środa, 3 czerwca 2026

Camino Primitivo, czyli po prostu Droga

Obiecałem wczoraj na FB bloga że wrzucę jeden post z wyjaśnieniem dłuższej nieobecności, ale być może nawet nie udało się tego zauważyć - naszykowałem odpowiednią ilość wpisów i po raz kolejny udało się na Notatniku zamknąć miesiąc zgodnie z planem. 

Powodem nieobecności była pielgrzymka - już po raz drugi do Santiago de Compostela, trochę inną drogą, trochę w innych warunkach, może też w trochę innej kondycji psychicznej i fizycznej. 

Na swoim profilu prywatnym na FB robiłem relację z filmikami i zdjęciami, postanowiłem jednak że i na Notatnik coś wrzucę. Tak dawno nie robiłem relacji podróżniczych z żadnych wypraw, choć w przeszłości się to zdarzało. Głównie kiedyś jako pewnego rodzaju polecajki przy wypadach z dziećmi, niech to będzie też jakiś rodzaj uchwycenia pewnej chwili, emocji, wrażenia. Zapraszam więc do przeglądania zdjęć, a jakby co można pisać na maila jeżeli ktoś będzie miał pytania. 

 

Z góry zastrzegam - nie będzie detali, to nie przewodnik, zapis drogi, może po prostu próbuję też w ten sposób odpowiedzieć na sporą ilość pytań "na co ci to?". Po co się męczyć, iść w upale, z nadzieją że załapiesz się na łóżko w wieloosobowej sali gdzie trudno się wyspać? 

 

Przecież nie chodzi jedynie o przygodę, o dotknięcie atmosfery tych wiekowych miasteczek hiszpańskich gdzie chwilami ma się wrażenie, że czas się zatrzymał, nie chodzi o widoki, choć to wszystko jest jakimś dodatkowym bonusem do wędrówki. Nie chodzi również o jakieś wyzwanie, choć dla wielu przejście dzień po dniu 100, 200, czy 300 km wydaje się czymś mało realnym.

Bo dla mnie najbardziej liczy się droga. Nawet nie dla compostelki, certyfikatu że coś przeszedłem, bo jak się okazuje nawet specjalnie nikt tego nie weryfikuje. Doświadczenie kolejnych kroków, kilometrów, walki z samym sobą, to nie tylko wietrzenie głowy, odcięcie się od wszystkiego, od telefonu, wszystkich trosk, ale i okazja do tego by jakoś spojrzeć na wiele rzeczy na nowo, przewartościować je. Uczymy się na szlaku radości z prostych rzeczy, z wody, kawałka chleba, cienia, napotkanego człowieka, uśmiechu, zachwytu chwilą której nie trzeba od razu dokumentować serią selfie i wrzucania do mediów społecznościowych. I wiesz, że to nie krótki wypad, godzina na wypad w atrakcyjne miejsce. To będzie trwać i trwać, dzień po dniu. Wioski, odludzia, góry... Zmęczenie. Pot. A potem chwila wyciszenia pod pięknym drzewem czy w jeszcze piękniejszej katedrze.

W tym roku to miało też mocny wymiar duchowo-religijny, mniej było rozmów o niczym, a więcej ciszy, modlitwy, za co jestem ogromnie wdzięczny. Nawet jeżeli na co dzień nie jestem aż tak mocno zaangażowany w praktyki, to wejście w ten rytm codziennej mszy, rozważań, czy nawet odmawiania różańca w drodze, czyniło tą wędrówkę zupełnie inną, pomagało mi też trochę w przełamaniu różnych trudności fizycznych z jakimi się zmagałem. Bąble i rany na stopach naprawdę stają się w pewnym momencie mało istotne gdy o nich nie myślisz, gdy skupiasz się na czymś innym. 

      

Idziesz po ścieżkach, którymi od ponad 1000 lat wędrowali pielgrzymi do grobu św. Jakuba (Camino Primitivo jest chyba jedną z najstarszych wyznaczonych dróg) i choć chwilami możesz czuć się sam, ze swoimi myślami, intencjami, obawami, zmęczeniem, to tak naprawdę nie jesteś sam. I nie chodzi nawet o tych, których mijasz albo idziesz z nimi na szlaku, ale w każdym geście serdeczności, dobrym uczynku, uśmiechu, podziękowaniu, geście dostrzegasz to że życie może być prostsze, lepsze, bardziej przejrzyste, mniej skupione jedynie na tobie i twoich wyobrażeniach. Otwieranie się na to co cię spotyka, bez grymasu, bez niechęci, podejrzeń, nagle wiele zmienia. Tylko potem musimy starać się o tym wszystkim pamiętać, nie zgubić tego. Żyć pokojem, nadzieją, dobrem. Wdzięcznością. Pokorą.   
 
 
 
o Camino powstało już sporo opowieści, filmów, książek, wiele z nich żartobliwych, przerysowanych, czy upraszczających, trudno jednak się na to obrażać. Pewnie każdy kto idzie może przeżywać to trochę inaczej, wiele osób pewnie jednak potwierdzi że to doświadczenie dość wyjątkowe. Nawet nie ze względu na trudność (Primitivo ma takie odcinki bardziej wymagające a i upał daje w kość), ale raczej z powodu tego jak my się z nią mierzymy. To Droga nas zmienia. I trochę uzależnia :) bo chce się wracać. 
I ja pewnie wrócę za kilka lat. Może na inny szlak, może Norte albo Francese, może znowu na Primitivo. Nie za szybko, by wciąż to smakować, wspominać, cieszyć się oczekiwaniem. I tym co przeżywa się u końca - w Santiago de Compostela, czy też jeszcze dalej, na końcu świata, czyli w Muxii czy na drodze do Fisterry.
Tym którzy byli, tym którzy myślą o Camino, a może tym którzy dopiero zapragną kiedyś tej Drogi: Bien Camino. Jak to mawiają pielgrzymi: Ultreia et suseia.
Stawajmy się lepsi. Nie tylko na Drodze. Ale może również dzięki niej.     
 
 
 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz