poniedziałek, 20 maja 2019

Vox Lux, czyli zamiast myśleć, mają się bawić

Długo odkładałem pisanie o tym filmie, bo też i seans był sporym rozczarowaniem. Ciekawa rola Natalie Portman, może muzykę zaliczyłbym też na plus, ale całość wydaje się sztucznie napompowanym balonem, w którym próby formułowania jakiejś diagnozy i oskarżeń, wydają się bełkotem szaleńca. Jaki portret współczesnego pokolenia??? Gdybyż jeszcze reżyser był konsekwentny i jakoś próbował wyjaśnić swoje oskarżenie o demoniczne pochodzenie dzisiejszego showbiznesu i popkultury. Poza dość enigmatycznymi obrazkami, które mają nam pokazać proces kuszenia i pokręconymi wypowiedziami bohaterki robiącej z siebie nie wiadomo kogo, tak naprawdę nie pozostaje nic co można by traktować serio. Pozostają więc w głowie dwie rzeczy.

sobota, 18 maja 2019

Cień rycerza - Sebastien de Castell, czyli i święci garnki lepią

Jutro już w Krakowie, mam nadzieję na jakieś fajne wieczorne spacery (bo w ciągu dnia praca), ale i lektury zabieram ze sobą. Czy będzie czas na pisanie notek? Tego nie wiem. W planach sporo, choć podobnie jak w przypadku lektur do czytania, często kolejność jest kwestią nastroju i czasem nawet przypadku.
Dziś o młodzieżówce. Ale takiej, którą sam przeczytałem z przyjemnością. Na rynku jest już tom trzeci, a ja dopiero połknąłem z opóźnieniem drugi. Nie dlatego że czyta się ciężko, ale po prostu wciąż coś innego kusiło i przez wiele miesięcy nie czytałem nic z fantasy ani z S-F. Może teraz to zmienię, bo de Castell dobrze smakował, a z kryminałami mam chyba przesyt (choć czytam kolejny).
O tomie pierwszym pisałem tu: http://notatnikkulturalny.blogspot.com/2017/05/ostrze-zdrajcy-sebastien-de-castell.html
Można by to opowiadać jak bajkę: było sobie królestwo, z mądrym władcą, który by wprowadzić ład i sprawiedliwość powołał swoich trybunów: Wielkie Płaszcze, by jeździli po kraju, przypominali prawa, wydawali wyroki, zawsze dbając o równowagę między możnymi i poddanymi. Tyle że książęta się zbuntowali, króla zabili, a kraj pogrążył się chaosie. Wojny, wojenki, ucisk ludzi i przemoc, a w dodatku wszyscy ci którzy mieli coś na sumieniu za wszelką cenę tępili tych, którzy mogli przypominać o przeszłości i prawach jakie obowiązywały. Płaszcze stały się obiektem polowania dla wszystkich.

piątek, 17 maja 2019

Niespodzianka, czyli czy pomoże mi pan w kłopocie

Teatr Kamienica świętował wiosną tego roku 10 lat swojego istnienia. A wydawało się, że to dużo więcej, tak dobrze już wrósł w kulturalną tkankę miasta i tak wiele ma się z nim dobrych wspomnień. Nie zawsze mi po drodze ze wszystkimi premierami, które pojawiają się na ich scenach, ale rozumiem próby dotarcia do bardzo różnej widowni. Jeżeli ktoś kocha komedie i farsy, szuka znanych twarzy na scenie, to czemu mu tego nie dać.
Na "Niespodziance" publika się bawi, a ja jakoś nie bardzo, więc może to ze mną jest jakiś problem? No ale niestety nic nie poradzę, nie mogę napisać że śmieszy, skoro mnie jakoś nie śmieszy. Jest sympatycznie, ale mam wrażenie że ze słabym tekstem aktorzy nie do końca sobie radzą, stąd tyle wyginania się, dziwnych póz, podskoków, przerysowanych gestów. Jeżeli nie odczuwam realizmu, a raczej sztuczność w bohaterach, mój nastrój natychmiast się psuje. I tak naprawdę nie wiem czy można z tym coś zrobić. Moje myślenie idzie w stronę: zrezygnować z niektórych scen, dziwnych solowych popisów, tyle że chyba właśnie takie fragmenty kocha publika... Cóż. Może reżyserujący spektakl Emilian Kamiński wie co robi, a na tych kilku marudzących jak ja trzeba po prostu brać poprawkę i radzić by wybrali coś w innym stylu (nawet na deskach Kamienicy widziałem komedie które autentycznie mnie bawiły).

czwartek, 16 maja 2019

Robin Williams. W mojej głowie, czyli O Kapitanie!

Wciąż myślami przy spektaklu Stowarzyszenie Umarłych Poetów (Och Teatr), więc wyciągam z przygotowanej listy notek do napisania film dokumentalny o człowieku, który nierozerwalnie się z tym tytułem kojarzy.
Nie będę chyba obiektywny w swojej ocenie. Dlatego, że przez wiele lat to był aktor dostarczający mi tyle cudownych emocji, ukochany, rozbawiający do łez, zawsze kojarzący się niesamowicie pozytywnie. I choćby zrobiono mu laurkę, pewnie bym połknął, nawet nie dostrzegając że czegoś mi w niej brakuje.
To jednak nie jest jedynie hymn pochwalny. Punktem wyjścia do tego filmu jest to co na jego końcu, czyli tragiczna śmierć, której raczej byśmy się po nim nie spodziewali, jest to więc nie tylko biografia, ale próba poznania go lepiej, by zrozumieć... Zawsze wydawał się tak radośnie nastawiony do życia, dawał energię, siłę, był ostatnim człowiekiem, który by się kojarzył nam z depresją. Reżyserka Marina Zenovich chyba chciała trochę zburzyć nasz wizerunek jaki o nim mieliśmy, pokazać nam go nie tylko jako komika, aktora, wesołka, pokazać nam go trochę w kontrze do tego obrazu. Jaki był prywatnie, poza planem, czym żył, jak radził sobie z oczekiwaniami i uwielbieniem tłumów? Odpowiemy sobie również na pytanie dlaczego popełnił samobójstwo.

Nagroda Literacka Miasta Stołecznego Warszawy, czyli czy już czytaliście?

Dziś notka dość wyjątkowa, ale uznałem że warto wrzucić nie tylko na FB. A po 9 czerwca znajdzie się tu miejsce na jakąś recenzję. |

Warszawa czyta, pisze, odkrywa i nagradza

Pod koniec kwietnia ogłoszono nominowanych do 12. edycji Nagrody Literackiej m.st. Warszawy, najstarszego i jednego z najbardziej prestiżowych wyróżnień literackich w Polsce. Laureatów poznamy 9 czerwca podczas uroczystej gali. Wówczas dowiemy się również, kto otrzyma tytuł warszawskiego twórcy.

A oto nominacje:

wtorek, 14 maja 2019

Łatwy Hajs. Kryształowi 2 - Joanna Opiat-Bojarska, czyli cienka granica

Pamiętacie pierwszy tom serii o Kryształowych, czyli funkcjonariuszach Biura Spraw Wewnętrznych Policji? Pisałem o nim tu. 
No to dziś ukazuje się ciąg dalszy (i to jeszcze nie koniec!). Joanna Opiat Bojarska kontynuuje ostrą jazdę. Nie chodzi jedynie o akcję, ale również o język, styl życia bohaterów, ich upodobania. Nie są to na pewno przeciętniacy, kręci ich mocne tempo życia, nie bardzo nadają się na ojców, czy mamusie, które spokojnie siedzą w domciu, zapominając o pracy zaraz po odejściu od biurka. Motywowani pragnieniem osiągnięcia sukcesu, zakończenia jakiejś sprawy, awansu, gotowi są naprawdę na wiele. I nie zawsze chodzi jedynie o czas prywatny i ponadnormatywne zaangażowanie. Czasem i nieuczciwe metody są dobre, jeżeli mają doprowadzić do celu.
Generalnie można odnieść wrażenie, że policjanci cały czas walczą nie tylko z przestępcami, ale i między sobą, z przełożonymi, z kolegami, wszędzie węsząc jakieś podłożone świnie, układy, łapówkarstwo, zdradę. Dlatego są nieufni, kombinują, grają jedynie do swojej bramki, czasem nie do końca uczciwie. Jak wygrają, zbiorą oklaski i nagrody, bo i przełożeni natychmiast przypiszą sobie ich sukcesy. A jak im się noga powinie? Cóż... Wtedy gorzej.

Dialogi Karmelitanek, czyli opera oparta na faktach



W przeddzień wybuchu Rewolucji Francuskiej Francja była targana zarówno klęskami żywiołowymi powodującymi głód jak i nadmiernymi podatkami, których nie byli w stanie znieść poddani. Dobrze miały się jedynie najwyższe warstwy społeczne i hierarchowie duchowieństwa. Lud nie wytrzymywał tego i (w ogromnym skrócie) od tego zaczęła się Rewolucja Francuska.
Młodziutka, delikatna córka markiza, Blanka, postanawia wstąpić do zakonu sióstr karmelitanek, by schronić się u nich przed światem, który ją przeraża, ale także przed ojcem i bratem, którzy martwiąc się o jej delikatną psychikę ograniczają jej możliwość decydowania o sobie. Tam zostaje otoczona matczyną opieką dwóch kolejnych przeorysz, poznaje inne siostry zakonne, a także zaprzyjaźnia się z inną nowicjuszką Konstancją. Jednak Rewolucja dociera i do bram klasztoru. Karmelitanki zostają z niego wygnane, mają zakaz chodzenia w strojach zakonnych, dostają zakaz gromadzenia się i nakaz bycia wiernym zasadom Rewolucji. Tylko, że karmelitanki w swojej regule miały zakaz kontaktów ze światem zewnętrznym, usiłowały więc znowu być razem – w miejscu, które miało zapewnić im azyl, zostały niemal wszystkie złapane, osądzone za złamanie zakazów i skazane na gilotynę. Do więzienia nie trafiła jedynie Blanca i matka Maria, która przekazała jej informacje, gdzie siostry miały znalaźć schronienie. Skazane karmelitanki idą kolejno na szafot, a kiedy ostatnia, nowicjuszka Konstancja, idzie na ścięcie, z tłumu gawiedzi wychodzi Blanka, dodaje otuchy przyjaciółce i obie poddają się egzekucji.

poniedziałek, 13 maja 2019

Słodki koniec dnia, czyli artystka walcząca


Volterra. Toskania. Piękne miasteczko, piękne zdjęcia i cudowne miejsce na nakręcenie filmu. Albo na spokojną starość. Tyle że bohaterka filmu, poetka Maria Linde, choć ceni sobie spokój i swoje otoczenie, samego procesu starzenia się, raczej zaakceptować nie chce. I to moim zdaniem jest najciekawsze w "Słodkim końcu dnia" Jacka Borcucha. Krystyna Janda stworzyła bardzo ciekawą postać, niejednoznaczną, trochę rozedrganą. Uwikłana w romans z dużo młodszym mężczyzną, często bagatelizująca różne problemy, niepokorna, przełamująca pewne schematy i oczekiwania, Linde skupia na sobie całą naszą uwagę. Wszystko inne schodzi na drugi plan, bo najważniejsze jest to co ona czuje, robi, czy mówi. Niby nie chce zwracać na siebie uwagi, nie chce żeby traktować ją jako wyrocznię, wielbić i podziwiać, ale tak naprawdę to uwielbia. Podobnie jak grać na nerwach, sprzeciwiać się innym, nawet bliskim, robić to co chce.

OSIECKA PO MĘSKU, czyli… nie chodziło o męską wrażliwość

Kocham Osiecką. Bardzo lubię piosenkę aktorską, bo jest w stanie mnie zaskoczyć, potrafi zmienić moją perspektywę patrzenia na świat, nieraz bawi, nieraz wzrusza, często zaskakuje. Oglądam Przeglądy Piosenki Aktorskiej, cieszę się gdy młodzi aktorzy odnoszą sukcesy. Jestem otwarta na nowe, inne, lubię „smakować” nowinki, ale… nie wszystko, jak to mówią, kupuję. A spektaklu w Akademii Teatralnej p.t.: „Osiecka po męsku” nie kupuję.

To nie jest tak, że Marcin Januszkiewicz nie umie śpiewać, interpretować, nie ma słuchu muzycznego. On to wszystko ma i umie śpiewać, jednak to, co obejrzałam na scenie zupełnie mnie nie przekonało do zakupu jego płyty. 


niedziela, 12 maja 2019

Kontra - Wojtek Miłoszewski, czyli wojnę łatwo zacząć, ale trudniej zakończyć

Zakończenie trylogii rozpoczętej Inwazją i Farbą (notki o nich znajdziecie w spisie przeczytanych). Nadal w konwencji, która pewnie nie wszystkim podejdzie, jednak ja już przy drugim tomie przestałem marudzić. Pal licho uproszczenia, ale rozmach z jaką nakreślone są te wszystkie wątki robi wrażenie. Niby nie wszyscy bohaterowie są "pozytywni", to właśnie wychodzi jednak na plus, szczególnie gdy różne ich ścieżki przecinają się ze sobą. Komu by tu przyznać status największego sukinsyna, a komu największego pechowca?
Nie mam zamiaru streszczać Wam poszczególnych wątków, tak czy inaczej przed lekturą Kontry trzeba sięgnąć po dwa wcześniejsze tomy inaczej nie będzie frajdy. Nie znając wszystkich wcześniejszych wypadków nijak nie będzie można docenić przewrotności różnych pomysłów Miłoszewskiego. U niego prosto z piedestału można zlecieć w jednej chwili na samo dno lub jakimś cudownym trafem nie tylko uratować dupę, a nawet wypłynąć jakoś na fali, zbierając niezłe profity.
Wracają znane już postacie, pojawia się kilka nowych, a wszystkie historie przeplatają się ze sobą, tak że nie da się znudzić, wciąż chce się poznać ciąg dalszy i z postanowieniem jedynie rzucenia okiem na kolejny rozdział, wsiąkamy na kolejne minuty, kwadranse itd.

sobota, 11 maja 2019

Kasai - Equals, czyli jakież piękne eksperymenty

Niby od dawna nie jestem na bieżąco z tym co pojawia się na rynku muzycznym, ale jak czasem wpadnie mi coś w ucho, stwierdzam że dzieje się całkiem sporo i to rzeczy, których wcale nie musimy się wstydzić. Nie to że jakieś nasze, przaśne, koniecznie pod publiczkę... Takie nagrania to w radiu. A jak pogrzebać głębiej, w sieci, w trochę bardziej alternatywnych klimatach, znajdujemy smaczki, które sprowadzane z zagranicy pewnie budziłyby pienia z zachwytu. A to nasi artyści przecież. Choćby Kasai. Kasia Piszek współpracowała z wieloma znanymi, choćby z Arturem Rojkiem, Moniką Brodką, Anią Dąbrowską, Noviką, czy Andrzejem Smolikiem. Przyszedł czas i na płytę solową. Equals to 11 utworów napisanych, zaaranżowanych i wyprodukowanych właśnie przez nią. 

piątek, 10 maja 2019

Odium - Katarzyna Grzegrzółka, czyli wszystkim chyba wydaje się, że kryminał napisać jest łatwo

Na prawdę muszę chyba zwolnić tempo z czytaniem kryminałów lub przynajmniej szukać jakiejś różnorodności, bo schemat: morderstwo - psychopata - policjant, przynosi coraz więcej rozczarowań. Wiem, że może powinienem dla debiutantki być troszkę bardziej wyrozumiały, ale trochę zaczyna mnie wkurzać, gdy nagle okazuje się że ktoś uważa napisanie kryminału za najłatwiejszy sposób na wejście na rynek. Fakt - schematów można się nauczyć, ale po pierwsze rzemiosła jednak trzeba się wyuczyć, nie da się wypełnić fabuły drętwymi dialogami, a po drugie trzeba mieć jakiś pomysł nie tylko na początek, na środek, ale i na koniec. Dawno nie czytałem tak idiotycznego i od czapy zakończenia. O ile wcześniej udawało się stworzyć jakiś nastój oczekiwania na to co może nastąpić, finał przychodzi nie tylko zbyt szybko, przynosi również spore rozczarowanie.

Żelazne waginy 2 czyli kobiety walczące śmiechem


Mam problem z tym spektaklem, bo wszystko w nim było co być powinno, a jednak nie do końca zadziałało i nie wybrzmiało tak jak powinno. A szkoda. Pomysł jest dobry i potrzebny, aktorki na scenie wyśmienite i grają brawurowo, miejsce klimatyczne i świetne na tego rodzaju imprezy. Wszystko psuje dźwięk i mikroporty. Ale po kolei…

Miejsce, Mała Warszawa, to dawna Fabryka Trzciny – odrestaurowany w ciekawy sposób kompleks zabudowań fabrycznych z 1916 r. przy ul. Otwockiej 14 (Praga Pln.), nieopodal Bazyliki na Kawęczyńskiej i pętli tramwajowej (Kawęczyńska). Miejsce klimatyczne. Czyste, przestronne (Przestrzeń dla ciebie) z ciekawymi rozwiązaniami (restauracja, winiarnia) – dla mnie… bajkowe. Bardzo mi się tam podoba i żałuję, że tak późno tam trafiłam.