niedziela, 19 stycznia 2020

Letnicy w Narodowym, czyli... spadają maski

Głęboko odsłonięta scena, jasne tło, stół z krzesłami, ogromna pustawa przestrzeń (za chwilę zmieniona w ogród z trawą i leżakami), a na niej postaci ubrane na biało. Letnicy. Przyjechali na dłużej i odpoczywają; prawnicy, lekarze, poeci, urzędnicy, artyści. Inteligencja, ludzie wykształceni. Wchodzą, rozmawiają i znikają. Na dobrą sprawę nic istotnego się nie dzieje, ot proste rozmowy o niczym. Nudna egzystencja, nudne, miałkie rozmowy o sprawach bieżących, ploteczki. Błogie upalne dni, spokój, relaks. Może ta pusta przestrzeń sceny miała symbolizować wnętrze bohaterów? Ogromne możliwości i… nicość wnętrza. Skupieni na sobie i własnych potrzebach, momentami irytujący swoimi „mądrościami”, chwilami nieszczerzy żenują swoją bezrefleksyjnością.

piątek, 17 stycznia 2020

1917, czyli droga przez piekło

Pora chyba powoli nadrabiać zaległości i zbierać swoje typy po nominacjach do Oscarów. Dziś, przedpremierowo o jednej z produkcji, które mogą być jednym z pewniaków. W końcu Akademia lubi takie obrazy - niezbyt skomplikowane, bez wielkiego eksperymentowania, z nutką dramatyzmu...
Taki obraz wojny, bez wielkich scen bitewnych, nawet czasem bez namacalnej obecności wroga, ale z namacalną obecnością śmierci, już znamy, Sam Mendes do tego dokłada jeszcze ciekawy pomysł na zdjęcia, kręcone długimi ujęciami. I to właśnie zdjęcia są moim zdaniem najmocniejszą stroną tego filmu.
Fabuła nie jest skomplikowana, a powiedziałbym nawet, że dokonano w niej trochę uproszczeń i błędów, które mogą psuć przyjemność z oglądania. Oto dwóch młodych żołnierzy dostaje misję, by przedostać się przez linię wroga, by powstrzymać od ataku duży oddział brytyjskich żołnierzy - jeżeli nie dotrą do nich do świtu, tamci zostaną wciągnięci w pułapkę. Gra idzie o życie 1600 ludzi, a wszystko zależy od dwójki zdeterminowanych młokosów.

środa, 15 stycznia 2020

Joseph Conrad i narodziny globalnego świata - Maya Jasanoff, czyli byście usłyszeli, byście poczuli, byście zobaczyli

Amerykańska historyczka Maya Jasanoff nie ukrywa swojej fascynacji postacią o której postanowiła napisać. Czuje się świetną znajomość twórczości Conrada, liczne cytaty pozwalają na to by odkrywać w jego powieściach ślady realnych doświadczeń i przeżyć autora, jego spojrzenie na przemiany zachodzące w świecie, ale i na pewne przemilczenia lub zakłamania dotyczące własnego życia. Wbrew pozorom wcale nie ma wielu źródeł na których można by się oprzeć pisząc biografię, okres dzieciństwa i młodości nie jest objęty wieloma pamiątkami, a i co do późniejszych etapów nie możemy być zawsze pewni, co do przebiegu zdarzeń lub tego co za nimi stało. Listy pozwalają przecież na odkrycie swoich pragnień, lęków, ale czasem mogą też być próbą przedstawienia siebie o swojego losu jako lepszego niż jest on w rzeczywistości. Czy łatwo przyznać się do porażek, do tego jak trudno znaleźć pracę godną twoich kompetencji, do tego jak czuje się ktoś, kto mimo znajomości języka, zawsze traktowany jest jako obcy.
Co ciekawe, to co najbardziej wciąga w tej książce, to nawet nie tyle sama próba opisania życia Józefa Korzeniowskiego i jego przemiany w Conrada - pisarza, który inspiruje kolejnych wielkich do pisania, ale pokazanie przemian zachodzących w świecie i jego jako obserwatora, komentatora, w pewnym stopniu wizjonera. 

Black Midi - Schlagenheim, czyli są bezczelni i w dodatku świetnie grają

Jakiś chochlik sprawił, że dziś opublikował się szkic zamiast notki, więc nie ma co odkładać pierwszego wpisu muzycznego w tym roku. Wciąż przeglądam sobie różne podsumowania ubiegłego roku, rankingi płyt i próbuję znaleźć sobie dla siebie tam coś interesującego - przestałem udawać że jestem na bieżąco, więc przynajmniej w ten sposób chcę mieć kontakt z jakąś nową muzą, a nie słuchać w kółko staroci (choć to uwielbiam).
I oto jeden z takich projektów, który pierwszymi dźwiękami wbił mnie w fotel. Choć cała płyta już nie przypadła mi tak bardzo do serca jak pierwszy numer, to jednak rzecz jest warta wspomnienia na pewno na Notatniku. Black Midi to grupka młodych dzieciaków, zaraz po szkole muzycznej, a brzmią jakby przyszli prosto z ulicy, by wyładować swoją wściekłość. Zaskoczyli energią i odwołaniami do kapel, które były modne wiele lat temu. Czy zaproponowali coś nowego? Raczej nie. Eksperymentują na ścieżkach, które były już dawno odkryte, ale może nie o samą oryginalność tu chodzi, ale o energię jaka w tym jest i pewną bezczelność.

wtorek, 14 stycznia 2020

Dług krwi - Grzegorz Gołębiowski, czyli kryminał z sąsiedztwa

Trzecie spotkanie z kryminałami Grzegorza Gołębiowskiego, pasjonata historii i genealogii z sąsiadującego z moim miasteczkiem Ożarowa Mazowieckiego. Niech Was nie dziwi więc patronat (już drugi) Notatnika na okładce - warto wspierać ludzi i ich pasję, prawda? Cieszy fakt, iż z każdą książką autor rozwija swój talent, wygładza różne niedociągnięcia i jest otwarty na uwagi - "Dług krwi" czytałem więc dwukrotnie: raz jeszcze w wersji roboczej, a potem już wersję wydrukowaną, porównując sobie różne fragmenty. Uczestniczenie w tym procesie daje frajdę, ale i uświadamia, że jednak pisanie wcale nie jest sprawą tak prostą jak niektórym się to wydaje.
Ciekawi bohaterowie, dialogi, tło, intryga (w kryminale przecież niezbędna), jakieś zaskoczenie w finale - o to wszystko trzeba zadbać i pewnie potem nerwowo oczekuje się na pierwsze uwagi i recenzje. Takowe na temat "Długu krwi" już się pojawiły, pierwszy nie jestem, ale dorzucę od siebie jeszcze kilka groszy.


Piękna Lucynda, czyli witamy Nowy Rok śmiechem


W mojej rodzinie jest zwyczaj taki, że kończymy stary rok i witamy nowy spektaklem teatralnym. Ubiegły 2019 r. pożegnaliśmy w Teatrze 6 piętro, bawiąc się rewelacyjnie na spektaklu „Piękna Lucynda”. Gdybym przeczytała jedynie opis przedstawienia – pewnie bym nie poszła. Jednak nazwisko autora, Hemara, skutecznie zmiękczyło mój opór i muszę powiedzieć, że śmieliśmy się na tej ramotce serdecznie i zupełnie spontanicznie biliśmy brawa na stojąco wraz z całą widownią na zakończenie wieczoru.
Powstała „Piękna Lucynda” w 1965r. na zamówienie Leopolda Kielanowskiego, prezesa Związku Artystów Scen Polskich za Granicą, aby uczcić 200-lecie powstania sceny narodowej, którą zainaugurowała sztuka „Natręci” autorstwa Józefa Bielawskiego (1765r.). Zadanie to otrzymał Marian Hemar i zrobił z tego perełkę. Powstał pastisz pierwszej polskojęzycznej sztuki. Hemar z tekstu „Natrętów” tu coś wyciął, tam zmienił, tu piosenka, tu kuplecik, tu coś zgryźliwego, tu śmiesznego, tu walczyk, tu dowcip… i widownia płacze ze śmiechu. Kto czytał utwory Hemara wie, że miał on specyficzne poczucie humoru, potrafił być złośliwy, dosadny, ale jednocześnie w jakiś sobie tylko wiadomy sposób czuło się, że kocha ludzi, nie chce nikomu zaszkodzić, dopiec. I to wszystko zawiera „Piękna Lucynda” wyreżyserowana przez Eugeniusz Korina w „Teatrze 6. piętro”. Perfekcyjna reżyseria a dzięki temu cudna zabawa.

poniedziałek, 13 stycznia 2020

Pod wodą też mogą być emocje, czyli Kursk i Ocean ognia

Wciąż w planach jakieś nadrabianie zaległości kinowych, masa rzeczy na dysku do obejrzenia, wpisy o animacjach dla dorosłych, które mnie ostatnio zachwyciły, ale póki co jeszcze próbuję ogarnąć starsze produkcje, które czekają na opisanie. Nawet jeżeli nie powaliły, to może moja notka komuś się przyda - choćby po to żeby je omijać...

Kursk. Tragedia atomowego okrętu podwodnego z roku 2000 to temat na dobry film katastroficzny, dramat, kino polityczne... Międzynarodowa produkcja (m.in. Francja i Belgia) próbuje to wykorzystać, jednocześnie starając się poruszać temat w miarę taktownie, by nie drażnić władz Rosji. Jako jedynych odpowiedzialnych wskazuje się więc jakiś beton generalski, dziadków, którzy boją się podjąć decyzję, popełniają błędy, odrzucają pomoc zachodu, a nawet oskarżają o to, iż ich okręt został zatopiony przez wrogą flotę. O oszczędnościach na armii wspomina się półgębkiem, a o odpowiedzialności władz (choćby Putina, który dość długo zastanawiał się czy przerwać swój urlop by zainteresować się losem marynarzy) lepiej nie mówić.

niedziela, 12 stycznia 2020

Zabójcza biel - Robert Galbraith, czyli najważniejsi są oni...

Ostatnie dni to przygotowania do WOŚP i dziś intensywny dzień na naszą akcję wymiankową, w trakcie której co roku zbieramy też do puszki, notek więc nie było. No to dziś przynajmniej jedna. W każdym razie styczeń póki co nie pozwala na zwolnienie tempa. A lada chwila zaczną się jeszcze wypady teatralne. Będzie o czym pisać.
Galbraith (czyli jak wszyscy wiem Rowling) po raz czwarty. Polubiłem tę parę i choć z tym tomem zeszło mi najdłużej, zamierzam dalej śledzić ich losy. Powiem nawet więcej: ich relacje, to jak radzą sobie ze swoimi problemami, to rzecz, która mnie wciągnęła w "Zabójczej bieli" bardziej niż sama intryga kryminalna, a ponieważ wszystko wskazuje na to, że iskrzyć będzie coraz bardziej, mam nadzieję na dalsze smakowite kawałki.

piątek, 10 stycznia 2020

Tam gdzieś musi być niebo, czyli nie za naszego życia...


Elia Sulejman przez długi czas nie tworzył nowych filmów, ale zdecydowanie warto było czekać. Kolejna dawka spojrzenia na świat w takim samym stopniu melancholijnego co i ironicznego, bawi i zaskakuje. Palestyńczyk kieruje kamerę na siebie, ale jednocześnie wyrusza w podróż po świecie, w którym jest obserwatorem. Zachwyca się, dziwi i co ważne nie komentuje... Ba, nie mówi nawet jednego słowa. Inni mogą mówić nawet za dużo, za czymś gonią, komentują, a on tylko patrzy. Czasem z uśmiechem, pobłażliwością, czasem ze zdumieniem. Życie na Bliskim Wschodzie, w Paryżu, Nowym Jorku niby toczy się w zupełnie innym tempie, ale wszędzie tam żyją ludzie, którzy marzą o podobnych sprawach: wolności, własności, zabawie i odpoczynku.

czwartek, 9 stycznia 2020

Proś o wybaczenie - Melinda Leigh, czyli ona błyskotliwa, on silny i z dobrym okiem

Stosy zaległości do przeczytania wciąż przerażają, ale to co mnie cieszy to fakt, iż coraz mniej na nich rzeczy lekkich, łatwych i przyjemnych, a coraz więcej takich, które będą wiązały się z dłuższym czasem czytania, ale i wrażeniami, które będą trwały proporcjonalnie dłużej. A to co rozrywkowe natychmiast wynoszę z domu na wymianki jakie organizuję, bo przecież nie da się takich ilości książek pomieścić w domu.

Ten tytuł też z domu wywędruje. Wrażenia? No szczerze mówiąc średnie. Brakowało mi jakiegoś większego zaskoczenia, emocji, całość była niezła, ale przewidywalna. Podobnie jak w wielu kryminałach, których autorami są kobiety, ważne jest życie uczuciowe, prywatne głównej bohaterki, jej zaangażowanie też musi być obudowane emocjonalnie. Na plus fakt, że mamy do czynienia nie z policjantką, tylko z prawniczką, która postanawia bronić swojego sąsiada, oskarżonego o zamordowanie młodej dziewczyny. Na minus, słabo wykorzystano możliwości jakie dawałoby pokazanie jej na sali sądowej (Grisham niejednokrotnie udowodnił ile może być napięcia w thrillerach prawniczych) - jej postępowanie to raczej robota śledcza, sprawdzanie każdego świadka i każdego dowodu, z nadzieją że znajdzie coś co policja przegapiła lub źle zinterpretowała.

Minerały, czyli logika może mieć cudowną oprawę



Od czasu do czasu wrzucam notkę o grach i choć grywam w planszówki czy karcianki dość często, dotąd nie widziałem potrzeby robić specjalnej zakładki z grami. Wychodzę z założenia, że to nie tyle recenzje, co raczej jakieś zajawki, dzielenie się emocjami, ale profesjonalnych recenzji raczej szukajcie gdzie indziej.
Minerały pokochałem najpierw za formę graficzną, potem spodobało mi się to, że mają bardzo proste zasady, a gdy wygrałem to już wiedziałem, że będę do tego tytułu wracał. Może dlatego, że wszystkie gry logiczne bardzo lubię - teraz obok Sagrady i Azula, mamy kolejnego ulubieńca.
Zacząłem komplementy od projektu. Niby prosta rzecz: kafelki w kształcie szcześciokątów, ale wystarczy ładne wykonanie i to co wydaje się proste, naprawdę cieszy oczy. Grę wymyśliła Magdalena Śliwińska – absolwentka wydziału grafiki użytkowej Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach jak swoją pracę dyplomową. Potem zaś szukała firmy, która zainteresuje się jej pomysłem. I cudownie, że znalazła! I że nie nie zrezygnowano z tych pięknych wzorków na każdym kafelku, dzięki którym każdy jest niepowtarzalnym minerałem.

wtorek, 7 stycznia 2020

Dom bez klamek - Jędrzej Pasierski, czyli kobieta szefem?


Woblink i Czytaj.pl obdarowało wszystkich kolejnymi darmowymi e-bookami (i audio też), więc skorzystałem z okazji by nadrobić spotkanie z kolejnym autorem kryminałów. Jędrzej Pasierski chwalony był szczególnie za drugi tom cyklu o podkomisarz Ninie Warwiłow, ale przynajmniej raz chciałem zacząć cykl od początku.
I nie żałuję. Choć sprawa jest z rodzaju tych dość pogmatwanych i w którymś momencie człowiek już nawet traci zainteresowanie wszystkimi detalami, to sama postać bohaterki naprawdę wypada interesująco. To policjantka, która jest cholernie uparta, potrafi działać nawet brew rozkazom, ciągnie sprawę do końca, choćby miała zaryzykować to karierą lub życiem. Silna, a jednocześnie przez życie stawiana niejednokrotnie w sytuacji, gdy czuła się słaba i bezradna. Przemocowy ojciec, który mimo że stoczył się w nałóg, nadal jest dla niej ważny, facet który ją zdradził, a mimo wszystko wciąż ma do niego słabość i w dodatku z którym jest w ciąży... Jako kobiecie generalnie jest jej trudniej - w policji wielu facetów buduje jakieś wspólne relacje, koalicje, ale raczej nie dopuszcza do nich babek, choćby nie wiem jak dobrymi glinami by nie były.

poniedziałek, 6 stycznia 2020

Judy, czyli tylko byście naciskali i czekali na show

Kolejny świeży film z naszych kin - genialna rola Renée Zellweger, która czyni ten film naprawdę wyjątkowym seansem. Bo nawet jeżeli na scenariusz można kręcić nosem, że jest przewidywalny, to ona czyni tą historię poruszającą. Kto patrzy na Judy Garland z ekranu naprawdę z trudem może uwierzyć, że to ta sama aktorka, którą znamy choćby jako słynną Bridget Jones. Gra słynną aktorkę w końcowym etapie jej kariery, gdy zleceń filmowych już nie miała, a zmęczona już była oczekiwaniem ludzi, by wciąż śpiewać piosenki z filmów z czasów młodości. Tylko co mogłaby robić innego, gdy nie ma pieniędzy na życie, bo wszystko się rozchodzi tak szybko...