludzi i w małym klubie, na festynie i na dużej imprezie. Ale jak przychodzi do słuchania płyt studyjnych, jakoś rośnie moja irytacja i poczucie zażenowania. Te rymy, proste i powtarzane w kółko teksty... Niby ciekawe muzyczna rozmaitość (rozpiętość od disco i country aż po rockowe kawałki), niby wpada w ucho, jednak masz wrażenie, że to poziom twórczości na poziomie "Wszyscy Polacy to jedna rodzina". Może przesadzam, bo część tekstów ma z założenia robić wrażenie "zaangażowanych" i wyrażających wściekłość na otaczającą rzeczywistość, w zestawienia z hitami typu "Moi rodzice" (już wiecie co będzie puszczane przez następną dekadę na weselach), po prostu tracą pazura.
Materiał podobno nagrany został dość szybko, ale niestety tym razem chyba jednak warto by było lepiej nad nim popracować.

czwartek, 16 lutego 2017

Szabasowa dziewczyna, czyli my nikogo nie chcemy nawracać

Zastanawiam się czy to ze mną jest coś nie tak, czy rzeczywiście coraz mniej jest zabawnych komedii w naszych teatrach (o kinach to już nie mówię). Czy naprawdę nie ma szans na dobry, aktualny, polski tekst, który by bawił? Ja rozumiem, że sprawdzone sztuki brytyjskie, francuskie, amerykańskie to samograje, ale trochę już zaczynają się rozmywać te wszystkie powtarzające się rozwiązania i sceny. Na tym tle "Szabasowa dziewczyna", czyli najnowsza premiera Teatru Żydowskiego trochę się wyróżnia. Nie mamy do czynienia z tym co najczęściej staje się tematem żartów, czyli nie ma kochanków, ukrywania zdrad, wpadek itp. W lekki sposób możemy za to przyjrzeć się trochę religii żydowskiej, pośmiać się z potocznego postrzegania różnych zwyczajów, czy też ze współczesnego podejścia do budowania związku. Czy dziś komukolwiek zależy na sformalizowaniu relacji, komu i dlaczego na tym zależy, a kto i z jakiego broni się przed takim rozwiązaniem - niby akcja sztuki dzieje się w Stanach, ale przecież widzimy wokół siebie również takie sytuacje.

środa, 15 lutego 2017

Milczenie, czyli ile można poświęcić

O tym filmie na pewno nie będzie się mówić. Choć paradoksalnie widzowie najchętniej po projekcji raczej mają ochotę milczeć. Film, który od piątku pojawi się na ekranach (w niektórych kinach wcześniej - zerknijcie choćby na Muranów) zmusza bowiem do refleksji, do zadawania sobie pytań. I to jest chyba jego największą zaletą. Gdy bowiem widzę krzyczące nagłówki recenzji, że mamy do czynienia z arcydziełem, z czymś zachwycającym, mam ochotę studzić oczekiwania tych, którzy go jeszcze nie widzieli. To nie jest film, który mógłby się "podobać", nie ma w nim raczej zbyt wiele piękna, jest dość surowy. Ba, nawet aktorsko, nie zapadnie Wam pewnie nikt jakoś szczególnie w pamięci.
O ile pamiętacie "Misję", która przecież podejmuje podobny temat, to zapomnijcie o tamtych widoczkach, cudownej muzyce. Zarówno zdjęcia jak i muzyka robią tu wrażenie, ale raczej pogłębiając poczucie niepokoju, samotności, zupełnie innych warunków, obcych dla mieszkańca Europy.

Latarnia umarłych - Leszek Herman, czyli nie fantazja, a fakty

Znowu to zrobiłem. Dałem się skusić na lekturę pozycji, która jest kolejnym tomem danego autora, w tym przypadku może i nie chodzi o cykl, ale o tych samych bohaterów i spore nawiązania do wcześniejszych wydarzeń. No trudno: "Sedinum" jeszcze przede mną, ale bynajmniej nie żałuję lektury "Latarni umarłych". To książka, która wciąga i zapewnia kilka miłych wieczorów. Leszek Herman po tych dwóch powieściach porównywany jest do Dana Browna, ale uważam, że jest ciekawszy, lepiej poukładał sobie w głowie wszystkie elementy. W efekcie nie ma tej szalonej gonitwy wydarzeń, samych pościgów, bez ładu, logiki, efekciarstwa, ale jest kilka ciekawie poprowadzonych i przeplecionych wątków, jest budowanie historii, tła. I to mi się naprawdę podobało. Jeżeli bym miał do czegoś porównywać, to raczej budziły się we mnie wspomnienia z młodości i lektura Pana Samochodzika. Wiem, tamto było młodzieżowe, ale chodzi o sam klimat - umiejętne łączenie opowieści o wydarzeniach z przeszłości, "oprowadzanie" czytelnika po ciekawych miejscach (Pomorze Zachodnie), a w tym wszystkim jeszcze jakaś intryga (a nawet kilka) sensacyjno-kryminalna.


poniedziałek, 13 lutego 2017

Jackie, czyli aby nie zapomniano



Można by się spodziewać kolejnej filmowej biografii: łzawej, dramatycznej, poruszającej, przewidywalnej. Ale ten film wcale taki nie jest. I naprawdę rola Natalie Portman zasługuje tu na duże brawa - mówię to, by przekonać, tych co omijają jak dotąd ten film, twierdząc, że to nic ciekawego. Spróbujcie, bo to na pewno nie jest obraz typowy, taki, którego się spodziewaliśmy. Bliżej mu do kina psychologicznego, niż do wiernego odtwarzania faktów, czy budowania napięcia. Chilijski reżyser Pablo Larrain nawet specjalnie nie stara się sprawić, byśmy bohaterkę polubili. Skupia się na jej uczuciach, jakby nie obchodziło go to, co poczuje widz.

niedziela, 12 lutego 2017

Wikingowie. Najeźdźcy z północy - Radosław Lewandowski, czyli ze Skandynawa Indianina nie zrobisz (i na odwrót)

No i masz babo placek. Człowiek przy pierwszym tomie (czyli Wilcze dziedzictwo) wspomniał delikatnie, że najbardziej zainteresował go wątek z Wikingami, którzy uciekając przed zemstą, płyną do Ameryki, by tam rozpocząć nowe życie, a tu cały drugi tom dzieje się właśnie tam. Jejku, więcej tu Indian i ich kultury, niż samych Wikingów. Konfrontacja wierzeń, zwyczajów bywa chwilami ciekawa (a nawet zabawna), ale chyba jednak nie tego spodziewałem się po sadze poświęconej szalonym wojom w rogatych hełmach.

Przypomnijmy: autor w pierwszej części zastosował ciekawy zabieg: otóż w wyniku walk pomiędzy Duńczykami, Norwegami i Szwedami, część bohaterów dobrowolnie trafia na półwysep iberyjski, a część musi uciekać przed zemstą przeciwnika aż za Ocean. I to właśnie oni, a dokładniej jeden z nich jest bohaterem części drugiej cyklu. Biały wśród Indian.

sobota, 11 lutego 2017

Nauczycielka, czyli to tylko drobna przysługa



Zostawiam sobie jeszcze kilka dni na napisanie o różnych filmach nominowanych do Oscara, które udało się zobaczyć, ale przecież pojawiają się wciąż inne nowości. Ze zdziwieniem uświadomiłem sobie, że reżysera "Nauczycielki", czyli Jana Hrebejka, znam już całkiem dobrze, a niby tak rzadko oglądam czeskie kino. Facet jest mistrzem w babraniu się w ludzkiej psychice, pokazywaniu ludzi stojących przed trudnymi wyborami.

Tym razem stworzył film, który opowiada o ciekawych mechanizmach, niby na tle kończącego się socjalizmu, ale zdaje się, że równie aktualnych i w naszych warunkach. Czego nie zrobi rodzic dla swego dziecka, żeby tylko miało lepsze oceny. Jak można odwdzięczyć się jakąś drobną usługą, to przecież żadna nieuczciwość, tylko zwykła ludzka życzliwość, prawda? Cholera, ten idealny ustrój naprawdę mocno pozmieniał nasze zasady moralne - skoro wszyscy tak robią i trzeba sobie jakoś radzić w życiu, to czemu ja mam być "gorszy"?



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...