czwartek, 2 lipca 2026

Eks, czyli co zrobiliśmy ze swoim życiem

To chyba jedna z lepszych rzeczy jaką widziałem w tym kończącym się sezonie teatralnym w Warszawie. Wiem - jeżeli to było raptem kilkanaście spektakli to nie mogę twierdzić, że widziałem wszystko, ale mówię o swoich subiektywnych wrażeniach. Świadom też tego, że nie wszystkim pewnie ten tekst podejdzie, bo niestety mam wrażenie że widz masowo szuka tego co lekkie, łatwe i przyjemne. "Eks" dostarcza nam dobrego tekstu i świetnego wykonania, ale bez obietnicy że to będzie w tych klimatach jakie wymieniłem :)


„Eks” Mariusa von Mayenburga w tłumaczeniu Karoliny Bikont to bowiem psychologiczny dramat o tym jak czasem w poukładanych wydawałoby się związkach kotłuje się od emocji, frustracji i goryczy. Dokonaliśmy pewnych wyborów, byliśmy szczęśliwi, dorobiliśmy się nie tylko dzieci, ale i jakiejś stabilizacji... Lepiej jednak nie patrzeć wstecz, bo gdy czasem przyjdzie taka myśl "co by było gdyby?" "czy byłbym w innym miejscu?" może zrobić się niewesoło. Teraz - mając już bliżej do 50 niż do 40 raczej za późno na robienie rewolucji życiowych, można więcej stracić niż zyskać. 


 

Z czego wynika to wypalenie, to poczucie bycia samotnym mimo bliskości może wynikać? Czy życie codzienne i obowiązku zawsze muszą wygasić ten ogień i funkcjonuje się już bardziej obok siebie niż ze sobą? Świetnie udaje się uchwycić w dialogach ten przedziwny taniec, w którym czasem wyskakuje się by wbić szpilkę złośliwości, by zaraz potem jednak próbować to załagodzić. Te zbierane żale, pretensje, drobiazgi, które coraz bardziej drażnią, ale przecież obie strony nie są bez winy i od razu zaczyna się nie tylko próba obrony, ale i atak, by nie wyjść na tego który odpowiada za wszystko. 

Jak wskazuje już tytuł, pojawi się również dawna miłość i to wokół niej skumulują wszystkie emocje. To naprawdę ogromna przyjemność śledzenia tego trójkąta, bo tu nie ma zbędnych scen, zdań, nawet jak przewidujemy kierunek w jakim to będzie zmierzać, to i tak będziemy raczej zaskoczeni. 
 

Łukasz Simlat w roli Daniela, to facet który można by postawić jako wzorzec pantoflarza, pogodzony z tym że wciąż jest oceniany, przepytywany i nie ma co liczyć na to, że przyzna mu się rację. Mocno dusi różne rzeczy w sobie no bo "tak trzeba". Czy wspomina jeszcze dawne uniesienia? Pewnie tak, bo widzimy że telefon od "eks" go poruszył, choć próbuje tego nie okazywać. Od Olgi Sarzyńskiej jako Sibylle aż trudno oderwać oczy - jak ona potrafi manipulować, jak udawać że niby nic jej nie porusza, jak potrafi wbić w poczucie winy. Czujemy, że to wszystko również pewnego rodzaju poza, maska jaką przybiera, by nie okazać się bezbronną, by nie prosić o litość. Duże wow! No i Milena Suszyńska jako Franziska, niby bezbronna, szukająca pomocy, a przecież widzimy jak powoli zmierza by stworzyć okazję do rozmowy w cztery oczy, by zrzucić z siebie ciężar, który ją dręczy. Ona nie przestała kochać i powrót do tamtych chwil gdy była razem z Danielem to jakiś ważny punkt, o którym wciąż myśli. Tylko czy powrót jest możliwy? Przecież nie są już tymi samymi ludźmi.  

Fot. Krzysztof Bieliński za stroną Teatru

Początkowy śmiech powoli w nas gaśnie i wychodzimy cały czas myśląc o tym co zobaczyliśmy. Taki teatr uwielbiam!
 

Inteligentne, poruszające i świetnie zagrane. Nic tylko bić brawo i polecać każdemu kto nie boi się trochę trudniejszych emocji na scenie.

 

 


 
Eks - Teatr Ateneum (scena 61) - więcej o spektaklu tu 

AUTOR TEKSTU Marius von Mayenburg
TŁUMACZENIE Karolina Bikont
REŻYSERIA Artur Tyszkiewicz
ASYSTENTKA REŻYSERA Paulina Staniaszek
SCENOGRAFIA, ŚWIATŁA
I KOSTIUMY Joanna Zemanek
MUZYKA Jacek Grudzień
SUFLERKA Joanna Trzcińska | Anna Żelazowska
INSPICJENT Wojciech Gratkowski | Agnieszka Hornowska | Jerzy Kacperski

OBSADA
Olga Sarzyńska
Milena Suszyńska
Łukasz Simlat

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz