niedziela, 25 września 2016

Melodia dalej brzmi - Marry Higgins Clark, czyli oddajcie moje pieniądze

Chyba trochę rozsmakowałem się w kryminałach i coraz częściej staję się wybredny. Pewnie w zależności od gustu, pewne elementy np. obyczajowe mogą stać się fajnym urozmaiceniem, ale to chyba jednak nie dla mnie. To takie bardziej "babskie" pisanie, gdzie zagadka kryminalna niby jest, ale raczej w tle, a zamiast napięcia i strachu o życie, mamy raczej zastanawianie się nad tym czy związek ma szansę, czy to odpowiedni facet/kobieta itp. Czyta się lekko, ale prawdę mówiąc niewiele w tym "pazura". Czy to jeszcze kryminał? Przecież opowieść, w której występuje utalentowana projektantka wnętrz, jej asystentka, syn faceta, który ukradł 5 mld dolarów, paparazzi i Nowy Jork w tle, jako żywo przypomina powieści Steel, czy Robins. A jakieś tam detale kryminalno-sensacyjne są tu jedynie tłem. Nawet zagadka dość łatwa do odgadnięcia. Ot lektura do pociągu (jeżeli nic innego nie mamy) i do zostawienia dla następnych podróżnych.

piątek, 23 września 2016

Wyśnione miejsca, czyli napisy na ścianie

Od Czasu do czasu z ciekawości zaglądam na półki książkowe córki. Fakt, że część swoich kolekcji to efekt buszowania na moich półkach (King, Pratchett, Rowling), ale coraz więcej wybiera też sama, buszując po różnych blogach w poszukiwaniu recenzji. Warto poznawać jej gust, rozmawiać, bo wtedy łatwiej też robić prezenty, nie? Dziś właśnie oboje cieszyliśmy się z rozpakowywania pierwszego epikboxa, ale o tym to pewnie sama wkrótce napisze. A póki co z tego samego wydawnictwa coś starszego. Początkowe przebijanie się przez tę historię było dla mnie trudne, ale im dłużej próbowałem zrozumieć te rozedrgane emocjami słowa, tym bardziej byłem "kupiony". Standardowe myślenie o kniżkach z nurtu young adult, to masa schematów: jakieś tajemnicze sierocińce albo szkoły, wampiry, walki z mocami zła, utarczki między grupami szkolnymi, miłosne trójkąty. A tu niby jest dwójka młodych ludzi, coś między nimi jest, ale tak naprawdę (oprócz finału), ciekawsze jest to czemu się wzajemnie odpychają, czemu nie potrafią się otworzyć, niż to kiedy wreszcie się pocałują, czy tam jeszcze coś dalej. Jest mniej banalnie niż zwykle.

Serce psa, czyli bardzo intymne, ale czy porusza?

W ciągu ostatnich kilku dni sporo udało się zobaczyć i prawdę mówiąc te niewielkie dawki przyjemności jakoś trzymają mój nastrój na poziomie powyżej dna. Bez tego byłoby kiepsko.
Czemu mówi się "nastrój pod psem"? A może to tylko o pogodzie? U mnie jedno z drugim się jakoś nałożyło. Słońce zniknęło, temperatura spadła, a tu się na głowę zwalają kolejne rzeczy, więc nic tylko się położyć, nakryć łapą i przeczekać. Oj żeby tak było można...

Dziś o filmie, który chyba dopiero za jakiś czas będzie miała polską premierę, ale już można go zobaczyć na różnego rodzaju pokazach specjalnych (w warszawskim Muranowie nawet można z psem przyjść do kina). "Serce psa" strasznie trudno mi zakwalifikować do jakiejś szufladki - to ani dokument, ani fabuła. Może najbliższe określenie byłoby: poetycka impresja filmowa. 

środa, 21 września 2016

Konkurs, a raczej jego zakończenie, czyli książka wędruje do...


O książce pisałem tutaj, na konkurs zgłosiło się całkiem sporo osób, na zgłoszenia czekałem do 17, pora więc na rozstrzygnięcie.
Następny dopiero za czas jakiś - tym razem będzie to coś muzycznego.
Ale najpierw może odpowiedzi. Chyba tylko jedna osoba miała niewielki problem, bo szukała najstarszego kina w Polsce, a nie takiego, które funkcjonowało bez przerwy.
Pytania brzmiały:
1. Co prawda szczecińskie kino straciło tytuł najdłużej działającego kina na świecie (znaleźli ciut starsze), ale i tak mamy powód do dumy - podaj nazwę tego kina (obecną).
Kino Pionier

2. W Warszawie mnóstwo kin zniknęło po roku 1989, ale jedno, działające nawet przed wojną, przetrwało i ma się dobrze mniej więcej w tym samym miejscu. Podaj nazwę najstarszego z działających kin Warszawy.
Kino Atlantic

3. Pierwsze stałe kino na ziemiach polskich powstało w Łodzi, ale niedługo potem jego właściciele uruchomili też kino w Warszawie. Proszę podać jego nazwę - to pierwsze stałe kino w stolicy.
Bioscop


A książkę otrzyma Mirka! Gratulacje! Zaraz wysyłam maila z powiadomieniem i prośbą o adres, bo chyba nie podałaś. Dzięki wszystkim za zabawę. I zapraszam do kolejnych konkursów już wkrótce.
A w najbliższych dniach notki o: filmie Słudzy Boże, 7 wspaniałych, Ryszardzie III, będzie wizyta w teatrze Młyn i WarsSawy i w zanadrzu mam chyba około 10 książek do opisania. Tylko teraz jaka kolejność...
Muzycznie zakończmy czymś z humorem. Jakiś film chyba niedługo.

wtorek, 20 września 2016

33 sceny z życia, czyli rodzina, ach rodzina

Cholera, nie potrafię się powstrzymać od porównań. Ja wiem, że film Moje córki krowy jest opowiadany w zupełnie innym tonie, jest bardziej nostalgiczny, niż tak bezwzględnie rozbebeszający wszelkie emocje i brudy. Ale mimo, że 33 sceny z życia miały dużo lepsze recenzje, że na pewno należą się brawa za szczerość, za odwagę pokazania bardzo wnikliwej analizy ludzkiej psychiki, tego co się z nami dzieje w obliczu kryzysu, to jakoś nie wspominam tego seansu dobrze. Chaos, brutalność, prawie zwierzęcy egoizm, są tu dla mnie po prostu bolesne. Rozumiem chęć odrzucenia masek, udawania, ale przecież nie zawsze w obliczu śmierci kogoś bliskiego, w obliczu strachu przed nieuniknionym, stajemy się takimi potworami, jakby wartości i normy przestawały dla nas istnieć.
Może to tylko dla mnie ten film okazał się tak trudny, że wkurzałem się na wiele scen, że miałem go dość, że powtarzałem sobie: ile jeszcze. Ciekaw więc jestem Waszych opinii i reakcji. Jest okazja nawet dla tych, którzy go jeszcze nie widzieli: od dziś za darmo i legalnie do obejrzenia dzięki Kino Świat.

niedziela, 18 września 2016

4 pustynie. Biegnij i znajdź własną drogę - Daniel Lewczuk, czyli byle zrobić ten kolejny krok

Pewnie najlepszym wstępem do pisania o tej książce, byłoby zrobienie własnego rachunku sumienia, podobnego do tego, który robi na początku autor. Ile razy powtarzałem już sobie, że się za siebie wezmę. Że zacznę ćwiczyć regularnie, biegać, że zrzucę trochę kilo. Co prawda nie mam jeszcze kłopotów z kolanami, tak jak Daniel Lewczuk, który musiał zdecydować się na operację, ale kondycja już na pewno nie taka jak kiedyś. I prędzej czy później pewnie odbije się to na zdrowiu.
Autor przed 40 zrobił taki rozrachunek i postanowił coś zmienić. Ale nie odkładać tego na jutro, tylko zadziałać od razu. Ba, postawił sobie całkiem ambitne cele. Nie tylko zrzucić wagę, ale pobiec w zawodach IronMana. Myślicie - nierealne? To sięgnijcie po jego książkę i zobaczycie, że to pikuś przy tym co jeszcze wymyślił.

Lewczuk pisze bowiem sporo o swoich początkach, o piewszych startach i trudnościach jakie przeżywał jako nowicjusz, zmagając się nie tylko z ciałem, ale i z psychiką. Te wszystkie doświadczenia jakie zbierał w kolejnych zawodach jedynie powiększały jego apetyt na coś jeszcze większego. I zrobił to. Cholera. Zrobił to.

sobota, 17 września 2016

I nie było już nikogo, czyli zamiast murzynków mamy żołnierzyków

 Trochę padam z nóg, alem szczęśliwy bardzo! Kolejna wymiana książek przyciągnęła tłumy, a mimo tego, że zwykle mamy wątpliwości, czy dla wszystkich znajdziemy coś atrakcyjnego, nikt nie odszedł chyba niezadowolony. A dziś jeszcze teatr. Uff. Skrobię więc szybką notkę. W zanadrzu kolejne trzy książki z obszaru kryminał/thriller, ale póki co może film. A dokładniej mini serial produkcji zdaje się, że BBC. Zwykle robią produkcje dość stonowane, prawie teatralne, raczej unikające przemocy, ale przy tej ekranizacji Agaty Christie postarali się o ciekawy klimat - klaustrofobiczny i mroczny, a krwi też nie unikają. Klasyka, mimo, że znana nadal wciąga. Mimo, że wiemy kto zabił. Bo zabili wszyscy :)

piątek, 16 września 2016

Romeo i Julia, czyli witajcie w Weronie... w latach 50

Miał być ciąg dalszy kryminałów i thrillerów, ale zróbmy małą przerwę. I przy okazji przypomnijmy o konkursie - patrz odpowiednia zakładka. Jest już kilkoro chętnych, ale do 21 września macie czas :) Następna książka na konkurs będzie czymś z obszaru muzyki.

A dziś teatr. Nowy sezon nie tylko na deskach w naszych miastach, ale i w salach kinowych - projekt "Na żywo w kinach" rozwija się świetnie i wciąż pojawiają się ciekawe nowości. Tym razem w Multikinie trafiłem na Teatr Kennetha Branagha, którego kiedyś uwielbiałem (jak kręcił głównie Szekspira). Dziś już mój zapał wobec niego trochę opadł (ciekawe jak wielki wpływ na moją sympatię do niego miała ówczesna małżonka), ale nadal z ciekawością przyglądam się jego pomysłom. Na pewno stara się być wierny tekstowi, natomiast w warstwę wizualną często pozwala sobie na wprowadzanie pomysłów zaskakujących. Był już musical, zresztą wszystko prawie już było, co więc wymyślić takiego, co przyciągnęłoby uwagę widza? Spektakl, który Branagh przygotował wraz Robem Ashfordem, może i nie jest jakiś specjalnie przełomowy, ale ogląda się to z ciekawością i za pomysły inscenizacyjne na pewno należą się brawa.

czwartek, 15 września 2016

Sługi boże - Adam Forman, czyli a podobno to jakiś satanista je spycha...

sługi boże - okładka
Już jutro premiera kinowa, ale na rynku od sierpnia jest książkowa wersja tej historii i może warto zerknąć najpierw do niej (nie lubię czytać po obejrzeniu filmu). Nie było wokół niej jakoś bardzo głośno, ale chyba teraz dopiero ten czas nadejdzie. Choć nazwisko autora pewnie nic Wam nie mówi i zastanawialiście się czy warto sięgać po ten tytuł, mogę ze spokojem powiedzieć: warto. Jeżeli tylko lubicie kryminały z wartką akcją, z wyrazistymi bohaterami i kawałkiem naszej współczesności, sięgajcie spokojnie, bo "Sługi boże" będą się Wam podobać. Ciekawe jak wypadnie film, choć obsada zapowiada, że źle nie będzie.
A kto stoi za tym pseudonimem na okładce? To aż 4 osoby, z których część pracowała też nad filmem, a mianowicie:
Adam Gawryś, Piotr Głuchowski, Paweł Goźliński i Maciej Strzembosz. Głuchowskiego od strony pisarstwa znam już dobrze i trzeba przyznać, że thrillery z wątkami sensacyjno-kryminalnymi pisać potrafi. Możecie zerknąć do zakładki przeczytane, żeby sprawdzić moją opinię. Tu zabrał się za coś co jest rasowym kryminałem policyjnym, z dziennikarzy trochę się nabija (oj goni to towarzystwo za "mięsem"), ale pewne elementy pozostają wspólne tym co już wcześniej było widać w jego powieściach, np.: bezradność "maluczkich" wobec wielkiej polityki i rozgrywek na najwyższych szczeblach. Choćby się podawało dowody na tacy, nigdy nie ma się gwarancji, że sprawa nie zostanie zamieciona pod dywan, ze względów na przykład "dyplomatycznych". Może stąd czasem taka pokusa, by sprawiedliwość brać w swoje ręce?

środa, 14 września 2016

Mock - Marek Krajewski, czyli zazdroszczę wrocławianom

Premiera: 14 września
Dziś premiera! Wraca Mock! Tak! Po trzykroć tak! I choć Popielskiego też polubiłem, to jednak ostatnie tomy autorstwa Marka Krajewskiego, nie przypadły mi do serca tak bardzo, jak te pierwsze tomiki z Wrocławiem w tle i z niepowtarzalnym Eberhardem Mockiem. Pokażcie drugiego takiego gliniarza, który prawie ukończył filologię klasyczną, który choć jest synem ubogiego szewca, zawsze dba o elegancję, który choć pracuje w obyczajówce, okazuje paniom lekkiej konduity ogromnie dużo szacunku. Potrafi działać mniej oficjalnymi metodami, ale pracuje przede wszystkim głową, często sam, bo jakoś nie bardzo potrafi dogadywać się z kolegami. Jeżeli tylko jakimś cudem nie znacie tego jeszcze tego bohatera, to "Mock" stanowi świetną okazję do rozpoczęcia znajomości. Autor bowiem postanowił wrócić do jednej z pierwszych spraw w policyjnej karierze swojego bohatera. Młody wachmistrz kryminalny jednego dnia wylatuje z pracy, ale i dostaje nową szansę. Śledztwo bowiem dotyczy sprawy na tyle bulwersującej opinię publiczną, że potrzebne są wszystkie siły policyjne.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...