piątek, 18 września 2020

Obsesja - Adrian Bednarek, czyli co to znaczy wyleczony, co to znaczy zapomnieć...

 Po "Inspiracji" prawie od razu sięgnąłem po kontynuację i teraz też mnie skręca, że trzeciej części jeszcze nie ma (dopiero w zapowiedziach). Ciekawość zżera. Oby autorowi pisanie szło równie łatwo jak jego bohaterowi, który od opowiadań w sieci, teraz awansował na pisarza pełną gębą - spotkani autorskie, duża kasa, ekranizacja itp. Bednarkowi można tego dopiero życzyć, choć pewnie jest na dobrej drodze. 
Gdyby tylko jeszcze może trochę złagodził swoje fabuły :) Bo nie wiem czy taka ilość przemocy, obsesji i zwichrowanej psychiki będzie strawna dla dużej ilości ludzi. Trochę fanów już jest. Ale i niektórzy mogą się zrazić, że za dużo patologii i odchyłów od normy, to może niekoniecznie. To odważny ruch - tu psychopata, który za nic ma zasady moralne, jest nie tyle ściganym sprawcą, ale głównym bohaterem, który wodzi za nos służby poszukujące jego ofiar. Mamy go polubić? Zrozumieć? Komu kibicować?
Pewnie wszystko rozstrzygnie się w trzecim tomie, bo też akcja przerwana jest w takim momencie, że wszystko może się zdarzyć.

czwartek, 17 września 2020

Czas porzucenia - Elena Ferrante, czyli... co naprawdę czujemy

Książek i filmów na temat porzucenia żona dla młodszych kochanek przeczytałam i obejrzałam wiele; niby problem stary jak świat i wszystko już na ten temat wiemy, jednak ta książka ma w sobie coś takiego, że wyróżnia się na tle jej podobnych. Właściwie odsłuchałam ją jako audiobook, w świetnej interpretacji Laury Breszki.

środa, 16 września 2020

Drwale, czyli nowe ziemie, nowe szanse

Ależ miłe zaskoczenie. Jakoś nigdy nie myślałem o National Geographic jako producencie fabuł, a tu proszę. Świetne zdjęcia (z tego są znani), ale i historia bardzo ciekawa - krwawa, mocna, bez wygładzania. Czasy o których opowiada są bowiem takie, a nie inne. Nowa Francja (tak nazywano tereny dzisiejszej Kanady) ściągała nie tylko ludzi uczciwych, ale i tych, którzy szukali szansy na nowe życie. Surowe warunki, mało rozwinięte mechanizmy kontroli, sprawiały, że ludzie czuli się panami swojego losu i wykorzystywali szanse od losu, choćby i siłą. Indianie, osadnicy francuscy, Brytyjczycy, którzy chętnie by przejęli ich ziemię, przemoc i to co w centrum, czyli las... Przyroda, która jest świadkiem ludzkiej krzywdy, agresji, ambicji, żądz i marzeń.
W powieści
Annie Proulx (którą czytam) bohaterowie i ich wątki są zupełnie inaczej poprowadzeni, w sumie nawet więc nie wiem czy traktować to jako ekranizację. To jakby wycinek z powieści, tyle że mocno rozbudowany i to przez samą autorkę.

Wszystko co najlepsze, czyli nie wszystko złoto co się świeci

Rafała Mohra widziałam kilkukrotnie w spektaklach i mogę powiedzieć, że go lubię; za spokojną, nieprzerysowaną grę, za umiejętność tchnięcia w postać odrobiny smutku, melancholii, ciepła… Gra delikatną nutą, którą bardzo lubię u aktorów, dlatego z ciekawością poszłam do Polonii na „Wszystko co najlepsze”, gdzie Rafał Mohr miał sam występować na scenie, w podwójnej roli reżysera i wykonawcy.

To dziwny monodram. Jego konstrukcja potrzebuje co jakiś czas współpracy z widzami i jak spektakl wypadnie na końcu, jak go ocenimy i odbierzemy jest wynikiem wspólnej pracy aktora na scenie i widzów. Na szczęście aktor ma dar pozyskiwania sympatii i chociaż nie przepadam za interakcjami w czasie spektaklu, tym razem sama dałam się łatwo namówić.

poniedziałek, 14 września 2020

Inspiracja - Adrian Bednarek, czyli polując na łowcę nimfetek

Niby po tylu przeczytanych jeden po drugim thrillerach i kryminałach niewiele rzeczy potrafi zaskoczyć, ale przyznaję, że przy lekturze Bednarka bawiłem się bardzo dobrze. I od razu sięgnąłem po kolejny tom.
Co prawda nie wiem czy dość perwersyjne upodobania na jakich skupia swoją uwagę autor będą do strawienia dla każdego, ale przecież i tacy wariaci szaleją po świecie. A inni lubują się w tym, by zanurzać się w nich przynajmniej w lekturze (nie sugeruję, że w fantazjach :)). 
Najfajniejsze jest chyba to, że niby od połowy wiemy już prawie wszystko, a i tak autor przygotował dla nas jeszcze parę niespodzianek.
Co prawda nie przepadam za zbyt moim zdaniem prostymi wyjaśnieniami wszelkich odchyleń psychicznych i patologicznych skłonności w zaspokajaniu żądzy, tym że ktoś miał spieprzone dzieciństwo, przymknijmy jednak oczy na pewne uproszczenia. Grunt, że z elementów, które może i są dość ograne, Bendarkowi udało się złożyć interesującą, wciągającą całość.

niedziela, 13 września 2020

Wszyscy moi synowie, czyli czy jest możliwe odpokutowanie win?


Tak lubiany przeze mnie cykl z pokazami z teatrów brytyjskich powraca na nasze ekrany. I jak zwykle polecam go bardzo Waszej uwadze. Najciekawsze przedstawienia sezonu, świetna obsada, ciekawe inscenizacje, no i jak to się ogląda! Niby to nie te same emocje jak na żywo, ale za to jesteś w stanie zobaczyć twarze z tak bliska, jak w teatrze nie jest ci to dane. Kamery, różne ujęcia, to wszystko dopracowane na ostatni guzik. No i fajna lekcja dla tych, którzy lubią ćwiczyć angielski (choć są napisy). Zaczynamy sezon od Wszyscy moi synowie - dramatu Arthura Millera, a zaraz kolejne sztuki. Wszystko o Ewie niestety przejdzie mi koło nosa, ale na "Bank braci Lehman" i „Fleabag. Szmata” z Phoebe Waller-Bridge ostrzę sobie zęby. Cały repertuar albo na stronach Multikina https://multikino.pl/wydarzenia (bo tam zwykle premiery) albo na: http://new.nazywowkinach.pl/ gdzie pełna lista kin i miejscowości z pokazami.
A ja zapraszam do dialogowanej recenzji. M - dziękuję!

MaGa: Dramat w moim stylu. Mocny, wyrazisty, niejednoznaczny… Wyszłam wstrząśnięta.

sobota, 12 września 2020

Katastrofalny błąd - Iwona Wilmowska, czyli zacząć od nowa

Wydawnictwo Axis Mundi od czasu do czasu podsyła mi to o co poproszę i w ten sposób książki Ewy Cielesz oraz cykl Prywatne Śledztwo Agaty Brok autorstwa Iwony Wilmowskiej mogę śledzić w miarę na bieżąco. Miłe czytadła, przy których się odprężam - czasem potrzebne są takie książki. Szczególnie gdy czyta się dużo kryminałów, a co jeden to mroczniejszy i bardzie perwersyjny (niedługo recenzja Bendarka - szykujcie się). Przy książeczkach o Agacie Brok raczej się człowiek nie przestraszy, ani nie będzie czuł się tak brudny, jak po lekturze niektórych thrillerów.
To nie znaczy, że nie ma zbrodni, że nie ma zagadki - są! Ale zarówno bohaterowie, jak i samo śledztwo jest takie... zwyczajne. I to jest nawet fajne. Biegając za jakimiś śladami zdarza im się zapomnieć o ugotowaniu obiadu, muszą wcześniej zorganizować opiekę nad dzieckiem, wziąć urlop w robocie. I nawet zajmowanie się sprawami "kryminalnymi" nie wynika z ich ambicji, by być lepszym od policji, tylko zwykłej ludzkiej życzliwości i chęci pomocy tym, którzy np. zostali skrzywdzeni lub oskarżeni o coś do czego się nie przyznają. Agata nie potrafi być obojętna w takich sytuacjach, a Kermit, czyli od niedawna jej małżonek, dzielnie ją wspiera i nie robi wyrzutów.

Clock Machine - Prognozy, czyli i to się nazywa flow

Wyczaiłem w sieci kawałek promujący film "Polot" i choć do kina pewnie się nie wybiorę, zainteresował mnie sam numer i odszukałem krążek z jakiego pochodzi.
Miałem wcześniej do czynienia z próbką Clock Machine, ale kojarzyłem ich z ostrzejszymi brzmieniami, a tu proszę - mimo tego, że Igo romansuje z elektroniką w Bass Astral, drugą formację też ciągnie delikatnie w tym kierunku. Na razie delikatnie, ale mam wrażenie, że te numery niedługo będzie można postawić obok siebie na jednym krążku. Przynajmniej te spokojniejsze.
Tych bardziej stonowanych, delikatniejszych kawałków na "Prognozach" nie brakuje, powiedziałbym nawet, że to one dominują.

piątek, 11 września 2020

Tenet, czyli to nie jest niestety Incepcja


Po raz pierwszy od tylu miesięcy w kinie. I od razu widowisko, które na pewno na dużym ekranie robi większe wrażenie. Dwie i pół godziny niezłego tempa, efektów, kina akcji. Bawiłem się nieźle, ale chyba oczekiwałem czegoś bardziej poważnego, czegoś co by zmuszało widza do pokombinowania, a nie jedynie do śledzenia tego co na ekranie. Gdy już bowiem przyjmiemy do wiadomości klucz do różnych wydarzeń, czyli odwracanie entropii i możliwość poruszania się w czasie (choć kilkukrotnie zaprzecza się iż właśnie o to chodzi, to jednak właśnie ludzie z przyszłości czynią mieszając w różnych wydarzeniach), pozostaje potem już tylko fabuła, na poziomie powiedzmy średnio skomplikowanego Bonda. Jest czarny charakter, który chce zniszczyć świat, jest kobieta, którą trzeba ratować, więc się robi wszystko, by misja została zakończona pozytywnie.
Nawet nie do końca rozumiejąc o co w niej chodzi :)

czwartek, 10 września 2020

Jaskółki z Kabulu, czyli czy jest dla nas nadzieja?


Na weekend odkładam przyspieszenie z notkami i jakieś poważniejsze teksty, a dziś króciutko. Film wart zobaczenia, ale trudno opowiadać o nim zbyt wiele - po pierwsze nie ma co zdradzać fabuły, a po drugie, jego klimat, pewna surowość, to rzeczy, które docenią pewnie tylko niektórzy. Nie ma mowy o jakiejś zachwycającej kresce, spektakularnych efektach wizualnych, wszystko jest dość stonowane, chwilami nawet dość statyczne (co aż dziwne w animacji), ale nie pozbawione emocji.
To opowieść o Kabulu okupowanym przez Talibów, w którym nie tylko kobiety się duszą, ale i mężczyźni zaczynają czuć się coraz gorzej, pogrążając się w jakiejś depresji.

wtorek, 8 września 2020

Kartobiografia, czyli śmiejemy się przy kartach

Teatr Druga Strefa sprawia, że im częściej PESEL czuję w kościach, tym ciekawiej mi się żyje. A to zaskoczy mnie monodramem, który rozerwie mi serce, a to jednoaktówką, która rozbawi. Raz komedia kryminalna, za chwilę dramat, a na koniec opowieść baletowa. Grupa teatralna z Ukrainy, grupa debiutujących młodych aktorów, burleska – wiecznie coś nowego. Dyrektor Biraga nie próżnuje…

poniedziałek, 7 września 2020

Renata Przemyk i mężczyźni, czyli w dialogu brzmi równie ciekawie

Wiele premier muzycznych odkładanych w czasie, duże koncerty wciąż odsuwane, a wszyscy chyba tęsknimy za tymi wydarzeniami, pragniemy tych emocji.
Renata Przemyk pokazała niedawno światu krążek, który miał się ukazać zdaje się wiosną i być wstępem do świętowania jubileuszu 30 lat na scenie. Przeboje z różnych etapów swojej kariery pokazuje w nowych wersjach - wraz z 13 zaproszonymi do współpracy wokalistami. I nie ma co ukrywać, że mieli oni wpływ na to jak ta płyta wygląda, jak brzmi, bo wielu z nich nadało tym numerom swój charakterystyczny sznyt, bliższy ich twórczości niż samej Renaty Przemyk. To dobrze, czy źle, pewnie zadacie sobie pytanie. Ano to zależy czego oczekiwaliście, bo efekt moim zdaniem nie zawsze jest idealny. I chyba do oryginałów wszyscy mamy większy sentyment.

niedziela, 6 września 2020

Nieśmiertelny, czyli dokrętka do Gomorry

Tak lubiany przeze mnie serial Gomorra skończył się dramatycznie, nie spodziewałem się ciągu dalszego, ale chyba twórcy szykują niespodziankę. I oto uchylają rąbka tajemnicy, by otworzyć okienko do sezonu 5. Ciro Di Marzio powraca!
Jego przydomek "nieśmiertelny" sprawdza się po raz kolejny. Tyle, że w nim samym już jakby wcale nie ma życia. Skoro tyle utracił, nie ma celu, to i nie dla niego nie jest istotne, żyje by wykonywać zadania od ludzi, którzy go uratowali, żyje by chronić tych, którzy mu ufają, ale na tym koniec. Samotnik, odludek, mruk. Choć nadal zdolny do podejmowania decyzji, na które inni by się nie zdobyli.