To nie jest pierwsze polskie wydanie tej powieści, a mimo to i mimo ekranizacji (nazywało się to Wysłannik przyszłości) jakoś chyba nie jest ona jakoś u nas bardzo znana i może dobrze że Wydawnictwo Zysk i ska ją przypomina. Mimo upływu blisko 40 lat wciąż to się nieźle czyta, choć końcówka odbiega klimatem od tego co w dużej mierze powieść nam oferuje. To obraz kraju po katastrofie nuklearnej, ale David Brin nie skupia się tylko i wyłącznie na kreśleniu przed nami pesymistycznej wizji. Poprzez losy bohatera i to jak on wpływa na innych, fabuła raczej jest próbą odpowiedzi na pytanie co jest potrzebne by odbudować więzi między ludźmi i na nowo stworzyć z nich dużą wspólnotę, którą łączą jakieś wartości, zasady i chęć budowania przyszłości dla kolejnych pokoleń. Wiadomo przecież i znamy to z wielu obrazów postapokaliptycznych, że czymś naturalnym jest rozpad kraju na niewielkie grupy, w których często władzę przejmują najsilniejsi. Myśli się wtedy o przeżyciu, o obronie, ewentualnie o zagarnianiu dóbr, ale nie inwestuje się ich w rozwój, w edukację, w odkrycia. Listonosz jest właśnie opowieścią o ludziach, którzy wierzą że właśnie ten kierunek jest możliwy.
Impulsem do obudzenia nadziei w ludziach, wzmocnienia wszystkich tych, którym zależy nie tylko na umacnianiu swojej pozycji, ale tworzeniu coraz silniejszych więzi i wspólnot które współpracują, jest coś bardzo prostego: odwołanie się do przeszłości i szacunku jakim zawsze obdarzano listonoszy. W Stanach to norma, podobnie jak szanuje się strażaków, choć dziś pewnie to się zmienia, gdy wiele zadań przejęły firmy kurierskie. W połowie lat 80, gdy powieść powstawała pewnie to było bardziej czytelne. Ale czy i dziś nie jest to rzeczywiście jakiś uniwersalny motyw, który rozumie świat? Oto kraj upadł, administracja, wojsko, policja, żadne służby i instytucje już nie istnieją. I nagle pojawia się ktoś w mundurze, kto twierdzi że państwo dźwiga się z kolan, że znowu będzie działać, że on jest przedstawicielem władzy, która chce wspierać i łączyć dla odbudowy, a nie by decydować za nich.
I co z tego, że bohater tak naprawdę przypadkiem znajduje ten mundur i po prostu gra rolę, która początkowo miała mu jedynie zapewnić bezpieczeństwo i odrobinę wytchnienia w czasach gdy człowiek człowiekowi wilkiem.
Zakończenie trochę nie pasuje do całości, czuć że powstawało to jeszcze w czasach gdy świat był podzielony na wschód i zachód, ale mimo wszystko obrazy tego jak ludzie chwytają się nadziei i chcą wierzyć w kłamstwa są w mojej ocenie dalej interesujące. Historie i opowieści mogą podnosić na duchu i mobilizować nawet gdy wszystko wskazuje na to, że działanie jest skazane na porażkę - to przesłanie jest nie tylko fajnie tu uchwycone, ale to prawda która może i dziś nam się przydać.
Brin pyta: przetrwaliśmy, ale co dalej? Czy możemy przekazać świat ciut lepszym?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz