niedziela, 31 maja 2020

Dwa razy Yorgos Lanhimos, czyli Lobster i Zabicie św. Jelenia

"Kieł" Lanthimosa mnie raczej wkurzył niż zachwycił, ale im więcej oglądam filmów tego reżysera, tym tego zachwytu we mnie jest więcej. Ma odwagę, wyobraźnię, nie idzie na łatwiznę, a jego projektom trudno odmówić oryginalności. Pisałem o "Faworycie", o "Kle", to dziś o kolejnych dwóch filmach.

"Lobster" - już lektura scenariusza (lub choćby opisów może rozłożyć na łopatki i sprawić, że się krzyczy: co to jest?!). Oto świat, w którym ludziom nie wolno być samotnym - każdy musi mieć parę, a dla tych, którym jest trudno (choćby wdowcom, ludziom porzuconym), przygotowano specjalne programy "resocjalizacyjne". Przez kilkadziesiąt dni pobytu w ośrodku przechodzą coś w rodzaju... hmmm terapii? Wszystko sprzyja temu, żeby ludzie się zaprzyjaźniali, żeby razem spędzali czas, ale odbywa się to nie w atmosferze jakiejś walki o zwycięstwo, o szczęście, tylko w atmosferze strachu. Jeśli bowiem w ramach określonego czasu - turnusu nie znajdziesz partnera/partnerki, zostaniesz zamieniony w zwierzę (tak jak brat głównego bohatera, który mu towarzyszy jako pies).

sobota, 30 maja 2020

Pomocnik kata - Marek Krajewski, czyli Łyssy jedzie do stolicy

Kolejne spotkanie z Edwardem "Łyssym" Popielskim. Krajewski niby pożegnał się ze swoimi bohaterami, ale wciąż i tak do nich wraca, dopisując po prostu wcześniejsze ich losy. I w sumie może i dobrze. Gdy się poznało kogoś tak jak Popielskiego i Mocka, to nawet jeżeli wiemy już jak potoczy się ich kariera (a więc nie zginą we tomach, które teraz się okazują!) i tak śledzi się te historie z wypiekami na twarzy. Po części - to właśnie te wydarzenia ich kształtowały, wpłynęły na to, jak potem prowadzili swoje śledztwa. Czyli - chronologia wydań mówi nam, że to z Popielskim tom 8, a naprawdę chyba dopiero 2.

Podobnie jak w niedawno wydanej "Dziewczynie o czterech palcach" tak i w "Pomocniku kata" mamy do czynienia nie tyle z kryminałem, co z historią szpiegowską, pogmatwaną grą wywiadów, podejrzeń, pomyłek, podwójnych agentów, prowokacji i mylnych tropów. Piętrowa budowa intryg wydaje się chwilami aż mało realna, potem jednak zgrabnie wszystko udaje się Krajewskiego połączyć, uzasadnić, nawet jeżeli nie perfidnym planem, to po prostu przypadkiem, który został odpowiednio wykorzystany.

piątek, 29 maja 2020

Trzypak wzruszający, czyli Chrzest Ognia, Pusta widownia i Dziewczyna

Kolejna wrzuta z filmami, które w kinach nawet nie gościły, ale gdy upolujecie je w tv, obejrzycie je z przyjemnością, szczególnie gdy lubicie trochę łzawe historie (np. na faktach).
"Pusta widownia" to opowieść o kobiecie, która obciążona jest genetyczną chorobą psychiczną i skłonnością do depresji. Choć stara się być dobrą matką dla swoich córeczek, zdarzają jej się często momenty zawieszenia, gdy zapada w swój świat, zaniedbując wszystko. Wspomina wtedy chorobę swojej matki, wszystkie trudne chwile dzieciństwa, swoje pierwsze próby gry na fortepianie. Chciałaby grać, występować, ale ewidentnie potrzebuje wsparcia innych. Potrzebuje, choć jednocześnie ono ją drażni. Gdy mąż zaczyna jej unikać, samopoczucie pogarsza się na tyle, że kobieta zmuszona udać się na leczenie. W tym czasie mąż odcina ją na kilkanaście lat od córek...

czwartek, 28 maja 2020

Osobisty przewodnik po Pradze - Mariusz Szczygieł (fotografie Filip Springer), czyli láska - najlepiej praska

Na dziś była zaplanowana zupełnie inna notka książkowa, ale w ciągu kilka godzin połknąłem najnowszą książkę Mariusza Szczygła i jakoś nie mogę się powstrzymać, by napisać o niej od razu.
Myślę, że na pewno będę do niej wracał. I nie tylko po to, by z mapą w ręku (świetnie, że wszystkie miejsca są pozaznaczane na mapach miasta!) szukać opisanych perełek, które zdaniem autora są godne uwagi. Będę wracał choćby po to, by na spokojnie szukać sobie jeszcze kolejnych ciekawostek w sieci, by porównywać wrażenia, może to jak te miejsca się zmieniają, zarysowane na stronach książki historie wyciągać po to, by ciągnąć je dalej, dowiadywać się kolejnych szczegółów. Szczygieł przecież nie tworzy przewodnika po historii Czech, te jego zdania o poszczególnych postaciach to jakieś zajawki, impresje zaledwie. Ale budzą ciekawość. I nie ukrywam - tak jak w przypadku Josefa Sudka - budzą też zachwyt. Za to jestem Szczygłowi wdzięczny. To nie tylko przewodnik po Pradze i miejscach, które on w tym mieście lubi, uznaje za ciekawe, ale i inspiracja do tego, by poznawać, studiować, kosztować tego co dla nas nowe, może czasem znane jedynie ze słyszenia. Literatura, muzyka, architektura, malarstwo, przewijają się tu w prawie każdym fragmencie książki poświęconym jednemu z 60 miejsc. Dodajmy miejsc nie zawsze oczywistych, bo najczęściej omijamy rejony najbardziej oblegane przez turystów. I to jest fajne, bo po kilku wyprawach do Pragi ja również doświadczyłem już frajdy z poruszania się czasem bez mapy, bez konkretnego celu, zdając się na to co czeka na mnie za rogiem. Ta książka może podsunąć parę pomysłów na konkretne miejsca, ale jest też lekcją bycia otwartym na takie właśnie okazje - masz ochotę gdzieś wejść, to zaglądaj, bo może coś tam ciekawego odkryjesz.

środa, 27 maja 2020

Kalifat, czyli bo to jest wojna

Nadal szaleję na Netflixie, na razie głównie rzeczy krótsze, ale i na pewno będę nadrabiał zaległości z tasiemcami po kilka sezonów. Dziś o "Kalifacie". I wiecie co?
Trzyma w napięciu, ale jakoś rozczarował mnie ten serial - zbyt wiele w nim uproszczeń. Sprawdza się jako kryminał, czy też thriller, w którym dwie kobiety są coraz bardziej osaczone i bezradne, choć zupełnie w innych sytuacjach, miejscach, z innych powodów. Jedna jest policjantką, która ostatnio podpadła przełożonym i próbuje udowodnić, że ma nosa i mimo wybuchowego temperamentu, potrafi wykryć zagrożenie terrorystyczne. Druga mieszka w Rakkce, stolicy Państwa Islamskiego, przerażona tym co wokół się dzieje, za wszelką cenę chciałaby stamtąd uciec. Fatima w Szwecji sama wpędza się w kłopoty, jest chaotyczna, podejrzliwa, impulsywna, popełnia błędy. I zmuszając Pervin do dostarczenia jakichś dowodów na zamach organizowany w Europie, każe tamtej, przecież w dużo gorszej sytuacji, coraz bardziej ryzykować. Nie wyciągnę cię, jeżeli mi nie dasz tego - mówi, a gdy to już dostaje żąda jeszcze więcej.

wtorek, 26 maja 2020

Buntowniczki. Niezwykłe życie Mary Wollstonecraft i jej córki Mary Shelley - Charlotte Gordon, czyli wołanie o godność


Czytałem sobie małymi kawałeczkami przez parę tygodni, ale to nie znaczy, że lektura jest nudna. Po prostu przekopywanie się przez masę nazwisk, dat, cytatów, wolałem sobie dawkować. Nie znając praktycznie wcale twórczości pierwszej z bohaterek, słabo znają twórczość drugiej, a nic nie wiedząc o ich biografiach, nie miałem łatwo. A mimo to cieszę się z przeczytania tej książki. Dwa niebanalne życiorysy kobiet, które w swojej epoce czuły się tłamszone, nie mogły w pełni rozwinąć skrzydeł, ale jeszcze ciekawsze dla mnie było to, jak zmieniało się ich postrzeganie w trakcie ich życia, a jak zmieniało się po śmierci. Ktoś kto był postacią kontrowersyjną, odrzucaną przez społeczeństwo, nagle w oczach kolejnego pokolenia, mediów, krytyków, zyskuje status statecznej małżonki, pani domu, opiekunki domowego ogniska. Zważywszy na to, że sama zainteresowana raczej parsknęła by śmiechem, to fascynujące jak można poprzez jakiś dobór wspomnień, tekstów, biografię pisaną po śmierci, zupełnie zmienić czyjś obraz. Do tego stopnia, że twórczość i przesłanie się rozmywa, przestaje być ważne. Woolstonecraft swoją twórczością przecierała drogę nie tylko kobietom-pisarkom, ale wszystkim przyszłym ruchom feministycznym walczącym o równe prawa, a mimo to przez długi czas była odrzucana przez środowiska lewicowe jako hipokrytka. Czy dlatego, że ulegała uczuciom i otwarcie o nich pisała? Małżeństwo lub jakieś emocjonalne załamania i dopominanie się odwzajemniania miłości, miałoby przekreślać wartość jej tekstów, w których uznawała małżeństwo za jedną z form opresji. Sporo tu takich ciekawostek. Ale też i ich życie nie było banalne.

Noughts & Crosses, czyli zamiast ciekawej dystopii, młodzieżowe romansidło

Iksy i zera. Chyba tak lepiej to brzmi niż Krzyżyki i Kółka. Przewrotny pomysł, by opowiedzieć o nierównościach poprzez zamianę kolorów skóry niestety irytuje zbyt wieloma uproszczeniami i prawdę mówiąc zmuszam się do tego, by ciągnąć dalej oglądanie (pocieszam się tym, że odcinków niewiele i chcę zobaczyć dokąd to zmierza). Nie tylko tym, że dla twórców zdaje się, że najważniejszy jest wątek romansu białego chłopaka z nizin społecznych i czarnoskórej córki ministra spraw wewnętrznych - to taka Romeo i Julia trochę w innych realiach, bo nikt nie akceptuje ich uczucia.
Irytują wszystkie te obrazy, które w sposób jaskrawy mają przełożyć nam różne stereotypowe obrazy jeden do jednego - oto lud z Afryki, który podbił Anglię opala się na basenami i zamieszkuje piękne wille, a biali, podbici Anglicy pracują u nich jako służba, a zamieszkują slamsy, to o nich opowiada się: lepiej nie wchodzić w te dzielnice. Serio? Czarne - białe, bez żadnych szarości? A gdzie klasa średnia, której powodzi się mniej więcej podobnie? Ile to dekad upłynęło od podbicia Wysp Brytyjskich, że tak zdominowała ją kultura afrykańska? Okupant przecież zwykle musi się natrudzić, by udowodnić swoją wyższość (nie tylko militarną). 

poniedziałek, 25 maja 2020

Statystycznie rzecz biorąc, czyli ile trzeba zjeść czekolady żeby dostać Nobla - Janina Bąk

Autorka sama wymyśliła świetny podtytuł, więc tym razem nie musiałem nic kombinować od siebie w tytule notki. Choć tym razem pomysłów byłoby pewnie całkiem sporo, bo też i fajnych (i celnych) porównań, określeń, anegdot w tej książce jest cała masa.
A ponieważ ani nie dostałem jej do recenzji, ani też nie jestem częścią dużej wspólnoty blogerskiej (w sensie formalnym tak, ale towarzyskim stety/niestety nie), moich zachwytów nie musicie brać w cudzysłów i zastanawiać się nad tym czemu kit Wam wciskam. Staram się nigdy tego nie robić (nawet jak egzemplarz jest nadesłany przez wydawcę), choć zdarza mi się łagodzić szczególnie negatywne zdania. Tym razem na szczęście nie muszę.
To dobra pozycja jest. Nie wiem na ile wartościowa, bo nie ukrywam, że oczekiwanie od pozycji popularnonaukowych mam zawsze takie, by coś po lekturze zostało w głowie albo człowiek miał ochotę sięgać natychmiast po coś więcej z tej tematyki. W moim przypadku "Statystycznie rzecz biorąc" w tym zakresie się nie sprawdziło - nie mam ochoty czytać nic więcej o statystyce (chyba, że będzie napisane to w podobny sposób), a i w głowie poza paroma casusami z badań niewiele zostało. Większość z nich i tak znałem wcześniej, ale mimo to akurat te części mnie nie nudziły - faktycznie Janina Bąk potrafi o nich ciekawie opowiadać.

sobota, 23 maja 2020

After life, czyli czy uda się poskładać na nowo

Dawno już nie pokochałem tak bardzo żadnego serialu. Może po prostu trącił jakąś czułą strunę we mnie, dzięki której w trakcie oglądania nie tylko się rechocze (kocham ten czarny humor), ale i świetnie rozumie bohatera. Jak sobie poradzić z tym gdy życie ci się rozpada, to wszystko co dawało ci radość znika, podobnie jak cały sens istnienia? Tony bez ogródek przyznaje się do tego, że od odebrania sobie życia uratował go jedynie pies, którego mu się zrobiło szkoda. Po śmierci żony nie może się pozbierać i o ile to tylko możliwe staje się jeszcze bardziej chamski i cyniczny wobec innych.
Neguje i krytykuje wszystko, począwszy od swojej pracy (lokalna darmowa gazeta dostarczana do domów), aż po wszystkie odruchy ciepła i serdeczności, jakie inni próbują mu okazywać.

piątek, 22 maja 2020

Krok trzeci - Bartosz Szczygielski, czyli to jak poruszanie się po labiryncie

Co prawda nie domknąłem sobie jeszcze trylogii pruszkowskiej i czeka mnie jeszcze jeden tom, to Bartosz Szczygielski ma u mnie kartę zaufania, bo niewielu jest autorów kryminałów, którzy tak mocno by mnie poruszyli tym co piszą. Czuje się, że tworząc fabułę, stara się przekazać emocje, prawdziwe problemy i nawet jeżeli bohaterowie dalecy są od tego, żebyśmy ich mogli polubić, wchodzimy w ich skórę i z dużą intensywnością doświadczamy tego co oni.
Podobny zabieg można zaobserwować w najnowszej powieści Szczygielskiego - tym razem to thriller psychologiczny, zagadkowy i niepokojący. I przyznam się, że choć pewne domysły pojawiły mi się dość wcześnie, spotkałem się już gdzieś z podobnymi rozwiązaniami fabularnymi, nie odebrało to frajdy z kontynuowania lektury. Przypomina ona trochę poruszanie się po labiryncie, gdzie chwilami idziemy na oślep, a chwilami zapala się światło i nawet widzimy jakieś strzałki prowadzące ku wyjściu. Podobnie czuje, a może nawet jeszcze gorzej czuje się bohaterka - ona bowiem nawet nie wie, że w takim labiryncie jest. Tak jakby budziła się z nieświadomości, czasem rozpoznawała miejsce, innym razem nie, coś robiła, a potem znowu jej film się urywa.

czwartek, 21 maja 2020

Skąd Dokąd - Raz Dwa Trzy, czyli tylko we mgle człowiek

Ze zdziwieniem stwierdziłem, że wśród wielu muzycznych notek, nie ma jeszcze tam wielu zespołów, które lubię, krążków, które na półkach przecież leżą. Dziś więc powrót do roku 2010.
Wtedy ukazał się właśnie ten album, a ja po raz kolejny pokochałem ten zespół, tym razem nie tyle za radość grania, ale również za przekaz, za tę chwilę refleksji jakiej potrafią dostarczyć. I oczywiście za to co dotąd, czyli za harmonię, ładne melodie, odrobinę melancholii.
Choć zdarzają się im szybsze numery, to nawet w nich pobrzmiewa ta ciekawa nuta, wokal, który choć ciepły, serdeczny, nie jest wcale tak radosny, jak by się mogło wydawać. To nie jest knajpiane granie do podrygiwania, choć chwilami muzyka może takie sprawiać wrażenie. To połączenie ciekawe i Raz Dwa Trzy zwykle dość szybko się rozpoznaje. A gdy zabrzmi głos Adam Nowaka, już wszystko staje się jasne.

środa, 20 maja 2020

Paczka sensacyjna i z jajem, czyli Nie wysiadaj, Stuber, Jak upolować faceta

Kończę oglądanie Kalifatu, ale chyba zasłuży na oddzielną notkę, a dziś kolejny trzypak filmowy. Produkcja niemiecka trochę bardziej na poważnie, a dwie pozostałe bardziej z humorem.

"Nie wysiadaj" najlepiej sprawdza się w zwiastunie. To niestety częste w przypadku thrillerów, gdy im dalej w fabule, tym więcej schematów i przewidywalności. Oto bogaty facet wsiada do samochodu, by odwieźć do szkoły swoje dzieci, a tu dzwoni do niego ktoś i mówi mu, że siedzi na bombie i jeżeli nie wykona tego co u mówi, to wszyscy zginą.
Do czego można się posunąć, gdy jest się zdeterminowanym?
Po jakimś czasie gdy jeździ po mieście łamiąc przepisy, to jego policja bierze za porywacza, który chce wysadzić dzieci, bo ma problemy w małżeństwie.

wtorek, 19 maja 2020

Normalni ludzie - Sally Rooney, czyli łączy ich sekret

normalni ludzie Sally Rooney
Obraz pokolenia? To zdaje się, że ja już rzeczywiście nic nie ogarniam. Owszem - znajduję w powieści Sally Rooney ciekawe obserwacje, ale daleki byłbym od generalizowania, że tak właśnie wygląda życie młodych dzisiaj. Czy wszyscy są tak niepewni siebie, znerwicowani, skłonni do depresji?
Tytuł "Normalni ludzie" miał sugerować, że to wszystko z czym się zmagają jest normalne i częste, czy raczej (ku temu bym się skłaniał), że na zewnątrz ktoś może wyglądać normalnie a zmagać się z poważnymi problemami.
Obserwujemy dwoje młodych Irlandczyków, Connella i Marianne, od końca ich szkoły średniej aż po koniec studiów, to jak zbliżają się do siebie, to znów oddalają, wciąż szukając czegoś, szukając siebie, może nie mając po prostu odwagi do tego by się przyznać, że bez tego drugiego nie potrafią sobie wyobrazić życia.
Ich zbliżenie miało być - no właśnie czym? Zabawą, chwilowym zapomnieniem, odreagowaniem - co im dawało? Do końca pewnie przy lekturze będziemy się dziwić temu, jak każdy powrót do siebie ich uszczęśliwia, daje im spokój, ale i tak wciąż powtarzają, że to nie na serio, że to nie jest uczucie. W takim razie co? Czy naprawdę dla młodych dziś seks jest czymś kompletnie oderwanym od życia uczuciowego, co nie musi oznaczać związku na stałe? Jak można być tak ślepym, by nie rozpoznawać własnych uczuć, uciekać od nich, w coraz dziwniejsze związki, tak jakby samemu sobie wmawiało się, że potrzebuję zupełnie czegoś innego.