poniedziałek, 6 lipca 2026

Proletaryat, Dezerter i Nocny Kochanek za darmo i na jednej scenie, czyli no żal byłoby nie skorzystać

Króciutka notka, ale celem archiwizacji warto zapisać, żeby kiedyś sobie przypomnieć i sięgnąć wstecz: kto, gdzie i kiedy... Można by spytać jeszcze "dlaczego", bo jako żywo na darmowych wydarzeniach miejskich kapele takie jak Dezerter grają chyba rzadko, w tym przypadku jednak organizatorem i pomysłodawcą były środowiska motocyklistów, a miasto wyłożyło jedynie kasę. Chwała im za to, a my mogliśmy skorzystać z darmowego, niezłego koncertu (kilka lat temu na tej samej imprezie grał Kult). 

Upał straszny, więc i jakieś większe szaleństwo pod sceną zaczęło się dopiero pod wieczór, można więc tylko współczuć Proletaryatowi że grali jako pierwsi i nie dość że publika chowała się w cieniu, to oni grali w pełnym słońcu... Dla mnie to był trochę powrót do wspomnień, bo we wczesnych latach 90 w sławetnym klubie Fugazi byłem na ich koncercie gdy byli na fali największej popularności. Dziś nadal grają podobnie, choć nie ukrywam że nowsze numery wydają się trochę na jedno kopyto. Generalnie niezły koncert i chętnie bym zobaczył ich w klubie, a nie na takiej imprezie gdzie połowa publiki to przypadkowi plażowicze...

 

 Na Dezerter ściągnęło już trochę ludzi, którzy przyjechali głównie na nich i powiem Wam, że duży szacun dla panów - zero przymilania się, po prostu konkretny secik, przeplatane numery z nowej płyty i jakieś starsze, legendarne już kawałki. Cholera, we trzech robią taką atmosferę, że inni potrzebują do tego przynajmniej 5 lub 6 muzyków na scenie, a to przecież tylko gitara, bas i perkusja. Obojętnie, czy to punkowe klasyki, czy trochę spokojniejsze numery, kawał świetnej roboty. No i ten przekaz. Gdy pisałem o ich ostatniej płycie podkreślałem swoje zdanie: o ile większość punków w tej chwili jedynie odcina kupony od dawnej twórczości, czasem poszło w stronę post-punkowego grania o dupie M, oni pozostali sobą - radykalnymi buntownikami, którzy cały czas mają coś do przekazania i w odróżnienia od pozostałych, żyją tym co starają się przekazywać...



Co tu dużo gadać - świetny koncert! I cieszy fakt iż publika to nie tylko stare zgredy wspominające młode lata, ale i sporo małolatów. Żenujące jedynie ich wrzaski "pokaż dupę"- widać niestety atmosfera z Polandrocka i Zacieraliów przenoszona jest bez refleksji i szacunku na wszystkich artystów. Zawołajcie tak kretyni Kasi Nosowskiej, jestem ciekaw jej reakcji. O ile czasem rozumiem emocje na scenie i różne sytuacje które mogą się pojawić spontanicznie, to nie rozciągajmy tego jako oczekiwania na wszystkich, bo to świadczy o tym że nie przyszliście tam dla muzyki.

No i zgodnie z kolejnością: największa gwiazda wieczoru. Kurcze i największe tłumy. Trochę to dziwne, bo mimo wszystko dla mnie to poziom bliższy Ich troje albo zespołom Disco Polo niż zespołom, które dla mnie są kultowe, no ale jak widać ludzie lubią takie rzeczy: proste, wpadające w ucho, chwilami dowcipne. 

Sam bawię się nieźle przy Łydce Grubasa, nie stawiam ich jednak w jednym rzędzie z kapelami, które nagrywają materiał, który pozostaje na dekady. Oni są zabawni, sprawni muzycznie, ale to wciąż powtarzanie jednego schematu: dowcipu. I Nocny kochanek robi to w podobnym stylu, tyle że korzystając z klasyków muzyki metalowej, bawiąc się motywami i kolejnymi niby śmiesznymi rymami częstochowskimi. Grają nieźle, robią świetne szoł, mają to dobrze przemyślane, wokalista naprawdę ma niezły wokal i potrafi z niego korzystać, tylko dla mnie to jednak kategoria wygłup, a nie poważny koncert. Ludzie się cieszą, śpiewają, więc niech im tam, mają swoją gwiazdę, ja jednak pozostanę dość sceptyczny wobec ich twórczości. Ale przyznaję, parę razy też się uśmiechnąłem i z przyjemnością wsłuchiwałem się w znajome riffy.  


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz