piątek, 12 czerwca 2026

Złodziej czasu. Łowcy tajemnic - Michał Kuźmiński, czyli to miały być najgorsze wakacje w ich życiu

Książek dla dzieci i młodszych nastolatków pojawia się ostatnimi czasy coraz więcej i to ogromnie cieszy. Spora część z nich oferuje jakąś dawkę przygód, czasem magii, a przy okazji może trochę pozytywnych wzmocnień i pochwałę otwartości i przyjaźni. Czasem trafiają się jakieś ciekawe lokacje, zwykle jednak są jedynie tłem. Dużo rzadziej udaje się pokazać w ciekawy sposób historię, zainteresować jakimiś wydarzeniami, postaciami. A przecież wszyscy wiemy, że najlepszym sposobem na to by połknąć takiego bakcyla jest możliwość zetknięcia się z nim na żywo. Dotknąć, zaangażować się, poczuć coś... 

Zwykle jednak to jest ta "wielka" historia, znane wydarzenia, które ktoś próbuje przybliżyć młodemu czytelnikowi. Trudniej przecież nie opowiadać jedynie o bohaterstwie, zwycięstwach czy klęskach, ale pokazać losy zwykłych ludzi, opowiedzieć o konsekwencjach tych wydarzeń.  

To właśnie może spodobać się w Złodzieju czasu, który zdaje się jest pierwszym tomem większego cyklu. To historia dwójki dzieciaków: jedenastoletniej Doroty i siedmioletniego Daniela, których rodzice postanowili po raz pierwszy wysłać na wakacje do dalszych krewnych. Bez nich? Bez atrakcji? Na wieś? Nie zagranicę? No jak to? 



I dodajmy jeszcze bez WiFi, bo na wsi, w starym domu na Dolnym Śląsku nie ma zasięgu. Nuuudy, powiedziałaby większość współczesnych dzieciaków. I co z tego że wujostwo wspaniale karmią, że świeże powietrze, ogród, stary dom. Pozornie dla nich nie ma tu nic ciekawego. Tymczasem jednak od drobnych wydarzeń zaczyna się wielka przygoda. Trochę detektywistyczna, trochę w poszukiwanie skarbu, rozwiązywanie zagadki. Nic to, że czasem dziecięcy zapał i wyobraźnia mogą zapędzić na manowce i narobić kłopotów, mądrzy dorośli na szczęście potrafią wybaczyć o ile rozumie się swoje błędy i potrafi za nie przeprosić. 

Stary dom, jak się okazuje poniemiecki, skrywa różne opowieści i sekrety. To właśnie w przeszłości trzeba będzie poszukać odpowiedzi, ona też okaże się niezłą lekcją. Co to znaczyło gdy ktoś musiał opuścić swój dom, udać się na poniewierkę i na zupełnie nowej, nieznanej sobie ziemi, wkraczał do zupełnie innych domów i gospodarstw. Czasem opuszczonych, a czasem jeszcze mających właścicieli, tyle że już wiedzieli iż wszystko muszą zostawić. 

Dzieci pytają i próbują zrozumieć, bo to wszystko nie mieści im się w głowie, a dorośli tak jak potrafią próbują wyjaśnić, odwołując się też do wspomnień własnych dziadków czy rodziców. To dobra lekcja historii, ale nie takiej z prostych haseł i podpisów pod zdjęciami, tylko zniuansowanej, bez łatwych ocen i wskazywania bez refleksji wroga. Kuźmiński bez jakiegoś nadętego dydaktyzmu uczy spojrzenia na przeszłość pełnego wrażliwości, ale i ciekawości na temat wojny, przesiedleń, przesuwania granic. I to jest fajne! Postacie dzieciaków przez niego wykreowane mają w sobie cudowną mieszankę zwariowanych pomysłów, umiłowania przygody, przełamywania lęków, ciekawości i wahań emocjonalnych. Są naturalni i może dlatego to tak się fajnie czyta. Wakacje bez ekranów? Jasne że da się! 


Michała Kuźmińskiego dotąd znałem jako połowę duetu pisarskiego dużo mroczniejszych historii kryminalnych, stąd też muszę przyznać że to miłe zaskoczenie. Stworzył historię bez pójścia na łatwiznę, pocztówkowych widoczków czy odwołań do czegoś bardzo znanego. To raczej ta historia w skali mikro, rodzinna, oparta na tym co można znaleźć na strychu w domu lub na okruchach wspomnień. Nie mniej przecież jednak ciekawa, a może nawet bliższa życiu, ucząca tego co naprawdę ważne: przyjaźni, miłości, tęsknoty, wierności, miłosierdzia, życzliwości. 


Trochę humoru, przygoda, zagadki, poszukiwanie skarbu - młodzi mogą pokochać tą książkę. 

Wydawca rekomenduje ten tytuł dla grupy 9-12 lat, ale sami wiecie że to bardzo indywidualna sprawa. Ode mnie w każdym razie polecajka!  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz