poniedziałek, 21 stycznia 2019

Underdog, czyli podobno to nie przemoc, a sport


Choć mamy do czynienia z debiutem reżyserskim, to "Underdog" wcale nie okazuje się taką wtopą, jak niektórzy mu wróżyli. Tak niewiele u nas kina bazującego na emocjach sportowych, sprawnie opowiedzianych historii o tym jak się podnosić po porażce do zwycięstwa, że wiele można temu obrazowi wybaczyć i trzymać kciuki, żeby za nim poszły kolejne, jeszcze lepsze produkcje. Wśród autentycznych biografii naszych zawodników można znaleźć niejeden kapitalny materiał na scenariuszy.

Tym razem postawiono na KSW, ale to obraz nie tylko dla fanów mordobicia. Tak naprawdę podobnie jak choćby w przypadku Rocky'ego to film, w którym walki w klatce są jedynie tłem, jakąś osią do zarysowania fabuły, czyli upadku i dążenia do powrotu na ring. Ile kosztuje sukces i jak bardzo boli porażka, jak żyć po tym gdy kończy się kariera i zwycięstwa - to wszystko porusza "Underdog". Oczywiście w scenariuszu, który nie jest jakoś bardzo skomplikowany, on ma po prostu budzić emocje, pokazywać kolejne ważne etapy i w tym się sprawdza.

niedziela, 20 stycznia 2019

Koreańczycy. W pułapce doskonałości - Frank Ahrens, czyli między technologią a tradycją

Kolejny tytuł ze serii Mundus od Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego, ale po raz pierwszy chyba w przypadku tytułów z tym znakiem, niewielkie rozczarowanie. Wiadomo, że gdy mamy do czynienia z reportażem, możemy spodziewać się jakiejś dawki informacji nie tylko subiektywnych, ale i takich po prostu osobistych. To kwestia naszych oczekiwań i obietnicy wydawcy na ile równowaga pomiędzy informacjami na temat np. kraju, a tymi na temat samego zwiedzającego ten kraj, będzie przechylać się w jedną lub drugą stronę, dając nam pełną satysfakcję.
Przyznam, że tym razem może nie tyle zabrakło mi jakichś informacji o Korei i jej mieszkańcach, co po prostu trochę zmęczyła mnie ilość spraw dotyczących samego autora. Ja rozumiem, że praca dla Hyundaia również wiąże się z tematem książki, pozwala na pokazanie nam pewnych mechanizmów funkcjonowania wielkich koncernów, które zbudowały potęgę Korei, jak również podejścia do pracy samych Koreańczyków. Ale już kolejne modele wypuszczanych aut, różnic między nimi i wielokrotne powracanie do strategii firmy na kolejne lata, dla mnie było trochę nudne.

Wonder Woman, czyli Amazonka na wojnie

Moja młodsza córka jest fanką wszystkich superbohaterów, siłą rzeczy więc i ja oglądam trochę takich produkcji. Co prawda na Aquamena zabrała nie mnie tylko żonę, ale przed telewizorem zdarza się nadrabiać zaległości (moje oczywiście, bo ona ogląda i po 4 razy). Tym razem Wonder Woman, czyli tytuł, który dla wielu fanów uratował honor serii DC. A w ferie pewnie kolejne tytuły.
Pomysł, by wykorzystać historię świata równoległego, gdzie króluje cywilizacja Amazonek, z naszą I wojną światową trzeba przyznać, że jest dość oryginalny. Większość superbohaterów walczy przecież w świecie nam znanym, a tu mamy okazję zakosztować czegoś innego.

sobota, 19 stycznia 2019

Taśma, czyli co się wtedy wydarzyło

Pomyślałem że zrobię niewielką przerwę na notki książkowe, ale obiecuję szybko powrót i to do dwóch tytułów, które wiążą się ze wczorajszą notką o "Płomieniach". Są też jednak inne tematy. Dla rozluźnienia wieczorem coś filmowego ze świata superbohaterów, a na razie teatr. I jedna z moich ulubionych scen ostatnimi czasy, czyli Teatr WARSawy. Nie tylko dlatego, że bywam tam często, raczej dlatego, że każda wizyta daje sporą satysfakcję, nie ma rozczarowania, jak to bywa gdzie indzie. Może to szczęście, a może znak że teatr stara się szukać dobrych tekstów, nie idzie na łatwiznę. I dodajmy, że stara się powiedzieć coś ciekawego za każdym razem o ludziach, o tym co w nas siedzi. Nie zawsze są to rzeczy przyjemne, za każdym razem jednak interesujące. 

Tym razem przyciągnęło mnie nazwisko Magdaleny Popławskiej, która tak brawurowo zagrała w "53 wojny". I tu też gra tak, że szczęka opada. W trójkącie, który widzimy na scenie nie tylko ona wypada jednak dobrze, to nie jest sztuka jednej osoby, gdzie reszta jest w tle. Napięcie jakie umiejętnie jest zbudowane, jest zasługą całej trójki, choć jak dla mnie to Adam Sajnuk (również dyrektor teatru) skupia najwięcej naszej uwagi. Jest w nim jakieś szaleństwo, destrukcyjna energia, która nas zaciekawia i to dzięki niemu przecież różne sprawy z przeszłości wychodzą na światło dzienne, bohaterowie mogą raz jeszcze im się przyjrzeć.

czwartek, 17 stycznia 2019

Płomienie, czyli rzecz o obsesji

Do listy nowości filmowych do opisania dołączają kolejne filmy: Powrót Bena i Underdog, ale dziś coś mniej komercyjnego. Krytycy zachwyceni, typują koreański film jako jednego z mocnych kandydatów do Oscarów. A widz? Może być trochę zagubiony. To kino dla smakoszy, pełne niedopowiedzeń, przestrzeni na nasze domysły, wyobrażenia. Proza Murakamiego ma swoich fanów i każda jej ekranizacja natychmiast przykuwa ich uwagę, pewnie więc i tym razem znajdzie się spora grupa, który nie tylko uda się na seans do kina, ale będzie też zachwycona tym w jaki sposób udaje się uchwycić klimat jaki tworzy ten pisarz. Chodzi nie tylko o skomplikowane relacje między autorami, jakieś ich sekrety lecz również o pewnego rodzaju nieprzystawalność do świata, rodzaj niepokoju, który nie pozwala im do końca być takim jak wszyscy.

środa, 16 stycznia 2019

Zdrada scenarzystów - Wojciech Nerkowski, czyli weźcie mi to poprawcie do cholery

Wciąż jest spora grupa autorów kryminałów, o których słyszałem wiele dobrego, a ich książki wciąż są przede mną. W tym roku będę starał się nadrabiać zaległości. A Wojciecha Nerkowskiego akurat mam okazję dzięki życzliwości samego autora, który przekazał kilka egzemplarzy swoich publikacji na nasze lokalne wymianki książkowe. Tyle że przez nieuwagę zacząłem od tomu drugiego. Mówi się trudno, ale doceniam sam koncept, dość ciekawy i zabawny. Cała sprawa kryminalna z tomu pierwszego teraz staje się podstawą do scenariusza filmu, który napisali bohaterowie książki, rodzeństwo Kuba i Sylwia. Coś co wydaje im się już wytchnieniem po emocjach jakie przeżywali, czyli wyjazd z ekipą filmową na Teneryfę, niestety okazuje się po raz kolejny dla nich dość niebezpieczną przygodą.

wtorek, 15 stycznia 2019

Zabawa, zabawa, czyli ile jeszcze musi się wydarzyć

Kinga Dębska po tym jak podbiła serca widzów filmem "Moje córki krowy", bierze na warsztat ciekawy i ważny temat społeczny. Wszyscy wiemy, że Polacy z alkoholem mają trochę problem, bo nie ma u nas jakichś tradycji kultury picia, za to niestety jest spora akceptacja dla picia sporych ilości. Ba, to nawet powód do domu. Co ciekawe, jednak tak postrzegani są głównie mężczyźni, im się więcej wybacza, tłumaczy się ich, a gdy już są na dnie, wspiera w leczeniu uzależnienia. Kobietom jednak jest dużo trudniej - tu przyzwolenie na picie jest, ale nie daj Boże, gdy któraś zaczyna głośno mówić o problemie, nagle wokół niej robi się jakoś pusto. Jej nie wolno.
I tym bardziej więc problem narasta, bo się go umiejętnie ukrywa. O ile Smarzowski w "Pod mocnym aniołem" trochę tego dotknął, pokazał tam już ten ostatni etap. Dębska zrobiła coś ważnego, bo pokazuje kobiety z klasą, dobrze ubrane, potrafiące o siebie zadbać i alkohol w ich życiu. Co im daje, a co im odbiera. 

poniedziałek, 14 stycznia 2019

Kilka dziewczyn, czyli on i one


W tym tygodniu dwa teatry, w zapasie mam do opisania jeszcze jedne, ale na razie łapcie tekst od M.

On i „KILKA DZIEWCZYN” w Teatrze Narodowym



On. Mężczyzna. Pisarz i wykładowca. Napisał książkę: „Rachunek pożądania”. O kobietach, których pożądał. Teraz po latach wraca do nich, by przeprosić za to jak z nimi postąpił lata temu.

One. Kobiety. W sumie cztery, a każda inna. Spotkane przez Mężczyznę w różnych okresach czasu. Każda przez niego zraniona, każda ciekawa co ma im do powiedzenia teraz. Jak usprawiedliwi swoje postępowanie, swoje ucieczki od związku i zobowiązań, zdeptane uczucia, poranioną duszę.

On. Za uśmiechami, rzekomo dobrymi słowami, przedziera się co chwila jakieś kłamstwo, jakaś niechęć do mówienia o swoich przemyśleniach. Biegną nijakie w wyrazie przeprosiny, które nie końca nimi są. Przyciśnięty prostymi pytaniami zaczyna się miotać w pseudo bełkocie, kłamstwa wypływają na wierzch, mimika zaczyna obnażać podłość.

One. Młodzieńcza miłość zostawiona bez słowa dla innej. Kobieta o wolnej artystycznej duszy, wiecznie na haju, dobra tylko do nowych doznań. Żona mentora, uwiedziona w celach komercyjnych, oraz jedna z bliźniaczek, bo może fajnie ich nie rozpoznać … Każda z nich, z perspektywy lat jest jak kolejne doświadczenie erotyczne, wykorzystane i pod byle pretekstem odstawione na boczny tor.

On. Jeden z tych mężczyzn, który egzystuje dla siebie samego. Egoista i narcyz. Wykorzystuje innych dla własnych potrzeb, a gdy może podejrzewać, że w jakiś sposób są w stanie mu zagrozić usiłuje bronić swojego wizerunku kłamstwami, wcielając się a to w czarusia a to w ambitnego pisarza. Z czasem jego prostacki plan zostanie odkryty, ale to nie zmieni jego postępowania. Nic nie zmieni jego sposobu postrzegania świata. Dalej w swoim życiu będzie kierował się nieszczerymi intencjami dla osiągnięcia własnych celów. I najlepiej jeśli schodami do kolejnych sukcesów, będą kobiety – delikatne, zdruzgotane, złamane, ale mimo wszystko ciche, cierpiące w samotności.

niedziela, 13 stycznia 2019

Zacieralia, czyli wyjmij kołek z dupy

Dzięki mojej szalonej żonie mimo zmęczenia i pracowitej niedzieli zaliczyłem pierwszy koncert w tym roku.
Co prawda jedynie jeden dzień z festiwalu Zacieralia i to niepełny, ale to i tak blisko 6 godzin zabawy i 7 kapel.
Pisałem już o Festiwalu chyba dwa lata temu, jak wbijecie w zakładkę muzyka, tam są również koncerty. I nie zmieniam zdania o imprezie - czegoś tak kopniętego to długo by szukać w Polsce i Europie. Wyobraźcie sobie Festiwal, w którym wykonawcy witani są okrzykiem: wypierdalać!, w którym okrzyk pokaż dupę, wywołuje natychmiastową reakcję na scenie, w którym cały czas prowadzi się urocze pogawędki z publiką i z każdej strony padają spore ilości chujów, kurw i równie miłych komplementów, w którym im dziwniej się ubierzesz tym lepiej (dotyczy to i publiki i wykonawców), a furorę robią najprzedziwniejsze nakrycia głowy (durszlak i nocnik już nikogo nie dziwią), grać nawet nie trzeba specjalnie umieć, choć na pewno warto mieć sporo tupetu, by o tym głośno ze sceny mówić (że się nie potrafi)... Długo by tak można ciągnąć... Festiwal doczekał się swoich wiernych fanów i nawet żenującego hymnu, który wyśpiewywany jest gdy kapele się zmieniają.
A to wszystko podlane sporą ilością alko (bez krępacji również na scenie), robi niepowtarzalny klimat. Sami twórcy festiwalu nazywają to najbardziej żenującą imprezą muzyczną, czy też paramuzyczną. W tych oparach groteski czasem można się pogubić, dlatego na pewno to nie jest festiwal dla wszystkich. Ale jak lubisz takie poczucie humoru, potrafisz pozbyć się sztywności (choćby i po alko)... Na pewno można też to potraktować jako badania - socjolog znajdzie tam bardzo ciekawy materiał do obserwacji. No bo jak to: publika najczęściej dość młoda, uwielbiająca rocka, metal, punka, przyjmuje z ogromnym aplauzem kogoś takiego jak Teściowa Śpiewa, czyli chłopaka z gitarką klasyczną i proste melodie wyśpiewane lepiej lub gorzej przez jego teściową. Skoro jednak zaakceptowała zaproszenie i nawet potrafiła odnaleźć się w tej atmosferze, została gorąco przyjęta - tu wszyscy uwielbiają poczucie humoru, a jej teksty mają w sobie tego na pewno szczyptę. Dla tej publiki wszystko może być zabawą i wygłupem. Im dziwniej tym lepiej. To trochę jak na Woodstocku gdy punki i metale bawiły się na Arce Noego. No i czemu by nie?

sobota, 12 stycznia 2019

Muza, czyli no weź pomyśl

Chyba jeszcze się nie zdarzało na Notatniku bym pisał o grach przedpremierowo, ale kiedyś w końcu musiała przyjść taka chwila. Gra dostępna już w przedsprzedaży, a dzięki Tomkowi z BoardGamesAddiction mogliśmy wczoraj w nocy trochę ją wypróbować. Znowu powraca fakt, że o wielu grach, które bardzo lubię, nigdy nie napisałem, bo nie chciałem powtarzać oczywistości. Chodzi mi w tym przypadku o klasyk, czyli o Dixit.

A podobieństw trochę tu jest. Przede wszystkim kolorowe karty z rysunkami pełnymi fantazji, kolorów, dziwnych stworów, ale również to, że wśród kilku z nich musimy za każdym razem znaleźć poprzez różne skojarzenia i podpowiedzi tę jedną, wybraną.
Muza jednak nie bazuje jedynie na słowach jak Dixit, ale karty zadań obejmują szereg różnych bardziej kreatywnych działań, bliższych choćby kalamburom: pokaż gestem, wydaj dźwięk itp.
Nie ma też dowolności w wyborze skojarzenia - wybiera się nie tylko kartę do odgadnięcia, ale i charakter podpowiedzi, co mocno czasem komplikuje jej sformułowanie. Może się zdarzyć, że niektóre będą trudne do przejścia (bo jeżeli gramy z nowicjuszami planszówkowymi, a dostaną kartę podaj tytuł gry planszowej?). Na pewno urozmaica to jednak rozgrywkę. Mam wrażenie, że jest szybsza i nie będzie w niej chyba tej trudności jak we wspominanym Dixicie, że gdy już znasz karty, bazujesz na tych samych podpowiedziach. Tu mieszanie kart i zadań pobudza nieustannie kreatywność.

Władca Paryża, czyli prawo łamał sam, teraz potrzebuje współpracowników

Wczoraj wróciłem do domu po 20 godzinach od wyjścia z niego, więc wybaczcie, że plany na poważne notki idą w łeb. Dorzucam do kolejki Romę, Nerkowskiego, teatr, a dziś przed koncertem i trochę w biegu (przygotowania do jutrzejszego zbierania na Orkiestrę) dwie notki powiedziałbym bardziej na luzie.
Nie wiem bowiem ile osób na przykład zainteresuje francuski obraz Władca Paryża. Ani to kino sensacyjne, ani amerykańskiej, nie stoi za nim potężna reklama. Przyznaję się, że ja też wybierałem je z repertuaru Kina Atlantic tylko dlatego, że miałem wolne popołudnie, a inne rzeczy już widziałem.
No, może trochę z ciekawości jak też opowiedzą historię Vidocqa, słynnego złodzieja i awanturnika, który potem... zrobił karierę w policji. Postać znałem i nie ukrywam, że gdyby nie fascynujące książki Łysiaka o epoce Bonapartego, nic o niej nie wiedząc, też bym sobie tą produkcję darował. Znając życiorys bohatera, wiedziałem że może być podstawą do dobrego scenariusza.

czwartek, 10 stycznia 2019

Pochyłe niebo - Ewa Cielesz, czyli wciąż pod górkę

Niewiele czytuję literatury obyczajowej, ale od kilku lat, gdy spróbowałem jej książek, do jednej z autorek mam słabość i czytuję z przyjemnością. Chodzi o Ewę Cielesz, która na jesieni podarowała czytelnikom pierwszy tom nowego cyklu pt. "Ćma".
Tym razem nie sięgamy aż tak głęboko w przeszłość, jak to bywało w innych książkach tej autorki, ale fabuła osadzona jest w okresie, który dla młodszych i tak będzie już historią, której nie znają. Przełom lat 70 i 80, siermiężność PRL, gdy niewiele rzeczy było, wszystko trzeba było "załatwiać", wystać i wywalczyć, nie oczarują nas pięknymi krajobrazami, wygodnym życiem w luksusie, obietnicami wielkiej kariery i życia u boku księcia z bajki. Bohaterka tej książki - Anita - zresztą pewnie by nawet odrzuciła takie dary od losu, jeżeli nie czułaby, że jej serce daje na to zgodę. Młoda dziewczyna (poznajemy ją gdy ma lat 17) może i chwilami jest zagubiona w tym co wokół niej się dzieje, ale ma jakiś wewnętrzny radar, którym się kieruje, decydując komu ufać, a komu nie. Życie jej nie rozpieszcza, a ci na których teoretycznie powinna móc liczyć, czasem zadają jej najbardziej bolesne rany.

środa, 9 stycznia 2019

Mój piękny syn, czyli stałeś się kimś obcym, ale mi wciąż jesteś bliski

Na początku trzeba chyba wspomnieć, że były dwie książki: „Mój piękny syn” Davida Sheffa oraz „Na głodzie” Nica Sheffa. Szczere i dość intymne wspomnienia ojca i syna o tym samym okresie ich życia. To one stały się podstawą scenariusza i chyba lada chwila obydwie pojawią się również u nas po polsku. 
Film, choć opowiada o nich obu, skupia się raczej na ich niełatwej relacji, na wspomnieniach z przeszłości i tym co zostało utracone. Z czyjego powodu? Czy dało się tego uniknąć? Pewnie zarówno ojciec, jak i syn zadają sobie takie pytania.