Obiecałem wczoraj na FB bloga że wrzucę jeden post z wyjaśnieniem dłuższej nieobecności, ale być może nawet nie udało się tego zauważyć - naszykowałem odpowiednią ilość wpisów i po raz kolejny udało się na Notatniku zamknąć miesiąc zgodnie z planem.
Powodem nieobecności była pielgrzymka - już po raz drugi do Santiago de Compostela, trochę inną drogą, trochę w innych warunkach, może też w trochę innej kondycji psychicznej i fizycznej.
Na swoim profilu prywatnym na FB robiłem relację z filmikami i zdjęciami, postanowiłem jednak że i na Notatnik coś wrzucę. Tak dawno nie robiłem relacji podróżniczych z żadnych wypraw, choć w przeszłości się to zdarzało. Głównie kiedyś jako pewnego rodzaju polecajki przy wypadach z dziećmi, niech to będzie też jakiś rodzaj uchwycenia pewnej chwili, emocji, wrażenia. Zapraszam więc do przeglądania zdjęć, a jakby co można pisać na maila jeżeli ktoś będzie miał pytania.
Z góry zastrzegam - nie będzie detali, to nie przewodnik, zapis drogi, może po prostu próbuję też w ten sposób odpowiedzieć na sporą ilość pytań "na co ci to?". Po co się męczyć, iść w upale, z nadzieją że załapiesz się na łóżko w wieloosobowej sali gdzie trudno się wyspać?
Przecież nie chodzi jedynie o przygodę, o dotknięcie atmosfery tych wiekowych miasteczek hiszpańskich gdzie chwilami ma się wrażenie, że czas się zatrzymał, nie chodzi o widoki, choć to wszystko jest jakimś dodatkowym bonusem do wędrówki. Nie chodzi również o jakieś wyzwanie, choć dla wielu przejście dzień po dniu 100, 200, czy 300 km wydaje się czymś mało realnym.
Bo dla mnie najbardziej liczy się droga. Nawet nie dla compostelki, certyfikatu że coś przeszedłem, bo jak się okazuje nawet specjalnie nikt tego nie weryfikuje. Doświadczenie kolejnych kroków, kilometrów, walki z samym sobą, to nie tylko wietrzenie głowy, odcięcie się od wszystkiego, od telefonu, wszystkich trosk, ale i okazja do tego by jakoś spojrzeć na wiele rzeczy na nowo, przewartościować je. Uczymy się na szlaku radości z prostych rzeczy, z wody, kawałka chleba, cienia, napotkanego człowieka, uśmiechu, zachwytu chwilą której nie trzeba od razu dokumentować serią selfie i wrzucania do mediów społecznościowych. I wiesz, że to nie krótki wypad, godzina na wypad w atrakcyjne miejsce. To będzie trwać i trwać, dzień po dniu. Wioski, odludzia, góry... Zmęczenie. Pot. A potem chwila wyciszenia pod pięknym drzewem czy w jeszcze piękniejszej katedrze.













Brak komentarzy:
Prześlij komentarz