Nie zliczę który to już raz trafiamy z żoną na koncert przygotowywany w naszym sąsiedztwie w rocznicę strajków w Ursusie w roku 1976. Moje miasteczko mocno z zakładami też jest związane, bo budowa większych osiedli, napływ mieszkańców najczęściej był właśnie z nimi związany. Choć więc nie mam nikogo w rodzinie kto bezpośrednio uczestniczył w wydarzeniach, zawsze staramy się tam być, zwłaszcza że dzielnica zwykle organizuje koncert "na rockowo" co bardzo nam pasuje (trochę naśladując w tym względzie Muzeum Powstania Warszawskiego).
W tym roku rocznica okrągła więc i spodziewaliśmy się większego wydarzenia. I przyznam, że było to ciekawe, choć raczej nie spełniło oczekiwań. Dobór gwiazd (Paktofonika to nie nasza bajka), Rogucki z nowym projektem mocno smęcił, najciekawsze było więc to co przygotowano "ekstra".
Rogucki i Normalni ludzie - jak dla mnie trochę jeszcze za mało by robić za gwiazdę na takich wydarzeniach, a nie mają jeszcze marki by robić coś ekstra na takie okazję. Grają więc to co ich, ludzie tego nie znają, ożywiają się więc jedynie na nowe wersje kawałków Comy. No chyba nie powinno tak być.
A samo widowisko? Jak dla mnie trochę niedosyt, bo każda z gwiazd pojawiła się raptem na dwa kawałki, a niektórzy nawet jeden z nich mieli solo, więc nie za bardzo pokazali swoje możliwości. Dobór piosenek - dość przewidywalny, bo p. Krystyna Prońko jako jedyna miała możliwość zaśpiewania swoich numerów, mocno nawiązujących do czasów PRL. Ach no i Waglewski, ale to przecież starszy numer (Nim stanie się tak...) i powiedziałbym że akurat tu można było raczej TILTu kawałek na finał.
A reszta? Całkiem nieźle przygotowała covery różnych numerów z lata 80 (a więc późniejszych niż same wydarzenia), czyli był i Janerka, Obywatel GC, Kult, Perfect, Mr. Zoob (to akurat zaskoczenie). Wypadło to fajnie - czasem pojawiał się chór SGGW w tle, zespół dość fajnie zaaranżował te kawałki by nie było za dużo kombinowania, ale by wokaliści mogli trochę się pokazać, a oni to wykorzystali. Dobrze wypadł Rogucki, Organek szkoda że tym razem bez gitary, Janusz Radek jak zwykle zaszalał wokalizami, podobnie jak Renata Przemyk. Nie było wtop i za to szacun.
I nie było mimo wszystko nudy, bo choć kawałków niewiele, to obudowano to animacjami (fragmenty komiksu o którym pewnie napiszę na dniach), wypowiedziami świadków, wspomnieniami. Taka lekcja historii. I to szanuję - ci którzy pamiętają mogli śpiewać i przeżywać te emocje z dzieciństwa i młodości jakie te piosenki wtedy budziły, a młodsi mogli dowiedzieć się o co tak naprawdę w tym 76 chodziło i z czego potem zrodziła się Solidarność.
Rozczarowanie więc nie takie duże - po prostu Rogucki nie dał rady w mojej ocenie zaproponować czegoś fajnego, to jakby "gwiazda" pojawiła się z zupełnie nowym materiałem i w dodatku średnio ciekawym. Paktofonikę odpuściliśmy (w końcu to środek tygodnia), a samo widowisko miałem nadzieję że da nam okazję do posłuchania w większych dawkach każdego z artystów. Było ciekawie, choć chciałoby się więcej.
Najgorzej jak było fajnie, a jednak czegoś brakowało.
OdpowiedzUsuń