niedziela, 2 sierpnia 2020

Psychoterapeutka - Helene Flood, czyli prawie idealne życie

Psycholog zabiera się za pisanie kryminałów? To może być niezłe. Dodajmy do tego jeszcze skandynawski klimat. O! Oczekiwania rosną. Może dlatego lektura "Psychoterapeutki" okazuje się niestety rozczarowaniem - gdyby od początku powiedziano, że to schematyczne czytadło, w którym więcej z obyczaju, niż thrillera, pewnie bym nie marudził. Ale skoro obiecywano emocje...
No to szczerze: zabrakło mi ich.
Nawet wątek pracy psychoterapeutycznej nie został do końca wykorzystany. A powiedziałbym, że Sara jak na profesjonalistkę ma raczej słaby wgląd w siebie i własne uczucia, nie radzi sobie z sytuacją i jest pogubiona bardziej niż czytelnik, który dość szybko wpada na pewne rozwiązania.

Projekt Koliber, czyli za czym wciąż gonimy

Coś co było reklamowane jako thriller, okazało się raczej dramatem i to dość mocno rozwodnionym emocjonalnie, zainteresował mnie jednak temat tego filmu, czyli coś co napędzało bohaterów.
A tym czymś był... czas.
Przeliczanie każdej milisekundy na sukces, na pieniądze - nam się kojarzy to ze sportem, a tu okazuje się, że jeszcze większe znaczenie ma to dla handlujących akcjami. Aż dziwne, że urzędy kontrolujące giełdę jeszcze nie doszły do wniosku, że to forma oszustwa - skoro masz informacje o tym co będzie kupowane lub sprzedawane przed innymi, to posiadasz bezcenne informacje... Niby każdy twój ruch też wpływa na wartość akcji, ale nawet z tej różnicy w ciągu doby masz zysk rzędu milionów dolarów.
W głowie się nie mieści.

czwartek, 30 lipca 2020

Nadzieja, czyli radość ale nie entuzjazm

Akcja charytatywna "Nadzieja" wymyślona przez Agorę zrodziła się gdy wszyscy siedzieliśmy zamknięci w domach, w środku pandemii. I pięknie. Podobno większość z autorów z radością się w to włączyła, wszystkie pozostałe prace zostały również dokonane w czynie społecznym, a teraz, gdy już możemy cieszyć się końcowym produktem, wszystkie pieniądze idą na rzecz potrzebujących, a szczególnie w kierunku domów pomocy społecznej. I to jest piękne. I to jest radość. Nie żałuję ani złotówki wydanej na ten cel.

Gdy jednak mamy do czynienia z książką, trudno jednak nie dokonać dodatkowo oprócz oceny "społecznej", tej bardziej merytorycznej, czyli tego czy warto to przeczytać. Z zastrzeżeniem oczywiście, że to opowiadania, bo nie każdy je lubi, a wśród nich jest również poezja, co również może niektórych zdziwić. Po dokonaniu tych zastrzeżeń kilka zdań ode mnie. Jest bardzo różnorodnie.

Wypocznij i zgiń - Marta Matyszczak, czyli a może chata dla miłośników kryminałów

Siódme spotkanie z Szymonem Solańskim, Różą Kwiatkowską i Guciem. I mimo, że sama formuła już mnie trochę nudzi, coraz więcej jest zawiłych historii z przeszłości, a coraz mniej tego co pokochaliśmy, czyli zwariowanych akcji jakie funduje nam na trójca, wciąż czytam z przyjemnością.
Może dobrym pomysłem jest ciągnięcie bohaterów w różne miejsca - tym razem jest to Szczawnica. Zmienia się tło, zmieniają się postacie drugoplanowe, za każdym razem autorka funduje nam nową historię. Ja jednak obstaję wciąż przy tym, że w cyklach lubimy najbardziej bohaterów, a tych przez próbę rozbudowania jakiejś intrygi kryminalnej połączonej z przeszłością, jest coraz mniej.
Nadal bawią. Ich wzajemne przekomarzanki, próby udowodnienia sobie, że coś zrobią lepiej, podchody w stylu: ja wiem, że ty wiesz... No i cudowny Gucio.

środa, 29 lipca 2020

Kubrick geniuszem jest i basta, czyli Doktor Strangelove i Full Metal Jacket

Kilka dni temu rocznica urodzin Stanleya Kubricka, uczciłem ją seansem z "Jak przestałem się martwić i pokochałem bombę", do tego dorzucam jeszcze notkę, która długo czekała na swoją kolej, czyli "Full Metal Jacket" i powoli wypełnia się moja kronika z filmami tego reżysera.
"Doktor Strangelove". Dowód na to, że można zrobić ostrą satyrę która jest aktualna nawet po 50 latach za nieduże pieniądze. Trudno bowiem nie uśmiechać się na siermiężność efektów i różnych scen, a jednocześnie wszystko to pasuje idealnie do wymowy tego filmu. Te przerysowania postaci, idiotyczne chwilami wypowiadane teksty, a jednocześnie to co widzimy wywołuje ciarki, bo przecież tak niewiele brakuje, by doprowadzić do tragedii. Wystarczy jeden szaleniec, a potem już skoro trudno odwrócić bieg wydarzeń, nie zabraknie fanatyków, którzy będą parli do przodu.

wtorek, 28 lipca 2020

Napad i co dalej, czyli Król złodziei i Wściekłe psy

Miało być o Kubricku, ale może przełożę na jutro, a dziś coś na szybko i wracam do lektury. Wreszcie doczekałem się światłowodu, więc może skończą się problemy z netem, szkoda tylko, że akurat teraz mam taki czas, że albo chęci albo czasu na korzystanie z tego kompletnie nie ma. Przyda się na zimę. Wtedy będzie szaleństwo serialowo-filmowe. A póki co wygrzebuję z archiwum tytuł, który czekał na notkę chyba ponad rok i dokładam do niego świeżynkę.
Z tym, że niestety okazuje się, że nowe rzeczy nie dają takiej frajdy jak klasyka - przygrywają i aktorstwem i scenariuszem i dialogami... No pod każdym względem.
Lubię Michaela Caine'a i chyba tylko dla niego wytrzymałem do końca, licząc, że może choć na zakończenie zafunduje nam się jakąś niespodziankę. Zabrakło pomysłu, zabrakło ikry.
I choć sam napad i ich przekomarzanki podczas skoku na sejf z precjozami jubilerów z całej ulicy ogląda się fajnie, to potem wszystko rozłazi się w szwach.

poniedziałek, 27 lipca 2020

W domu, czyli tęskniąc za tym co za oknem

w domu hbo
Ciekawy projekt filmowy HBO, choć raczej w całości jedynie dla smakoszy kina artystycznego. 16 filmowców i 14 krótkometrażowych produkcji. Bez narzucania formuły, treści. Łączy je jedno - powstały w czasie pandemii. Każdy z nich miał robić to bez wielkiej ekipy i miał na to 4 tygodnie.
Czasem ten filmy są dość proste - wystarczyło włączyć kamerę i rejestrować samo życie. I szczerze mówiąc jak dla mnie większość z nich na tym wygrywa. Liczy się bowiem pomysł, szczerość. Gdy wyobraźnia zostanie uwolniona i człowiek ma ochotę pobawić się w proroka, demiurga, filozofa, który chce głosić jakieś swoje teorie, robi się niestety chwilami dziwnie.
Wspomnienia, przypadkowe zdjęcia, rzeczywistość i reżyserowane sceny tworzą ponad dwugodzinną mozaikę.
Znani i mniej znani. I niby to tylko ciekawostka filmowa, to również pewien znak naszych czasów. Pewnie gdyby nie przymusowa kwarantanna trudno by ich wszystkich było zebrać.

niedziela, 26 lipca 2020

Czarny Mag. Kandydatka - Rachel E. Carter, czyli tylko albo aż Druga



Pisałem już o dwóch częściach. Pisałem tak: wzdycha i walczy
i zabrakło pomysłów. No to teraz czas na trzeci tom cyklu. I wreszcie trochę więcej jest polityki, a tym samym jakichś detali na temat świata wymyślonego przez Rachel E. Carter. Co prawda większość akcji dzieje się dworze królewskim, ale intrygi to na szczęście coś ciekawszego niż fundowane w drugim tomie "praktyki" naszej bohaterki. Do mieszanki fantasy i romansu, może dojdzie jeszcze jakaś bardziej rozbudowana akcja, a nie same pojedynki i skromne potyczki.

Ryiah dalej mnie denerwuje, powoli już jednak przyzwyczajam się do tego jej: zrobię tak abo zrobię inaczej. Niby męczy się na dworze, nie chce być oficjalną księżniczką, przeraża ją to, że zostanie wepchnięta w rolę jakiej sobie nie wyobraża, ale przecież nie zostawi ukochanego Darrena. Chce walczyć, chce dokonywać bohaterskich czynów, chce być podziwiana, chce zdobyć szatę maga (pokonując przy tym Darrena), czyli wciąż jest dzieckiem zapatrzonym w siebie i swoje marzenia. I aż dziw, że czasem impuls emocjonalny popycha ją w stronę, w której akurat potrzebna jest taka rozchwiana i porywcza osóbka.

sobota, 25 lipca 2020

Biograficznie i kontrowersyjnie, czyli Funny Cow oraz Mapplethorpe

Dwa ciekawe filmy biograficzne. Kontrowersyjne, bo też i ich bohaterowie nie wszystkim muszą się podobać. Ciekawie jednak przyjrzeć się pewnym wyborom, cechom charakteru, ale i jakiejś sile, którą trzeba mieć, by wejść na szczyt kariery.
Funny Cow. Brzmi dziwnie prawda? Bo też to i nie nazwisko, ale pseudonim sceniczny znanej w Wielkiej Brytanii komiczki. Znana z niewyparzonego języka, opowiadała nie tylko ostre żarty, ale i z ogromną szczerością opowiadała również o swoim życiu, w którym nie brakowało bolesnych momentów.

piątek, 24 lipca 2020

Czarny deszcz, czyli Amerykanie kontra yakuza

Przez najbliższe dwa dni czeka Was milczenie na blogu, więc dziś może dwie notki. Powoli porządkuję zaległe szkice, ale z przykrością stwierdzam, że o niektórych filmach już nie napiszę, bo słabo je pamiętam po iluś miesiącach. Mój błąd - skoro nie napisałem od razu.
Ale dzisiejszy wpis o starociu za lat 80 daje mi okazję do jeszcze jednej informacji (o ile jeszcze do Was nie dotarła). JustWatch uruchomiło polską wersję serwisu! O ile lubicie szukać rzeczy po rekomendacjach wcześniej oglądanych filmów to tu macie dodatkową frajdę - informację na temat gdzie możecie legalnie coś obejrzeć! Baza rzeczywiście robi wrażenie, więc pewnie przyda się niejednemu maniakowi filmowemu.

A dziś na Notatniku dwóch gigantów. Michael Douglas i Ridley Scott. Rok 1989 i produkcja trochę zapomniana, wciąż dająca jednak sporo frajdy. Taka mieszanka Brudnego Harry'ego i wyobrażeń Amerykanów o Japonii. Zanim dotarła do nas moda na kino gangsterskie z Azji, już próbowano opowiadać historię o przestępcach budzących grozę większą niż mafia sycylijska. Tyle, że z amerykańskiego punktu widzenia. Poza tym, że Azjaci są sztywni, mało skłonni do współpracy, trudni do zrozumienia ze swoimi przyzwyczajeniami i zasadami, to i mniej skuteczni - w końcu ktoś musi im udowodnić, że nie ma czegoś takiego jak "nie da się". I to prawie w pojedynkę.

czwartek, 23 lipca 2020

Herosi. 20 historii o polskich olimpijczykach - Adam Szczepański, czyli podnieść się i walczyć

Co prawda olimpiady w tym roku nie ma, ale Wydawnictwo ZNAK nie wycofało się z planów wydawniczych i oto mamy kolejną ciekawą pozycję, która w prostej i atrakcyjnej formie przybliża życiorysy ciekawych postaci. Tym razem właśnie olimpijczyków.
Znajdziemy tu prawdziwe legendy sportu polskiego, ale i postacie być może mniej znane, będące jednak dowodem na to jak niełatwa bywa droga do medalu, ile trzeba siły nie tylko fizycznej, ale i psychicznej.
Podziwiamy ich za wytrwałość, bijemy brawa za sukcesy, doceńmy jednak ich osobowość i całą drogę jaką musieli pokonać, by stanąć na podium. A droga ta nie zawsze była prosta.

wtorek, 21 lipca 2020

Patchwork - Passenger, czyli od serducha

Szukając muzyki do odkrycia, próbuję różnych rzeczy, ale jakoś tak śmiesznie się składa, że nawet gdy postanawiam sobie: znajdę coś ostrego, potem i tak klikam, klikam i to co wpada w ucho, by zostać przy tym na dłużej, to rzeczy bardzo spokojne, wyciszone.
Chyba to jakaś tęsknota za harmonią, za melodią, a nadmierne natężenie dźwięków raczej drażni niż daje poczucie przyjemności.
To zmiana na stałe? A może przejściowe...
W każdym razie na Notatniku postać, której chyba jeszcze nie było. Passenger to pseudo Michaela Rosenberga, który swoimi kawałkami obdarowuje świat już kilkanaście lat. Na koncie ma na pewno jeden wielki przebój, czyli "Let her go", nie robi wielkich eksperymentów, po prostu nagrywa swoje. I za to można go polubić lub po prostu odłożyć na półkę z napisem "sympatyczne, ale na dłuższą metę nudne". W większej dawce dopiero go odkrywam i słucham tego z dużą przyjemnością, choć przyznaję, jest w tym troszkę monotonii. Wszystko chyba zależy od nastroju.

poniedziałek, 20 lipca 2020

Najlepsza gra o kotach, czyli proste a daje frajdę

W sobotę kolejne spotkanie przy planszy i nagle okazuje się, że czwórka dorosłych osób najlepiej bawi się przy grze, która wydawałoby się, że jest dla dzieci. Jakby co pewnie niedługo Tomek z zaprzyjaźnionego Board Games Addiction pewnie niedługo napisze więcej i wrzuci swoje foty, a ja posiłkując się fotami z Empiku gdzie już sobie zamówiłem egzemplarz dla siebie, piszę choć parę zdań.
FoxGames już nazwą potrafił przyciągnąć uwagę - co to jest najlepsza gra o kotach? Przecież tyle ich było wcześniej. Trudno powiedzieć czy rzeczywiście najlepsza, ale na pewno bardzo sympatyczna i sprawdza się zarówno wśród młodszych, jak i dorosłych. Zasady są proste, ale trzeba trochę nakombinować, jeżeli chce się wygrać. A i cena nie jest tragiczna, bo przecież karcianki zwykle są sporo tańsze od pudeł z planszą. Podobało mi się zarówno opracowanie plastyczne kart, jak i pozostałe elementy.
Ale o co biega i czy rzeczywiście to takie fajne...