środa, 20 marca 2019

Cisza Białego Miasta - Eva Garcia Saenz De Urturi, czyli czy da się temu zapobiec?

Szukałem wśród szkiców czegoś ciekawego, co byłoby godne uwagi jako notka nr 3001. Przecież jestem świadom, że pisząc o wszystkim co przeczytam, obejrzę, często operuję ocenami dość średnimi, bo rzeczy fenomenalnych nie trafia się codziennie. Ale ta moim zdaniem na taki tytuł zasługuje. Wśród wielu kryminałów przeczytanych w ostatnich miesiącach ten byłby zdecydowanie na podium i już cieszę się na jego kontynuację (to pierwsza część trylogii której akcja umiejscowiona jest w kraju Basków).
Co mnie tak zachwyciło w "Ciszy Białego Miasta"? Świetne połączenie kilku składników: niebanalnej intrygi kryminalnej, ciekawie zarysowanych postaci, a przede wszystkim prowadzącego sprawę
Unai López de Ayala, zwanego Krakenem, tła którym są hiszpańskie miasteczka i ich mieszkańcy, historie które ciągną się czasem wiele pokoleń wstecz. To wszystko tworzy powieść, od  której trudno się oderwać.

wtorek, 19 marca 2019

Ciche miejsce, czyli dawno mnie tak nie wciągnęło

Opublikowałem ten post i ze zdumieniem patrzę na liczby. Piszę po raz 3000. Tyle dni i tyle notek. I dobrze mi z tym. Niby nie są ważne zasięgi, reklama itp. To daje frajdę, bo nigdy nie spodziewałem się, że tyle tego będzie, że wytrwam, że coś się nie zawali... Stracić to wszystko byłoby koszmarem.

Odkładam różne szkice na temat książek i teatrów, by wrzucić coś filmowego. Nie, nie nowości, bo znowu do kina nie ma czasu chodzić. Ale w tv zawsze coś można upolować. Usatysfakcjonowany trzecim sezonem Detektywa i piątym Luthera, szukam czegoś kolejnego z kryminałów, ale parę ciekawych krótszych rzeczy w międzyczasie odkryłem z tego co przegapiłem w kinach. Ciche miejsce okazało się hitem! Dawno nie emocjonowaliśmy się tak bardzo losem bohaterów, komentując to co się dzieje na ekranie.
Ze zdumieniem patrzyłem któż to jest reżyserem tego filmu. John Krasiński? A któż to? Przeglądam filmografię, niby ma coś na koncie, ale jakoś nie kojarzyłem go za bardzo. Za kamerą też nie stoi pierwszy raz, ale po tym filmie stwierdzam że muszę baczniej mu się przyglądać. Wiadomo, że w przypadku "Cichego miejsca" liczył się pomysł, ale tu wszystko jest na miejscu i w punkt, a spieprzyć dobry scenariusz zdarza się najlepszym. Krasiński wykorzystał go w 100%. No i sam też zagrał, co trzeba przyznać całkiem nieźle.

poniedziałek, 18 marca 2019

Żona bankiera - Cristina Alger, czyli cyfry, papier, komputery, a za nimi nie zawsze czyste interesy

I jeszcze jeden tytuł od Wydawnictwa Zysk i S-ka. Tym razem udało się nawet przedpremierowo. Tym razem nie tyle kryminał, co raczej thriller sensacyjny. A w nim naprawdę wielkie pieniądze. Nawet sobie nie wyobrażamy jak wielkie.
Politycy, mafiosi, terroryści, biznesmeni, oszuści, okazują się mieć więcej ze sobą wspólnego niż chcieliby sami przyznać. Spytacie cóż takiego? A choćby bank, w którym trzymają kasę, doradcy finansowi, którzy pomagają im ominąć zbyt wysokie ich zdaniem podatki, czy prawnicy, którzy sprawią, że wszystko na papierze będzie wyglądało nienagannie. Kto wie, może nawet i spece od brudnej roboty, gdy trzeba sprzątnąć kogoś kto im bruździ są również ci sami.
Właśnie takich interesów dotykamy w "Żonie bankiera". Przekrętów robionych przez ludzi, których nie podejrzewalibyśmy o konszachty z przestępcami, ale którzy dla dla pieniędzy zrobią wszystko. Nie prawie wszystko. Wszystko.

niedziela, 17 marca 2019

Ruby, czyli i wymarzył sobie kobietę


Strasznie żałuję, że tak późno piszę na blogu o tym spektaklu, bo niestety zdaje się przegapiłem ostatnie terminy w tym roku gdy mogliście go jeszcze zobaczyć. Chętni będą chyba musieli czekać aż do kolejnego sezonu. Niby Teatr WARSawy ma masę innych rzeczy wartych zobaczenia, ale w większości to repertuar dużo poważniejszy, natomiast Ruby może się podobać bardzo różnej widowni. Zarówno tym, którzy lubią inteligentne komedie, jak i tym, którzy chodzą do teatru głównie "na nazwiska". Skoro w obsadzie m.in. Sonia Bohosiewicz, Sławomira Łozińska, Edyta Olszówka i Mateusz Banasiuk, to chyba nie ma co narzekać na brak znanych twarzy, prawda?
Spektakl w reżyserii Adama Sajnuka to jedno z tych przedstawień, które wydają się z pozoru lekkie, bawią, ale potem wychodzisz z teatru i masz masę refleksji. Mam wrażenie, że nie tylko humor jest bliski Allenowi, ale i sam pomysł wyjątkowo wpisuje się w różne scenariusze reżysera.

Armia, Crue, czyli gardło zdarte, a św. Patryk uczczony

Najpierw parę zaległych zdań o Róbrege. Jeden zespół się powtarza, więc jest dobra okazja.

W ubiegłym roku św. Patryk na folkowo, a w tym roku na rockowo. I ciut wcześniej. Weekend zaczęliśmy w klubie Potok zielonym piwem i niezłym koncertem. A dziś okazuje się, że gardło zdarte od śpiewania, ale i przeziębienie bierze - jak się mokrym od potu wracało ponad godzinę komunikacją miejską, to potem takie skutki.
Ale koncert fajny.
Nie będę marudził, że opóźniony, a klub dość ciasny, nagłośnienie kiepskie i tak można było cieszyć się dobrą muzą.

piątek, 15 marca 2019

Stróż krokodyla - Katrine Enberg, czyli kto tak potrafi grać z policją?

No i kolejny kryminał. Jeden kończę, kolejny zaczynam. I mimo pewnych schematów jakie dostrzegam, na szczęście nudy nie czuję - może mam szczęście do tytułów, w których coś jeszcze potrafi mnie zaciekawić lub zaskoczyć?
W "Stróżu krokodyla" na pewno podobał mi się początek - oto ginie zamordowana brutalnie młoda dziewczyna. Ktoś w jej własnym mieszkaniu zaatakował ją i jeszcze za życia okaleczył jej nożem twarz, wycinając jakiś wzór. Nie widać większych śladów walki, włamania, więc musiała znać napastnika, niestety poza niewielkimi drobiazgami morderca potrafił świetnie zatrzeć za sobą wszystkie ślady. Robi się ciekawie, gdy policja dowiaduje się, że identyczny schemat napaści na młodą dziewczynę opisała kilka tygodni wcześniej właścicielka kamienicy, próbując swoich sił w pisaniu kryminału.

środa, 13 marca 2019

Kocham Bałtyk, czyli uśmiech z goryczką

MaGa: Moje pierwsze spotkanie z Klubem Komediowym i jestem na TAK. Siedzimy sobie w klubie, popijamy co kto lubi, a spektakl odbywa się tak jakby „przy okazji”…

R.: Miejsce jest znane Warszawiakom z różnych projektów łączących stand up, improwizację, muzykę i humor. Ale jest w nim również miejsce dla spektakli, które spokojnie można by wystawiać na innych scenach. W tej specyficznej, kameralnej atmosferze mogą wybrzmieć w nich trochę inne tony - aktor jest bardzo blisko widza, praktycznie może przechadzać się między stolikami, reagować na coś co wyczuwa, improwizować.
Być może to właśnie ta atmosfera skłoniła Agnieszkę Przepiórską, by właśnie tam ogłosiła powstanie swojego autorskiego projektu: Teatru Furiosa - bez stałego miejsca, takiego jednoosobowego teatru w ruchu, który stałby się szyldem dla jej różnych monodramów dotąd realizowanych.

wtorek, 12 marca 2019

Śpiąca królewna, czyli magia baletu


Kolejny spektakl baletowy  Teatru Bolszoj obejrzany w kinie Praha w ramach cyklu nazywowkinach.pl, tym razem „Śpiąca królewna” do muzyki  Piotra Czajkowskiego, w choreografii Jurija Grigorowicza (wg Mariusa Petipy), ze słowem wstępnym wygłoszonym przez ognistowłosą Katarzynę Gardzinę-Kubałę.



To piękny balet. Jest taki bajkowy, delikatnie „opowiedziany” ruchem. Niby znana bajka, niby wszystko wiemy, ale jakże trudno wyczarować ruchem miłość, zakłopotanie, wściekłość i wszystkie inne emocje, które targają człowiekiem, a balet Teatru Bolszoj tę sztukę doprowadził do perfekcji. Ten spektakl to (jak mówią znawcy) encyklopedia baletu, bo nastawiony jest na popisy poszczególnych tancerzy, na duety i ogromne sceny zbiorowe. Żeby ten balet mógł pokazać cały swój urok zawarty w choreografii potrzebny jest ogromny zespół baletowy, który posiada dużą ilość wspaniałych solistów i ogromną rzeszę tancerzy „pomniejszych”. 

niedziela, 10 marca 2019

Operacja Anthropoid, czyli zrzuceni z misją

Ciekawe, że film wojenny o wydarzeniach w Czechosłowacji, nakręcili Anglicy i to praktycznie bez korzystania ze wsparcia aktorów czeskich czy słowackich (ale za to wzięli Dorocińskiego :)). U nas raczej takich filmów nie lubimy, uważając że zwykle są spłycone, upraszczają wersję wydarzeń, nie ma co jednak udawać: docierają one na pewno do większej grupy osób, niż to co moglibyśmy sami stworzyć. Tu nawet nie chodzi o zatrudniane gwiazdy, budżet na produkcję (bo prawdę mówiąc w jakości nie widzę różnicy), ale o promocję, możliwość wyświetlania tego za granicą. Skoro opowiadają o własnej historii, a nasza jest nie mniej interesująca, to czemu im nie podsuwać na to pomysłów - mimo obaw, że ją spłycą...
O zamachu na Reinharda Heydricha, nazistowskiego protektora Czech i Moraw mówi się, że to jedyny udany zamach w trakcie II Wojny Światowej na tak wysokiego oficera. Jest więc o czym opowiadać, czym się chwalić. Choć nie ma tu triumfalizmu, bo i koszta tej akcji były ogromne.

Niezatańczone tango, czyli obecność Matki

Mam do napisania trzy notki teatralne, w tym tygodniu kolejne trzy spektakle, widzę więc, że ta jedna notka dziennie to nawet mało, by o wszystkim napisać :) A kiedyś się wydawało, że nie będzie o czym pisać... Teraz mogę liczyć jeszcze na wsparcie M. więc o systematyczność wpisów nie muszę się martwić. Może jedynie o to, że każdy nowy przesuwa trochę do historii poprzednie, skazuje je na mniejszą oglądalność. Mam nadzieję jednak, że kto chce, to je znajdzie.
R

[...] tango to taniec, który trafia do serca. Jest w nim dramatyzm i pożądanie, niezobowiązujące poddanie się partnerowi i bliskość, która trwa tylko przez chwilę, ale którą długo się pamięta. Wszystko zależy od tego, z kim się tańczy. /J.L. Horst/

Nostalgiczny spektakl o życiu. A może o tangu, ukochanym tańcu bohaterki. Bo przecież w życiu kochamy, targają nami różne emocje, przeżywamy problemy, a tango to taniec, który to odzwierciedla. A jeśli dodatkowo jest się wielbicielką tego tańca… zawsze się znajdzie odniesienie życia do tanga i odwrotnie.
Spektakl napisany w oparciu o prozę Myśliwskiego, wyciszony, momentami smutny, momentami czuły, o relacjach między kobietą a mężczyzną, a w tym między matką i synem. Łączący w całość postacią kobiety, której już nie ma, a która opowiada o codziennych problemach, z którymi wszyscy się zmagamy, kłopotach, których doświadczamy, małych troskach i radościach, o relacjach ze spotkanymi na naszej drodze ludziach. Jak mówi sama Grażyna Barszczewska: „Takie tango życia, tango codzienności, porywów namiętności i czułości”.

sobota, 9 marca 2019

Farerskie kadry. Wyspy gdzie owce mówią dobranoc - Maciej Brencz, czyli niczym na końcu świata


Islandia przeżywa zwiększone zainteresowanie turystów, pewnie mocno się zmienia pod ich wpływem i to dość naturalny proces. A jak to wygląda w jeszcze mniejszej społeczności, jeszcze bardziej izolowanej przez długie lata, na dużo mniejszym terenie? Maciej Brencz, zafascynowany Wyspami Owczymi stara się nam przybliżyć zarówno przeszłość, jak i teraźniejszość tego fascynującego miejsca na Atlantyku. Niby położonego tak blisko Europy i oficjalnie będącego częścią Danii, a tak odmiennego. Krainy ludzi bardzo otwartych i życzliwych, ale jednocześnie twardych i przyzwyczajonych do otaczającej ich rzeczywistości, nie przepadających za zmianami. Oto około 50 tysięcy mieszkańców rozrzuconych na mniejszych i większych wyspach wulkanicznych, ludzi zdanych na surowe warunki pogodowe, zależność od kontynentu, a jednocześnie całkiem poważnie myślących o niezależności. To potomkowie rybaków, hodowców owiec, przyzwyczajeni do fizycznej pracy, angażujący się w przeróżne aktywności, pełni pasji, wrażliwości, ale i nie bez wad. Brencz opowiada równie ciekawie o wyspach, jak i ich mieszkańcach, bo warunki życia wpływają na to, że są oni bardzo specyficzni. Jeszcze kilka dekad temu pogoda mogła pokrzyżować im nawet kontakt z rodziną czy znajomymi - mimo niewielkiej odległości między wyspami, byli zdani na promy. Dziś budują kolejne tunele, które łączą poszczególne miejsca, ale i tak nie każdy by się odnalazł w tych warunkach - niby do miasta z kinem i galerią handlową można dojechać w niecałą godzinę, jednak ta codzienna rzeczywistość jaka cię otacza to raczej pustkowia, niewielkie skupiska domków, cisza, w której słychać wyraźnie jedynie wiatr, beczenie owiec i krzyk ptaków. 

piątek, 8 marca 2019

Kobiety mafii 2, czyli młotkiem, wiertarką, piłą, wyrzutnią...


I znowu mam zaległości kinowe. Ale co tam. Trochę więcej czytam, sporo oglądam w tv. Drugi sezon Mr. Mercedes trochę przekombinowany, ale lubię tego bohatera, z przyjemnością wchodzę w 5 sezon Luthera, a i Detektyw wciąga. Ten ostatni sprawia, że o raz pierwszy mam ochotę recenzować kolejne sezony w osobnych notkach, czego nigdy przecież nie robiłem. Ale może kiedyś... Skoro recenzuję sequele i prequele... Jak choćby ten dzisiejszy. Vega bezczelnie wykorzystuje popularności i robi filmy trochę na jedno kopyto, traktując je trochę niczym serial - część postaci zostaje ta sama, jakieś wątki się kontynuuje, ma się dziać tyle, żeby widz się nie nudził i dajemy obietnicę, że lada chwila będzie ciąg dalszy... Jeszcze ostrzejszy, jeszcze szybszy...
Skoro panie mają głos, to róbmy filmy o paniach. Ale tak po męsku, czyli niech klną, pieprzą się i robią interesy dokładnie tak jak faceci. to nawet ciekawiej wypadnie na ekranie, bo facet z kałachem na nikim już wrażenia nie robi, ale jak niebrzydka babka? Równie bezwzględna i robiąca demolkę niczym największy bandzior?

środa, 6 marca 2019

Bez słowa - Rosie Walsh, czyli poczuć się kochaną

Zdaje się, że notka książkowa w tym roku nr 18. I potwierdzenie dla mnie mojej niechęci do obyczajów. Kryminały czytam jeden po drugim i rzadko kiedy czuję się tak rozczarowany. Owszem, zdarzało się trafić na książki "babskie", które mi się podobały, ale obawiam się, że gdybym czytał je jedną po drugiej, jeszcze bardziej raziłby mnie ich schematyzm, brak realizmu w postępowaniu bohaterów. Tu mój zawód był całkiem spory.
Niby autorka starała się dodać jakąś tajemnicę, coś co sprawiłoby, że czekamy na jakieś rozstrzygnięcie, jednak 90% książki to wzdychanie i irracjonalne zachowania. 

Znali się tydzień, pierwszego dnia poszli do łóżka i po tygodniu stwierdzają, że bez tej drugiej osoby żyć nie mogą, całe życie są gotowi skreślić, byle tylko móc być razem...